07.01.2012 Druga odsłona depresji

Zaczęłam pisać tekst o fryzjerze, ściśle o salonie Dotyk Piękna i szło mi dość niesamowicie, gdy nagle się okazało, że sprawy zaszły w ślepą uliczkę, z której wyjście jest tylko jedno: znaleźć pen drive’a. Wiem, pisałam już, zaczynam być nudna, dlatego pominę temat Dotyku Piękna i napiszę o czymś zupełnie innym.

Napiszę o Dotyku Zła.

Dotyk Zła polega na tym, że w pewnym momencie – wbrew wszystkiemu – wszystko ci opada. Gdy od kilkunastu dni dzielnie walczysz z depresją, wstajesz o szóstej rano, gimnastykujesz się, wcinasz musli z maślanką, naświetlasz się lampą solarną, czytasz wyłącznie Przygody Pana Bazylka, a w międzyczasie jedziesz do Lecha Wałęsy i opowiadasz mu historię rodzinną o tym, że matka kiedyś powiedziała: oni są jak ten pokój, a my – jak ta łyżeczka (akapit dla tych, którzy wykazują anielską cierpliwość i czytają ten blog od początku), po czym wyrywasz ze ściany pamiątek pamiątkowy kordzik, prezent imieninowy Wałęsy, a prezenty imieninowe Wałęsy, wiadomo – mają swoją cenę; wiec wyrywasz ze ściany miecz wojownika Solidarności i potem go pakujesz na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy i myślisz, że wcale nie jesteś tak literalnie do kitu, w końcu napisałaś książkę, za którą wprawdzie nie dostałaś grosza, bo po raz kolejny trafiłaś na Faceta od Ryb, ale przecież masz fajną pracę, choć prawda jest taka, że właśnie ci się kończy umowa o pracę, ale przecież wokół dzwonią dzwonki sań, a wokół miłość i dobro, wigilia opłatek i nagle słyszysz głos, tak między wierszami miłości dobra i dzwoneczków, słyszysz niepozornie, ot:

– Musimy się rozstać.

To, chyba ci, kurwa, wszystko opada?