Tagged: Superbohaterka 2015

Martwa bohaterka pana redaktora

Dramatyczne wyznanie Jastrzębowskiego o Superbohaterce wraz z publikacjami słów o skrobaniu i lewaczkach na Twitterze „zaorało” nas do szczętu. Potwornie rozpaczamy, że nic nas z nim nie łączy!

Gdańsk, październik 2016 r.

Kapituła konkursu Superbohaterki Wysokich Obcasów 2016. przyznała nagrodę Natalii Przybysz. Konkretnie za odwagę i przełamanie milczenia o zjawisku aborcji, które dotyczy blisko pięciu milionów (milczących, bo – jak pokazuje przypadek Natalii: napiętnowanych) kobiet w Polsce.

Co ciekawe, nagroda Czytelniczek WO również powędrowała do piosenkarki. Zupełnie innego zdania jest jednak niejaki Sławomir Jastrzębski. Sławomir Jastrzębowski pełen oburzenia po werdykcie grzmi, że NIC go z nami nie łączy. Z nami, czyli – jak mniemam – kobietami, feministkami z Wysokich Obcasów. NIC! Powtarzam: NIC! On powtarza: NIC!

Straszna szkoda.

A myślałam, że łączy. To znaczy, nie myślałam tak wcale, bo do dzisiaj nawet nie wiedziałam, że niejaki Jastrzębowski w ogóle istnieje. Niemniej, o ile ktoś istnieje i należy do gatunku ludzkiego, to ma jakieś wspólne z innymi ludźmi, nawet jeśli jest mężczyzną. Tak myślałam. Błąd. Bo Jastrzębowski nie ma. NIC!

Jego dramatyczne wyznanie na Super Ekspresie wraz z obfitą publikacją szyderstw i obrazy na Twitterze niesie ze sobą pewnego rodzaju rozczarowanie. Jakoby redaktor nie miał innych zajęć, poza wojną z jakimś wrogiem ( z Czerskiej) i „lewaczkami”. Dużo tam słów o skrobaniu i psach. Strasznie nas to „zaorało”. Okrutnie żałujemy, że nic nas z nim nie łączy. Nie wiem, jak się redakcja GW pozbiera po jego wyznaniach. Będzie to potężny cios. Kto, jak kto, ale Jastrzębowski?! Niepowetowana strata.

Każda z nas, każdy z nas (bo w kapitule konkursu Superbohaterka WO zasiadali także mężczyźni, ściśle: Bartosz Hojka, prezes zarządu Agora S.A., Borys Lankosz, reżyser filmowy oraz Jerzy Wójcik, wicenaczelny Gazety Wyborczej) pocieszał się dotąd cechami wspólnymi z panem Sławomirem. Kto prześledził jego karierę i tytuły, w których redaktor pracował – marzył o choćby promilu czegoś wspólnego. No nie wiem, niechby to było cokolwiek.  Wierszówka w Super Expresie! Błagam! Kariera w gazecie, która bezprawnie pokazuje zdjęcie umierającego Wojciech Młynarskiego? Bajka. Jednak nie ma szans.

Inna rzecz, zawsze to facet. Od dawna dopatruje się cech wspólnych kobiety i faceta, ostatnio głównie w temacie (sic!) ciąży. Pan redaktor odkrył, że zupełnie się różni od nas, tak bardzo się różni, że „NIC!, NIC!”. Dlatego decyduje, co kobiety mają robić ze swoimi brzuchami, w wyniku czego ON może przyznać nagrodę lub nie. Owszem, nie ma z nami nic wspólnego, nigdy nie był w ciąży, nigdy nie będzie, zna się doskonale. Alfa i Omega moralności gromi laureatkę za wygodnictwo i lenistwo (?!). Dla niego super bohaterka to ta kobieta, która nie śpi po nocach opiekując się potomstwem, taka, co samotnie wychowuje dwójkę, trójkę, czwórkę dzieci, a przede wszystkim ta, co… BEZ WAHANIA odda życie. O. Taki maleńkie kryterium konkursu pana redaktora. Która chętna?

Superbohaterka Roku 2015

Co założę na Galę? Kostium Kobiety Kota. Niech to będzie mój skok z wieżowca, moje salto mortale, bo przecież kot, choć ma dziewięć żyć, żyje jednym, tym najpiękniejszym, gdzie sprawy, na które nie ma wpływu, może mieć w dupie

kkot2

 

Zostałam nominowana do tytułu Superbohaterki 2015 w Plebiscycie Wysokich Obcasów. Wiadomość ta obudziła mnie na Mazurach, między snem o białych lampartach a planem nurkowania na rafie koralowej. Oczywiście, nic z tego nie wyszło, bo spadłam z łóżka z wrażenia i zaczęłam kombinować, czy może mi się śnić jednocześnie rafa, lampart i nominacja? Ze mną jest różnie. Bywa, że we śnie walczę ze smokiem, który zamienia się w Benedicta Cumberbatch i zamiast ciosać mieczem, zaczynam knuć, jakby tu z nim gdzieś prysnąć.

Tymczasem serio. Jawa. Rzeczywistość. Rzeczywistość namacalna. Wstrząsająco prawdziwa. Ja. Ja i kostium niebieski, czerwona peleryna. Super hero. Nominowana za wrażliwość społeczną i dowcip. Za – jak się domyślam – szczerość, na którą się pewnego dnia zdecydowałam, bo przecież ile można udawać, że jest się fajniejszym niż jest? Ile można ciągnąć coś, czego się nie lubi? Ile można kompromisów zawierać, skoro wcale się ich nie chce?  Ile można dźwigać na twarzy masek?

Leżę więc nadal w łóżku z tym swoim białym lampartem, z tym smokiem i z telefonem przy uchu, kompletnie zaskoczona. I nie wierzę własnym uszom, że to moje pisanie było takie ważne. Nie wierzę, że mogłam kogoś uszczęśliwić tym, że przyznałam się do własnej ułomności. Nie wierzę, że te moje żartobliwe teksty coś mogły zmienić. Kogoś podnieść. Komuś pomóc. Paula mi tłumaczy, uśmiecha się do słuchawki, a ja płaczę.

Nie mam pojęcia, co założę na Galę. Może kostium Kobiety Kota? Niech to będzie mój skok z wieżowca Gotham City, moje salto mortale, podczas którego złapię wszystkie pozostałe Kobiety Koty, które muszą ciągle się przebierać, udawać, starać się o coś i gówno z tego mają. Tymczasem przecież kot, choć ma dziewięć żyć, żyje jednym, tym najpiękniejszym, gdzie sprawy, na które nie ma wpływu, może mieć w dupie.

Poniżej przedstawiam moją nominację (ja jestem w czerwonej sukience i się wkurzam) oraz pozostałych piętnaście nominowanych Super Bohaterek, które ogromnie cenię. Za odwagę, za szczerość, za moc. Tę jedyną, nie do podrobienia, nie do przecenienia, najważniejszą. Moc Kobiet. Oddajcie głos na którąś z nas. Nie mówię, że na mnie. Ale na którąś TAK. Kobiety na to zasługują.

Plebiscyt-Superbohaterka-2015

Kliknij, żeby zagłosować.