Śmierć drzewa

Żeby to opisać, muszę zapomnieć o wszelkich narzędziach artystycznego wyrazu, o emocjach i uczuciach też. Kiedyś studiowałam dziennikarstwo. Zajęcie dla rozplotkowanych psychopatów.
Może to się przyda?
A więc:

W piątek, trzynastego września dwa tysiące dziewiętnastego roku, między wsią Świętosław a miejscowością Szwecja (woj. zachodniopomorskie) – został nagle wstrzymany ruch samochodowy. Na drogę wyjechał wysoki pojazd z ogromnymi metalowymi łopatami. Ustawił się wzdłuż linii przydrożnych brzóz i sosen. Mężczyzna wstrzymujący ruch miał minę tępą. Drugi, obsługujący pojazd – w ogóle nie istniał. W kabinie siedział pozbawiony myśli i uczuć kształt, który nawigował maszyną. Człowiek-zombie.

Łopaty dźwignęły się z dotychczasowego znieruchomienia. Uniosły się na wysokość pni, po czym wbiły się z całą mocą w miękką glebę otulającą pierwsze, najbliższe drzewo. To była brzoza.
Brzoza drgnęła z przerażenia, po czym zachwiała się wytrącona z równowagi nagłym podważeniem korzenia. Łopaty zacisnęły się. Silnym i beznamiętnym trzaskiem cięły korzenie boczne. Wreszcie z wnętrzności ziemi wyrwały drzewo. Pozostała po nim wyszarpana dziura, jak po wyrwaniu serca. Brzoza chwiała się jeszcze w uścisku łopat, po czym została odrzucona na bok i poćwiartowana.

Łopaty zajęły się następnym drzewem.

W pierwszym zatrzymanym pojeździe siedziała siostra ze starszym bratem. Siostra powiedziała, że nie może na to patrzeć. Brat poradził, by zamknęła oczy. Posłuchała.
Zza zamkniętych powiek dochodził do niej już tylko beznamiętny szczęk maszyny wyrywającej z ziemi kolejne serca. Przepraszam, drzewa.
I strach. Wielki, drżący, milczący strach.

– Czemu oni to robią? – spytała cicho.
– Pewnie mają zamówienie. Z firmy szwedzkiej, która robi meble. Wycinają nasze lasy, bo przecież nie będą wycinać swoich. Tacy głupi nie są.
– Długo to będzie trwało…?

Brat nie wiedział. Albo po prostu nie powiedział, żeby jej nie ranić. Bo to trwało wieczność.

Nagle wiatr machnął samochodem, machnęło też dźwigiem z łopatami. Pierwsze auto – to z siostrą i bratem ruszyło. Dziewczyna otworzyła oczy. Zobaczyła stos poćwiartowanych pni. I te dziury w ziemi.
Narzędzie zbrodni stało obojętnie na uboczu, czekało na kolejne egzekucje.

Nagle dotarło do niej, że los brzozy dosięgnie i te drzewa, w których mieszkają kruki. Piękne, wielkie ptaki, które zadziwiają ludzki gatunek swoją magiczną inteligencją. Właśnie przed chwilą tańczyły nad koronami swoich domów. Młode wykonywały akrobacje w powietrzu, popisując się przed rodzicami. Co się z nimi stanie? Czy człowiek-zombie zastanawia się, ile w wyrywanym drzewie jest gniazd?

Zerwał się wicher. I deszcz.
– Niebo płacze – powiedział starszy brat.
I faktycznie płakało.

Ulewa wzmagała się z każdą chwilą. Pojazd ledwo trzymał się drogi, tak wiało. Gdy znów szarpnęło, brat zaklął zaniepokojony. Ale niewzruszona siostra, w której oczach płonęła teraz tylko wściekłość, nie odrywając wzroku od osi rozpętanego przez siebie huraganu, odparła tylko:
– Dasz radę.

—————————————————-

Wszystkie cywilizacje upadały kolejno na skutek suszy. Susze pojawiają się, gdy zostaną wycięte (wyrwane) drzewa. Drzewa dbają o cyrkulację wody między ziemią a powietrzem. Gdy nie ma drzew, wysycha gleba, a na niebie nie mają z czego zbierać się chmury. Deszcze ustają, ziemia pęka. Powoli umierają kolejne gatunki, aż wreszcie głód i nędza dopada samego człowieka. Który nade wszystko chciał mieć nowe meble z Ikei.

nemezis.me

kruk1.jpeg
Nagle dotarło do niej, że śmierć dosięgnie i te drzewa, w których mieszkają kruki…

21.10.2011 Putzfrau Sobota

Pędząc do Biedronki, wyliczała gorączkowo, jakie suweniry pomogą upodobnić jej dom do tego, oglądanego niedawno w katalogu z Ikei.

Dziś rano, zamiast mnie, obudziła się w moim łóżku jakaś inna kobieta. Wyskoczyła z pościeli i, opętana nieznanym mi szałem, rzuciła się do robienia porządków.

Cisnęła na środek salonu zawartość biblioteki, czteromiesięczny zapas gazet ze stołu oraz całą ekspozycję laurek dziecięcych. Na podłodze znalazły się albumy, powieści, epopeje, opasłe tomy i cienkie broszurki, trylogie i komiksy. Umberto Eco spotkał Tytusa Romka i Atomka, Salman Rushdie zaprzyjaźnił się z Krecikiem. Całą tę intelektualną orgię uzupełniły po chwili permanentnie lekceważone rachunki za prąd, wyciągi bankowe (krótkie), różnej maści wezwania do zapłaty oraz dwa bilety na Świetliki.

Z niepojetą furią, tłumacząc światu, że jej chodzi o czystość – wyrzuciła z kuchennych szafek keczup, dwie musztardy sarepskie, kalafiora i dwanaście kilo rozkruszków mącznych. Po czym, ciągnąc rurę od odkurzacza przez całą długość przedpokoju, nagle zaatakowała firanki.

Wisząc na otulonych pajęczyną zasłonach, stwierdziła z kolei, że tu gdzieś powinny być chyba okna, a przez okna powinno widać świat. Stwierdzenie to spowodowało u kobiety kolejny napad szału i wygnało ją do Biedronki. Pędząc po gminnych dziurach, wyliczała gorączkowo, jakie suweniry pomogą jej doprowadzić dom do stanu domu oglądanego niedawno w pewnym, podstępnie podrzuconym pod jej drzwi, katalogu z Ikei.

Gdy weszła do sklepu i, po trudach omijania działów z dużo fajniejszymi artykułami, znalazła się wreszcie „na chemii”- załadowała koszyk płynem do mycia szyb, płynem do mycia podłóg z drewna, płynem do mycia podłóg z kafli, płynem do mycia fug, płynem do prania bielizny, płynem do prania niebielizny, proszkiem, proszkiem do prania, proszkiem do szorowana, proszkiem do wyszarpywania, pianką, pianką do czyszczenia, pianką do polerowania, woskiem, pastą, emulsją i aerozolem.

W ostatnim akcie zakupów kobieta kupiła wino.

Wino było czerwone, wytrawne i smakowało dużo lepiej, niż cały ten sobotni poranek. A co najważniejsze, zwróciło światu mnie.

Nie wiem, co się stało z tą wariatką, proszę mnie nie pytać. Wystarczy, że narobiła mi tu niezłego bałaganu.