BaBa za kierownicą

Jeśli na horyzoncie majaczy cień motorynki, ona nie ruszy z miejsca. Nie ma szans. Poczeka, aż wszyscy zmotoryzowani… umrą.

Jeśli jesteś BaBą za kierownicą, odwiedź tę stronę 🙂

Dzwoni budzik, ja śpię. I tak do wpół do ósmej,  gdy nagle zrywam się w panice, bo właściwie już jestem spóźniona. Lecę więc na złamanie karku, odpalam samochód i… z poprzecznej uliczki wyjeżdża Toyota Yaris.

I tu następuje koniec mojej jazdy. Bo to, że wbiła się przede mną wymuszając pierwszeństwo, jest zaledwie preludium w jej wirtuozerii wkurzania. Zdławiona brutalnie prędkość mojego auta jest dla niej żelaznym argumentem, by wszystkie manewry na drodze wykonywać w tempie ślimaczym.

Siedzę jej na bagażniku. Czemu nie jedziesz, spieszę się, helooł!  – wołam retorycznie. Ona milczy, toczy się, ja za nią. Chcę trąbić, trąbka nie działa, chcę zabić, to też nie działa, światłami migam… nic. Piętnaście na godzinę. Na dwójeczce. Wrrr…, silnik się dławi, dławi się ta jej dwójeczka, że słyszę ją w swoim przyhamowanym do czerwoności aucie.  Wrrr…

I, kurde, ŚRODECZKIEM jedzie, żeby jej, broń Boże, nie wyprzedzić!

Kwadrans po ósmej, pokonałyśmy kilometr. Dojeżdżamy z podporządkowanej do szosy i tutaj następuję moment, w którym zaczynam rozumieć motywy wszystkich zbrodni tego świata. Proszę Państwa, jeśli na oddalonym dwadzieścia kilometrów horyzoncie majaczy cień motorynki – Toyota Yaris nie ruszy z miejsca. Nie ma szans. Ona czeka. Czeka, aż wszyscy zmotoryzowani umrą.

Mój samochód skacze jak rozwścieczony amstaff, ja płonę, krzyczę: jedź, jedź!, ona stoi. Myślę: wyskoczę, dopadnę! Myślę: wpół do dziewiątej, wyrzucą mnie z pracy, zamkną w więzieniu, aresztują, skażą. Myślę: błagam, zrozum, mam dzieci, rodzinę, przyszłość mam jakąś, nie zabieraj mi przyszłości, zlituj się, rusz z tego miejsca, nie mogę już, nie wytrzymam…

Zabiję!!!

Cały zapas magnezu szlag trafił. Ciągnę się za Toyotą, płaczę. Modlę się, by zechciała gdzieś skręcić, zniknąć. Nie znika. Popadam więc w stupor, rezygnuję, już mi wszystko jedno. Nie ma sensu walczyć, nic nie ma sensu. Przecież to jasne, że i tak nigdy nie dojadę do pracy.

Nie w tej wieczności.

Ale wszystko, jak wiemy, ma swój kres, mija więc i ta wieczność. Ląduję w końcu pod firmą, przede mną ląduje Toyota Yaris. Trudno właściwie określić, czy ląduje, zdaje się, że jej stan w ogóle nie ulega zmianie, jak stała tak stoi. Patrzę z umiarkowaną furią, cóż za to za blond pióropusz wysiądzie z auta? Jakaż to niewiasta zadała mojemu feminizmowi taki cios? Któraż powinna leżeć w Sèvres pod Paryżem jako wzór BaBy za kierownicą?

Metr dziewięćdziesiąt, w karku niewiele mniej. Komórka przy uchu, wzrok zgaszony, lecz groźny. Tak, proszę Państwa.

Ta kobieta to facet.

 

2 comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s