Walentynki dla psychopatów

Z chłopakami wiadomo, jak jest. Dziewczyna zastanawia się, co poszło nie tak z ewolucją gatunku ludzkiego, że z jednej strony wygenerowała człowieka, z drugiej zaś strony wciąż trwa przy małpie?

Przez całe życie mordowałam się z tym „świętem”, wciąż nie wiedząc, co z nim począć. No, może nie całe życie, bo przecież w wieku dziecięcym, czy też we wczesnym nastolęctwie pojęcia nie miałam, że jest na świecie jakaś szajba na temat czternastego lutego. A potem nagle trach, jest temat. I nie wiadomo, co z tematem zrobić. Owszem, wcześniej były jakieś zrywy na Dzień Chłopaka, była też nerwówka z okazji Dnia Kobiet. Wigilia odbijała się czkawką w relacjach, bo jak ktoś kogoś wyjątkowo lubił, to coś tam kupił na prezent, a jak nie kupił, to jednak głupio. Kasy nie było, oczekiwania rosły i jakby tego wszystkiego było mało, z nadejściem pierestrojki wybuchły te Walentynki. I problem.

Najpierw problem, bo trzeba szybko zorganizować jakiegoś chłopaka. Kasa kasą, ale każdy głupi potrafi laurkę zrobić, byle był. Gorzej jak go nie ma.

Z chłopakami wiadomo, jak jest. Z chłopakami, zwłaszcza w okolicach siódmej klasy podstawówki jest mianowicie tak, że dziewczyna zastanawia się, co poszło nie tak z ewolucją gatunku ludzkiego, która z jednej strony wygenerowała człowieka, z drugiej zaś strony wciąż trwa przy małpie? Długo trwa. Dziewczyny już czytają Hemingwaya, podczas gdy chłopaki walczą na patyki krzycząc do siebie: „drzrz-drzrz!!!” Ciężko się zakochać. Ale. Laurkę się chce. Zwłaszcza, gdy Dorota ma ich siedemnaście.

I tak zaczyna się najstraszliwsze zjawisko na świecie, zarzewie każdej katastrofy, mianowicie: KOMPROMIS. A potem, gdy już ludziom się nie chce robić żadnych laurek, gdy ludzie już mają jakąś kasę, dzieje się jeszcze gorzej. Bo z tego utartego kompromisu, z jakiegoś rozpędu kulturowego coś koniecznie TRZEBA, choć w ogóle się nie chce. I znudzeni idziemy do Oszą, kupujemy na odczepnego pluszowe serce z Chin plus Carlo Rossi, żeby nie było tak smutno. Pluszowe serce z Chin, jak sama nazwa wskazuje, pochodzi z Chin, a coś co pochodzi z Chin niewiele ma z miłością wspólnego. Coś, co pochodzi z Chin jest raczej związane z pracą nieletnich za nędzne grosze i ja bym się z takiej „walentynki” cieszyła umiarkowanie. Za Carla Rossi też bym się nie cieszyła, bo to zwykły kwach przebrany za fiu-bdździu.

Tymczasem jest rozwiązanie. I to rozwiązanie jest nie tylko prostym wyjściem z problemu, który nam zafundował we wczesnych latach dziewięćdziesiątych powiew mody z zachodu. Jest to rozwiązanie dużo większego kalibru, bo jest to wyjście zagmatwanej sprawy wywołanej zawartym kiedyś tam, we wczesnym życiu KOMPROMISEM. To rozwiązanie ma na imię książka, a ściśle jest to Poradnik dla psychopatów. Prezent na wszelkie walentynki, jak się patrzy – to raz. ale to dopiero początek radości. Bo Poradnik dla psychopatów to książka, jak sama nazwa wskazuje, dla każdego faceta. I – z tego, co życie poznałam – niejednej kobiety. To zbiór prostych rozwiązań w każdej kłopotliwej sytuacji, zwłaszcza gdy sytuacje ocierają się o relacje tych dwóch skrajnie różnych gatunków: kobiety i mężczyzny.

Spieszyłam się napisać ten Poradnik właśnie na Walentynki. Wiem, jak to „święto” weszło w naszą polską przekorę. Wiem, że nie leży, a raczej tkwi ością w gardle naszej polskiej mentalności. Tu się raczej karierę robi na śmierci, nie na miłości. A Poradnik ze śmiercią tańczy. Poradnik bawi na cmentarzu. Dlatego dajcie sobie spokój z wycieczkami po galeriach handlowych. Powiem wam, co jest teraz w galeriach handlowych. Festyny. Imprezy z wodzirejem, który drze paszczę do mikrofonu. Powiem wam też, co się dzieje w zupełnie innym miejscu. Na przykład: w domu. W domu jest cisza, kocyk, internet. W internecie jest strona internetowa: BaBa.com.pl. Tam się klika i po dwóch dniach przyjeżdża kurierem (nie pocztą, zrezygnowałam właśnie z usług poczty na zawsze, człowiek uczy się całe życie, tego, że należy zrezygnować z poczty na zawsze, również) rozwiązanie wszystkich problemów.

fullsizeoutput_e7

Basia którą znacie. I której nie znacie

„Szklanka na pająki” to Kobiecość. Kto jest Kobiecości ciekaw, niech bieży w sobotę do nas… 

„Szklanka na pająki” Basi Piórkowskiej to wyjątkowa powieść. Nie wiem, czy jest jeszcze jakaś książka na świecie, której wydanie Prezydent Gdańska, TEN Prezydent, wsparł osobiście dwukrotnie. I nie to, że wparł, bo przysłał list, że fajnie i inne tam pierdu pierdu, ale pokrył znaczną część kosztów wydruku i promował tę książkę na stronie Gdańska. Wiedział, co dobre. Dlatego warto przyjść 9 lutego do Oliwskiego Ratusza Kultury i pogadać z Autorką, która osobiście będzie podpisywała wspomniane Dzieło, opowiadała niezwykle ciekawe rzeczy, np. jak się pisze książkę, która rozbraja osobistości, która zachwyca gremium naukowe i która ciągle jest tak żywa, że historia, ta pospolita historia, którą znacie ze szkoły, blednie w obliczu niezwykłej perspektywy kobiety.

Bo Szklanka na pająki to kobiecość. Kto jest Kobiecości ciekaw, niech bieży w sobotę do nas. Jeszcze raz.

Oliwski Ratusz Kultury.

Sobota, 9 lutego 2019, godzina 17.00

Cytując Klasyka: BĘDZIE SIĘ DZIAŁO.

Jestem zajeBaBana, czyli o wpadce BaBy

Wszystkich, którzy mają niedogodność czytania romansu z piasków Sahary – najmocniej przepraszam. A że przepraszanie nie ma mocy realnego zadośćuczynienia, proponuję konkretną rzecz…

Zważywszy na powszechność kaleczenia języka polskiego, słowotwórstwo w skali globalnej, płynące z telewizorów i radioodbiorników poklejone ze słów angielskich, a może i amerykańskich, kto ich tam wie? – twory, a także różnego rodzaju wtręty tajemne, moja Spółdzielnia Literacka BaBa wyszła przed szereg. I nie to, że specjalnie jakoś, metodycznie, ale przypadkiem, a może raczej: przez nieuwagę. Albo – choć nie wypada mi się tłumaczyć – na skutek pośpiechu, natłoku pracy, brak doświadczenia i znajomości narzędzi, które z racji mojej artystycznej natury są mi od zawsze obce. 

Na przykład program do składu książki. Rzecz o trudności wymiaru kosmicznego. Żeby to opanować, a jednocześnie pilnować spraw księgowych, prawnych, a także terminów, promocji, wysyłki, rodziny i pisania książek – trzeba mieć trzy głowy minimum, z wymaganiem 150 IQ dla każdej. 

STARAM SIĘ! Ale nie zawsze się udaje. Oto właśnie dotarło do mnie, że moja powieść SAMUM została złożona przez wspomniany program tak sprytnie, że po prawej stronie, owszem, jest OK, ale po lewej program postanowił wywinąć numer i poprzenosić wyrazy od tak zwanej czapy. I tak powstała zupełnie nowa definicja stylistycznej formy powieści, której ja jestem prekursorem. 

Wszystkich, którzy z tego powodu mają niedogodność czytania romansu z piasków Sahary – najmocniej przepraszam. A że przepraszanie nie ma mocy realnego zadośćuczynienia, proponuję konkretną rzecz. 

Każdy z was, kto kupił (kupi) u mnie Samum, przy kupnie następnej dowolnej książki otrzyma zupełnie gratis Poradnik dla psychopatów. Wystarczy podać w zamówieniu hasło: „BaBa tkwi w szczegółach”. Będę wiedziała o co chodzi. Jeszcze chusteczkę do okularów dodam. Tym, którzy już złożyli kolejne zamówienie, wrzucam do koperty drugi „Poradnik” w ekstrasie. 

W razie pytań, piszcie. I mam nadzieję, że mi wybaczycie. ZajeBaBana jestem. 

Ta książka nie jest dla dzieci

Wcześniej w swoich książkach pochylałam się tylko nad kobietami. Kobieta to fascynujący temat, owszem. Ale przecież facet to terra incognita! Niezgłębiona czarna czeluść nie wiadomo czego…

Szanowni Państwo! Oddaję w Wasze ręce moją najnowszą książkę, pt. Poradnik dla psychopatów. Wiem, jak bardzo jest ona kontrowersyjna. Kontrowersją i to gigantyczną kontrowersją dzisiejszych czasów jest bowiem założenie, że człowiek powinien dbać o siebie. Różne z tego powodu ukuto określenia. Jest wśród nich pełne prychnięć słowo: – Egoista! Albo też: – Narcyz. Egocentryk. Wreszcie najmocniejsze: – Psychopata. 

Każdy, kto w tym kraju traktuje samego siebie dobrze – naraża się na powyższe epitety. Nie jest bowiem popularne być dla siebie fair, nie jest w dobrym tonie odnosić się do siebie z czułością. Tu obowiązują wzorce męczenników, ludzi urobionych po pachy DLA INNYCH,  którzy, rzecz jasna, nie okazują wdzięczności. 

W tym poradniku nie ma miejsca na wdzięczność. Nie ma też mowy o oczekiwaniach. Jedynym założeniem tej książki jest maksyma Papula, który na pytanie podczas rozmowy kwalifikacyjnej, jakie są jego życzenia w nowej pracy, odparł: – Żeby nie było spiny i żeby było wiadome.

I tego będziemy się trzymać.  

Ta książka nie jest dla dzieci. A dla kogo? To pierwsza książka, którą pisałam z myślą o mężczyznach. Wszak większość kobiet jest przekonanych, że ich facet to ktoś w rodzaju socjopaty, narcyza, albo i lepiej. Niech więc dowiedzą się, jak funkcjonuje TEN umysł. Lepiej WIEDZIEĆ. Zwłaszcza, gdy masz do czynienia z psychopatą.

Wcześniej pochylałam się tylko nad kobietami. Kobieta to fascynujący temat, owszem. Ale przecież facet to terra incognita! Niezgłębiona czarna czeluść nie wiadomo czego. Postanowiłam tam zajrzeć. Postanowiłam pokonać lęk i spojrzeć demonowi prosto w oczy. Doświadczenie niezwykłe. Coś w rodzaju zanurkowania w czarną dziurę. Kto wie, co jest po jej drugiej stronie? Zapętlenie rzeczywistości? Pustka? A może nowy wszechświat? Sami się przekonajcie. Ze swojej strony mogę tylko powiedzieć, że jeszcze nigdy się tak nie bawiłam, jak przy pisaniu tej książki.

Jeśli więc nie masz faceta – kup sobie ten poradnik. Jeśli masz faceta, kup dwa. Jeśli masz dwóch facetów, kup od razu pięć. Na zapas.

Poradnik dla psychopatów jest pozycją dla osób o mocnych nerwach i dużym poczuciu humoru. Poruszam w nim tematy skostniałe od powagi, rozkruszam monumenty wszelkiej poprawności. Dobieram się do skóry różnym, przekonanym o swojej nienaruszalności, instytucjom. Można się więc przy nim zdenerwować, ale też uśmiać do łez. W każdym razie – emocje gwarantowane. Nawet dla tych, co podobno emocji nie odczuwają.

Poradnik ma formę wydania kieszonkowego. Celowo. W każdej chwili można go bowiem ukryć w kieszeni dżinsów, albo w dużej dłoni, by nikt z osób niepożądanych go nie zauważył. Jest tak skonstruowany, żeby można było w nim notować. Po każdym rozdziale jest miejsce na notatki. Każda strona z ołówkiem należy więc do was. Tu możecie zapisywać własne pomysły rozwiązań poruszanych problemów. Być może wasze pomysły okażą się lepsze od moich i któregoś dnia dostanę zupełnie nową wersję Poradnika dla psychopatów? Oby. Przecież nikt nie powiedział, że mam rację. 

Książka jest ilustrowana. Rysunki wykonała moja córka, która jest geniuszem. Każdy rysunek niesie potężny potencjał emocjonalno-artystyczny. Przedstawia on bohatera naszego poradnika w opisywanych sytuacjach i osadzonego w przestrzeni pozbawionej kolorów. Wy tę przestrzeń możecie wypełnić własnymi kolorami.

Pokażcie mi, jak widzicie świat. Bo o to przecież chodzi. O wasze pomysły i waszą ekspresję. Bo każdy z was jest artystą. 

I każdy może być psychopatą…


Żeby kupić książkę, wystarczy kliknąć TU. W dniach 28-31 stycznia Poradnik jest dostępny w sprzedaży przedpremierowej. Premiera książki odbędzie się 14 lutego – wysyłka od 1 lutego! Poradnik, zamiast pluszowego serca z oszą, może być więc doskonałym prezentem na to przesłodzone święto. Aha. Podpiszę wszystkie książki w sprzedaży przedpremierowej. Chyba, że ktoś nie będzie chciał, to wtedy nie.

Każdy, kto teraz go kupi, dostanie w ekstrasie prezent, który enigmatycznie nazwę: niezbędnik psychopaty. WARTO. Z założenia bowiem robimy w BaBie małe nakłady. Potem nie będzie już tak łatwo…

poradnik

Tajemniczy Don Pedro Paweł Adamowicz

Istnienie składa się z trzech czasów. Czas przeszły, teraźniejszy i przyszły. Ten pierwszy stanowi problem, gdy ktoś umiera. Nigdy nie wiadomo, jak powiedzieć. Gdańsk go lubił? A to, że dziś tonie we łzach – czy nie świadczy o tym, że Gdańsk nadal go lubi? I że będzie lubił w tym trzecim czasie, w tym przyszłym, wiecznym, na zawsze?

  • Musimy się spotkać – napisałam na jego messengerze. – Pilne.

Po czym pojechałam gdzieś tam coś załatwiać i zapomniałam o swojej nagłej wiadomości. Godzinę później zadzwonił telefon. Spojrzałam na wyświetlacz, ale nic nie zobaczyłam, bo nie miałam okularów. Na wszelki wypadek więc krzyknęłam tym swoim zwyczajem, gdy nie wiem z kim rozmawiam: „czego? kto tam?!”

  • Tajemniczy Don Pedro.

Od razu go poznałam. Po głosie, a może po tym sposobie mówienia? Nikt inny by nie nawiązał do Baltazara Gąbki w takim stylu. Tylko on. Paweł Adamowicz.

Powiedział, że pracuje codziennie do dwudziestej pierwszej, ale znajdzie dla mnie czas. Nie czekałam długo. Spotkaliśmy się dwa dni później, pamiętam, że to był wtorek.

Nie spóźnił się ani minuty. Przyjął mnie z honorami. W tym społeczeństwie, gdzie artyści są traktowani jak nieszkodliwi wariaci albo po prostu brutalnie robi się ich w balona – to była dla mnie nowość. Jeszcze nikt, przedstawiciel żadnej instytucji nie potraktował mnie z takim szacunkiem. Do tej pory.

Starałam się być konkretna, wszak warto się odwzajemnić i szanować czyjś czas. Opowiedziałam mu o losach pewnej książki o Gdańsku, której wydanie wsparł osiem lat temu. Szklanka na pająki Basi Piórkowskiej, pamięta pan? Pamiętał. I od razu kupił  dwieście egzemplarzy dla gdańskich szkół. Bez żadnych upustów. Z walczącej z wiatrakami artystki bez grosza stałam się osobą, która realnie wydaje cenioną nie tylko w Polsce literaturę piękną. I ma wsparcie Prezydenta.

Kilka tygodni później spotkaliśmy się na Kongresie Kobiet w Europejskim Centrum Solidarności. Byłam z Baśką i z książkami, rozłożyłam stoły i zaczęłam sprzedawać. Pierwsze koty za płoty. Szło różnie. Jeszcze mało ludzi, jeszcze nikt nic nie wie. I nagle przyszedł on. Najpierw kupił egzemplarz dla siebie, potem z nami usiadł. Jak się domyślacie, od razu wokół naszego kramu zrobił się tłum.

Żałuję, że więcej z nim nie porozmawiałam. Że tylko wysłałam mu podziękowania, zamiast je osobiście złożyć. Że nie miałam czasu, a może śmiałości napisać znów na jego messengerze: spotkajmy się. Przecież nigdy nie wiadomo, czy jeszcze będzie nam dane pogadać. Pożartować.

Tajemniczy Don Pedro odszedł. Nastała Niebieska Noc. Jadę samochodem przez moje miasto, widzę jego uśmiechniętą twarz na czarno-białych zdjęciach i ściska mnie w gardle. Siedzi pochylony, ręką podpiera się o kolano. Patrzy łagodnie w obiektyw. Czy żartował, gdy mu robiono to zdjęcie? Na pewno. Zawsze żartował. Nigdy nie chodził z obstawą. Ludzie go lubili. Gdańsk go lubił.

Istnienie składa się z trzech czasów. Czas przeszły, teraźniejszy i przyszły. Ten pierwszy stanowi problem, gdy ktoś umiera. Nigdy nie wiadomo, jak powiedzieć. Gdańsk go lubił? A to, że dziś tonie we łzach – czy nie świadczy o tym, że Gdańsk nadal go lubi? I że będzie lubił w tym trzecim czasie, w tym przyszłym, wiecznym, na zawsze?

Nie mogę pisać tego tekstu. Łzy mi przeszkadzają. Bycie artystą nie jest łatwe, człowiek ma nerwy na wierzchu. Ale są na tym świecie ludzie, którzy widzą w tym wartość. Są. Byli. Był.

Jest?

Będzie.

 

O dwóch takich co ukradli Polskę

Jest dwóch braci. Jeden ma telewizję, drugi gazetę. Reprezentują dwie skrajności. Przypadek?

Szósta rano. Nie śpię od trzech godzin. Nie mogę. To, co się dzieje, nie daje spać. A to Polska właśnie.

Dwa dni temu zmarł tragicznie prezydent Gdańska, Paweł Adamowicz. Chwilę później Jerzy Owsiak zrezygnował z prowadzenia Orkiestry. Świat się skończył. I znowu zaczął.

Kurwa mać. Ludzie. Bo inaczej chyba się nie da. Czy wy tego nie widzicie? Nie macie świadomości? Nie wiecie, czemu tak się dzieje, czemu dochodzi do tragedii? Niby w tych szkołach czegoś uczą, ale na pewno nie historii. A wystarczy w Wiki sprawdzić, jak to z Polską było. A wystarczy oczy otworzyć, jak to z Polską JEST.

A jest tak, moi drodzy, że jakiś czas temu Polska trafiła w ręce bliźniaków. Taki polityczny folklor, coś jak polityka w krajach afrykańskich – władzę oddaje się braciom. Którzy, a to też można sprawdzić w encyklopedii – mają wyjątkową więź. I sobie biorą kraj. I robią z nim co chcą.

Tak się stało wiele lat temu, do dziś nic się nie zmieniło. I nie mówię tu tylko o bliźniakach, co „ukradli Księżyc”. Nie. Władza to nie tylko polityka. To także media.

Jest dwóch braci. Jeden ma telewizję, drugi gazetę. Reprezentują dwie skrajności. Przypadek? Kto zna życie, wie że nie ma przypadków. Wielce ciekawa to rzecz, gdy dwóch bliźniaków szczuje na siebie cały kraj i zgarnia za to wywalone w kosmos pensje. Skąd wiecie, czy nie spotykają się po robocie i nie śmieją się w kułak, że dzięki ich akrobacjom Polacy skaczą sobie do gardeł? A im bardziej skaczą, tym wyższe pensje. Wszystko zostaje w rodzinie. To co? Nie wesoło? Wesoło i to jak. A im większa tragedia, tym weselej. Wszak jest o czym pierdaczyć przez kolejne miesiące. Jak dobrze ponakręcają to i lata. A mają do tego talent. Na „Smoleńsku” już lecą dekadę. Ciekawe, na ile im Prezydent wystarczy? Bo już widziałam tłita jednego z nich, zapowiada się maraton.

I teraz wy. Bo to od was zależy. To wy decydujecie o tych wywalonych w kosmos pensjach. To wy decydujecie, czy bierzecie udział w tej napierdalance. Bo dopóki bierzecie – jesteście w systemie. Jesteście w systemie, choć wam się zdaje, że z nim walczycie. Walka to też udział. Chcecie być poza systemem? Wyłączcie go. Nie powielajcie. Jeśli ktoś coś durnego pieprznie (a durnych zawsze sporo), to pieprznie. Nie trzeba tego zaraz powtarzać. Lepiej przyjrzeć się temu, co się w sejmie uchwala, niż roznosić ploty. Bo te ploty mają właśnie przesłonić to, co naprawdę ważne. To takie proste. A jednak od lat niepojęte.

Znałam Prezydenta osobiście. Pomógł mi, gdy otwierałam swoją Spółdzielnię Literacką. Dzięki niemu stać mnie było na zapłacenie druku pierwszej książki – kupił na pniu pokaźny nakład dla gdańskich szkół. To był dobry człowiek. Ale jaki by nie był w oczach innych – należy mu się szacunek. To taka uwaga do wszystkich tych „niepokornych”, co mają ogromną potrzebę zaistnienia JAKKOLWIEK i mylą pogardę z anarchią. Punks not dead, pamiętam. Tylko że to było dawno i od tamtej pory warto dorosnąć. Zamiast hasłami, dobrze się życiem zająć. Bo trwa. Nie każdy ma takie szczęście.

Wbrew wszystkiemu, wbrew własnemu wzburzeniu, wbrew własnym słowom sprzed dwóch dni – jestem dumna ze swojego kraju. Jeszcze Polska nie zginęła, póki my myślimy. A przecież musimy myśleć, skoro z tak małego państwa, spośród tylu narodów na tej planecie, w ciągu mojego krótkiego przecież życia już po raz piąty (a ósmy w ogóle!) możemy dostać najbardziej cenioną nagrodę świata. I to za coś, co ma najwyższą wartość. Za ratowanie ludzkiego życia.

Już dzisiaj nie zasnę. Noc zawsze dobiega końca. W Kalendarzu Majów Prezydent Adamowicz jest Niebieską Nocą. Ale po każdej nocy przychodzi dzień. Nie zepsujmy tego.

WSZYSTKO

Do wygrania są dwie nagrody. Abonament na książki do końca życia albo własna publikacja w wydawnictwie BaBa

To leci tak. Wracasz z pracy z szokującym wypowiedzeniem w ręku i połykasz łzy. Przychodzisz do chaty, pod domem stoi samochód twojego faceta, myślisz, wezmę z tylnego siedzenia kocyk. A na tylnym siedzeniu, owszem leży twój kocyk, a w kocyku zaplątana biżuteria. I ty dobrze wiesz, CZYJA jest to biżuteria. I jak bardzo (oraz z kim!) trzeba się w tym kocyku szamotać, by ją zgubić.

I teraz te dwa zestawy emocji do wyboru. Lęk i gniew na przemian. Który wybierasz? Bo jeśli weźmiesz kopertę z gniewem i wywalisz tego (już nie swojego) faceta z chałupy to oto nie masz czym zapłacić rachunków. Jeśli nie wywalisz go (koperta z lękiem), będziesz w wiadomym stanie.

Ten stan można eufemistycznie określić: niefajnym. Lęk zawsze gwarantuje niefajne stany. Wracamy do naszego turnieju. Znów dwa zestawy do wyboru. Flaszka za 118, czy ucieczka? Zresztą oba rozwiązania to ucieczka. Reszta to kwestia ceny. Jest pani w takim teleturnieju, w którym właściwie nie ma żadnych wygranych, zawsze w plecy. Czy już zastanawia się pani, z jakiego powodu bierze w tym w ogóle udział?

To jakiś sen?

Na sny przyjdzie pora. Na razie, jak w Odysei, pojawia się szansa od Losu, wycieczka do Tunezji. All inclusive, więc można od rana chodzić nastukanym i jakoś to będzie. Los warto chwytać, tym bardziej że  czasem bywa łaskawy, jak teraz, gdy wciska ci w rękę bilet za friko. I oto lecisz. Ale to tylko tak wygląda, że lecisz maszyną Boeing 767, bo wkrótce się okaże, że to już nie Boeing, ale latający dywan. Na dywanie siedzi podparty i spokojny jak kamień Młody Bóg, a właściwie Młode Diablę o smagłej skórze i egzotycznym imieniu. Patrzy na ciebie takim wzrokiem, jakbyś objawiła mu najskrytsze tajemnice na temat piękna tego świata, bo to właśnie ty to piękno stanowisz. Nie wierzysz własnym oczom, szczypiesz się i nic się nie zmienia, lecisz przez przestworza, lecisz przez wszechświat.

A Ziemi już dawno, dawno nie widać. Tylko on. Samum. Wicher niemożliwy, rozpalony, wysuszający usta wiatr słoneczny przecina fatamorganę…

Chciałam nagrać krótki filmik, który zobrazuje tę historię. Mieliśmy w wytwórni mnóstwo pomysłów i nawet coś w rodzaju scenariusza. I nagle coś pękło, coś się sypnęło, coś się uwolniło. Być może to moja hiper-nad-świadomość, a być może ten słynny Los? Coś wyłączyło nagrywanie w jednym momencie, a włączyło w drugim. I nagrało się WSZYSTKO. Cała prawda.

Jak to z prawdą bywa – nie jest ona łatwa do odkrycia. Ale możliwa. Odkryjcie ją. Opiszcie. Filmów na podstawie książki jest dużo, czemu nie może powstać książka na podstawie filmu? Niech to będzie komedia, dramat, romans, kryminał, horror. Niech mnie ze śmiechu po podłodze przeczołga, niech wyciśnie ze mnie łzy. Słowem: WSZYSTKO jest możliwe. Objętość opowiadania, forma dowolna. Może być nawet komiks! Wydamy to w formie antologii. Przysyłajcie swoje historie do 28 lutego 2019, na adres: redakcja@baba.com.pl. Naprawdę warto. I tu znów muszę przypomnieć, że jesteśmy w teleturnieju. To teleturniej zwany szumnie „życiem”, tym razem z prawdziwymi wygranymi. I jak na teleturniej takiego kalibru przystało, są dwie nagrody do wyboru:

  1. Egzemplarz każdej wydanej w BaBie książki za darmo do końca życia. Taki abonament na kulturę do ostatnich dni w tym wymiarze.
  2. Publikację opisanej przez siebie historii w BaBie. A wszystko, co wychodzi z BaBy, jest naprawdę DOBRE. Unikatowe. I piękne, jak ty w oczach Młodego Diabła o egzotycznym imieniu…

—————————————-

A oto TEN film. Każde słowo jest ważne. Czyli WSZYSTKO