Tagged: mundial 2018

PAMIĘTAMY

Zróbmy sobie nowe polskie święto. Święto przegranej w piłkę nożną. Obchodziłabym. Może nie zrobię sobie tatuażu, ale naklejkę na karoserię mogę nalepić

Właśnie dostaliśmy festiwalowe bęcki na Mundialu i jest to kolejna porażka, którą z czystym sumieniem moglibyśmy świętować. No może bez dnia wolnego, jakoś się przecież udało uniknąć ofiar śmiertelnych, ale jakiś rodzaj celebracji się należy. Ja bym może nawet jakiś pomnik pieprznęła, mały, skromny, ale zawsze. Będzie szansa, że kiedyś powstaną nalepki. Owszem, w Polsce pamięta się przecież porażki, dla porażek buduje się muzea, dużo pieniędzy się na taką pamięć przeznacza. Największy wpierdol czasów nowożytnych: Powstanie Warszawskie, mamy tak wkręcone, że lekką ręką puszczamy grubą kasę na muzea i pomniki, tak jak lekką ręką rząd polski puścił kiedyś 180 tysięcy istnień ludzkich w niebyt. A, przepraszam, w pamięć, bo przecież pamiętamy. To duże pocieszenie. Dobrze jest pamiętać głupotę, zawsze jest szansa, że ktoś ją w przyszłości powieli.

Wychowanie kolejnych pokoleń to dawanie przykładu, a my właśnie od pokoleń dajemy przykład, jak zebrać łomot ponosząc największe straty. I nawet jak się ten łomot zebrało od losu, co wydawałoby mniejszym złem – jak w przypadku katastrofy samolotu – warto dołożyć starań, żeby katastrofę dokręcić do miana napaści. Wtedy już spokojnie można się wpasować w stary dobry i sprawdzony syndrom ofiary, którą nie dość że wydymano, to jeszcze odmawia się jej praw do zabrania wraku. I już jest święto narodowe, już powstają pomniki, już można nawet odpieprzać comiesięczny cyrk, żeby nikt, broń Boże, nie zapomniał, jak to Polska od wieków dostaje po dupie.

Ostatnio widziałam Muzeum Drugiej Wojny Światowej w Gdańsku, imponujący budynek w prestiżowym miejscu, poszło pół miliarda. Na upamiętnienie zła. Na gloryfikację śmierci. Słusznie. Może gdyby w tym miejscu postawić jakiś wypasiony plac zabaw za jedną dziesiątą tej kasy, jakiś basen, tor przeszkód, zjeżdżalnię, a nawet boisko – te dzieci, które by nauczyły się tam dobrze bawić, miałaby nieco odwagi by w przyszłości przekroczyć linię demarkacyjną boiska? W końcu atak może być niezłą frajdą dla odważnych. Ale hola, hola. My Polacy musimy zadbać o to, by każde dziecko od urodzenia nasiąkało poczuciem klęski, klęski ogromnej, WAŻNEJ, krwawej, ojczyźnianej, zobowiązującej, kategorycznej. Bo jak od małego widzi, że jego przodkowie dostawali takie doniosłe manto, to przecież nie ruszy na niczyją bramkę, jedyne, co mu pozostaje to rozpaczliwa obrona.

Albo – jeszcze lepiej: modlitwa.

Dlatego proponuję, zróbmy sobie nowe święto. Święto przegranej w piłkę nożną. Obchodziłabym. Może nie zrobię sobie tatuażu, ale naklejkę na karoserię mogę nakleić. Wolę to niż te wszystkie obchody zbrodni. Tak, Polacy. Przegraliśmy kolejny mecz. I nie jakiś tam zwykły mecz, ale mundialowy. Dzięki temu nie wyjdziemy z grupy. To naprawdę poważna klęska. Piękna porażka.

PAMIĘTAMY.