Jestem paszczurem!

Wyrzućcie karnety na siłownię. Żadnego joggingu! Żadnych rowerków! Tylko kanapa i browar. Kanapa zajęta? Jakoś się pomieścicie. Na razie…

Po moim ostatnim wpisie zrozumiałam, że mężczyźni jednak nie przestaną nas, kobiet nazywać „paszczurami”. Przeciwnie, określenie to wielce przypadło im do gustu. Mają za to wiele uwag do mojego apelu. Pierwsza i podstawowa uwaga dotyczy wyglądu autorki (ściśle – mojego) oraz wszystkich innych, podobnie jak ja, „sfrustrowanych bab”. Nie zgadzają się też w kwestii krytyki swojej urody, a chodzeniu w pantoflach (które przecież w Krakowie uchodzą za kapcie) – mówią stanowcze NIE.

Przy okazji dowiedziałam się, że w życiu nie znajdę faceta (Wkurzona, witaj w klubie), bo jestem gruba i brzydka, rodzice mnie nie kochali, a brat mnie po głowie łopatką bił. W piaskownicy.

Sytuacja, zdawałoby się, bez wyjścia.

Często jest jednak tak, że z pozoru patowa sytuacja okazuje się wybawieniem, przełomem w życiu, kamieniem milowym nadającym jemu – życiu – sens. I tak się stało ze mną. Trochę pomęłłam porażkę, trochę się z nią pomęczyłam, by wreszcie ujrzeć światełko w tunelu. I pomyślałam, że skoro nie mam na co liczyć, skorom taka szpetna, skoro nieciekawa – skupię się na innych. Może zostanę filantropką? Może założę fundację? Wyjadę gdzieś? Wykopię studnię…?

I tak wpadłam na pomysł. Pomysł społeczny. Tak, chcę coś zrobić dla ludzkości. Nie, nie tylko dla kobiet. Chcę, żeby wszyscy się dobrze poczuli.  I dlatego wprowadzam i ogłaszam wszem i wobec PROJEKT PASZCZUR.

O co chodzi w tym projekcie? Otóż uroda jest sprawą tak zawiłą, tak niedoścignioną i abstrakcyjną, że czas z tym wszystkim skończyć. Powiedzmy temu wreszcie STOP. Elegancja? Moda? Toż to bzdura. Kosztuje toto fortunę, stresuje człowieka i właściwie nigdy nie wiadomo, na czym polega. Człowiek musi się pindrzyć, trefić, kokosić. Tu smarować, tam wycierać. Tu zapuszczać, tam golić. Tu przycinać, tam trymować. A jeszcze te marynarki, jeszcze te  koszule, nie mówiąc już o pantoflach! Daj pan spokój. Zostaw jak jest. Żadnych akrobacji w garderobie. Wstajesz – idziesz. W kapciach, w adidasach, jak tam sobie chcesz. Masz brzuch? Doskonale. Koszulkę wyciągniętą? Świetnie!  Paznokcie ci urosły? Niech rosną! Brudne? E tam.

Nikt już nigdy nie zwróci ci uwagi, bo PROJEKT PASZCZUR obejmuje wszystkich. W końcu jest równouprawnienie. A więc mówisz i masz! Chcesz paszczura? Proszę bardzo.

Dziewczyny, robimy się na paszczury!

I nie jakieś tam pitu, pitu, z ledwo widocznym celulitem, z jakimś śmiesznym pół kilo nadwagi. Uderzamy z grubej berty, na całego! Zapuszczamy się! Hodujemy brzuchy! Chodzimy w adidasach! Opijamy się piwskiem i leżąc przed telewizorem, jemy hamburgery. Przed nami wielkie wyznanie. Przecież musimy dogonić facetów.

Tak wiem, nie będzie łatwo. Mamy mnóstwo pracy. I, oczywiście, jak zwykle, oni mają łatwiej. Ale trudno. Nikt nie mówił, że będzie lekko. Przeciwnie, będzie cholernie ciężko. Jakoś damy radę. Musimy się postarać. Musimy się wziąć za siebie.

Pierwsza rzecz: figura. Wyrzućcie karnety na siłownię. Basem mijajcie szerokim łukiem. Żadnego biegania! Żadnych rowerków! Tylko kanapa i browar. Kanapa, mówicie, zajęta? Spokojnie. Pomieścicie się. Na razie. 

Salony piękności zakazane. Fryzjer? Przeżytek. Bierzcie przykład z naszych panówi i ziuuu – na łyso! Zapomnijcie też o garniturkach, pantofelkach, fidrygałkach. Wystarczy dres. Przynajmniej nóg nie trzeba golić. 

Niech cała Polska wypełni się paszczurami, niech paszczury wylegną na ulicę! Niech paszczurowa estetyka zawładnie całym krajem. Bądźmy ze swojego paszczurostwa dumne! Bądźmy w tym najlepsze! Zróbmy konkurs Miss Paszczurów! Wybierzmy paszczurową królową! Tak, ślijcie zdjęcia swoich postępów, wybierzemy najstraszniejszą, opublikujemy i nagrodzimy. Zrobimy gadżety dla paszczurów. Koszulki z napisem: „Jestem paszczurem”. Nośmy je i bądźmy paszczurami, bo tak nas zwie sól tej ziemi, tak nas widzą mężczyźni.

A jeśli nic już nie pomoże i wciąż będziemy piękne? No cóż, pozostaje jeszcze Photo Shop…

!cid_7906BEAB-DAC8-4587-90AF-0EECEB7CA9DC@maxnet