Jak przypodobać się światu i nie zabić męża

– Nałożyłaś mu coś jeść?

– Ależ, babciu, przecież on jest dorosły. Cała lodówka jedzenia, jak będzie chciał to sobie nałoży i zje.

– Jak mu nie nałożysz, to nie zje!

wdowa1

Ten dialog miał miejsce naprawdę i to całkiem niedawno. Uspokoiłam się wtedy myślą, że sprawa jest przemijająca, a babcia niegroźna. Po ostatnich racach w internecie na tematy macierzyństwa i bycia żoną (Fronda: „Jak przypodobać się mężowi”) okazało się jednak, że ta sprawa w ogóle nie jest przemijająca. Sprawa jest paląca i natychmiastowa!

A ty, kobieto, odpowiadasz za jeszcze jedno życie.

Nie, nie chodzi o to, że masz dzieci. Dzieci to małe miki. Dzieci to żaden problem. Z dziećmi to my sobie na luzie radzimy. Natura tak skonstruowała człowieka, że jakoś od dwóch milionów lat jego gatunek istnieje. Jakimś cudem przetrwał. Nic w naturze nie ginie. Kiedy łania powije źrebię, żadne ugrupowania prolife nie stoją nad jej głową i nie ciosają pouczeń. I jakimś niepojętym cudem ta łania ogarnia temat. Więc nie chodzi tak naprawdę o macierzyństwo. Owszem, u ludzi z miejsca pojawiają się zastępy mądralińskich, co kiedy, jak, czy wolno, a nie wolno, czym karmić, kiedy, nosić, przewijać, nie przewijać, a to, a tamto, a sramto. Ale to nie ma nic wspólnego z walką o przetrwanie gatunku. Gatunek sobie poradzi. Macierzyństwo wszyscy mają w dupie, a nad dziećmi nikt nie będzie się rozwodzić. Klaps i krótka piłka. Spoko.

Ale tu chodzi o coś więcej. Tu chodzi o kogoś więcej! Tu chodzi o kogoś, kto sobie może jednak zupełnie nie poradzić. Tu chodzi o kogoś, kto ma problem z przetrwaniem, bo kuchnia jest dla niego o wiele bardziej niebezpieczna od dżungli i gdy cokolwiek w niej wykona „z własnej inicjatywy”, należy piać z radości, że w ogóle przeżył.

Tak, jest ktoś o wiele ważniejszy od dzieci do opiekowania. Do rozpieszczania. Do gilgania pod paszkami. Do wtykania łyżeczką porcji papu.

To twój MĄŻ.

Twój mąż – według świadomości wielopokoleniowej, według autorów setek poradników od Frondy po Cosmopolitan– jest istotą międzyplanetarną, jego ciało rozszczepione jest z umysłem w odległościach świetlnych. On nie ma pojęcia, gdzie leżą jego skarpetki, a co dopiero jedzenie w lodówce. Talerz. Widelec. Jemu trzeba nałożyć i podstawić pod nos, a zachować ostrożność, by nie naruszyć przestrzeni zadumy, bo choć myśl jego jest wielka, to jednak zagubiona.

I zanim się odnajdzie, on sam niestety, umrze z głodu.

A ty zostaniesz wdową. I rozpadniesz się na kawałki, odpadnie ci nos, ręka, głowa, rozsypiesz się w pył, którego resztki zeżrą wyrzuty sumienia, jaką byłaś głupią suką, kiedy twój mąż konał, a ty nie nakładałaś mu ryby po grecku.

———————————————————————–

Jest to fragment przygotowywanej przeze mnie książki „Kobieta dość doskonała”. Książka pojawi się na przełomie  7 października  2015.

Kobieta_okladka wstepna kopia