Dziękuję, że mnie nie zgwałciłeś

To jest problem, wypiją wino, on ją obejmuje, ona go całuje. Potem ona się broni, to on ją na siłę weźmie. No weźmie na siłę chłop, no pewnie, że weźmie

Kochani donoszę, że nie ma dla mnie ratunku. Jestem w kompletnej zapaści i, co gorsza, nie jestem w tym osamotniona. W takiej samej beznadziejnej sytuacji są wszystkie kobiety w tym kraju. Już mówię, dlaczego. Dlatego, że są kobietami.

Dostałam ostatnio e-maila z informacją o tym, że biegły sądowy psycholog od spraw seksualnych Krzysztof Boćkowski wyraził swoją opinię na temat przemocy seksualnej wobec kobiet tymi oto błyskotliwymi słowami: często same prowokują i doprowadzają mężczyzn do tych sytuacji”, bo: „Przykładowo, gdy kobieta umawia się na randkę, nie jest chyba świadoma, kolokwialnie mówiąc, że mężczyzna zawsze jest nastawiony na seks”.

E-mail był napisany przez redaktorkę pisma kobiecego oburzoną słowami seksuologa. Owszem, podzieliłam jej oburzenie i odłożyłam sprawę licząc na to, że nie ma co kruszyć kopii, słowa seksuologa są wystarczająco wywrotowe, by społeczeństwo samo rozdziobało tego lekarza od siedmiu boleści. Jak się okazało, społeczeństwo ani myśli rozdziobać lekarza, społeczeństwo ani myśli rozdziobać gwałcicieli, nic z tych rzeczy. Wystarczy przejrzeć kilka artykułów na ten temat w sieci i komentarze pod nimi, by się przekonać, że społeczeństwo najchętniej rozdziobałoby ofiary gwałtów, powtarzając jak mantrę stare porzekadło: „sama sobie winna”.

Nie ma co się dziwić więc, że biegły sądowy tak rozochocił się w wyrażaniu swoich opinii i wczoraj mogłam przeczytać na portalu gazety.pl kolejne rozbrykane wypowiedzi Boćkowskiego. Tym razem dowiedziałam się, że „Jeżeli kobieta nie chce współżyć, to niech się nie spotyka z mężczyznami. Proste.”

(Swoją drogą, faktycznie proste. Jak mogłam na to wcześniej nie wpaść? Wystarczy nie spotkać się już nigdy z żadnym facetem i jestem bezpieczna. Może wystarczy zamieszkać na innej planecie?)

Seksuolog podał też przykład amerykańskiej organizacji zajmującej się obroną mężczyzn, która doradza, by przed odbyciem stosunku kobieta i mężczyzna podpisywali na to pisemną umowę. Bo, jak się okazuje – gwałt jest po prostu wynikiem nieporozumienia. Ups!

Lekarz mówi dalej:

– To jest problem, wypiją wino, on ją obejmuje, ona go całuje. Potem ona się broni, to on ją na siłę weźmie. No weźmie na siłę chłop, no pewnie, że weźmie.

Nie weźmie, chłop, weźmie na siłę. Co ma robić? Taka sympatia do tego chłopa bije z wypowiedzi lekarza, aż serce mięknie. Biedny chłop. Najpierw został prowokowany, potem jeszcze to całe nieporozumienie. W końcu przecież kobieta ma dekolt, uśmiech, odsłonięte kolana. A on co ma, biedny? Tylko pięści.

Jestem kobietą. Jakby nie patrzeć, a wystarczy raz spojrzeć, nie da się ukryć: kobieta.  Z nogami, z cyckami, z tyłkiem. Z dekoltem. Bez czadoru. Na dobrą sprawę w ogóle nie powinnam wychodzić z domu. Kiedy tylko wyjdę , jak na złość zawsze napatoczy mi się jakiś facet na drodze. Przepraszam! To ja mu się napatoczę. I sprowokuję.

Boże, ale miałam szczęście do tej pory. Tyle piw wypitych po kumplowsku, tyle spotkań przy kawie, Jezu, tyle wyjazdów na wakacje, tyle podwózek z knajpy, tyle godzin wspólnie przegadanych – i nic! Żadnego gwałtu! Ale mi się upiekło. Pojęcia nie miałam, ile to was, koledzy musiało kosztować. A przecież kosztowało, bo jak twierdzi biegły sądowy doktor seksuolog Boćkowski:

„Kobieta myśli o wypiciu kawy i patrzeniu na gwiazdy, a mężczyzna o stosunku płciowym”.

Doktor czyta w moich myślach. Ja faktycznie myślałam o wypiciu kawy! Pal licho kawę, myślałam także o gwiazdach! Zadzierałam głowę i mówiłam do kolegi: „E, popacz, wielki wóz.” Co się musiało wtedy dziać w jego głowie? Jaka siła, łaska pańska, jakiż anioł stróż odciągnął wtedy jego lubieżne ręce ode mnie i uratował mnie naiwną, nic niepodejrzewającą od seksualnej przemocy?!

Ale dobra. Psim swędem się udało, nikt nie mówił, że tak będzie dalej. Nikt nie ma farta przez całe życie. Nikogo anielskie siły wiecznie chronić nie będą. A jak już dojdzie do tragedii – w sądzie też nie ma zmiłuj. Wszak w sądzie jest biegły sądowy. Nie ma co. Trzeba siedzieć w domu. Żadnych kaw, żadnych spotkań. Żadnych rozmów o gwiazdach. Samotność i marazm. Albo gwałt. Wybór należy do ciebie, kobieto.

Tylko jeszcze listę trzeba zrobić. Spis wszystkich znajomych facetów, z którymi kiedykolwiek się spotkałam. Na kawie, na piwie, na winie, czy wódce. Na koktajlu z porzeczki. Wszystko jedno. Muszę spisać nazwiska i telefony. A potem do każdego zadzwonić i wyznać:

– Dziękuję, że mnie nie zgwałciłeś. Jeszcze.

ofiara-gwaltu19392338