Tagged: wiosna

Gwieździsta Noc a kwestia zmywarki

Przyjechał spec i jego brzuch. Obaj walnęli mi wykład, że są świetnymi specjalistami, pokręcili się niemrawo, po czym zniknęli. Na zawsze

Wraz z wiosną rozpoczęłam szaleństwo zmian. Pierwsza zmiana to podjęcie próby naprawienia zmywarki. Owszem, mówiło się o niej nieraz, nieraz się też powtarzało, że trzeba zadzwonić do speca, ba! nieraz się do speca próbowało zadzwonić, niejeden numer telefonu się na rogu gazety zapisało.

Bywały przypadki, że w końcu się gdzieś nawet dodzwoniło, nawet się umówiło, ale – jak to bywa na Kaszubach, niczego się nie doczekało.

Spec, choć raz się kiedyś tam pojawił, a trzeba zaznaczyć, że pojawił się od razu w drużynie ze swoim paraliżująco władczym brzuchem, a tacy mężczyźni lubią robić wokół siebie szalony rejwach, więc ów walnął wykład, że jest świetnym specjalistą OD DWUDZIESTU LAT, po czym zniknął. Na zawsze. A w domu zapanowała katatoniczna, tradycyjna metoda zmywania w tak zwanym ręku. I trwała. Trwała. Trwała. Pół roku trwała. 

I nagle: trach! Zmiana. Wstaję rano, biorę komputer, wpisuję „naprawa zmywarek”, wyskakuje mi elegancki numer, ja – uwaga! – nie zapisuję go na żadnej gazecie, tylko (szok!) wystukuję od razu w komórce, tam zgłasza się człowiek skromny i przejęty, po czym na drugi dzień zjawia się SAM, bez brzucha i po cichu bierze się do roboty.

Nie mówię, że mam skończony temat! Bo jeszcze nie mam. Wszystko płynie, panta rhei. Ale sami widzicie, rzucam się w wir tej wiecznie płynącej rzeki. I działam, działam. Wyszukuję telefonu do stolarza. A niech tam! Niech strugają dla mnie domek, schody, poręcze, meble! Niech mi moszczą życie, w którym działa zmywarka.

Dalej. Zapisuję się na rosyjski! Intensywny, nie ma to tamto. Rosyjski zbiega się z ukończeniem książki, nad którą kiwałam się od listopada, a teraz dostałam istnej szajby i piszę w trzy tygodnie. Oczywiście, mam w głowie miazgę, tu Putin, tam feminizm, tu wojna, tam aborcja, tu koniugacja, tam protest. Ale lecę! Pruję wiosenne powietrze nieustanną ekstazą! Kominek! Chcę kominek! Co tam! Dzwonię do speca, rób kominek! Jezu, pół roku stuporu, niemożliwości znalezienia gazety, na której jest numer do kogoś, kogokolwiek, a teraz łubu du!

To ja jeszcze sufit pomaluję.

Warsztaty! Poprowadzę warsztaty! Będę uczyć ludzi pisać! Będę z rosyjskiego zasuwać na wykłady, będę z wykładów pędzić do OBI, będę z OBI lecieć do IKEI, do Zieleni, do redakcji, na wieczór autorski, Warszawa, Kraków, Szczecin. 

Nie mam czasu, muszę biec. Muszę schudnąć! Jem tylko zupy! Kopię w ogródku!  Jeżdżę rowerem! Kupuję maskę do nurkowania i piankę! Morze się samo nie opłynie! Ziemia się sama nie okrąży!

Kiedy byłam w sanatorium, koleżanka z grupy PSYCHO namalowała mi obraz. Kopię obrazu Van Gogha, pt. „Gwieździste niebo”. Powiesiłam w pokoju. I gdy na niego patrzę, zastanawiam się, czy inni ludzie też potrzebują maniakalnej fazy, by naprawić zmywarkę?