Jestem morderczynią

Ktoś wsadził cię do worka i wyrzucił na śmietnik jak miałeś trzy dni. Powiedziałam, że chętnie cię przygarnę. Zapytał: – Co zamierzasz z nim robić? – To oczywiste – odparłam. – Zabić i zjeść.

1016870_473486329407888_501403408_n

Zabiję. Muszę zabić. Kipi we mnie morderstwo, gotuje się we mnie śmierć. Nieodwołalne stają się moje codzienne przekleństwa za kierownicą. Iszczą się wszystkie groźby wobec świata. Wnioski, że ochrona życia i zdrowia zgwałconego dziecka, że opieka medyczna (nie katolicka) to zabójstwo, jednak zobowiązują. Rzecz jasna, do rzeczonego zabójstwa. Tak mnie to wkurwia, że nie mam wyjścia. Inna rzecz, że po wpisie o „Świętym gwałcie” dostałam maila, w którym nazwano mnie morderczynią. Sami widzicie. Morderstwo wisi w powietrzu, wnika w moje nozdrza, smak krwi spienionej wrze na moich zębach. Biorę karabin i strzelam.

Najpierw do kota. Kota muszę zabić, mam wobec niego ten dług od lat pięciu z okładem. Tyle razy mówiłam mu, że zginie z mojej ręki, tyle razy przysięgałam, że to ostatni jego parszywy dzień, w którym wlazł na mój blat kuchenny, do mojego łóżka i na mój świeżo uprany szlafrok. Moja nienawiść nie może sczeznąć na pogróżkach. Dlatego przykro mi (a właściwie w ogóle nie jest mi przykro, wręcz odwrotnie, bardzo mi nie-przykro), zginiesz, zabiję cię, zastrzelę, zadźgam, uduszę. Wykończę cię, wyniszczę. Moralnie zetrę na proch. Na miał, sierść wyliniałą, dywanik pod stopy, okład na korzonki, wypchane trofeum w wiatrołapie.

Pamiętasz, jak mi zjadłeś łososia? Z Biedronki? Za szesnaście dziewięćdziesiąt pół kilo, trzydzieści z hakiem kilogram?! Ten łosoś, padalcu, stanie ci ością w twoim zachłannym gardle! Ten łosoś będzie twoją fugu, rybą zagładą, śmiertelnym daniem! To twój pierwszy i ostatni łosoś w twoim parchatym życiu! To pierwsze i ostatnie szesnaście dziewięćdziesiąt, jakie mi podstępnie rąbnąłeś! Pamiętasz, jak mi zasrałeś dywan, jak mi obsikałeś fartuszek z kaszubskim haftem, jak podrapałeś sofę skórzaną z Ikei, jak wylizałeś masło?! A pamiętasz kreta? Wywróconą do góry korzeniem darń w moim ogrodzie i twoje leniwe, ba! pogardliwe spojrzenia z tarasu w kierunku rozbrykanego gryzonia? Twój emocjonalny ugór, gdy szkodnik rył pod hortensjami, pnącą różą, a nawet bezbronnym przebiśniegiem – pamiętasz? Cały trawnik strzyżony w znoju przez osiem sezonów skończył przez ciebie pod ziemią. Teraz ty skończysz pod ziemią! Teraz ciebie wywrócę na lewą stronę!

Wiesz, skąd się wziąłeś? Jakiś nawiedzony przyjaciel zwierząt dał kiedyś ogłoszenie do gazety, że ma o jednego małego rudego kota za dużo, bo cię znalazł, ścierwo trzydniowe, na śmietniku. Ktoś wyrzucił cię w worku. Na pewną zgubę, śmierć głodową, wymarznięcie. Odpisałam, że chętnie kota przygarnę. A on, durnowato:

– A co zamierzasz z nim robić?

– To oczywiste – odparłam. – Zabić. I zjeść.

Człowiek ów stwierdził, że pyszny jest to żart, że właśnie w moje ręce warto cię oddać, że właśnie ja swoim czarnym humorem stanowię dla takiej kociej znajdy jak ty, satysfakcję. I z miejsca mi cię przywiózł. Błąd. Błąd po stokroć! Bo od tamtej pory moje życie leży w gruzach. Ja nie jem kotów, za to kot je mojego łososia. Ale wszystko ma swój czas. Najwyższa pora wprowadzić w życie pierwotną obietnicę.

Dlatego zginiesz. Ale zanim zginiesz, przekaż wszystkim kotom, żeby nawet nie próbowali podchodzić do miski po twojej śmierci. Jeśli jakakolwiek przybłęda wlezie na teren mojej działki, zmiecie go z powierzchni ziemi napalm feministycznej nienawiści. Psom też przekaż. I muchom. Wszystkim przekaż. Ale przede wszystkim przekaż Terlikowskiemu, Chazanowi i innym zacietrzewionym obrońcom zygot, duszków nienarodzonych, mglistych planów Pana. Nie zapomnij o nadawcy maila wiadomej treści. Ma rację. Jestem morderczynią. Zabijam iluzję dobra. Zabijam pozór. Przebijam mydlaną bańkę miłosierdzia dla bajkowych stworków zza świata. Nie mam dla nich litości. Nie mam nawet dla nich czasu. Muszę zająć się (co za nuda!) tymi, co się już narodzili.

Święty gwałt

Zapłodniona komórka jajowa znaczy tym kraju dużo więcej niż życia wszystkich zgwałconych nastolatek razem wziętych

11-letnia dziewczynka została zgwałcona przez swoich kuzynów. To było w lutym. Było? Czas przeszły tu jest niemożliwy. Ten gwałt trwa nadal. Ten gwałt będzie trwał jeszcze długo. Bo to jest święty gwałt.

W Polsce możliwe są dwa rodzaje gwałtów. Jeden z nich to gwałt nieświęty, plugawy, zaistniały w wyniku prowokacji przez ofiarę. Wszyscy doskonale znamy przyczyny tego gwałtu. Niejednokrotnie już zostało to opisane tu i ówdzie. Opisane i skomentowane przez autorytety. Biegły sądowy psycholog od spraw seksualnych Krzysztof Boćkowski wyraził swoją opinię na temat przemocy seksualnej wobec kobiet: „często same prowokują i doprowadzają mężczyzn do tych sytuacji”. Tak że sprawa jest jasna. Za gwałt odpowiada sama ofiara i tylko jakiś mglisty rozsądek rozgrzanego testosteronem mężczyzny może ją uchronić od zguby. Wiadomo, nie zawsze starczy mu na to sił, wszak testosteron włada jego umysłem. Nie ma się co dziwić. Każdy to rozumie. Ofiara sama sobie jest winna. Tyle.

Ale w Polsce jest jeszcze drugi rodzaj gwałtu. Jest to gwałt, który ma potencjał. Na którym można coś ugrać. Gwałt, przez który dochodzi do zapłodnienia komórki jajowej. Jest to gwałt zbiorowy jak zbiorowa jest społeczność nim zainteresowana.  A ta społeczność jest liczna i bardzo aktywna. Bo komórka jajowa to bardzo polityczna sprawa.

Tomasz Terlikowski wypowiedział się w sprawie takiego gwałtu, krytykując jednocześnie decyzję sądu o prawie małoletniej ofiary gwałtu do aborcji. Dlaczego Terlikowski wie lepiej niż sąd? Bo ten gwałt ma sakralny wymiar.

To święty gwałt.

Wszak to ręka boska umieszcza plemnik w komórce jajowej. Cóż, że podczas aktu przemocy? Nie nam maluczkim się wtryniać. Nie pierwsza to w końcu boska ingerencja w drogi rodne kobiety. Komu więc nagle przeszkadza w świętym akcie zapłodnienia przemoc? Albo to, że ofiarą przemocy jest dziecko? Jedenastoletnie? Że jedenastoletnie dziecko powinno chodzić do szkoły, a nie rodzić dzieci?

Komórka jajowa znaczy tym kraju dużo więcej niż życia wszystkich nastolatek razem wziętych. Więcej niż życia istniejące, po ziemi tej stąpające, bo Ziemia kręci się nie wokół słońca, nie wokół jedenastolatki, nie wokół dzieci już narodzonych, nie wokół ofiar gwałtów, ale właśnie wokół komórki jajowej.

Tomasz Terlikowski zajął się jej losem. I wydał wyrok. Stworzył „dożywotnie cierpienie związane z zespołem poaborcyjnym”, które ma być o wiele gorsze dla jedenastolatki niż dziewięć miesięcy ciąży w wyniku gwałtu, bolesny i niebezpieczny dla takiego dziecka poród oraz moralny i fizyczny problem, co zrobić z dzieckiem narodzonym w wyniku gwałtu.

Według jego sumienia, zgwałcona jedenastolatka wszystko to weźmie na klatę. Zamiast chodzić do szkoły, zabierze się za macierzyństwo, do którego ją gwałtem zmuszono. A jeśli nie – wiemy z doświadczenia – obrońcy komórki jajowej dadzą jej popalić. Żar pamięci o traumie będą podsycać. Rycerzy pokalanego poczęcia pod klinikę, pod dom, pod szkołę – będą wysyłać. Nie zostawią w spokoju, żeby broń Boże nie odbudowała zrujnowanej psychiki. I tak święty gwałt pozostanie na zawsze w życiu i w pamięci tej i każdej następnej ofiary zgwałconej i zapłodnionej z woli Boga, amen.

Cycki należą do facetów!

Dziewczyny, dajcie spokój. Żadne mutacje genów, żadne nowotwory, żadne zgony przed czterdziestką nie mają tu znaczenia. Zostawcie cycki facetom, oni wiedzą lepiej!

rk_04Po zapoznaniu się z wypowiedziami i publikacjami na temat decyzji amerykańskiej gwiazdy Angeliny Jolie, stwierdzam z pokorą, że cycki są własnością facetów. Wszystkie, nawet te nieodżałowane cycki amerykańskiej gwiazdy. Tak, one należą (między innymi) do Łukasza Warzechy i Tomasza Terlikowskiego. I do całej rzeszy męskich komentatorów. Tak, to oni mają pełne prawo do oceniania sytuacji związanej z nowotworem piersi. I jest zrozumiałe, że nie zgadzają się na mastektomię Angeliny. Według tych panów kobieta, u której stwierdzono defekt genu BRCA1, a co za tym idzie – niemal 90-procentowe zagrożenie rakiem piersi, i która zdecydowała o ochronie swojego życia kosztem cycków –  zasługuje na szyderczą krytykę. To co zrobiła jest, cytuję Łukasza Warzechę: „fanaberią znudzonej gwiazdki”. Podobną wypowiedź Bolesława Piechy, redaktor chwali za jego „grubą skórę”. Niestety (tu redaktor żałuje), tak naprawdę Bolesław Piecha „grubej skóry” nie ma, choć najpierw „doskonale wychwycił istotę działania aktorki”, to potem jednak, cholera, przeprosił. Całe szczęście, grubej skórze redaktora Warzechy nic nie grozi i to on będzie decydował, czy mastektomia to uzasadniona przez specjalistów od onkologii i genetyki profilaktyka śmiertelnej choroby, czy tylko histeria znudzonych bab.

Bo przecież blisko 90-procentowe ryzyko, jak napisał Terlikowski to „tylko statystyka”. Tak jak „tylko statystyką” jest umieralność na raka piersi. Rak piersi jest w Polsce przyczyną największej liczby zgonów wywołanych przez nowotwory złośliwe u kobiet. W Polsce na ten nowotwór choruje 10 tysięcy kobiet rocznie. Umiera 5 tysięcy. Ale spokojnie, to „tylko statystyka”. Jeśli masz zmutowany gen, umarła ci niemal cała żeńska część rodziny, to przecież  wciąż jest te nieco ponad dziesięć procent i będziesz sobie coś ewentualnie wycinać, gdy wreszcie zachorujesz. Nieważne, że STATYSTYCZNIE masz wtedy dużo mniej szans na przeżycie.

Redaktor Warzecha radzi, aby nie szukać autentyczności u amerykańskiej gwiazdy, ale… w najbliższym hospicjum. Zgadzam się, w hospicjum należy szukać aktów odwagi i heroizmu. Tylko co ma jedno z drugim wspólnego? Może sugestię, żeby nie usuwać 90-procentowego zagrożenia rakiem, ale od razu się tam położyć? Zostawmy zatem tę durną amerykańską modę na profilaktykę! Skupmy się na naszym starym, dobrym i szlachetnym polskim umieraniu!

I zostawmy cycki mężczyznom. Wszak w grę wchodzą te części ciała, które są niezbędnie potrzebne do:

  1. Zabawy
  2. Zapuszczania żurawia w dekolt
  3. Wodzenia wzrokiem
  4. Oglądania w Internecie
  5. Oceniania (małe, niemałe, duże, fajne, niefajne, sterczące, obwisłe, itp.)
  6. Smyrania mimochodem (lub wprost), tudzież podszczypywania
  7. Komentowania z kumplami przy piwie
  8. Wygwizdywania na placu budowy
  9. Pocieszania, gdy markotno
  10. Wykarmienia potomstwa (celowo zostawiłam ten punkt na koniec, bo tak naprawdę guzik to facetów obchodzi).

Dlatego, dziewczyny, na miłość boską! Po raz kolejny wbijcie sobie do głowy, że wasze ciało nie jest waszą własnością. Piersi, podobnie jak inne wasze organy, należą do mężczyzn, którzy doskonale wiedzą, co z nimi robić.

Bo przecież lepsza jest martwa baba z cyckami, niż zdrowa baba bez cycków.