16.09.2011 Samotność kołem się toczy

Rzuciły mnie wszystkie przyjaciółki. A jedna to nawet uciekła na Śląsk. I to wszystko w jednej straszliwej chwili.  Muszę przyznać, że miały powody. Jestem przeraźliwie zadufana w sobie, nieskromna, zapominalska i kapryśna jak dziecko. Zachowuję się głośno i nieprzyzwoicie. Nie dotrzymuję słowa. Obce mi są zasady savoir vivre. W dodatku nie umiem przepraszać.

I tak zostałam sama niczym Maciej Maleńczuk w piosence. Nie wiem tylko, w której, czy tej o dramacie samotności, czy o jej urokach? Tak czy siak, tylko Baśka mi została, ale ona mieszka daleko i nie ma czasu.

Gdy więc ciszę lodowatej obrazy przerwał post o treści: „no dobra, stęskniłam się za tobą, łobuzie”, poczułam, jak wali się w gruzy głaz z mojego serca. Wygrzebałam kartę kredytową, za resztki debetu kupiłam wino i lecę.

Przyjaciółka wita mnie serdecznie (wygląda na to, że mi wybaczyła) i mówi:

– Nic nie musisz opowiadać, wiem wszystko. Psa miałaś, chora byłaś, wideo upiekłaś, wiem, wiem, czytałam. Ale dzwoniła Baśka i pytała, czy to wszystko prawda i powiedziałam, że nie i ona strasznie się na ciebie obraziła…