Mój prywatny dżihad

Według Frondy wierzący mają grubszą korę mózgową i doskonalszy mózg

1233524_625169200846858_2027507747_n

Niektóre teksty są jak używka, paczka papierosów, lub jeszcze lepiej: alkohol. Wysokoprocentowa ironia jest nie dla wszystkich, tak jak nie dla wszystkich jest butelka wódki. Ironia do głowy uderza i niektórych bawi. Należy jednak pamiętać, że to zabawa niebezpieczna. Są tacy, co tego „alkoholu” pić nie mogą, bo wywołuje w nich agresję, stany ostateczne, żądzę krwi i, co najgorsze: urażone uczucia religijne. Gdy na dodatek w tekście pojawiają się słowa klucze, tagi wywołujące rażenie o kilkunastotysięcznym zasięgu (Bóg, szatan, Pawłowicz), wojna murowana. Wojna za słowo. Mój prywatny dżihad.

W takich chwilach tęsknię do swoich siedmiu czytelników i psa z kulawą nogą, do kilkuset odsłon dziennie i do kameralności bloga. Myślę jak się uzbroić w obojętność, by na komentarz o treści: „chuj ci w dupę pierdolona suko” reagować tylko krótkim i stanowczym kliknięciem: kasuj. A na obrażone moim istnieniem czyjeś uczucia religijne – jeno wzruszeniem ramion. Uczucia religijne! Urażone uczucia religijne! Nie ma na świecie bardziej podatnych na urażanie uczuć niż religijne! Uczucia religijne mają oddzielne kryterium wrażliwości, są jak komórki nerwowe, które toczy stwardnienie rozsiane – pozbawione osłonek ulegają paraliżowi przy najmniejszym powiewie różnic poglądowych. Uczucia religijne to niezabezpieczony arsenał jądrowy gotów zmieść z powierzchni Ziemi każde życie, które z racji samego istnienia uczucia religijne uraża. A urażone uczucia religijne to już sztylet w zębach, to bomba zegarowa przymocowana do dziewięciolatki. Urażone uczucia religijne to śmierć za słowo, wyklęcie za ironię. Nóż w plecy za felieton. Fatwa za książkę.

W drugą stronę to nie działa. Uczuć niereligijnych nie ma, obrażanie ich nie istnieje. Byłam kiedyś świadkiem nawracającej rozmowy pewnej pary, składającej się niefortunnie z wierzącej żony i niewierzącego męża. On stawał na rzęsach, by wierzącej nie urazić. Jednak był, istniał, uwierał, NIE WIERZYŁ. Koniec końców żona wpadła w furię i przywołując na świadka Stwórcę, wrzasnęła:

– Boże, jak można być tak głupim i nie wierzyć!?

Strach pomyśleć, co by było, gdyby facet wspiął się na ten sam podniebny poziom i odparł:

– Jak można być tak głupim, żeby wierzyć!?

Histeria, rozwód, skandal, urażone uczucia religijne.

Uczucia religijne można urazić na wiele sposobów. Ba!, prościej się zastanowić, jak można ich nie urazić. Prościej, bo odpowiedź prosta: nie można. Uczuć religijnych nie urazić nie sposób. Istotą uczuć religijnych jest bycie urażonymi. Zdaję sobie sprawę, że moje uczucia (niereligijne) wywołane komentarzem „chuj ci w dupę pierdolona suko” są niczym w porównaniu z uczuciami chrześcijanina, którego uraża samo moje istnienie.

Jak już jesteśmy przy urażaniu uczuć niereligijnych. Pismo Fronda opublikowało ostatnio fascynujący artykuł o budowie mózgów ludzi wierzących i niewierzących. Otóż podobno amerykańscy naukowcy zbadali mózgi pewnej grupy ludzi i okazało się, że uduchowieni mają grubszą korę mózgową od tych drugich. Fronda z miejsca uznała, że grubsza kora jest doskonalsza, zatem niewierzący mają po prostu gorszą (nieprawidłową) strukturę mózgu. Na szczęście, pismo nie zastrzega, o jaką wiarę chodzi. Łatwo można się domyśleć, że moc wiary jest wprost proporcjonalna do grubości kory mózgowej. Proponuję taki prosty quiz:

Oceń w skali od 1 do 10 hasła, które kojarzą ci się z największym natężeniem wiary:

– Hezbollah.

– Inkwizycja.

– Al Kaida.

– Polowanie na czarownice.

– Krucjata.

– Taliban.

– Atak na WOŚP.

Wynik: Osoby związane z hasłami o największej liczbie punktów mają/miały najbardziej prawidłowy mózg.