Jesteś blogiem

  1. Masz barwne życie towarzyskie, jesteś piękna i bogata.
  2. Nudzisz się pod kocem, masz nadwagę i zmarszczki.

Niepotrzebne skreślić

mieso
fot. Marek Kurzok

Mówisz, że dziś nie odbierasz telefonów. Cały dzień poza siecią, taki nastrój. Prawda jest taka, że nie odbierasz telefonu, bo nikt nie dzwoni. Cały dzień nudzisz się na kanapie pod kocem. Z nudów sięgasz do lodówki po lody. Zanim je zjesz, robisz im zdjęcie i wysyłasz na Instagram. Wysyłasz fragmenty swojego życia, fragmenty siebie. Swoje mieszkanie, swoje śniadanie, spalone papierosy. Kieliszek z wódką. Paznokcie. Wysyłasz po kolei całą siebie. Ćwiartujesz się na kawałki, by oddać się wirtualnemu światu. Ręka, noga, głowa. Prawy pośladek, lewe udo. Kto polubi? Kto kupi? Za ile?

Twoje lody polubiło już pięćdziesiąt osób. Dobry wynik. Mały towarzyski sukces dnia. Ale czy ty lubisz lody? Dasz im lajka? Są ciężkie, słodkie, tłuste, śmietanowe z kosmiczną przyprawą, z konserwantami, diabli wiedzą, z czym jeszcze. Jesz i myślisz o piekle, do którego trafisz, o potępieniu odwiecznie w twoją głowę wbijanym kolorowymi pismami. Chude laski podobają się facetom, dobrze to wiemy wszyscy – bardziej! Ty się nie spodobasz facetom, ty otoczysz się warstwą śmietanową o smaku tiramisu, nie będziesz już fajna. Hej, a czy ty w ogóle jesteś jeszcze fajna? Czy jesteś jeszcze spoko? Sprawdź na Facebooku. Lubię to nie znaczy: lubię. To nie jest już żadna emocja. To punkt. Sprawdź ile masz punktów. Ile trzeba mieć punktów, żeby być spoko?

Czekasz, kiedy miłość też będzie liczona w punktach. Kiedy jednym przyciskiem będziesz mogła się zakochać, a drugim przyciskiem zerwać. Zresztą. Nie bez powodu nie ma miłości na tym portalu. Jest tylko letnie i zawsze pozytywne: lubię. Ale nie ma miejsca na „kocham”. Miłość jest jak nadwaga. Miłość jest ZBYT.

Nie składasz się już z emocji. Nie składasz się z zapachów, dźwięków i gestów. Składasz się z jedynek i zer, z wyświetlanych obrazków, zdjęć, ikonek z podniesionym kciukiem. Twoje życie rozgrywa się na stronach internetowych portali społecznościowych, blogów i komentarzy.

Rzeczywistość wirtualna. Ty i twoi ZNAJOMI, których nie znasz. Co cię z nimi łączy? Co dzieli? Czy jesteście jak te lody tiramisu – zimną homogeniczną masą zmieloną przez portal społecznościowy? Układem koloidalnym, gdzie każdy jest doskonale oddzieloną cząstką zapomnianego świata realnego i jednocześnie fragmentem spójnej emulsji wirtualnej rzeczywistości.

Masz barwne życie towarzyskie i szalone powodzenie, jesteś piękna, młoda i bogata. Czy raczej przeciętna, czasem smutna, masz nadwagę i zmarszczki, a niektóre weekendy spędzasz pod kocem?

Nie pytaj, które zdanie skreślić. Zawsze skreśla się to, co niepotrzebne. Możesz wszystko. Jesteś bogiem. Czy jesteś jeszcze sobą?

„Żadna gwałtu nie lubi, ale każda by chciała”

Szlag mnie trafia, gdy widzę te „gwiazdy” blogosfery, których gwiazdorstwo nie polega na dzieleniu się  jakimiś wartościami, ale na wciskaniu reklam wszytych grubymi nićmi w jakiś pseudo-post

Czasem mnie ktoś pyta, jakie blogi czytam i czy w ogóle czytam. W tym tekście niestety, nie będę pisać o rzetelnych blogach (które faktycznie czytam), gdzie czytelnik traktowany jest jak istota rozumna, a nie dymany kolejną reklamą wszytą grubymi nićmi w jakiś pseudo-post. Każdy w miarę inteligentny człowiek szybko orientuje się, kiedy ma do czynienia z uczciwym traktowaniem. Problem polega na tym, że inteligentnych ludzi jest coraz mniej. Dlatego rzucę swój jupiter na blogi popularne, w których – choć są w świetle skąpane – merytorycznych wartości trzeba długo, długo szukać.

Blogerzy publikują w sieci informacje o wszystkim, czy to ważne, czy nieważne. Z pewnością taka jest ich potrzeba. Potrzeba bycia celebrytą. Niejeden marzy o tym, by na temat jego porannych spacerów po bułki trzęsły się portale plotkarskie. Owszem, każdy może się któregoś dnia stać gwiazdą i nie ma w tym nic złego. Ale szlag mnie trafia, gdy widzę te „gwiazdy”, których gwiazdorstwo nie polega na dzieleniu się jakimiś wartościami (publicystyką, fotografią, wiedzą o świecie egzotycznym, może o kolarstwie, o paralotniach?), ale na wciskaniu czytelnikom kolejnych sponsorowanych recenzji marek jakichś produktów, bez żadnej merytorycznej wartości.

Jak już wspomniałam, postanowiłam poszukać merytorycznych wpisów na blogach tych celebrytów. Przeczytałam kilka wpisów niekwestionowanej gwiazdy blogosfery, niejakiego Kominka. Blogera, który na konferencjach Blog Forum Gdańsk bryluje w roli głównej. W zeszłym roku byłam świadkiem jego prezentacji, na której przedstawił blogerom sylwetki Adolfa Hitlera i Józefa Stalina jako ludzi… z charyzmą do naśladowania. Zastanawiałam się, skoro ten gość ma coś takiego do powiedzenia, to co może mieć do napisania?

Kominek nie oszczędza ludzi, którzy wg niego nie są wystarczająco fajni. Pozwolę sobie jednak w ogóle nie krytykować jego tekstów. Po prostu wkleję tu kilka jego złotych myśli. Niech się same bronią.

O ludziach otyłych:

Człowiek zawsze tyje, bo żre i przywalę z liścia każdemu, kto mi tu zaraz napisze, że czasami otyłość jest wynikiem choroby.

O mniejszościach:

Miałem sen, że pewnego dnia wszystkich czarnych wywiozą z powrotem do Afryki, żydów zagazują, rudych spalą, a niepełnosprawni będą trzymani w gettach. Miałem sen, że pewnego dnia wszystkich gejów wyleczy się z ich ciężkiej choroby, a feministkom siłą wytłumaczymy, że szmata do podłogi jest naturalnym przedłużeniem ich prawej ręki.”

O kobietach „łatwych”(?):

Wielu marzy o seksie z nieznajomym, ale jak tu dać się nieznajomemu bzyknąć, skoro nie jest się tzw. łatwym. To jak z gwałtem. Żadna gwałtu nie lubi, ale każda by chciała.”

Pamiętam jak Figurski z Wojewódzkim wywołali kiedyś burzę szowinistycznymi żartami na temat Ukrainek. Teksty rasistowskie i obraźliwe często są przedmiotem ostrej krytyki ze strony mediów. Ale żarty (choć to chyba nie są żarty) Kominka wzbudzają tylko zachwyt. Gawiedź rozpływa się w komentarzach – samych pozytywnych, a blogerzy wyskakują ze skóry, by naśladować tego człowieka sukcesu. Tak na marginesie, ciekawa jestem, co na to organizatorzy Blog Forum Gdańsk, w tym Urząd Miasta Gdańska. Chciałabym usłyszeć.

Na wspomnianej konferencji Blog Forum Gdańsk co roku spotykają się blogerzy, którzy przekazują sobie tak zwany know how. Mają poczucie, że są opiniotwórczy, że coś od nich zależy. Nie mylą się. Blogerzy mają dziś ogromny wpływ na rzeczywistość. Są takimi nowoczesnymi dziennikarzami. Podobnie jak dziennikarze, opisują fakty, komentują zachowania polityków, budują światopogląd. Tym się jednak od dziennikarzy różnią, że wbrew pozorom często brakuje im pewnego obiektywizmu. Zawierane na konferencji relacje sznurują im usta. Skupiają się na „fajnej imprezie”, a nie na wyrażaniu niezależnych opinii. Po powrocie z BFG nie potrafią spojrzeć krytycznie na blogosferę. Jakby nagle stali się jedną wielką rodziną. Brzmi sekciarsko? Owszem. Dlatego blogerzy nie krytykują kolegi, choćby jego teksty raziły głupotą i chamstwem. Nasuwa mi się znów to porównanie z dziennikarzami. Znam paru dziennikarzy. Nieraz widziałam, jak się wzajemnie ścierali, krytykowali w mediach. A przecież znają się – między innymi właśnie z branżowych eventów. Cóż, może swoją pracę traktują poważniej niż imprezę?

Zbliża się kolejna edycja Blog Forum Gdańsk. Zastanawiam się, czy podczas tej konferencji dojdą do głosu pasjonaci, którzy dzielą się w sieci prawdziwymi wartościami? Którzy robią kawał świetnej roboty w Internecie i potrafią myśleć niezależnie bez skupiania się na ekstrasach od firm sponsorskich i voucherach na trzygwiazdkowy hotel? Czy może zobaczymy panteon „gwiazd”, wyniesionych na piedestał za publikowanie reklam i bzdur?

—————————————————————————–

Cytaty pochodzą z: kominek.in

224450_419588681440282_1199252912_n
Blog Forum Gdańsk 2012. Fot. http://www.facebook.com/BlogForumGdansk

W powietrzu jest hel

Drodzy reklamodawcy, drodzy internauci! Szanowna blogosfero!

Nie przysyłajcie mi już tego papieru toaletowego. Ja sobie go kupię. Kupię sobie też jogurt, krem do twarzy, kolację w restauracji i wycieczkę tam, dokąd chcę jechać. Nic mi nie przysyłajcie. Wszystkiego mam dość.

I wiecie, czego mam jeszcze dość?

Mam dość sączącej się każdego ranka pustki z komputera.

Mam dość fałszywych słów.

Mam dość internetowych filmików, stronek, sklejek, memów, apek.

Mam dość beznamiętnej rzeczywistości Facebooka z jego letnim „lubię to” zarówno pod zdjęciem kotka jak i śmiercią dziecka.

Mam dość „zabawnych” t-shirtów ze znakiem Polski Walczącej i rankingów, który z zabitych w wieku lat siedemnastu powstańców warszawskich był bardziej sexy.

Mam dość waszych hurra! – akcji protestacyjnych wobec spraw, o których nie macie zielonego pojęcia.

Mam dość komentarzy żadnych pod tekstami o niczym sklejonych razem w jedną papkę z dramatem innych ludzi.

Mam też dość waszych konkursów, ankiet, badań, promocji, gratisów i zdrapek, migoczących reklam środków na przeczyszczenie.

Mam dość kupionych postów sprzedanych autorów.

Mam dość rzeczy, które się nie dzieją naprawdę.

Mam dość wiary w to, czego nie ma.

W tym powietrzu brak jest tlenu. Świat stał się balonikiem z helem. Po wciągnięciu haustu trzeba zabawnie piszczeć. Inaczej oddychać się nie da.

Nie przysyłajcie mi więc papieru toaletowego. Nie przysyłajcie podpasek, wacików, lakierów do paznokci. Nie przysyłajcie kuponów na kręgle i voucherów na pizzę. Nie, nie napiszę o tym zabawnego tekstu.

Przyślijcie mi lepiej maskę przeciwgazową.

Inaczej się uduszę.

maska

12.10.2011 Analiza blogosfery, czyli zmruż oko

Autorzy blogów traktują świat z perspektywy mocno popapranych frików, a popularność ich dzieł zależy od intensywności kuku na muniu.

O co w ogóle chodzi z tym blogowaniem? Po co są blogi? Jakie są ich rodzaje? Niewiele wiem na ten temat, ale spróbuję sprawę nieco rozjaśnić. W końcu to ja mam poprowadzić jakąś prelekcję w Hyde Parku podczas Blog Forum Gdańsk. To znaczy, w najbliższy weekend*.

Prawdę mówiąc, diabli wiedzą, po co są blogi. A rodzaje? No cóż, jak już pisałam, mamy różne takie:

  1. Blogi modowe. Szafiarki. Czyli chodźcie, zobaczcie moją szafę. Wyciągam z niej dziurawy obrus, okręcam się sznurkiem do snopowiązałek i prężę przed obiektywem. W skrajnych przypadkach: łowię niczym paparazzi najbardziej trzepnięte jednostki z ulicy, a potem narażam społeczeństwo na ciężkie doznania estetyczne. Ktoś chętny?
  2. Blogi, które mają być śmieszne. Już pisałam, ale powtórzę. Autorzy tych blogów traktują świat z perspektywy mocno popapranych frików, a popularność ich dzieł jest zwykle zależna od intensywności kuku na muniu. Komentarze czytelników zwykle ograniczają się do tekstów typu: „zsikałam się w majtki”. Ważne, by pisząc takiego bloga nigdy nie okazać normalności, normalność jest wielkim obciachem, samobójczą śmiercią blogera.   
  3. Blogi z recenzjami książek. Autorzy tych blogów zazwyczaj pozostają anonimowi i nic dziwnego. W innym przypadku dawno by już zostali aresztowani. Pozornie miłośnicy literatury, nie zostawiają suchej nitki nawet na największych dziełach. Uprzejmie proszę tego nie czytać.
  4. Blogi lajfstajlowe – a więc poradnik, jak żyć.  Zagadnienie to stało się ostatnio szalenie modne, nie należy się więc dziwić popularności akurat tej formy ekspresji. Odradzam jednak zasięgania rad u ludzi, którzy swój sposób na życie odnaleźli w blogowaniu.
  5. Blogi o dzieciach. Jeśli bloga pisze kobieta, to pisze często o dziecku. Zamiast się nim zajmować. Dzieckiem opiekuje się ojciec na zmianę z kotem i nianią. I tak nikt w domu nigdy nie zasypia, bo dziecko to jest apokalipsa, ósmy cud świata w połączeniu z jego końcem. Nie polecam.
  6. Blogi kulinarne. Ćwiartki bażanta posyp szczyptą szafranu, dodaj kardamon, listek rozmarynu i laskę wanilii. Na koniec spryskaj olejem z pestek figowych. Wstrząśnij, nie mieszaj. Składniki bez problemu kupisz w osiedlowym warzywniaku. Nie ma? Zostaje ci parówka z biedronki.
  7. Blogi takie i owakie. Do tych blogów zaliczają się wybitnie bełkotliwe wywody na temat ekonomii, poezji i obróbki skrawaniem. Na szczególne ostrzeżenie zasługują blogi polityczne. Jeśli więc chcą Państwo zachować trzeźwość umysłu i nie rzucić któregoś dnia laptopem o ścianę – radzę ich nigdy w życiu nie odwiedzać.
  8. Blogi o seksie. Znam tylko jeden taki blog, nazywa się Sex Wzbroniony i jak nazwa wskazuje – wstęp na tego bloga jest surowo wzbroniony. Wiem, ponieważ go sama prowadzę.
  9. Na śmierć bym zapomniała. Jest jeszcze Najlepszy Blog na Świecie*. Szczególnie odradzam, zwłaszcza że są w nim takie duby smalone, jak powyżej.

————————————————————————————————–

* http://www.blogforumgdansk.pl/