Tagged: aborcja

Natalia i pięć milionów kobiet*

Kamienowanie Natalii Przybysz powinno trafić do biblijnych przypowieści o miłości chrześcijańskiej. Kto nie miał aborcji? Kto nie zostawił ciężarnej partnerki? Kto nie pożyczył kumpeli pieniędzy na zabieg? Kto nie dał telefonu do lekarza? Niech rzuci kamieniem

270452_1884636911635_2775895_n

Nazywam się Sylwia Kubryńska. Mieszkam w kraju z pięcioma milionami kobiet, które dokonały aborcji*. Są wszędzie. W rodzinach, na uczelniach, w pracy, wśród przyjaciółek, znajomych, artystek. Z tych pięciu milionów tylko dwie się do tego przyznały. Jedna z nich już nie żyje. Druga nazywa się Natalia Przybysz. W ciągu dwóch dni legł na niej narodowy gniew za wszelkie pobudki sumień w pozostałych 4 999 998 kobietach.

Te kobiety, które usunęły ciążę, z kimś tę ciążę miały. Biorąc pod uwagę biologię, za ich „skrobanki” odpowiadają też mężczyźni – to kolejne 5 milionów WINNYCH. No i lekarze. Ile ich było? Ktoś pamięta? Ktoś może pamięta też, z jakich powodów były te decyzje? Czy to w ogóle powinno kogoś obchodzić? No jasne, i to jak! Każdy ma przecież bardzo dużo do powiedzenia, czy powód był wystarczający, bo jaki by nie był, to jednak, zważmy – nigdy nie jest wystarczający, dopóki nas to nie dotyczy.

Kamienowanie Natalii powinno trafić do biblijnych przypowieści o miłości chrześcijańskiej. Kto nie miał aborcji? Niech rzuci kamieniem. Kto nie uczestniczył w decyzji o aborcji? Niech rzuci kamieniem. Kto nie zostawił ciężarnej partnerki? Niech rzuci kamieniem. Kto jej nie pomógł w biedzie? Niech rzuci kamieniem. Kto nie pożyczył kumpeli na zabieg? Niech rzuci kamieniem. Kto nie namówił córki, siostry, krewnej? Niech rzuci kamieniem. Kto nie dał telefonu do lekarza? Niech rzuci kamieniem.

Niech rzuci kamieniem, skoro już musi, bo tylko tak potrafi wyrazić swoją wiarę w Boga. Niestety, będzie musiał rzucić też w mamę, tatę, wujka, ciocię, babcię, dziadka, w siostrę i szwagra. Będzie musiał ukamienować 10 milionów Polaków. Albo niech spierdala.

*  Raport CBOS 2013 r. Doświadczenia aborcyjne Polek. W ciągu całego życia ciążę przerwała, z dużym prawdopodobieństwem, nie mniej niż co czwarta, ale też nie więcej niż co trzecia dorosła Polka. W skali całego społeczeństwa daje to od 4,1 do 5,8 mln kobiet. 


W poniedziałek 2 Czarny Protest na ulicach Polski. Obecność obowiązkowa. Będę przemawiać. A jestem naprawdę wściekła.

Potępione dzieci

Kościół walczy o „życie” letalnych ciąż w imię zbawienia, by na koniec to zbawienie ciurkać. I nie wiesza billboardów w parafiach o tym, że uratowany od aborcji dzidziuś właśnie poszedł do piekła

Motyw z plakatu filmu „Dziecko Rosemary”

Kościół walczy o prawo do życia zygot i płodów, także tych niezdolnych do życia poza ustrojem matki, a Jarosław Kaczyński forsuje projekty o chrztach nienarodzonych, bo najważniejsze, żeby bez względu na traumę rodziców, doprowadzić do sakramentów kościelnych. Swoją drogą jestem ciekawa, czy te narodziny obejmie 500 +, bo przecież za coś trzeba chrzcić. Co gorsza, chrzcić trzeba w każdej fazie rozwoju płodu, bo to w końcu CZŁOWIEK. Tylko jak to zrobić? Problem jest poważny. Watykańscy mędrcy debatują, wertują Pismo Święte, czytają frazy, a jednak nie mogą rozwikłać problemu. Grzech pierworodny pretenduje  nieochrzczonych do „otchłani”, która jest częścią piekła. No więc trzeba chrzcić. Tylko jak?

Czytam dziś rano w artykule Piotra Pacewicza w Oko.press, że nie możliwości ochrzczenia dziecka (płodu?), które poza ustrojem matki zmarło. Chrzcić można tylko żywe dzieci, a tu mamy do czynienia z wadami letalnymi i śmiercią. Rozbija nam się kryształowy pomysł szefa wszystkich szefów i jak to zwykle bywa, władza nie nadąża za zaspokajaniem potrzeb kleru. Bo jak tu nadążać? Jak tego dokonać? Żyje tylko w matce, poza matką umiera. Chciałoby się popsikać święconą wodą, chciałoby się dać kopertę z 500 +. Ale co? Wcisnąć kropidło do pochwy? Naczynia liturgiczne przykładać do brzucha? Polać wodą, gdy w wodzie jest zanurzony? – pytają bezradnie pasterze. Niby miało być człowiekiem od zapłodnienia, a nie da się go ochrzcić. Co gorsza: nie da się też pochować! Dziecko nieochrzczone nie zasługuje na pogrzeb. Tymczasem Komisja Watykańska pociesza, że jest nadzieja. Bóg może temu dziecku wybaczyć. Ale jest warunek, a warunek tkwi w liturgii podczas pogrzebu. Którego nie można zrobić! Koło się zamyka.

Kościół jednak znów daje szansę, dywagując, że może jednak, może i by się dało, ale pod warunkiem, że rodzice szczerze chcieli je ochrzcić. Skąd wiadomo, że chcieli? No, jeśli chodzili regularnie do kościoła, uczestniczyli w grupach parafialnych i szczerze przeżywają śmierć dziecka. Szczerze! Czy depresja będzie ok? Myśli samobójcze? Rozpacz? Co? Bo z tego, co czytam, bardziej chodzi o ten kościół. Czy chodzili regularnie? Dawali na tacę? A jeśli nie? Dzieciak ma karę. Otchłań. Sorry. Dziwicie się, że martwego noworodka można tak ukarać? W Kościele Katolickim można.

A więc po kolei. Prawica walczy zaciekle o „życie” nienarodzonych. Woła do sumień kobiet. Aborcję, nawet w przypadku letalnych ciąż, nazywa największym grzechem, wzbudzając poczucie winy i traumę. Wszystko to robi w imię Boga i zbawienia, by na koniec Kościół to zbawienie ciurkał. I nikomu z hierarchów specjalnie nie przeszkadza, że potępiona grzechem pierworodnym dziecięca dusza runie w „otchłań”. Bo przecież nikt nie rozdziera szat liturgicznych, ani nie wiesza billboardów w parafiach o tym, że uratowany od aborcji dzidziuś właśnie poszedł do piekła.

Pamiętajcie więc, drodzy rodzice. Nie wolno skazywać dziecka na nieistnienie. Ale na potępienie już spoko.

Jestem zdeformowana

Pomyślcie, jaki żal tłucze się w naszym narodowym skrybie Ziemkiewiczu, gdy na ulicach, a nawet w Wiadomościach widzi kobiety tak zdeformowane, aż w tym jego jedynym odstającym organie (brzuchu) ściska? Zakładam maskę na twarz, żeby po ludzku oszczędzić mu cierpień

maska1

Rafał Ziemkiewicz, znany z błyskotliwości na Twitterze, tym razem dał czadu. A jak ktoś daje czadu, to coś to musi znaczyć. Owszem, kiedyś na jego zwierzenia o wykorzystaniu nietrzeźwej, czy o seksie z kaszalotem wprawiały opinię publiczną w gwałtowne stany, ale dziś Rafał Ziemkiewicz się koncertowo rozpruł. Rozpruł się, bo nazywając Annę Dryjańską „zdeformowaną”, dał wyraz swojej frustracji, swoich lęków i bezbrzeżnego żalu, że jak by nie patrzeć, nie jest ani trochę zdeformowany, jest płaski jak monitor, gładki jak lustro, w którym szuka się choćby śladu mężczyzny, pusty jak papierowe pudełko i jedyne, co mu odstaje to ten brzuch, którym zawadza o tancerki. Ale to się nijak nie ma do kształtów kobiety, bo problem polega na tym, że RAZ nie jest ani trochę kobietą, nie jest nawet kaszalotem.

A pewnie by chciał. Chciałby, bo jednak forma pofałdowana jest o wiele ciekawsza od formy płaskiej, co można zaobserwować choćby na zdjęciach mózgu homo sapiens. Trudno powiedzieć, że mamy tu do czynienia z jakimś rodzajem homo, a tym bardziej sapiens. Zapytajcie samego pisarza. On na pewno na jedno z tych słów zareaguje w swoim stylu, czego dowodem będzie kolejny „utwór literacki” na platformie Twittera, bo głównie tam ostatnio literat publikuje.

Wszystkie jesteśmy zdeformowane. Każda z nas ma inny kształt twarzy, inną sylwetkę, inny nos, inne uszy. Mamy wady i zalety. I właśnie to jest kwintesencją naszych „Ja”. Cieszmy się więc kochane, że jesteśmy kobietami, że jesteśmy zdeformowane, mamy to i tamto, mamy mózgi i fałdy w nich, mamy uśmiech i gniew, mamy o wiele więcej od nieszczęsnego pana Ziemkiewicza, któremu już tylko rozpaczliwe szyderstwa pozostały, bo jak się okazuje w kwestii jakichkolwiek odkształceń: nic, nic, nic.

I teraz pomyślcie, jaki żal tłucze się w naszym narodowym skrybie, gdy codziennie musi na ulicach, a nawet w Wiadomościach oglądać kobiety, tak zdeformowane, aż w tym jedynym odstającym organie (brzuchu) ściska? Jakie to jest uczucie, moje drogie, gdy w celach uciech, trzeba tropić nietrzeźwą, bo na trzeźwą nie ma szans? Co się dzieje w tym niezdeformowanym umyśle, gdy desperacko myli się gatunki i rano budzi w łóżku z kaszalotem? Żałujmy go, bo jednak szkoda chłopa. Ja zakładam dziś maskę na twarz, żeby po ludzku oszczędzić mu cierpień. Niech nie widzi. Niech odpocznie.

Życie?

Według abp. Hosera za czasów PRL-u dokonywano 800 tysięcy aborcji rocznie. Coś musi o tym wiedzieć. Niezależnie jednak od jego fantazji, przyjmuje się, że np. w latach 60-tych przeprowadzono od 300 do 500 tysięcy zabiegów przerwania ciąży. To kto tego dokonywał? Opowiedzcie nam, świątobliwe matrony, obrończyni życia w moherowych beretach i wy, nawróceni lekarze z klauzulą CZYSTEGO sumienia.

1-tydzien-ciazy-zdjecia-ciazy-zaplodnienie-article_v-8009

1

6-tydzien-ciazy-zdjecia-ciazy-zdjecia-plodu-article_v-8047

2

kobieta

3

1. Nie to nie liść, to CZŁOWIEK

2. Nie, to nie krewetka, to CZŁOWIEK

3. Nie, to nie człowiek, to tylko KOBIETA.

Polowanie na króliczka, czyli rozprawa o lęku

Do Sejmu trafił projekt ustawy o całkowitym zakazie aborcji. Jest szansa na wprowadzenie go w życie, bo komuś wciąż się wydaje, że kobiety są królikami…

krolik2

Jadę rowerem przez pola, wjeżdżam do lasu, a przy leśnej drodze stoi facet. Z gęby zawadiaka, coś pomiędzy draniem a łachudrą. Nikogo wokół tylko ja i on. I gdy mnie spostrzega, wyciąga rękę i dłonią pokazuje gest „na stopa”. Wpadam w ogromną wesołość i z szerokim uśmiechem wołam do łobuza: – Mam pana zabrać?! Wtedy on, także z uśmiechem odpowiada: – Tak! Na bagażnik!

Nie mam bagażnika. Mam za to świetny nastrój, bo oto słońce, oto rower, oto dowcipny człowiek. Jadę dalej, zostawiając za sobą faceta z jego żartami, jadę przepełniona zachwytem i śmieję się sama do siebie. Jestem w lesie. Słyszę śpiew ptaków. Życie jest piękne.

I nagle uświadamiam sobie, że coś jest inaczej. Nie tak jak zawsze. Nie tak, jak było kiedyś…

***

W parku Safari pod Władywostokiem jest zwyczaj karmienia drapieżników żywymi zwierzętami. Tygrys regularnie dostaje biegające pożywienie, które zmusza go do polowania. Owce i kozły wpuszczane na teren drapieżnika uciekają co sił w nogach. Ale nie mają szans. Któregoś dnia dzieje się jednak coś zdumiewającego. Kozioł, wpuszczony do zagrody tygrysa, zamiast ofiarą, staje się kumplem. Partnerem. Zwierzęta razem się bawią, spacerują, śpią na jednym legowisku. Ostatnio kozioł ośmielił się nawet trykać tygrysa rogami. Jak to możliwe, że potencjalna ofiara, z natury słabsza, mniejsza, niby bezbronna, ma taki wpływ na los swój i oprawcy? „Nikt nie nauczył tego kozła, że powinien bać się tygrysów” – twierdzą władze parku.

***

Mój dziadek był oprawcą przez wiele lat. Stosował przemoc w rodzinie i nie zamierzał tego zmieniać. Korzystał, bo babcię nauczono się bać. Babcia dźwigała więc życie i piątkę dzieci na plecach, a gdy jej mąż wracał pijany, uciekała po kątach. Ale któregoś dnia obudziła się w niej natura. Jej wrodzona siła, którą tak skrzętnie z niej wypatroszono. Tak więc, gdy dziadek wrócił pijany do domu i próbował swojego polowania, babcia wzięła świeżo zawekowane słoiki z porzeczkami i zaczęła nimi rzucać w dziadka. Dostał kilka strzałów w głowę i tym samym zakończył swoje podskoki. Zmniejszył się o pół metra, skurczył ku ziemi i tak pokonany pozostał w cieniu na zawsze.

***

Najczęstszym porównaniem dotyczącym relacji płci jest porównanie do polowania. Ściśle: polowania na króliczka. Prasa kolorowa lubuje się w tej idiotycznej metaforze, wszelkie potknięcia partnerskie tłumaczone są JEGO potrzebą łowów. Zdezorientowane kobiety, odrzucone przez facetów z powodu szczerości, dowiadują się, że: „no coś ty, głupia, nie wiesz, że dla niego najważniejsza jest pogoń za króliczkiem?! Bądź króliczkiem, a zatrzymasz mężczyznę. Bądź ofiarą, a zatrzymasz kata!”

Tylko po co ci ten kat?

—————————————————————————-

Jadąc rowerem w oliwskim lesie poczułam coś innego niż zazwyczaj. A tak naprawdę nie poczułam tego. Czego? Lęku. Nie czuję lęku przed groźnie wyglądającym mężczyzną, który mnie zaczepia, „atakuje”. Nie czuję tak dobrze znanego strachu, który kiedyś kazał mi spuścić wzrok i spierdalać na tym rowerze co sił w nogach. Nie. Do tego stopnia tego nie czuję, że nawet mi nie przychodzi do głowy. I co się dzieje? Morda łachudry zamienia się w miłą twarz. Krwiożerczy tygrys staje się kumplem. Myśliwy przestaje polować.

Bo ja nie jestem żadnym króliczkiem! Ani ja, ani żadna kobieta. Owszem, zrobiono z nas króliczki, przyczepiono zabawne uszy i kazano uciekać. Ale ta pogoń jest sztuczna. Do tej pogoni nakłania nas kultura, wychowanie, społeczeństwo, religia. Ktoś każe nam udawać maleństwo. Słabą dziewczynkę, która nie umie podjąć decyzji. Matkę Boską niepokalaną, która nic nie może. W przeciwieństwie do Matki Natury. Bo czy wśród zwierząt istnieje taki teatr? Czy wadera jest słaba? A może lwica? Samica kruka? Nie. Bo ani basior, ani lew, ani kruk nie są zakompleksionymi samcami, którzy trzęsą portkami przed mądrością samic.

Jak myślicie, dlaczego kobiety palono na stosie? Dlaczego wciąż tyle energii wkłada się w ich ujarzmienie? Ze strachu. Przed naszą energią, przed naszą intuicją, mądrością i niezłomnością. Wszak to kobieta jest matką. To dzięki niej istniejemy. To ona daje nowe życie. To ona znosi największy ból świata, po czym wstaje i działa. To ona potrafi robić mnóstwo rzeczy na raz. To ona ma dystans. To ona ma moc. Bez niej was NIE MA. Bez niej jest DUPA.

Do Sejmu trafił znów projekt ustawy o całkowitym zakazie aborcji. Tym razem jest szansa na wprowadzenie go w życie. Za dokonanie aborcji, choćby ciąża była efektem gwałtu, choćby płód był uszkodzony nieuleczalnie – może grozić nawet pięć lat więzienia. Komuś na górze się wydaje, że kobiety są królikami i bez problemu można im urządzić średniowiecze. Tymczasem zapomniano, że kobiety to bardzo silne istoty, które mają świadomość i moc. Uważajcie więc wszyscy, rzekomi obrońcy życia, kontrolujący nasze ciała posłowie, patriarchowie dyktujący nam kodeks moralny. Nie jesteśmy żadnymi pieprzonymi króliczkami. I jak będzie trzeba, dostaniecie słoikiem w łeb.

Ojca nie ma – dziecko jest

Dzieworództwo polega na rozmnażaniu się bez udziału osobnika zapładniającego. Tak rozmnażać się mogą  warany, mszyce i… Polacy

Mówią w mediach o procesie kolejnej matki morderczyni. Tym razem kobieta zabiła (zostawiła bez opieki?) pięcioro noworodków i grozi jej za to dożywocie. Nie chcę tu się rozwodzić nad obrzydliwością zbrodni, nad zanikiem odruchów ludzkich i instynktu macierzyńskiego, nie chcę też używać wszystkich tych bardzo potrzebnych nam do humanitarnego postępowania i lepszego samopoczucia, haseł. Bo to w ogóle nie w moim stylu. W moim stylu jest jednak zwrócenie uwagi na zupełnie inną sprawę, na sprawę być może starą jak ten kraj nad Wisłą, a jednak wciąż zdumiewającą.

Zanim powiem, o co chodzi, pragnę przytoczyć nie tak dawne kruszenie kopii pod moim tekstem o gwałcie, gdzie sporo osób zauważyło, że gwałt zadają kobiety sobie same, bo przecież trudno winić mężczyznę za jego porywczość, skoro tak go natura ukształtowała. Pod tekstem swój cenny komentarz zostawił też niejaki Starszy Już (na szczęście) Pan.  Starszy Pan (pozwólcie, że tak go będę nazywać w skrócie) wyraził w nim obawę o zachowanie naszego gatunku, który jak rozumiem, bez gwałtów wyginie niczym gatunek dinozaurów. Starszy Pan żywi głębokie przekonanie, że jak tak dalej pójdzie (bez gwałtów?), dzięki feministkom pozostanie naszemu nieszczęsnemu gatunkowi jeno dzieworództwo, czyli innymi słowy: partenogeneza. Zjawisko to polega na rozmnażaniu się bez udziału osobnika zapładniającego. Wieje nudą?  Zaraz, zaraz. Starszy Pan jeszcze nie wie, ale te rzeczy już mają miejsce. Mają od dawna! I to wcale nie dzięki feministkom. Bo, choć dzieworództwo brzmi mało interesująco, działa i to bez zarzutu. Tak rozmnażać się mogą warany, mszyce i… Polacy. A raczej Polki.

Do czego zmierzam i co to ma wspólnego z artykułem o nieszczęsnych noworodkach? Otóż, jak się okazuje (nie pierwszy raz w Polsce), ofiary o których mowa, były pozbawione ojca. Miały tylko matkę. Matka je urodziła i porzuciła na pewną śmierć. Ojciec tego nie zrobił. Ojciec nie zrobił nic, bo go nie było. Ojciec nie istniał. Owszem, między wierszami newsa przemyka jakiś smutny pan-konkubent, ale przecież z pewnością nie ma on nic wspólnego z tym, że noworodki pojawiły się na świecie, po czym porzucone zmarły. Dlatego nie może być w tej sprawie oskarżony.

W moich obserwacjach powszechnego dzieworództwa w Polce posunęłam się nieco dalej i zajrzałam do kodeksu prawnego, by sprawdzić, jak się mają sprawy związane np. z nielegalnym przerywaniem ciąży w tym kraju. Otóż w zapisie art. 153 § 1 k.k. nie ma ani razu wymienionego słowa: ojciec, albo: mężczyzna. Niczym z automatu jest mowa o kobiecie, o kobiecie ciężarnej i o innych osobach podżegających do aborcji, bądź jej ułatwiających aborcję, ale ojca – mężczyzny w tym zapisie po prostu brak. Czy ojciec za coś odpowiada? Czy będzie ukarany? Jak będzie ukarany? Nic nie wiadomo.

Czemu nie ma słowa o ojcu, który, jak mnie na biologii uczono – zostawia 50 procent genów w każdym potomstwie (jeśli ktoś nie spał na matematyce to wie, że oznacza to równiuteńki współudział) i który jest – jak mnie nie tylko na biologii uczono – absolutnie niezbędny do zapłodnienia? Co więcej – jest niezbędny w stanie świadomym i nawet bardzo aktywnym. Więcej, coś mi podpowiada, że jak już się uprzemy i wyobrazimy sobie ten cały akt zapłodnienia, to prędzej zobaczymy nieświadomą/nieprzytomną/zniewoloną kobietę, niż takiego właśnie mężczyznę. Wniosek zatem wydaje się być prosty: facet jest równie odpowiedzialny za dziecko jak kobieta. To znaczy odpowiedzialny za to, czy JEGO dziecko się urodziło, czy żyje, czy nie żyje, czy jest krzywdzone, molestowane, głodne itd. Jeśli więc przykładowo dziecko nie żyje, na ławie oskarżonych powinni siedzieć oboje: matka i ojciec. Więc o co tu chodzi?!

Otóż prosta sprawa, moi drodzy. Znów wracamy do proroctw Starszego Pana i dajmy na to, wściekle ostatnio popularnej piosenki Domowych Melodii o niejakiej Grażce, co zrobiła SOBIE dziecko. Tak brawurowo opisany tu przeze mnie akt zapłodnienia w Polsce w ogóle nie występuje. Podczas tego całego ambarasu z plemnikami, komórką jajową i wszystkimi sprawami związanymi z tworzeniem się nowego człowieka, facet jest w ogóle gdzie indziej. On zajmuje się zupełnie innymi sprawami, dla mnie niepojętymi. On komponuje, politykuje, tworzy właśnie takie prawo jak wyżej… . Rzeźbi, skleja czołgi, łapie motyle, przegląda internet. No diabli wiedzą, co jeszcze robi. Jedno jest pewne – nie zapładnia. Nie zapładnia i nie ma z tym nic wspólnego. Dlatego niechciane dzieci są wynikiem dzieworództwa i tylko matka za nie odpowiada.

Nie pytajcie więc, czemu tylko kobieta ma zostać za czyn dzieciobójstwa skazana na dożywocie, czemu tylko na kobietę leje się strumień obelg, czemu tylko jej się zarzuca nieludzkość i na niej skupia się cała nienawiść społeczeństwa. I czemu w tym samym czasie o ojcu ani mru – mru.

Jak to się mówiło w moich stronach – tak to już jest. Ojca nie ma – dziecko jest.

dziecko-milosc-ojciec