Tagged: KRS

Czy weta prezydenta to ustawka? Przepowiednia!

Kiedyś przepowiedziałam z całą dokładnością kolejne wydarzenia na nadchodzący rok. Wszystko sprawdziło się jak w zegarku. I teraz, w tym gorącym czasie apokalipsy, też powiem. Powiem, co wiem na pewno. Po kolei

Po ostatnich wydarzeniach w Kraju, obserwując wzmożoną działalność publicystyczną WSZYSTKICH obywateli, spieszę z własną – jakże wyczekiwaną przecież! – wypowiedzią. Oczywistym jest, że w Polsce mieszka 38 milionów proroków, każdy obdarzony jest niezwykłą umiejętnością przewidywannia, odczytywania drugich den, wszelakich podstępów i ustawek odkodowania, łamania podstępnych szyfrów oraz jasnowidzenia ukrytych planów.

Normalna sprawa.

Z drugiej strony należy przyznać, że wśród tylu geniuszy z pretensją do metafizycznego profetyzmu, panuje również powszechna potrzeba słuchania z napięciem, co który ma właśnie do przepowiedzenia. Dlatego nie zwlekam, ogłaszam również i swoje wieści,  a wieści te są bezlitośnie trafne w stu procentach. Jak każda moja przepowiednia.

Kiedyś – a było to całkiem niedawno przepowiedziałam z całą dokładnością kolejne wydarzenia na nadchodzący rok. Wszystko sprawdziło się jak w zegarku. Innym razem, zamiast iść do wróżki, oznajmiłam wszem i wobec, co ich czeka w przyszłości. Nie była to może dobra wiadomość, a jednak nie do zakwestionowania. Wszystkich czeka jedno i to samo.

I teraz, w tym gorącym czasie apokalipsy, też powiem. Powiem, co wiem na pewno. Po kolei.

Najpierw sprawa wet prezydenta, cała ta historia z buntem, nie-buntem i tak dalej. Otóż w kwestii zawetowania ustaw o Sądzie Najwyższym i KRS, z całą pewnością stwierdzam, że ustawy o Sądzie Najwyższym i KRS w dniu 24 lipca 2017 roku ZOSTAŁY zawetowane. I jak dwa razy dwa, te dwie dokładnie ustawy, w dniu 24 lipca 2017 roku zawetowane będą przez prezydenta do końca wieczności. Fakt ten nigdy nie ulegnie zmianie, nie ma bowiem takiej możliwości, by zmienić przeszłość.

Kolejna rzecz, o której warto wspomnieć, to to, czy prezydent swoją decyzją wzbudził niechęć u prezesa własnej partii PiS. Otóż wszelkie znaki na Ziemi wskazują na to, że TAK. Powiem więcej: prezydent wzbudził niechęć u prezesa własnej partii już dawno i nie trzeba było do tego żadnych decyzji. Tu można być pewnym i oto ja: prorokini tych czasów ogłaszam z niezbitym przekonaniem, że prezes prezydenta to NIE ZA BARDZO.

Jeśli zaś chodzi o to, czy oznacza to wojnę na górze oraz o to, czy na skutek wojny ustawy te zostaną przywrócone, zmienione, przyjęte w innej formie, albo w tej samej – z taką samą kategorycznością zapewniam: NIE WIEM.

Pozostaje jeszcze jedna rzecz do wyjaśnienia. Prawdopodobnie najważniejsza. Otóż Polska jak długa i szeroka dywaguje, czy gest prezydenta był aktem bohaterskim, rewolucyjnym wyłamaniem się na niezależność, czy może elementem ustawionej z góry gry, mającej na celu omamić protestujące społeczeństwo?

Tu należy przybrać ton marmurowo poważny i szczery, zatem marmurowo poważnie i szczerze oznajmiam Państwu, że jeśli chodzi o to, czy prezydent zagrał fair, czy wręcz odwrotnie: realizuje jakiś potajemny plan z prezesem, to gwarantuję, że NIE MAM POJĘCIA.

Mam nadzieję, że tym krótkim a kategorycznym wpisem rozwiałam Państwa wątpliwości co do przyszłości Kraju i przyczyniłam się do wzmożenia publikacji w mediach społecznościowych filmików o kotach.

Co mogą zrobić Andrzejowi Dudzie, gdy nie podpisze ustawy?

Ten krótki mglisty moment, gdy zawahałeś się, czy warto mieć jaja, to cios w splot słoneczny, którego skutki zbierano po nocy w sejmie. Nie, to nie Budka znokautował prezesa. To ty…

 

Nie wiem, czy to dlatego, że Andrzej Duda przeczytał wczoraj nasz list, ale kilka godzin później zrobił się jakiś taki hardy, że zmiana ma być mądra, spokojna, a nie głupia i na łapu-capu. I zaczął stawiać warunki, a że on może podpisze, a może nie podpisze, coś się w nim wyprężyło, epatowało przekorą, ba! nawet jakiś rodzaj „możecie mi skoczyć” w sekundę przebłysnął.

Zaraz się Kukiz to tego przykleił, że to jego zasługa, sukces ma zawsze wielu ojców, choćby sukces mglisty. Bo odtrąbić zwycięstwo zawsze można, warunkiem jednak jest zwycięstwa fakt. A tu żadnych faktów, zabawa w kotka, a może tak, a może nie, kto to wie? Ustawa jak głupia była, tak głupia została i jak pruła przez wzburzone fale sejmowych obrad, tak pruje po bagnach wyzwisk.

I tu bym się zatrzymała, bo co by nie było, jak by się nie działo, Polacy lubią emocje. Gdzie są wyzwiska, tam siła. Gdzie bagno, tam efekt. A gdy zobaczyłam w nocy, jak oto idzie poseł i bierze sobie, reglamentowaną co do sekundy mówinicę, rzuca od niechcenia, że jest poza trybem i wali na oślep do ludzi, że mordercy, że kanalie i że won!, a potem wraca w chwale niczym bohater – zrozumiałam wszystko.

Artyści! Pisarze! Inteligencjo! To nie ten język! Nie tak! Trzeba ostro. Trzeba po polsku! Żadnych okrągłych i gładkich sentencji. Żadnych próśb i ukłonów! To nie działa!

Walnąć należy pieścią o ścianę! Splunąć na podłogę! Przegnać won, co się pod nogami plącze! Po męsku. Po ichniemu. Skutecznie.

No to ja, sorry, zmieniam klimat. Zmieniam formę i treść. I jedziemy, Andrzej, z tym listem od nowa. I żadnych tam: może, nie może. Żadnych: podpiszę, nie podpiszę. Nie ma. Koniec ę, ą. Z grubej rury. Skutecznie. Jebut.

Szanowny Panie Prezydencie!

Stary, ile ty masz lat? Facet w twoim wieku nie musi mieć szefa. Facet w twoim wieku nic nie musi. Powiem więcej: facet w twoim wieku i na twoim stanowisku ZUPEŁNIE nic nie musi. A już na pewno nie musi nic podpisywać. Wciąż się zastanawiasz, co ci mogą zrobić, jeśli nie podpiszesz? Obawiasz się, że nie dasz rady? Ty nie dasz rady? 

Ten krótki mglisty moment, gdy zawahałeś się, czy warto mieć jaja, to był cios w splot słoneczny, którego skutki zbierano po nocy w sejmie. Nie, to nie Budka znokautował prezesa. To ty.

Po co się tak bałeś? Po co stałeś jak kretyn pod drzwiami starego? Po co rżnąłeś idiotę o imieniu Adrian? Nie musisz udawać szajby przed kamerami, jak Szydło, która krzyczy w Sejmie, że upolitycznienia sądów chce naród. Swoją drogą, czemu jej nikt wtedy nie powiedział: wyjrzyj przez okno? Oklaskami się faktów nie zmieni. 

Ty nie musisz się oklaskami bronić. Ty masz taką gardę, że dotykiem zabijasz. Z uśmiechem kładziesz po ringu. Jeśli nie podpiszesz tych ustaw, masz po swojej stronie ponad siedemdziesiąt procent Polaków. Konstytucję. Prawo. I jeszcze jedną kadencję przed sobą. To ty dyktujesz warunki. Ty odpowiadasz za kraj. 

A teraz powiem, co ci mogą zrobić, kiedy nie podpiszesz tych ustaw. Opowiem ze szczegółami. Będzie ostro. Będzie krwawo. Otóż, dzielny Panie Prezydencie, kiedy nie podpiszesz tych ustaw, to uwaga – MOGĄ CI SKOCZYĆ.

Faktycznie. Dokładnie tyle. 

Bądź więc sobą. Bądź Prezydentem. Najwyższy czas. Tylko tego chce od ciebie dziś Polska. To zapamięta historia. 

Sylwia Kubryńska