01.06.2012 Dotyk Piękna

Efekt „Dotyku Piękna”

Ona buty zdjęła, na bosaka biegnie, on w samochód i za nią. Ledwo ruszył, policja: dokumenty proszę. 

Od kilku lat jestem wierna jednemu salonowi fryzjerskiemu. I choć wcale nie należy on do najtańszych, a moja z nim relacja nie należy do najprostszych,  nie wyobrażam sobie zmian. Nieraz wychodziłam ze zdumiewającą fryzurą, czasem raziłam nieoczekiwanym kolorem na głowie, innym razem – brawurowym cięciem. Żadne porażki jednak nie są w stanie zniechęcić mnie do Dotyku Piękna, bo tak się ów przybytek miejscowej elegancji nazywa.

Zaraz ktoś się odezwie, że cierpię na syndrom uzależnienia i będzie miał trochę racji. Czymże jest jednak głupia fryzura wobec doświadczeń życiowych? Co tam jakiś durny kolor przy niezwykłej opowieści?

Zawsze wybieram się tam, podobnie jak wybiera się skołatany neurotyk do psychoanalityka, u którego bynajmniej nie powie o sobie ani słowa. Ja też nie idę tam się wygadać, nic podobnego. Ja idę tam POSŁUCHAĆ. A im głębsza depresja, tym większe oczekiwania, im bardziej przepastny dół – tym większa wiara w to, co dziś usłyszę od mojej fryzjerki.

Mariola. Lat około trzydziestu, za każdym razem inna fryzura. Idę do niej jak w dym. Jak do kina. Jak na seans ostatniej szansy. Ona, nakładając balejaż, zaczyna opowiadać. A historia jej wydaje się zwykła. Niby taka, że ot, do leniwego drzemania w fotelu. Wczasy pod gruszą, komunia u stryjecznej, wesele u ciotecznej. Mąż trochę popił. Może nie tylko trochę. Skuł się skurwysyn i zasnął pod stołem. Tak się jakoś potoczyło wszystko, że wujka kuzyn, przystojny jak szatan, ją do tańca poprosił. Mąż jakby go wiadrem zlali, od razu rześki. Za krzesło i łubudu, po łbach. Ona w pisk i w nogi. On za nią. Biegną przez wieś:

– Pojebało cię, pojebie pojebany?!

On:

– Zabiję cię, dziwko!

Ona:

– Sam się zabij!

Kuzyn wujka w tak zwanym międzyczasie w bok odskakuje, cichaczem na wesele wraca. Ona buty zdjęła, na bosaka biegnie, a że trzeźwa, jej dogonić nie idzie. Więc, pani słucha, ten skończony wał w samochód wsiada! Ledwie ruszył, policja.

– Dokumenty proszę. – I po weselu.

Innym razem Mariola mi brwi wyrywa. Wisi nade mną w skupieniu, cisza. Nagle SMS przychodzi. Mariola w odpowiedzi, pomiędzy ruchem pęsety a moim: „sss!”, bezgłośnie wybiera  numer.  Coś tam mamrocze po cichu: „aha, aha, nie ma, uhm…”, a chwilę później, wisząc nad brwiami, skubiąc delikatnie, nagle jak nie wrzaśnie do słuchawki:

– Jak to, kurwa, wrócisz później?! Kto ci zlecił raporty?! Szef?! To daj mi go! Daj mi tego swojego, w dupę jebanego, szefa. Albo może „szefową” lepiej? Tę blond, z biurka obok podaj, a ze mnie idiotki nie rób, bo na stacjonarny do firmy przed chwilą dzwoniłam i jak się okazuje, to oboje jesteście na fajrancie od godziny!

Kobiety są jak planety. Ciała totalne, które rozbijają w pył ich satelitę – mężczyznę. Choć jeszcze czasem wycisną z nich kroplę testosteronu –  niewiele to zmieni. Bo facet, o którym jest mowa w Dotyku Piękna, to potencjalnie skończony palant. Wioskowy głupek z mariolowego serialu. A ja to faktycznie oglądam jak film, z tym jednak dreszczykiem różnicy, że to się dzieje naprawdę. I na tym właśnie polega magia tego miejsca. To nie tylko salon fryzjerski. Nie tylko miejsce powierzchownych metamorfoz. To gabinet psychiatryczny, terapia kobiecej wartości. To jednoosobowa grupa wsparcia dla wszystkich chwilowo przegranych w tym men’s world. Chwilowo, podkreślam. Bo mężczyźni są mocni do czasu. Do chwili, gdy komuś choć trochę na nich zależy. Wystarczy się rozstać i czar pryska, z prężnego macho wypełza miękka faja. Wystarczy powiedzieć: żegnaj.

– A zna pani kobietę, która tego żałuje? – pyta Mariola.

– Czego? Rozstania?

– Tak. Czy zna pani jakąś, która z perspektywy czasu żałowałaby tego, że się rozwiodła?

Mariola ma rację. Nie znam. Bo nie ma takiej kobiety na świecie. Choćby nie wiem, w jakiej rozpaczy początkowo była, choćby nie wiem jak szaty darła – to w ostatecznym rachunku wychodzi na prostą. Pamiętają Państwo „Poznasz przystojnego bruneta”? (Aż się boję zadawania takich pytań*). Starsza pani zostaje sama, mąż zakochany po uszy w podlotku. Upokorzona i skołatana chodzi do wróżki, płacze. Rzecz jasna, zwrot w finale. O sto osiemdziesiąt stopni. Samo życie. Dotyk piękna.

————————————————————————

*czyt. komentarze pod poprzednim wpisem