03.10.2012 Bungee jumping, czyli smak życia

Konkurs Fotograficzny National Geographic Polska,
Autor: clover, Miejsce wykonania: Gdańsk

Kiedy napiszę nowy tekst i wyjdę z domu, to  każdego na ulicy chcę zaczepiać i każdemu powiedzieć: hej, właśnie coś napisałam!

Jak Państwo widzą, straszna ze mnie siermięga i wcale sobie z tym blogiem nie radzę. Potrzebne mi było kilka dni, żeby Państwu jasno i klarownie powiedzieć o całym tym głosowaniu na najlepszy blog, podczas gdy mijał cenny czas. Tak czy owak, zostało jeszcze parę dni (do 7-go października) i jeśli ktoś jeszcze się waha, to:

tu można zagłosować

A tak przy okazji, w związku z tym, że zbliża się Blog Forum Gdańsk i blogosferą mam wypełnioną głowę, powiem wreszcie, o co w ogóle chodzi w tym całym blogowaniu. Otóż w tym całym blogowaniu chodzi o to, że człowiek nie ma pojęcia, po co to robi. Gorzej. Człowieka coraz więcej ludzi pyta, e, słuchaj, a po co to robisz – i on dalej nie wie. Tych ludzi robi się coraz więcej, coraz więcej bowiem ten jego blog czyta i dalej nie wiadomo.

Owszem, chwilami coś tam się wydaje. Czasem ktoś zasugeruje. Coś bąknie o sławie (ha!), o pieniądzach (haha!). Albo też o bojkocie, o sprawach wielkich, o wojnie, o polityce. O ratowaniu świata. O honorze. O pamięci przodków, krwi ojców.

Ale nie, to też nie to. Głupio się przyznać, ale nie.

Lecz gdy się napisze kolejny wpis i wyjdzie z domu, to chce się każdego na ulicy zaczepić i każdemu przechodniowi powiedzieć, hej, właśnie coś napisałam! A to właściwie jest tak, jakbym skoczyła na bungee i wciąż wisiała głową w dół! I albo hejterski komentarz mnie w przepaść ściągnie, albo sprężyna emocji uniesie. A myśl, jak naprężona cięciwa ze strzałą w środek mojej duszy wycelowaną:

– Czy to w ogóle jest dobre? – zadrży, jednak strzały jadowitej, dopóki jest ktoś tam jeden na świecie, kto to czyta – nie wypuści.

Nie powiem więc, po co piszę ten blog. Pytanie raczej brzmi: jak mogłabym tego nie robić?