Tagged: czarny protest

Jestem Bogiem

Moje ciało należy do mnie. To ja, moje serce, moje nerki, moja macica. Nie zgadzam się, żeby je oddać. Tak jak nie zgadzam się oddać serca, wątroby, płuc, tak nie zgadzam się oddać macicy

Alicja zobaczyła przemoknięte kobiety, pełne energii i buntu. Ich skrywany dotąd gniew rozbłysnął w oczach, te poukładane przez lata schematy zawaliły się i runęły. Patrzyła ze zdumieniem na kobiety z dziećmi, z wózkami, na kobiety starsze, na babcie, matki, siostry. I mimo tego deszczu, chłodu, widziała jakąś jasność, coś w rodzaju nadziei, że oto gniew prowadzi je do wolności. Oto one, stare, młode, wierzące i niewierzące, lekarki, nauczycielki i położne, sprzątaczki, studentki, gospodynie domowe – są dziś razem na dobre i na złe. Razem. Jak nigdy. Oto mamy swoje trzydzieści sekund. Krótka chwila buntu w wieczności zniewolenia. Czy tak musi zostać?

Parasol, kobiecy atrybut, niezbędny element wyposażenia torebki, mały czarny składany, schowany niczym liszka w kokonie, rozpostarł dziś skrzydła, piękne, czarne, lśniące i okazał światu swoją obecność.

Transparenty. Na szybko zmontowane z kawałka kartonu, z napisanymi flamastrami hasłami. Moje ciało należy do mnie. To ja, moje serce, moje nerki, moja macica. Nie zgadzam się, żeby je oddać. Tak jak nie zgadzam się oddać serca, wątroby, płuc, tak nie zgadzam się oddać macicy. Nie zgadzam się oddać dlatego, że ktoś tak chce. Żąda! Teraz. Zaraz. To przymusowy przeszczep mnie, dawczyni organów. Urodzonej i wyhodowanej, żeby dawać, oddawać siebie, oddawać swoją macicę. Oddać swoje życie bez słowa sprzeciwu?

Tak właśnie wymyślili „obrońcy życia”, mężczyźni w sukienkach, ci, którzy dyktują warunki tego kraju. Którzy nie wydają na świat dzieci i nie przekazują życia. Stoją ponad prawem natury i dyktują prawo moralne. W każdym innym gatunku zostaliby wyrzuceni poza społeczność. Bo żaden gatunek nie inwestuje w  celibat. Nikomu to się nie opłaca. A ludziom?

Alicja stoi i patrzy na ten tłum, czuje, słyszy bicie serc, widzi piękne kobiece twarze, włosy na wietrze, wyciągnięte szyje. Ile w nich mocy, ile życia! Chciałoby się to zatrzymać, uwiecznić gdzieś, w zaczarowanej materii, w skondensowanym proteście, ciele doskonale czarnym. To my, kobiety, matki. Pochłaniamy całą energię wszechświata, przetwarzamy ją dla potomnych. To przez nas płynie rzeka życia.

To my jesteśmy Ziemią, matką Ziemią. Przecież jesteśmy, z krwi i kości, prawdziwe, mocne, ważne. To od nas zależy. To my decydujemy. To my znaczymy. To my jesteśmy Bogiem.

Jestem Bogiem – zaśpiewała pod nosem Alicja. – Wyobraź to sobie. To ja jestem Bogiem.

Poczuła jakąś niepojętą siłę. Przypomniała sobie opowieść Janka o indiańskich duchach. O boskim znaczeniu matki Ziemi. Zacisnęła dłonie. Czemu ktoś jej kiedyś wmówił, że jest słaba? Czemu w to uwierzyła? Czemu uznała iluzję ponad rzeczywistość?

I nagle, wyrwana z zamyślenia, potrącana przez inne skandujące dziewczyny, zamrugała oczami z niedowierzaniem. W oddali, w tłumie zobaczyła znajomą twarz. Milczącą, ale pozbawioną codziennego gniewu. Jakby ta cała furia wokół zniosła bunt w tym wiecznie napiętym ciele. Zmarszczyła czoło i wyostrzyła wzrok. Tak, to był on…

30-sekund-okladka-72dpi

Chcemy wolnego wyboru! Ale nie całkiem…

Kurwa mać! Kobiety! Zdecydujmy, o co nam chodzi, czy ktoś ma rozporządzać naszym ciałem i czy chcemy, aby każdy Polak miał prawo osądzać nasze wybory! Nie stawajmy w rzędzie z tymi, którzy uzurpują sobie prawo do osądzania, do rozgrzeszania i potępiania, ważąc argumenty, jak bardzo jesteśmy WINNE. Bo zawsze będziemy!

????????????????????????????????????

fot. Marek Ryćko/Gdańsk

Polska jest krajem wybranym. To tu narodził się Bóg, stąd pochodzi jego Matka i Jan Paweł II. Ludzie urodzeni w Polsce są więc pomazańcami bożymi, dlatego każdy co żyw rwie się do roboty nad potępianiem, albo rozgrzeszaniem innych. Roboty mamy huk. Od świtu do nocy każdy Polak dźwiga obowiązek przeprowadzenia osobistego Sądu Ostatecznego nad tysiącem dusz. Mało tego. Bo żeby tylko sam sąd! Żeby tylko proces. To by się raz dwa potępiło jak leci i cześć. Można jeszcze się p trochę oburzać wieczorem, że jak tak można i pójść spokojnie spać. Ale obowiązek osądzania piętrzy obowiązek kolejny i to obowiązek kluczowy! Należy swój wyrok ogłosić światu! Niech wie! To ważne! Czy ktoś postąpił słusznie, czy źle, czy jest święty, czy podły, czy zasłużył na łaskę, czy na powolne męczarnie, czy jego dzieci mają być dumne, czy czeznąć ze wstydu w szkolnych ławkach? Cały kraj drży od tych wieści, świat ich wyczekuje! Bo przecież każdego OSOBIŚCIE obchodzi czyjś grzech. GRZECH! Rzecz z pierwszych stron gazet, brukowy młyn, siła prawicy, Kościoła i rządu. Siła każdego Polaka, każdej Polki, którzy od otwarcia powiek pędzą rozgrzeszać, albo NIE. Raczej NIE. Chyba że to ktoś kościelny, to tak. Proboszczowy na luzie TAK. Pedofilia? No trudno. Zresztą to pewnie dzieciaka wina. Dr. Chazanowi? Luz. 500 skrobanek? Nie czepiajcie się. Przecież ŻAŁUJE. Jak ktoś żałuje, to jednak Polak daje mu szansę. Gorzej, jak nie żałuje. Nie żałujesz? Kurwa, szmata, giń. Nie żałujesz Natalio? My cię urządzimy. Tak cię urządzimy za tego DZIDZIUSIA, co jeszcze nawet mózgu nie miał i nic nie czuł i wyglądał jak krewetka, bo nawet jeszcze nie jak żelek Haribo, tak cię urządzimy, że twoje narodzone dzieci, co już mają mózg i czują wszystko, będą miały piekło na tej Ziemi. My. Polacy. Polki. Pomazańcy Boży.

Kobiety. Strażniczki patriarchatu, kościelnego porządku. Wyszły na ulicę, żeby walczyć o wybór. Każdy chce mieć wybór, zwłaszcza gdy jest prawie Bogiem. Ale prawie Bóg ma przecież obowiązek potępić kogoś, kto wyboru dokonał. Musi wypunktować niegodziwość powodów, które do WOLNEGO wyboru kogoś skłoniły.

Zapytałam wczoraj kobiety, co by zrobiły, gdyby obecna ustawa antyaborcyjna jednak została zaostrzona? Usłyszałam potężny sprzeciw i ryk syren. Tylko że obecna ustawa to fikcja. Nie ma możliwości przeprowadzenia legalnej aborcji w Polsce. W szpitalach stanął mur pod tytułem „klauzula sumienia”. Kobieta w ciąży bez względu na powód może pożegnać się z własnym prawem. Tak jest i to od dawna. Czarny Protest został wykpiony, a my dałyśmy się wkręcić. Bo walcząc o wycofanie projektu radykalizacji ustawy, pokazałyśmy, że wierzymy w tę fikcję. To bujda na resorach, drogie panie. Martwe prawo, z którego śmieje się cała prawica widząc, jak się dziś miotamy, nie wiedząc do końca, o co nam chodzi. Bo o co nam właściwie chodzi? O wolność? Solidarność? – Nie o taki wybór walczyłyśmy! – wołają członkinie Czarnego Protestu, nawiązując do wyznania Natalii Przybysz. A o jaki? Jaki jest wolny wybór, gdy nie jest wolnym wyborem?

Wczoraj dość dużo energii i czasu na Czarnym Proteście w Gdańsku zostało poświęcone kwestii logo Solidarności, komu wolno, komu nie wolno go używać. No i że jest źle. Tak ogólnie, bo kobiety mają gorzej. Że nie ma edukacji seksualnej. I znów że logo.

Kurwa mać! Kobiety! Obudźmy się, bo nic z tego nie będzie! Zdecydujmy, o co nam chodzi, czy ktoś ma rozporządzać naszym ciałem i czy chcemy, aby każdy Polak miał prawo osądzać nasze wybory! Przestańmy pieprzyć, że nie takie argumenty, nie o to chodzi, nie o mieszkanie, nie o półki, nie o  tamto, nie o sramto! Nie stawajmy w rzędzie z tymi, którzy uzurpują sobie prawo do osądzania nas, do rozgrzeszania i potępiania, ważąc argumenty, jak bardzo jesteśmy WINNE. Bo zawsze będziemy!

Chcemy wolnego wyboru? Jesteśmy solidarne? Walczymy o siebie? Wybór (jeszcze) należy do nas.