What’s your problem, lady?!

Możesz być piękna jak zorza, wesoła jak strumyk wiosenny i mądra niczym Salomon. A twój brzuchaty kolega i tak nazwie cię paszczurem…

beyonce-na-plazy-71940008
Określenie „paszczur” znalazłam też w komentarzach pod tym zdjęciem

Przeczytałam w Wysokich Obcasach list czytelniczki podpisującej się jako Wkurzona. Otóż Wkurzona jest nieco po trzydziestce i od lat próbuje znaleźć faceta. Niestety, nic z tego nie wychodzi. I nie pomagają: poradniki, portale randkowe, a nawet niezwykła uroda Wkurzonej. Na nic pączkujące w tym temacie blogi. A propos porad i blogów – ze zdumieniem czytam te wszystkie rewelacje. Rozumiem ruch w blogosferze. Temat jest wciąż żywy, od wieków po wieczność potrzebny. Zdumiewają mnie jednak blogi redagowane przez facetów, którzy o kobietach wyrażają się w sposób obraźliwy, wręcz chamski, co nie przeszkadza im w posiadaniu tłumów wielbicielek piejących z zachwytu po każdym siarczystym klapsie.

Ale cóż, widocznie tak musi być. To też lekcja dla Ciebie, Wkurzona. Nie od dziś wiadomo, że faceci wiedzą najlepiej. I wiedzą, na przykład, że teraz nie płaci się za kobietę rachunków w knajpie. Luz. Problem z głowy. Jest równouprawnienie, sytuacja czysta. Jeśli zatem narzeczona nie dysponuje zasobnym portfelem, siedząc na przeciwko rozpływającego się nad kaczką w migdałach absztyfikanta, spokojnie może wcinać frytki.

Nie ma też co zawracać sobie gitary odprowadzaniem do domu po randce. Nawet jeśli wyciągnie się oblubienicę do drugiego powiatu, gdzie nie kursuje żaden nocny autobus – to jest jej problem. Pamiętam, jak pewien dżentelmen dzwonił do mnie przez pół roku i namawiał na wspólną wódkę. Wreszcie nadarzyła się okazja, jakaś tematyczna biba dla felietonistów, pomyślałam, raz kozie i dałam się skusić.

Wyszykowałam się, zorganizowałam transport (oczywiście, mieszkam w innym powiecie), załatwiłam wejściówkę i poczęstunek. Facet pojawił się na miejscu w wyciągniętym swetrze, zajął (sobie!) najlepsze miejsce przy stole, a gdy się już nabzdryngolił darmową wódką, jął nalegać bym odwiozła go do domu.

Panowie, litości! Na randkę, do restauracji zakładamy: KOSZULĘ, MARYNARKĘ i PANTOFLE (nie adidasy). A głowę golimy tylko wtedy, gdy mamy wszawicę

Wracając do czytelniczki WO. Droga Wkurzona, wytłumaczę ci w czym rzecz. Sprawa jest bardzo prosta. Piszesz, że jesteś atrakcyjna. Otóż błąd. W Polsce nie ma pięknych kobiet. Są za to piękni mężczyźni. Mówisz, że jesteś wesoła? Nie ma nic gorszego. Wesoła kobieta jest albo „nawalona”, albo się puszcza. A może jesteś mądra? Ha, ha, ha! Mądra kobieta?!

Daj spokój.

Prawda jest taka, że możesz być piękna jak zorza, wesoła jak strumyk wiosenny, oczytana, błyskotliwa i mądra niczym wspomniany król. Możesz mieć brzuch o fakturze panelu grzewczego, a nogi sięgające nieboskłonu. Możesz mieć w oczach toń oceanu, a usta jak dojrzałe wiśnie. Możesz swą urodą budzić ze snu kwiaty, które w swym zachwycie kłaść się będą do twych wypielęgnowanych stóp. Twój głos kochać będą słowiki, trelujące o brzasku pieśni na twą cześć. A twój kolega z brzuchem pękatym od nadmiaru Tyskiego, zanosząc się zdrowym męskim rechotem prezentującym ubytki w żuchwie, i tak podsumuje cię słowem:

– Paszczur!

Paszczur, pasztet, wieloryb. Z przodu deska, z tyłu plecy, Pan Bóg stworzył cię dla hecy. Gruba baba, same kości. Szafa trzydrzwiowa, kostucha. Cnotka niewydymka, puszczalska. Babochłop – feministka. Albo kura domowa.

Te i inne radosne określenia każda dziewczynka słyszy od podstawówki i dobrze wie, że funkcjonują one w języku polskim głównie w odniesieniu do kobiet. Ciekawe, że na każdą coś się znajdzie. Na grubą, na chudą, na skromną i na hedonistkę. Na wyzwoloną i na spolegliwą. Na ambitną i na opiekuńczą. Dla każdego coś śmiesznego. A co z Wami, Panowie? Bo nawet jeśli przymknie się oko na brak manier, to przecież… litości! Te wasze sterczące brzuchy, te wasze ogolone głowy, te skarpetki frotte wystające z butów do biegania, mój ty Panie…

Przy okazji. Jak świat światem, do biura, na randkę, do restauracji zakładać się powinno KOSZULĘ, nie T-shirt, MARYNARKĘ, nie bluzę z kapturem i PANTOFLE zamiast adidasów. Głowę zaś golimy tylko wtedy, gdy:

  1. Mamy wszawicę
  2. Jesteśmy w koszarach
  3. Mamy zakola, placek na czubku i nijak nam pasuje tupecik.

Niestety, mimo apeli, wizerunek polskiego dżentelmena od lat się nie zmienia, od lat straszy i pokutuje fantazją rodem z wiejskiego orlika lub z domu poprawczego. Gdzieś czytałam, że pewna światowej sławy modelka ośmieliła się skrytykować „fryzury” naszych panów i, rzecz jasna, została przez nich obrzucona paszczurowym błotem.

Co zatem może biedna Wkurzona? Biedna Wkurzona, jak każda zdesperowana polska kobieta, która marzy o przeżyciu czegoś więcej niż rubaszne poklepywanie po tyłku podczas meczu Lechii, zmuszona jest do porzucenia matrymonialnego patriotyzmu. Taka kobieta prędzej czy później ląduje w ramionach piekielnie przystojnego i nieźle ubranego, zaliczającego przygody w nadmorskich kurortach zagranicznego turysty.

Ale, ale. Turysta, czy to otumaniony niezwykłą w dalekich krajach europejskich słowiańską urodą, albo li też może rozbisurmaniony światowym trendem zanikania konwenansów, czy może po prostu rozochocony wściekłym powodzeniem u rodaczek –  po ośmiu minutach znajomości bezceremonialnie ładuje polskiej kobiecie język do gardła i łapę pod jej spódnicę!

Wychowana na grochu i pierwszych piątkach miesiąca polska kobieta próbuje oponować. Tłumaczy mu, że to nie tak się robi. Że chce porozmawiać. Polubić się. Trochę ze sobą „pochodzić”. Używa przy tym wszelkiej finezji, babcinych porad i chwytów ze sztambucha. Wreszcie, cudem uniknąwszy młócki w spatifowskiej toalecie, wyciąga turystę na plażę, by tam przy blasku księżyca dać obojgu szansę na odrobinę romantyczności. W zamian otrzymuje paraliżującą propozycję, by wspólnie udali się w krzaki (tak, te rachityczne turzyce na wymach), a gdy zrywa się z tym swoim słusznym polskim oburzeniem, słyszy na pożegnanie:

– What’s your problem, lady?!

Kończąc już tę bolesną analizę, dam ci, Wkurzona, radę. Przestań się wkurzać. Zajmij się czymś innym. Najlepiej zajmij się… sobą. Otocz siebie miłością i opieką. Przeżyj ze sobą cudowne chwile. Porozmawiaj ze sobą. Powiedz sobie coś miłego. Zabierz siebie do restauracji na romantyczną kolację. Kup sobie kwiaty. Kup sobie pierścionek. Odwieź siebie taksówką do domu i za nic w życiu nie ciągnij się w krzaki. Pokaż im, jak to jest cię kochać.

Nic tak nie działa, jak dobry przykład.