Warszawa. Próba mikrofonu.

Kiedyś miałam spotkanie autorskie, przyszły dwie osoby. Miałam mówić przez mikrofon i choć miałam lekkie poczucie absurdu, trzymałam się dzielnie. Nawet zaczęłam się w pewnym momencie pocieszać, że w niektórych okolicznościach dwie osoby to poważny tłum..

kubrynska
Gdańsk, spotkanie autorskie, Kobieta dość doskonała. Nie, na tym spotkaniu było więcej ludzi, ale jak widać, nic mi nie przeszło… (fot. Maciej Jawornicki)

Czemu człowiek nie umie się cieszyć tym, co ma? Od pierwszych chwil, od wschodu słońca szuka powodu, dla którego nie może się rozsznurować, nie może się uśmiechnąć i nie martwić. Włazi na Facebook i sprawdza, kto ma lepiej. Żeby się od rana wkurwić.

Ja się bardzo staram, żeby w chwili gdy „Kobieta dość doskonała” ma dodruk, jest w TOP Empiku, recenzje są bardzo dobre i codziennie dostaję pełne wzruszeń listy od Czytelniczek – wchodzić na FB i sprawdzać, ile osób przyjdzie na spotkanie autorskie z Małgorzatą Halber, a ile na moje. A potem w rozdzierającej frustracji wchodzić pod wannę.

Kilka lat temu miałam spotkanie, na które przyszły dwie osoby. Zgodnie z ustaleniami organizacyjnymi, mówiłam przez mikrofon. I choć miałam lekkie poczucie absurdu, trzymałam się jednak niezwykle dzielnie. Nawet zaczęłam się w pewnym momencie pocieszać, że w niektórych okolicznościach dwie osoby to poważny tłum. Może nie? Kiedy idziecie do lekarza i stoją przed wami w kolejce? Albo biegniecie na pociąg, a przy jedynym czynnym okienku w kasie biletowej liczą bilon? To co? Mało ich?

Wtedy jedna z tych dwóch osób wyszła.

Jutro – 5 listopada w Empiku Arkadia o godzinie 18.00 czekam na Czytelniczki i Czytelników z Warszawy. Spotkanie ze mną będzie prowadziła Paulina Reiter, redaktorka naczelna Wysokich Obcasów. Nie wiem, jak Paulina, ale ja bym bardzo chciała mieć powód do pogadania przez swój mikrofon. Kiedy byłam dzieckiem, śpiewałam do szczotki do włosów, ale bardzo słabo nagłaśniała. Teraz bym sobie odbiła.

Poza tym, w Arkadii są sklepy z ciuchami, żelki i soki wyciskane. Każda kobieta z dzieckiem będzie mile widziana, a każdy ochroniarz przypierdalający się o karmienie piersią w miejscu publicznym: martwy. Także – wpadajcie, będzie fajnie!

PS. Małgorzata Halber też być może będzie.

Jaki wynik? Każdy wygrał

Ja może nie jestem na plusie, ale przynajmniej nie jestem na minusie. Wygrałam? 

Polska to jest taki kraj, którego nikt nie pokona. Jakby okiem nie sięgnąć, jakby historii nie przekopać – Victoria. Wojna? Sama chwała. Że o Powstaniu Warszawskim nie wspomnę. Tak im kota pogoniliśmy, że tylko się chełpić.

Każdy mecz – wygrany. Co by się nie działo, ile byśmy bramek nie wpuścili, duma. I zawsze ten sam komentarz: należy się cieszyć ze zwycięstwa. Moralnego, jakiegoś tam. Ale zawsze zwycięstwa. Bo było blisko. Bo lepiej niż ostatnio. Bo się zapowiadało nieźle. Bo jak na dziewięćdziesiąt minut, to jednak trochę pobiegali. Bo słupek. Bo o mały włos.

Tak było z wczorajszym referendum w Warszawie. Siedzę, patrzę w telewizor, myślę, co mnie to do cholery obchodzi, ale jednak, sami rozumiecie, co nie wypowiedź to zabawa. Bo jaki jest efekt tego głosowania? Wszyscy wygrali! Pokazali, że można! Dali radę! Zwolennicy odwołania prezydent? Wygrali. Przeciwnicy? Wygrali! Wygrał PiS i wygrała PO. Pani prezydent? No, wygrała. Ale ona to jeszcze małe miki. Piotr Guział – ten to dopiero wygrał!

Siedzę, słucham, pojmuję! Ej, zaraz zaraz. Skoro unieważnione referendum to zwycięstwo jego inicjatorów, to moi drodzy, umówimy się co do jednej sprawy. Ja może nie jestem na plusie, ale przynajmniej nie jestem na minusie. Mnie te dwa procent w plecy nie dotyczą. No to chyba jeszcze bardziej wygrałam, niż ci, co stracili? Choć trzeba przyznać, że oni też wygrali.

Powiem więcej, moi drodzy. Wszyscy wygraliśmy. Wołoska, Tebebe, Baronowa! Sztala, chłopie! Bracie! Dobra nasza! Warszawa, Gdańsk, Poznań, Białystok i Szczecin! Jesteśmy zwycięzcami! Ja pierdzielę, nareszcie! Albo może: znowu? Tak czy owak, nikt nam nie podskoczy. Panie premierze! Panie prezesie! Dawajcie następne referenda! Będziemy głosować do ostatniej kropli krwi. I do ostatniej kropli nie będziemy w ogóle na nie chodzić. Ja w ogóle uważam, że powinniśmy się zajmować wyłącznie głosowaniem. Wyborami. Przyspieszonymi, jakimikolwiek. Co by z nich nie wynikło, jaki by nie był procent w tę czy we w tę, będziemy się budzić z tym słodkim smakiem zwycięstwa, będziemy czytać o kolejnych triumfach, będziemy codziennie słuchać fanfar. I nikt nas nigdy nie pokona. Zwłaszcza my sami.

#NBnŚ