PITbul

Dwudziesty ósmy kwietnia. Księgowa nie odbiera telefonu

Zastanawiasz się czasem, jak wygląda piekło? Zło wściekłe, z pianą na pysku? Psie ścierwo rozjuszone? Szczękościsk na gardle i brak tchu w kleszczach niemocy? Weźmy parę przykładów.

Poniedziałek rano. Kac. Siedzisz na kanapie i dyszysz. Wiesz, że za chwilę spóźnisz się do pracy i, ocierając pot z umordowanego czoła będziesz tłumaczyć się mętnie przed nabzdyczoną szefową. Tymczasem każdy dźwięk rozsadza ci czaszkę, a twoja żona właśnie postanowiła odkurzać i dźga szczotką od odkurzacza odziane jeno w skarpetki twoje stopy…

Nie, to jeszcze nie to.

Inny obrazek. Podróż pociągiem. Traf chciał, że pociąg wiezie kibiców na mecz. W drugim przedziale pielgrzymi grają na gitarze „Arkę”. Jakby tego było mało, pasażerka obok kłóci się przez komórkę z narzeczonym, a jakiś brzuchaty przedsiębiorca naprzeciwko pali nerwowo papierosy. Jest upał. Okno się nie otwiera. W torbie podróżnej nie masz ani kropli wody. Masz za to książkę. Rozmówki niemieckie…

E, to też bułka z masłem.

Dobra, koniec żartów. Jest dwudziesty ósmy kwietnia. W twoim domu wszystko jest gdzie indziej. Czasu na sprzątanie oczywiście brak. W rozrzuconych po całym mieszkaniu niezliczonych torbach, plecakach, teczkach, aktówkach, pokrowcach na laptopa, na buty narciarskie, kurde, na gitarę, między gazetami, w książkach, Bóg wie gdzie – leżą być może twoje pity roczne. Księgowa nie odbiera telefonu. Jutro na pewno też nie odbierze. Pojutrze tym bardziej. I tak, trzydziestego kwietnia w Mordorze urzędu skarbowego, w ściśniętej ciżbie podobnych do ciebie potępieńców zawiśniesz nad formularzem z jedną, jedyną, ale za to absolutnie prawdziwą myślą w głowie:

Tak właśnie wygląda piekło.

pit_bull
A tak wygląda PITbul

 

22.04.2012 Welcome to hell, czyli rozliczenie z fiskusem

Niedziela rano. Właściwie południe. Na kanapie siedzicie Państwo w skarpetkach. Z potwornym kacem. Każdy dźwięk rozsadza czaszkę, lecz brak Wam sił na ściszenie wyjącego telewizora. To i tak nie ma znaczenia, gdyż Wasza żona zasuwa po pokoju z przekrzykującym wszystko odkurzaczem, dźgając co rusz bezbronne, odziane jeno w skarpetki stopy.

Inny obrazek. Podróż pociągiem. Nabitym do nieskończoności. W wypełnionym po kokardę przedziale jakaś młoda i głośna kobieta tłumaczy narzeczonemu istotę miłości. Obok zgraja młokosów z gitarą śpiewa „Załóż czapkę skinie”. Za drzwiami przedziału brzuchaty przedsiębiorca gada non stop przez komórkę i pali papierosy. A w torbie podróżnej macie Państwo tylko „Dziewięć” Stasiuka.

Jeszcze inny. Dwudziesty drugi kwietnia. A właściwie dwudziesty trzeci. W domu ktoś niedawno wysadził bombę atomową. Wszystko jest gdzie indziej. Czasu na sprzątanie nie ma. W siedemdziesięciu torebkach jest być może jakaś znikoma część pitów rocznych, z których się muszą Państwo rozliczyć. Trzeba to wszystko sprzątnąć, znaleźć dokumenty, a potem księgową. Jutro na pewno nie będzie na to czasu. Pojutrze tym bardziej. I popojutrze też. I tak trzydziestego kwietnia zawisną Państwo nad formularzem z jedną, nieprzejednaną myślą:

Właśnie tak wygląda piekło.