Dobrze się stało

Po ciężkiej depresji, która objawia się tym, że człowiek jest na dnie czarnego oceanu rozpaczy i jak się nie dźwignie, to po prostu przestaje oddychać, czarna woda wlewa się do płuc i zamyka światło komórek życia – no więc po tej podwodnej podróży…

Nie. Jeszcze nie skończyłam. 

Czarny ocean rozpaczy nie leży na powierzchni Ziemi. On jest umiejscowiony w zaskakującym miejscu, w takim, którego nie widać. Pod Ziemią. W lochach Ziemi. W kanale piekła. 

No więc, znalazłszy się w kanale piekła, miałam do wyboru dwie możliwości:

  1. Albo się zabić.
  2. Albo wszystko zmienić.

To pierwsze łatwiejsze. Jest gwarancja, że ciotka Jadźka nie potępi. Będzie na cmentarz chodzić. Ponadto nikt się nie nadyma, nie obrazi. Nikt nie powie, że ci odbiło. Samobójstwo jest spoko. Da się wybaczyć. No cóż. Wiecie. Chorowała. Coś tam ją przerosło. Zawsze była wrażliwa. Co za tragedia. Ach. 

Są korzyści. Człowiek staje się ikoną niepokorności, jakimś tam rodzajem legendy rodzinnej. Wszyscy byli normalni, tylko jedna fiu-bździu. Czasem nawet fajna była. No ale odleciała w kosmos. Jaka szkoda.  

Rozważałam. I pewnie stwierdziłabym: „czemu nie?”, gdyby nie to, że jestem kobietą, a z kobietami bywa, że mają dzieci. No i te dzieci są dla nich najważniejsze, ważniejsze niż one same. Zatem, gdy w szpitalu psychiatrycznym dowiedziałam się o statystykach pokazujących zależność liczby samobójstw dzieci po samobójstwach rodziców – trochę mi zapał opadł. Nie trzeba być Einsteinem, żeby połączyć kropki. Perspektywa chłodzi zmysły. 

No więc rozwiązanie drugie. Od razu mówię: level hard. Zasada jest taka, że nie ma lekko. Po pierwsze dojmująca samotność. Bo umierać: bardzo proszę, ale żyć, w dodatku żyć po swojemu?! Hola, hola. 

Pasterze z pola. 

To se sama radź, MOJA DROGA.

Podobno jest taki gatunek węża, którego ukąszenie powoduje stan permanentnego dwutygodniowego lęku przed nadchodzącym kataklizmem. Ludzie nie wytrzymują tych dwóch tygodni, skaczą z okien. Byłam pokąsana tak, że na ciele nie ostało się jedno miejsce. Ze wszystkich sposobów wyrażania emocji jest ogólne przyzwolenie tylko na zdławione słówko: „kurwa”. 

Ale też nie bardzo, w końcu nie jesteś facetem! 

Może kiedyś o tym napiszę. Tymczasem jestem w procesie wygrzebywania się z kanału. Człowiek cały w mazi, ledwo dycha, ale żyje. I wyłazi. Dzieci, co ocaliły od samobójstwa, okazują się być aniołami. To ICH ISTNIENIE wyciąga na światło.

Tej depresji jest jedna zasadnicza cecha. Strach przed ludźmi. Paniczna chęć ucieczki w miejsca, gdzie stopa ludzka nie odcisnęła śladu. Nawet jeśli jest to jeszcze głębszy kanał. Byle nikogo nie było. Byle cicho. 

Każda „kurwa” usłyszana przypadkiem na ulicy boli jak dźgnięcie sztyletem. 

Tymczasem, jak wiecie, wyglądam z lochów. Wyłażę na powierzchnię. Na powierzchni jest owszem słońce, jest powietrze, jest wolność, jest wszystko to, czego nie było. Rozglądam się, las. Całkiem ładny las. Coś mi świta, może to Oliwa w Gdańsku? Jak ciepło, jak przyjemnie! Słychać śpiew ptaków, w oddali fiksa akrobacje kruk. 

Już, już zamierzam dźwignąć swoje umordowane ciało na płożący wokół mech, gdy nagle słyszę głosy. 

Trzech mężczyzn młodych idzie przez las. Chowam się przezornie. Słucham. 

  • Ej, ale zajebiście, Klara zerwała z Adrianem. 
  • Kurwa, dobrze. 
  • Przecież to, kurwa, debil.
  • Ona fajna dziewczyna. 
  • A ten się na skuterze rozjebał po pijaku. 
  • Kurwa, szkoda mi jej było dla niego. 
  • No, kurwa, dobrze się stało. 

nemezis.me

3 myśli na temat “Dobrze się stało

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s