Mroczna przepowiednia. Horoskop na 2015 rok

Mam przepowiednię. Proroctwo na nowy, 2015 rok. Nie wyczytałam go z gwiazd, ani z fusów, nic nie wymyśliłam. Po prostu wiem. Dokładnie wiem. Co gorsza, przepowiednia nie jest dobra. Rok 2015-sty to prawdziwy Czas Apokalipsy. Tragicznego absurdu i straszliwych niedorzeczności. Kliknijcie w zdjęcie i przeczytajcie, co was czeka:

z17198027Q,Wrozba

Najlepszy miesiąc w twoim życiu

Malował przy pomocy wody. Przez moment można było podziwiać dzieło, za chwilę obraz znikał. Zapytany, czemu nie uwiecznia twórczości, powiedział: najważniejszy jest proces tworzenia.

Poniedziałek, początek kolejnego tygodnia, potrzeba pełnej mobilizacji, a ja nagle budzę się i stwierdzam, że nie mam o niczym pojęcia. Chociaż jeszcze niedawno znałam się na wszystkim. Gdzieś w czeluściach pamięci majaczy mi sens życia, jakiś plan działania, jakiś pomysł, może pomysł na książkę? Ludzie, nie wiem! Nic nie wiem! Dzwoni telefon, dzwoni matka, chce mi przeczytać horoskop na październik.

Horoskop na październik:

Najlepszym miesiącem w twoim życiu był wrzesień.

Jezu, mamo, co?! Co takiego było we wrześniu? Co się wydarzyło? Nic się nie wydarzyło?! A tu piszą, mówi matka, a tu jest jak wół, że było najlepiej! Powinnaś się cieszyć! Masz za sobą najlepszy czas w swoim życiu!

A więc to było najlepsze, co mogło mnie spotkać? To już jest za mną? Jak to? Czemu? To niemożliwe. Co straciłam? Czego nie odzyskam? Jaki cudowny przypadek mnie ominął, choć był już tak szczęśliwie blisko? Ile energii poszło w gwizdek? Jak mam teraz cofnąć czas?! Hej, mamo, hej, horoskopie z gazety, hej konstelacjo gwiazd! Poczekajcie! Puśćcie mi ten film raz jeszcze! Dajcie szansę!

Nie ma, kurde bele, zmiłuj. Październik zasuwa po szynach życia jak bezduszna lokomotywa i z każdym stukotem kalendarza mnie od najlepszego miesiąca w moim życiu oddala.

Co za koszmarny początek tygodnia. Mam wewnętrzny nalot, bombardowanie jesienne, zrzut napalmu własnych myśli. Idę do lasu, kładę się na trawie i patrzę w korony drzew, w nich szukam odpowiedzi. Jaka ma być odpowiedź, skoro liście spadają? Czy na którymś z nich jest dla mnie wiadomość? Łapię jeden, przyglądam się. Nic nie ma. Nawet jakby coś było, straciłam przecież wzrok, nie przeczytam. Zakładam okulary, a w nich owszem widzę, a jakże! Bardzo wyraźnie widzę.

Pustkę.

Miałam ostatnio pomysł na książkę. Nie wytrzymałam, napisałam w tajemnicy do kogoś: hej, słuchaj, koniec świata i początek, mam pomysł, to jest naprawdę niezły pomysł, takiej książki jeszcze nie było, to coś zupełnie innego! Nie odpowiedział.

Rok temu też chyba wysłałam gdzieś swój pomysł. Dwa lata temu pewnie też. I trzy lata temu – czemu nie? Jestem mistrzem w wysyłaniu pomysłów, które inni mają w dupie. Zresztą, co tu się dziwić? Po co mi te pomysły? W końcu kiedyś moja książka ukazała się drukiem, sprzedała się podobno nieźle, a ja nie dostałam za nią złamanego grosza.

Widziałam niedawno film, na którym artysta malował murale przy pomocy wody. Przez moment można było podziwiać jego dzieło, chwilę potem obraz wysychał i znikał. Malarz zapytany, dlaczego nie uwiecznia swojej twórczości, np. farbą, odpowiedział, że najważniejszy jest proces tworzenia.

Może już późno, może już czas. Która to godzina, panie? Nieważne. Która by nie była, życie i tak minie. Liście polecą z drzew, żółte puste liście bez żadnego przekazu. Po prostu pac, spadną na mokrą ziemię i kolejny dzień w twoim życiu zbliży cię do jeszcze bardziej kategorycznej jesieni. Tylko nie patrz w horoskop! Najlepszy miesiąc w twoim życiu właśnie minął.

Jeśli nie zaczniesz znów tworzyć.

Horoskop explicite

W poszukiwaniu lepszej gwiazdy

Skorpion to znak zodiaku, który gotów jest sam siebie zabić, by przy okazji choćby drasnąć wroga

Byk w żeńskiej wersji to… Krowa?

Baran to katastrofa astrologiczna. Międzygwiezdny kataklizm. Jeśli jest coś, co Barana zatrzyma, to tylko ostateczność, do której dąży ślepo, porzucając po drodze wszelką szansę na szczęście i spokój. Spokój zresztą mało go interesuje, spokój jest synonimem przeraźliwej nudy, której to Baran unika jak ognia. Skoro o ogniu mowa – jest to żywioł szalenie Barana frapujący, dlatego już jako dziecko podpala ukradkiem wykradzioną rodzicom zapalniczką wersalkę, firany, a późnym latem – za pomocą skonstruowanego z dezodorantu miotacza ognia – muchy.

Zdenerwowany Baran jest niebezpieczny jak Godzilla, a warto podkreślić, że Baran jest zdenerwowany bez przerwy. Analizując te wszystkie cechy żywię wielki żal do moich rodziców, że mnie tak lekkomyślnie poczęli, by wydać na świat właśnie w kwietniu. Każdy inny znak jest lepszy, łatwiejszy, milszy.

Ot, na przykład taki Byk. Wprawdzie Narcyz, zadufany w sobie, leżący na wspomnianej wyżej, spalonej wersalce przez moment nie pomyśli, żeby zdjąć wałki z głowy, choćby akurat gościł Angelinę Jolie. Będzie się za to pysznić później, że Angelina ma więcej od niego zmarszczek i głupio skrojony kostium Chanel, podczas gdy on, Byk, właśnie nabył w lumpeksie o niebo ciekawszy. On ma zresztą wszystko ciekawsze i lepsze. Ludzie są ogólnie głupi, świat zwariował, kiedyś to były czasy, hyc! – na wersalkę. Matko, już jestem zdenerwowana…

To może Bliźnięta? Rozszczepienie jaźni. Siedzi toto z tobą gada, uśmiecha się, niby ok., a za diabła nie wiesz, co tam sobie myśli. Twierdzi, że nie pije, a nazajutrz wali absynt z gwintu. Obiecuje cuda, nie odbiera telefonu. Niby jeden człowiek – dwie osobowości. Tajemnica, z którą z nich masz właśnie do czynienia. Dopóki sobie drugiego takiego nie dobierze – telepie się w poczuciu prenatalnego deficytu…

Rak. Dom – Obiadek. Kocyk. Papucie na nogach, z głośnika sącząca się muzyczka. Przeźroczysty, nieprzytomny, zamglony typ. Pękiem róż, nutą szopenowską naznaczony odwiecznie niewinny, zdziwiony romantyk, któremu wersy życia składają się na poemat ułudy, że niby on jest najmądrzejszy, najładniejszy i najciekawszy na świecie. Oczywiście to bzdura.

Lew? Coś jak paw. Więcej grzywy niż rozumu. Chełpliwość zastępująca kompetencje. Przypadkiem ląduje na kierowniczych stanowiskach i lawiruje przed odpowiedzialnością. Nie umie nic, lwim swędem przeciska się przez szkoły. Płeć przeciwną czaruje utartymi metodami, ślepo wierząc w moc pozorów. Dopiero zaczęłam opisywać, a już jestem zmęczona tą jego niespożytą energią lidera, bo dla lidera jest tylko jedno miejsce i to mnie denerwuje potwornie, że mógłby je zająć taki Lew.

Panna. Ratunku! Panna i jej bibeloty przodków w buduarze, który z pasją równą tworzeniu Piątej Symfonii odkurza codziennie puchatą szczotką z Lidla. Niedziela w kościele, sobota w pralni. Porządek przerażający. To się może wydawać zadziwiające, ale podobno jest taki kraj na świecie, w którym mieszkają same Panny. To Niemcy.

To może Waga? Znak idealny, zrównoważony… tylko umrzeć z nudów. Można się nie czepiać ideałów, ale prawda jest taka, że ideałów na świecie nie ma, więc cały ten etos sprawiedliwości to jedna wielka bzdura. Waga jest tak przemądrzała, jakby zjadła wszelki rozum, którego jej niestety drastycznie brakuje.

Ciekawy jest za to Skorpion, może nawet najciekawszy. Paraliżująca inteligencja, ambicja, czar i niewyczerpane źródło seksualnych przygód… Wspaniałomyślnie omijam kwestię mściwości, zawiści i masochistycznej wręcz zajadłości, z którą ów dźga własny odwłok trującym oszczepem tępego „ja”. Tak, Skorpion to jedyny znak na Ziemi, który gotów jest zginąć w męczarniach, sam siebie zatłuc, by przy okazji choćby drasnąć wrogów, których rzecz jasna, ma na pęczki.

Strzelec. Sama nie wiem, czemu nagle mam zmienić ten znak i czemu niby miałby nim być Strzelec? Ten niedojrzały, wiecznie poszukujący chłopiec z plecakiem? Ten zakochany w sobie pozornie zabawny fircyk o przytępionym poczuciu humoru, który się kończy na gnębieniu towarzystwa nieśmiertelnym gagiem z „Chłopaki nie płaczą”? Boże, uchowaj!

Koziorożec. Słaniający się z niespełnionych ambicji frustrat. Obrażony na cały świat, który nie widzi tego, jaki on, Koziorożec, jest świetny, jaki mądry, stojący na ziemi mocno, realny do bólu, przeraźliwie zajęty, poukładany, nieśmieszny i NIESPONTANICZNY! Sztywniak pozorujący brak sztywności, czego efektem jest kuriozalny strój młodzika na zmęczonym ciele starca. Dramat.

Wodnik. Człowiek, który nigdy nie ma racji, choć oczywiście zdaje mu się, że ma ją zawsze. Gdy mu się udowodni jej brak, zapada na śmiertelne choroby i ostentacyjnie mdlejąc, wywołuje w otoczeniu poczucie winy. Właściwie diabli wiedzą, jaki jest Wodnik, bo jak zwykle pali głupa i udaje kogoś innego. Dziś idzie do zakonu, jutro podrywa zakonnice. Dziś wyznaje ci miłość, jutro odchodzi z koleżanką. Czepia się wszystkich i wszystkiego, zamęczając świat swoimi mało odkrywczymi komunałami.

Ryby? To jest w ogóle taki znak? To nie żart? Ten transparenty, cherlawy i wiecznie wpadający z roztargnienia pod samochód typ, to właśnie Ryby? To chyba jakaś pomyłka. Proponuję zupełnie inną nazwę dla tego znaku zodiaku: Plankton.

Szanowne Gwiazdy! To ja już wolę być sobą. Znów chcę być Baranem! Uwielbiam palić muchy, uwielbiam się w trzy minuty zakochać, uwielbiam to swoje rozdygotanie i nikim innym, broń Boże, nie chcę być!

————————————————————————————-

BE Magazyn/)7/Slow