11.12.2011 Czarne oczy Swietłany K.

Do Gdańska zawsze się wraca. Nawet, gdy się myśli, że to już historia, nawet gdy się zdaje, że to już przeszłość. Od Gdańska nie uciekniesz.

Brunetka. Chuda, jakaś ptasia. Roztrzepana przy tym, choć zdolna. Przyjechała do Krakowa studiować, jakby jej w Gdańsku za mało szkół postawili. I, gdyby nie skłonność do wiśniówki, mogłaby dziś, kto wie, może i mogłaby by dziś brylować na salonach Hollywood?

Tak, tak. Steven Spielberg nagrywał w Krakowie Listę Schindlera, gdy ona, wtedy studentka UJ, biegała za gołębiami po krakowskim rynku. Czy jej czarne oczy, czy raczej wystające kości policzkowe przykuły uwagę reżysera? Jutro, powiedział, jutro o ósmej rano przyjdź na plan zdjęciowy. I jeszcze dodał: szukałem takiej twarzy. Tak powiedział. Szukałem takiej twarzy. On, gwiazda współczesnego kina światowego! On szukał takiej twarzy! Takich oczu, takich ust wydatnych, tak zapadłych policzków! Takich ciemnych brwi, takiego gładkiego czoła…

czytaj więcej: http://ibedeker.pl/osobowosci/sylwia-kubrynska-czarne-oczy-swietlany-k-ibedekerowe-opowiadanie-gdanskie/#ixzz1gGYzvohX

12.09.2011 Rozdroża Wolności

Leżę na ziemi przy pomniku Heweliusza i myślę intensywnie o Jakubie N., który, nie bacząc na panujące uroczystości, najwyraźniej robi zryw w kierunku monopolowego. W temacie „wolności” jest to doskonale słuszna decyzja i już, już zamierzam dołączyć do jego samotnego pochodu, gdy napada mnie dwóch mężczyzn z kamerą, babka z mikrofonem i Maciej Kosycarz. Podobno malowniczo leżę.

Tekst, który zostawiłam pod pomnikiem powstał z ognistej kuli wędrownej, która eksplodowała na fragmencie kartonowego rulonu i nie mam teraz żadnego doń dostępu. W głowie pojawiają się jedynie błyski sentencji, całość jednak szlag trafił, szlag trafił także mój spacer z Jakubem N. i ewentualne zakupy.

Gdyby więc komuś wpadła w ręce historia małej dziewczynki, która zamienia się w grzechotnika, a potem w ptaka, słucha piosenek Ciechowskiego i na zawsze porzuca Erefen – bardzo proszę o kontakt. Tekst zatytułowany jest „Nie pytaj o wolność” i poprzedzony jest zasłyszanym podczas imprezy cytatem:

„Z nudów to wszystko, z nudów piszą, pierdolą bez sensu. Artyści…!”

31.08.2011 Babskie lato, czyli o tym, że jesień jest kobietą

Po pierwsze umówiłam się z Marcinem i problem z poprzedniego wpisu przestał istnieć. Po drugie: mamy jesień. Właściwie tu panuje permanentna jesień, ale ja nie o tym. Ja chcę napisać o tej prawdziwej jesieni, tej legalnej wrześniowo październikowej, polskiej złotej, marzycielskiej jesieni dla zakochanych. O tej porze roku, gdy już piasek plaży nie uwiera spalonego słońcem ciała, gdy już nie zaciskają się spocone dłonie na kierownicy, gdy stopy przestają puchnąć, a rozdygotane od upału powietrze zastępuje powiew refleksyjnego chłodu.

Chcę wspomnieć o butach botkach, o pończochach, o płaszczykach, apaszkach i szalikach. O walizkach w kratkę jesienną szkocką. O szkockiej whisky. O czerwonym winie. O srebrnych łyżeczkach  na Mariackiej. O deszczu, chmurach i poziomym świetle. O pająkach krzyżakach i apokaliptycznej zagładzie rozhisteryzowanych much. O zapachu liści. O popołudniowym kinie Helikon. O mokrym bruku gdańskiej starówki. O ciut za długich chwilach milczenia. I wreszcie – o herbacie z zatopionym słońcem.

Czy jest coś piękniejszego od barw jesieni? Nachalna pstrokacizna letnich fatałaszków nie ma startu do wełnianej elegancji. Wystarczy wejść do pierwszego lepszego sklepu, gdzie sponiewierane tandetne i tanie niedobitki lata wiszą pod ścianą z napisem WYPRZEDAŻ, kryjąc się jakby ze wstydu przed królującą wytwornością jesiennych kolekcji. Spokój szlachetnych materiałów tworzy aurę dostojności.

Patrzę na spowite srebrem pajęczyn arystokratyczne akacje i przypominam sobie jak w majowym słońcu sterczały z ich pni przycięte kikuty ledwo porośnięte niecierpliwym listowiem. Dziś wyglądają zupełnie inaczej. Piękniej. Jesień to duma i spokój. Jesień to pomnik przemijania, fotografia nietrwałości. Bursztynowe zaklęcie – czasu w nieskończoność, rozdygotania w bezruch.

Jesienią  mam wrażliwość artysty i zauważam rzeczy, których zazwyczaj nie widzę. Nosferatu na uchwycie parasolki. Słonia indyjskiego w filiżance kawy.  Mapę Himalajów w szpinaku.

Jesienią zawsze się zakochuję. Oczywiście, w sobie.