Zdrada, czyli nierówna walka z monogamią

Tak, drodzy panowie, wasze żony was zdradzają, bo sobie na to zapracowaliście. Tak, drogie panie, wasi mężowie was zdradzają, bo jest im czegoś brak…

 

Zdrada. Najgorsza rzecz, która się może wydarzyć w małżeństwie. Tego się dowiaduję u fryzjera. U fryzjera można się wiele dowiedzieć, na przykład, że krótka fryzura to narażanie się mężowi, a blond łagodzi konflikty. Ale wróćmy do zdrady. Najgorszego, co się może stać. Najgorszego.

Nie, nie choroba. Nie wypadek, śmierć, głód, wojna. Nie spalenie domu. Nie paraliż, kalectwo. Najgorsze, co się może wydarzyć to ZDRADA. A co pani myśli? Są gorsze rzeczy. Niemożliwe: JAKIE?!

Zdrada. Skok w bok, który przynajmniej połowa małżeństw zalicza z tej prostej przyczyny, że jesteśmy gatunkiem poligamicznym i monogamia jest dla nas zupełnie nienaturalna. I niezależnie od tego, jak bardzo jesteśmy przekonani o wierności małżonka, najczęściej po prostu jeszcze nie dowiedzieliśmy się prawdy. Bo jak byśmy się dowiedzieli, to amen, kaplica, apokalipsa. Popytajcie u fryzjera.

Popytajcie, a dowiecie się, że większość kobiet święcie wierzy (a może raczej głosi, że wierzy), że wierność należy im się z wielu powodów. Żelaznym fundamentem naszego życzeniowego myślenia jest – uwaga! – przysięga małżeńska. Przysięga składana przed ołtarzem, w której wypowiadane są słowa tak absurdalne, że mając kilka złączeń neuronowych, ciężko je traktować poważnie.

Ale tak nas nauczono, wierzymy w rzeczy nieistniejące i niemożliwe. Dzięki temu możemy oburzać się na innych, co udowodniliśmy niedawno przy linczu nad Natalią Przybysz. Co czwarta Polka miała aborcję, ale tłumnie rzucają kalumnie. Spoko. Oburzajmy się.

Niech oburza nas też zdrada. Mamy z tego same korzyści. Dzięki temu żyjemy w iluzji przyzwoitości i nieważne, co robimy, wierność nam się NALEŻY. Wszak dajemy głowę, że miłość można zagwarantować do końca życia. Uczucie, za które trudno komukolwiek odpowiadać w odległości choćby dwuletniej, a co dopiero w skali całego życia. Którą, zamiast pielęgnować, stosujemy do szantażu. Ślubowałeś! No przecież, skoro ślubowałeś, to twoim obowiązkiem jest kochać. Tylko mnie. Koniec. Amen. Apokalipsa.

Tylko że… jak można kochać kogoś pod przymusem? Jak można machać tym uczuciem komukolwiek przed nosem, zmuszając go do niewoli myśli? Jak można w ogóle wymagać, żeby ktoś nas kochał? Żądać tego?

Ślubuję Ci miłość i wierność… Owszem, mogę obiecać, że się POSTARAM. Postaram się, o ile otrzymam szacunek i przyjaźń. O ile będzie nam razem dobrze. O ile będę czuć dalej to, co czuję. O ile będę CHCIAŁA.

W zdradzie nigdy nie uczestniczy jedna strona. To efekt wspólnej pracy. Coś, co powstaje przy BRAKU. Braku zainteresowania drugą osobą, braku szacunku, braku namiętności. Braku czegoś ważnego, czego ktoś komuś nie dał. Tak, drodzy panowie, wasze żony was zdradzają, bo sobie na to zapracowaliście. I jeśli jesteście mądrzy, to zanim nazwiecie je dziwkami, spytacie, co było nie tak? Czego nie umieliście im dać?

Tak, drogie panie, wasi mężowie was zdradzają, bo jest im czegoś brak i zanim zaczniecie okładać ich talerzami, zastanówcie się, czego. Może warto to przegadać, dowiedzieć się, zanim rzucicie się spełniać niewypowiedziane życzenia? Bo szkoda energii na prasowanie koszul i szarpanie się na trzydaniowe obiady, skoro to wcale nie to?!

– Najgorsza rzecz, jaka się może przytrafić w małżeństwie to zdrada – mówi starsza kobieta u fryzjera. – Najgorsza! A pani co myśli?

– Są gorsze rzeczy.

– Jakie?!

Oczekiwania. Oczekiwania, że nic nie musimy robić, a miłość nam się należy. Oczekiwania, że możemy wszystko, a należy się wierność. Oczekiwania, że ktoś się zmieni, ale my: nigdy. Oczekiwania, że fakty, statystyki, biologia, natura i ciąg przyczynowo-skutkowy NAS nie dotyczą. Oczekiwania, że bajka, którą nam wtłoczono do głowy, stanie się kiedyś rzeczywistością.

01.06.2012 Dotyk Piękna

Efekt „Dotyku Piękna”

Ona buty zdjęła, na bosaka biegnie, on w samochód i za nią. Ledwo ruszył, policja: dokumenty proszę. 

Od kilku lat jestem wierna jednemu salonowi fryzjerskiemu. I choć wcale nie należy on do najtańszych, a moja z nim relacja nie należy do najprostszych,  nie wyobrażam sobie zmian. Nieraz wychodziłam ze zdumiewającą fryzurą, czasem raziłam nieoczekiwanym kolorem na głowie, innym razem – brawurowym cięciem. Żadne porażki jednak nie są w stanie zniechęcić mnie do Dotyku Piękna, bo tak się ów przybytek miejscowej elegancji nazywa.

Zaraz ktoś się odezwie, że cierpię na syndrom uzależnienia i będzie miał trochę racji. Czymże jest jednak głupia fryzura wobec doświadczeń życiowych? Co tam jakiś durny kolor przy niezwykłej opowieści?

Zawsze wybieram się tam, podobnie jak wybiera się skołatany neurotyk do psychoanalityka, u którego bynajmniej nie powie o sobie ani słowa. Ja też nie idę tam się wygadać, nic podobnego. Ja idę tam POSŁUCHAĆ. A im głębsza depresja, tym większe oczekiwania, im bardziej przepastny dół – tym większa wiara w to, co dziś usłyszę od mojej fryzjerki.

Mariola. Lat około trzydziestu, za każdym razem inna fryzura. Idę do niej jak w dym. Jak do kina. Jak na seans ostatniej szansy. Ona, nakładając balejaż, zaczyna opowiadać. A historia jej wydaje się zwykła. Niby taka, że ot, do leniwego drzemania w fotelu. Wczasy pod gruszą, komunia u stryjecznej, wesele u ciotecznej. Mąż trochę popił. Może nie tylko trochę. Skuł się skurwysyn i zasnął pod stołem. Tak się jakoś potoczyło wszystko, że wujka kuzyn, przystojny jak szatan, ją do tańca poprosił. Mąż jakby go wiadrem zlali, od razu rześki. Za krzesło i łubudu, po łbach. Ona w pisk i w nogi. On za nią. Biegną przez wieś:

– Pojebało cię, pojebie pojebany?!

On:

– Zabiję cię, dziwko!

Ona:

– Sam się zabij!

Kuzyn wujka w tak zwanym międzyczasie w bok odskakuje, cichaczem na wesele wraca. Ona buty zdjęła, na bosaka biegnie, a że trzeźwa, jej dogonić nie idzie. Więc, pani słucha, ten skończony wał w samochód wsiada! Ledwie ruszył, policja.

– Dokumenty proszę. – I po weselu.

Innym razem Mariola mi brwi wyrywa. Wisi nade mną w skupieniu, cisza. Nagle SMS przychodzi. Mariola w odpowiedzi, pomiędzy ruchem pęsety a moim: „sss!”, bezgłośnie wybiera  numer.  Coś tam mamrocze po cichu: „aha, aha, nie ma, uhm…”, a chwilę później, wisząc nad brwiami, skubiąc delikatnie, nagle jak nie wrzaśnie do słuchawki:

– Jak to, kurwa, wrócisz później?! Kto ci zlecił raporty?! Szef?! To daj mi go! Daj mi tego swojego, w dupę jebanego, szefa. Albo może „szefową” lepiej? Tę blond, z biurka obok podaj, a ze mnie idiotki nie rób, bo na stacjonarny do firmy przed chwilą dzwoniłam i jak się okazuje, to oboje jesteście na fajrancie od godziny!

Kobiety są jak planety. Ciała totalne, które rozbijają w pył ich satelitę – mężczyznę. Choć jeszcze czasem wycisną z nich kroplę testosteronu –  niewiele to zmieni. Bo facet, o którym jest mowa w Dotyku Piękna, to potencjalnie skończony palant. Wioskowy głupek z mariolowego serialu. A ja to faktycznie oglądam jak film, z tym jednak dreszczykiem różnicy, że to się dzieje naprawdę. I na tym właśnie polega magia tego miejsca. To nie tylko salon fryzjerski. Nie tylko miejsce powierzchownych metamorfoz. To gabinet psychiatryczny, terapia kobiecej wartości. To jednoosobowa grupa wsparcia dla wszystkich chwilowo przegranych w tym men’s world. Chwilowo, podkreślam. Bo mężczyźni są mocni do czasu. Do chwili, gdy komuś choć trochę na nich zależy. Wystarczy się rozstać i czar pryska, z prężnego macho wypełza miękka faja. Wystarczy powiedzieć: żegnaj.

– A zna pani kobietę, która tego żałuje? – pyta Mariola.

– Czego? Rozstania?

– Tak. Czy zna pani jakąś, która z perspektywy czasu żałowałaby tego, że się rozwiodła?

Mariola ma rację. Nie znam. Bo nie ma takiej kobiety na świecie. Choćby nie wiem, w jakiej rozpaczy początkowo była, choćby nie wiem jak szaty darła – to w ostatecznym rachunku wychodzi na prostą. Pamiętają Państwo „Poznasz przystojnego bruneta”? (Aż się boję zadawania takich pytań*). Starsza pani zostaje sama, mąż zakochany po uszy w podlotku. Upokorzona i skołatana chodzi do wróżki, płacze. Rzecz jasna, zwrot w finale. O sto osiemdziesiąt stopni. Samo życie. Dotyk piękna.

————————————————————————

*czyt. komentarze pod poprzednim wpisem