04.10.2011 Pamięć absolutna

– Eweeelina, Ty masz bieliznę?!

– Nie!

– A kto ma?!

– Jolkaaa!

Ten donośny dialog usłyszałam w pewnym sklepie odzieżowym i uznałam, że  warto go uwiecznić. Ewelina i Jolka, pracownice sklepu z fatałaszkami, bezwiednie stały się animatorkami sobotniego wieczoru Mikołaja, który postanowił najpierw ukręcić z owego dialogu tak zwaną „bekę”, by po kilku czarnych specjalach zupełnie zmienić front i zacząć snuć uporczywy plan nawiązania znajomości z niejaką Eweliną. Czemu akurat zdecydował się na tę pierwszą niewiastę – pojęcia nie mam. Tak czy owak, to frywolne intro rozpoczyna dzisiejszy wpis, który wcale frywolny nie będzie, nie będzie nawet zabawny, czy choćby pogodny, przeciwnie – będzie mroczny jak katatonia twórczej niemocy.

Zgubiłam pen drive’a. Nie pierwszy raz. Pisałam już Państwu o ramionach chaosu ADHD?  Gubię absolutnie wszystko bez jakiejkolwiek reguły. Przyzwyczaiłam się już do tego i nie robi to na mnie żadnego wrażenia. Nie przyzwyczaiłam się jednak, że na gubionym pen drive’ie jest Dzieło Mojego Życia!

Najpierw kupiłam laptopa bez klawisza F8 i programu Word. Potem napisałam w nim historię Małgorzaty, która zdradza męża na lewo i prawo, zachodzi w ciążę diabli wiedzą (bo chyba nie mąż) z kim. Gdy jeden z jej kochanków okazuje się być członkiem Al Kaidy, w niewyjaśnionych okolicznościach ginie walizka z milionem dolarów, a detektyw trafia na OIOM  – jakieś licho podpowiada mi, że na notatniku txt nie dam rady tego ciągnąć i muszę zawołać informatyka Marcina, by zainstalował mi prawdziwy program do pisania powieści. Dramat rodzinny z wątkiem terrorystycznym w tle mógłby sobie oczywiście poczekać na Marcinowe hokus pokus, ale ja czekać nie potrafię. Ja muszę zasuwać dalej bez żadnych przerw. W tym momencie coś mi każe zrzucić osiemdziesiąt pięć stron A4 na pen drive’a i na wszelki wypadek skasować plik z dysku.

Pen drive znika, sprawa jest czysta jak carte blanche i gdyby mi kiedyś na studiach z chemii analitycznej nie wytrącił się błękit paryski, mogłabym spokojnie leżeć w Sevres pod Paryżem jako idealny wzorzec osoby, która nigdy niczego w życiu nie osiągnie.

Na koniec mam prośbę. Jeśli ktoś z Państwa kiedyś, w jakimś cholernym empiku kupi książkę, a w książce przeczyta historię ladacznicy Małgorzaty i jej kochanka, niech tego sukinsyna pseudo-autora spod ciemnej gwiazdy uzurpatora natychmiast zaskarży do prokuratury o kradzież pamięci przenośnej cztery giga z nadrukiem KOCHAM GMINĘ ŻUKOWO.

I, broń Boże, niech nigdy mi o tym nie mówi. Ja sobie do końca życia będę chodzić po sklepach, może czasem coś zabawnego usłyszę.