Strach przed burzą

Dowiedziałam się nieoficjalnie, że dziennikarze się boją, bo już nieraz byli zastraszeni przez korporację. I to nie tylko korporację, w której pracują, ale korporacje, z którymi ich pracodawca jest w UKŁADZIE

Samum_Okladka_final

To jedyna moja książka, nad którą mam kontrolę. Będzie dostępna jeszcze przed świętami na baba.com.pl

Mój ostatni post o tajemnych danych Empiku wywołał spore zainteresowanie wśród ludzi, niemniej nie wywołał prawie żadnego zainteresowania w środowisku dziennikarskim. Zwróciły się do mnie literalnie dwie redaktorki, które przyznały, że temat jest bardzo ważny i ich dziennikarskim obowiązkiem jest go poruszyć. Reszta, a mam bardzo dużo dziennikarzy wśród znajomych na Facebooku, milczy jak grób. Milczą też środowiska feministyczne (poza jedną Alicją Molendą z Berlina, która ma odwagę wojownika i zasuwa z dzidą przez internet  udostępniając moje posty niczym odbezpieczone granaty), które podobno są bardzo zainteresowane obroną interesów kobiet, aby te kobiety nie były wykorzystywane, aby ich prawa były respektowane na polu prywatnym i zawodowym. No ale nic. Cisza. Cisza niezwykle ciekawa, jakoby był to strach. Dowiedziałam się nieoficjalnie, że ludzie w środowisku dziennikarskim boją się każdego ruchu, bo już nieraz byli zastraszeni przez korporacje. I to nie tylko korporację, w której pracują, ale korporacje, z którymi ich pracodawca jest w UKŁADZIE.

Mówiłam już o oku cyklonu? Tu właśnie zatrzymała się nasza polska rzeczywistość. Ten impas stał się czymś, co zwiastuje albo powrót starego „porządku”, gdzie każdy, kto ma coś do stracenia boi się cokolwiek napisać, powiedzieć, zalajkować, wesprzeć. Albo… kto wie, może to początek jakiegoś przełomu?

I tu chyba należy porzuć strach. Ja nie czuję lęku. Już z niego wyrosłam. Już tak po dupie dostałam, że niewiele mnie przeraża. Ale owszem, jak już wcześniej napisałam, czuję jakąś emocję. Coś w rodzaju żalu. Serdecznie szkoda mi tych, co mi w drogę wchodzą.

Jeśli zaś chodzi o rozwój sytuacji. Sprawa wygląda tak. Właśnie przeczytałam w jakimś pokątnym komentarzu na FB, bo nadal oficjalnej odpowiedzi od Empiku nie dostałam, że Empik mi nie powie, ile sprzedał moich książek, bo nie pozwala im na to ustawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji. Sprawdziłam tę ustawę. Mówi ona o tym, że przedsiębiorstwo ma prawo zachować tajemnicę handlową dot. spraw technicznych, technologicznych i organizacyjnych i innych mających wartość gospodarczą, co do których przedsiębiorca podjął niezbędne działania w celu zachowania ich poufności, których ujawnienie może zaszkodzić przedsiębiorstwu. Rozumiem, że Empik podjął jakieś działania w celu ukrycia liczby sprzedanych MOICH książek i poinformowanie MNIE, ile się ich sprzedało może zaszkodzić Empikowi? To baaardzo ciekawe.

35 comments

  1. Anonim

    Uważać się za pisarkę i nie wiedzieć, że takie sprawy powinno załatwiać się z wydawnictwem. Wstyd. Wiem, że empik jest łatwym i chwytliwym kąskiem, ale bez przesady. Promowanie w ten sposób książki wydanej na własną rękę jest trochę żenujące.

  2. Anonim

    O tym że o ilość sprzedanych książek pytała pani empik mailowo już nic nie ma? Żeby nawet nie wiedzieć że takie sprawy załatwia się jednak bardziej oficjalnie i osobiście.

  3. Domi

    Kompletnie nie rozumiem, o co ta burza. Wybacz, ale jeśli Ty nie jesteś stroną w umowie z Empikiem, to nie możesz bezpośrednio otrzymać takich danych od nich. To jest faktycznie element umowy, która jest dostępna wyłącznie zainteresowanym stronom. Ale beneficjentem tych danych jest wydawnictwo, i chyba otrzymujesz od nich zapłatę za ilość sprzedanych egzemplarzy. I jeśli podejrzeważ, że coś jest nie tak, to możesz wnioskować o kontrolę np. do Urzędu Skarbowego. Burza w szklance wody.

    • Anonim

      Pani Kubryńska ma chyba problem ze zrozumieniem tych zasad. Mądrze napisała też o wszystkim pani Majcher w jednym z komentarzy pod postem na facebooku – że najzwyczajniej w świecie Pani Kubryńska źle odczytała zestawienie sprzedaży, które równie dobrze mogło być zestawieniem domówień z księgarń, bo do tej pory wystarczał im zapas tych kilku czy kilkunastu tysięcy, które dostały pierwszym rzutem. Ale po co znać się na temacie, lepiej kręcić burzę. To zawsze się lepiej sprzeda.

  4. lawendowybzik

    Od znajomego wiem, że utrzymać się w tym kraju z pisania to jest cud. I że wydawnictwa i molochy w stylu Empiku regularnie Was okradają. Współczuję i trzymam kciuki!

  5. Jap

    No cóż, walka o własne prawa z wielką korpo – nigdy do łatwych nie należała. Proszę tylko spojrzeć na niektóre komentarze tutaj – zapewne są w stanie ich wyprodukować dużo więcej.
    Wszyscy są zastraszeni – no bo przecież kredyt, dzieci, itd. Stąd strach o własny byt. Dziś korporacje po prostu za dużo mogą.
    Tym bardziej trzymamy kciuki i kibicujemy – wbrew pozorom nie cała komunikacja internetowa jest jeszcze kontrolowana przez korporacje.

    • Jap

      Ja nie jestem zastraszana. Piszę, wydaję, sprzedaję i po prostu wiem jak to działa. Bezpośredni kontakt ze sprzedawcą ma wydawca, a od wydawcy wszystko idzie do autora. Trzeba znać rynek, swoje obowiązki, prawa i przywileje, żeby móc pisać na jego temat. 🙂 Takt i umiejętność załatwiania spraw też się przydaje, internet jest pomocny, owszem, ale pytanie o dane takie jak sprzedaż przez maila to taki cios poniżej pasa dla samego siebie. A tym bardziej piętnować jakiegokolwiek sprzedawcę a nie wydawcę tylko dlatego, że sprzedawca ma większe zasięgi.

    • Anna

      Natemat. Rzetelne źródło informacji, w którym już nie raz swoje pomyje wylewali byli pracownicy wielkich korpo zwolnieni dyscyplinarnie za przekręty. No brawa XD

  6. Marek

    Szczerze, to śmiać mi się chce, jak to wszystko czytam. Podaje Pani niewiarygodne informacje i wprowadza w błąd opinię publiczną. Czy Pani zawierała umowę z Empikiem, że chce Pani od nich zestawienia sprzedaży? Nie, zawarła Pani umowę z wydawnictwem, o którym zresztą nie ma tu ani słowa. Dlaczego, nie wiem. Zamiast tego jest krucjata antyempikowa, zupełnie bezpodstawna. Na ich miejscu oddałbym Pani książki do wydawnictwa. Tam też pracują ludzi, którzy układają Pani książki na półkach. Co do opowieści o strachu i dyktacie korporacji – sorry, ale Naomi Klein jest tylko jedna.

  7. iguana1988

    Kobieto, ale Ty nie jesteś stroną dla Empiku. Ile razy ludzie mają Ci to pisać w różnych miejscach? Kompromitujesz się. Ustawy czytasz a nie możesz doczytać z kim podpisalaś umowę? Twój wydawca zapewne ma umowę z większym bo tylko tacy mają umowy z Empikiem, masz co najmniej dwa ogniwa do przeskoczenia. Książki pomiędzy nimi traktuje się mniej więcej jak worki ziemniaków. Wiele z nich nie wychodzi na półki a zalegają na magazynie. Dlaczego? Tak to już „tajemnica handlową” empiku, i zapewne Twój wydawca finalnie też nie chce zapłacić Tobie za coś za co sam nie zobaczył pieniędzy. Tym niemniej choć z Empikiem wszyscy mają problem to nie tędy droga do obalania systemu. Empik zwyczajnie nie poda Ci tych danych oficjalnie (to rzeczywiście dwa kliknięcia pracownika bardziej kumatego) bo jesteś dla nich człowiekiem z ulicy, „i co z tego że autorka”.

      • iguana1988

        Nie tylko wybaczę ale tak naprawdę współczuję. Walczyłam kiedyś z Empikiem, trochę od innej strony bo jako pracownik.sama mogłabym napisać książkę o tym co się tam dzieje (działo, to już parę lat temu). Kryminał, horror. Nakręcają machinę, na której cierpia ostatnie ogniwa tego łańcucha i budują patologie w całej branży. A może też są tylko tworem tej patologii. Ale trzeba cisnąć wydawnictwo, najlepiej przez sąd bo on ma mechanizmy żeby prześwietlić i Empik.

    • ewelina

      „Twój wydawca finalnie też nie chce zapłacić Tobie za coś za co sam nie zobaczył pieniędzy.” – I tu się sprawa rypie z – „Ty nie jesteś stroną dla Empiku”. Owszem, autor (prawdopodobnie wydawca; możliwe, że drukarnia; i wszyscy którzy być może nie otrzymali zapłaty) są stroną dla Empiku i wszystkich sprzedających, niezobligowanych do przedstawienia zestawienia sprzedaży księgarni.

      • iguana1988

        Moim zdaniem wydawca sam ma umowę z pośrednikiem który wstawia do Empiku, a umowy tegoż pośrednika z Empikiem wyglądają tak: że liczy się obrót a nie zysk, także książek. Książki są zmieniane na półkach (wg. Instrukcji) odsyłane do zwrotow, bądź przetrzymywane w magazynie. Na tym etapie książka jest już nie tytułem pod autorstwem a indeksem. W dodatku terminy rozliczenia faktur są odległe. Wierzę że to za co realnie mógł rozliczyć się z Panią wydawca to te 44 sztuki nawet jeżeli w obiegu jest znacznie wiecej. Jeżeli książka nie wyszła na półkę (i to dobra) to się nie sprzeda choćby była dobra. Niestety w Empikach jak w Warzywniaku, zależy co gdzie leży w jakiej ilości i jak wygląda. Może Pani pamięta flagowy wytwór empiku za byłego prezesa? „Bezcenny” Miloszewskiego przewalał się w każdym możliwym miejscu, przy kasie, na platformach, na plakatach. Nawet pracownicy sprzedawali go ze stosu z ręki chodząc i pytając czy może bezcennego nie potrzeba. Tak się tworzy bestseller. Nie ujmując „Bezcennemu” bo książka niezła ale przed mega promocja nikt o Miloszewskiego nie pytał, stał na pół po jednym egzemplarzu z rotacja taka sobie..

  8. Anna

    To ja jutro przyjdę do swojej księgarenki i wszystkie Pani książki zdejmę z półek i schowam w najciemniejszym kącie zaplecza, żeby finalnie zwrócić do wydawnictwa. Myślałam, że sprzedaję jednak mądrych, oczytanych, wyselekcjonowanych twórców, a wyszło na to, że jednak nie. Umieć pisać to jedno, umieć czytać, rozumieć i kojarzyć to drugie.

    • Małgorzata

      Anna: brawo!!! Też prowadzę księgarnię i większych głupot, jak tutaj dawno nie czytałam. Każdy księgarz (tak, Empik też) rozlicza się okresowo z wydawcą podając liczbę sprzedanych egzemplarzy. Programy księgarskie są tak skonstruowane, że nie pozwalają na jakiekolwiek zmiany w raportach, za to grozi zresztą odpowiedzialność karna. Też ściągam książki Pani Kubryńskiej z półki. Nie chcę mieć w swojej księgarni nalotu fanatyków teorii spiskowych.

      • Barbara

        Drodzy księgarze, co ma zrobić autor, jeżeli trafi na wydawnictwo, które podaje autorowi nieprawdziwe dane, by zapłacić mu mniej? W jaki sposób autor ma to zweryfikować? Bo widzę w komentarzach sporo zarzutów, ale żadnych konkretnych rozwiązań – no i ciekaw też trochę jestem, czy to klakierzy Empiku, czy obiektywni ludzie, którzy potrafią znaleźć rozwiązanie sytuacji. Wydaje mi się, że Empik mógłby zmusić Kubryńską do podpisania umowy o poufności i nieudostępnianiu danych w żadnej postaci i formie i jednak przekazać te dane – ale może za dużo wymagam od korpoświata.

      • Anna

        Jeżeli wie, że dane są niepoprawne to powinien to wyjaśniać z wydawnictwem i na nie wysyłać kontrole na samym początku. Czy to jest aż tak niezrozumiałe, że wydawnictwo jest stroną związaną z księgarnią, nie autor? Nie potrafię pojąć tego toku rozumowania – wydawnictwo kręci, ale będę krzyczeć że to wina empiku, choć równie dobrze można zmieszać z błotem wszystkie księgarnie, bo przecież nie tylko w empiku książki te były i nie tylko w empiku sprzedały się te 44 sztuki. A, właśnie. Czy dokument o sprzedaży był przeczytany zrozumiale? Czy nie był to czasem papierek mówiący o tym ile książek księgarnie domówiły z wydawnictwa, bo wyczerpał się początkowo rozdysponowany na nie nakład? Pełno w tych tekstach pani Sylwi niedomówień i pomówien, wynikających najpewniej z niewiedzy. Jeżeli empik nadal obraca początkowo otrzymanym nakładem książek (za który, podejrzewam, autorka już pieniądze dostała) to raczej audyt nic nie da. No i najważniejsze – czy pytanie o sprzedaż padło przy osobistej wizycie pani Sylwi u odpowiednich ludzi? Bo jeżeli rzeczywiście mailowo, jak wyczytałam to nie dziwię się, że empik tak potraktował sprawę, to niepoważne.

      • Anonim

        Jeżeli nadal mamy na półkach jedynie początkową pulę dystrybucyjną to najpewniej nie dostanie Pani nic nawet jeżeli te książki tam zostaną, bo zgodnie z rynkiem książki te zostały rozliczone finansowo na samym początku 🙂

      • Barbara

        „Jeżeli wie, że dane są niepoprawne to powinien to wyjaśniać z wydawnictwem i na nie wysyłać kontrole na samym początku.” – ale skąd ma wiedzieć, że dane są niepoprawne? Może jedynie podejrzewać, ale to chyba trochę za mało, żeby pozwać wydawcę, nie? Poza tym Kubryńska zwróciła się do wydawnictwa i ci odpisali, że dane są dobre i co nam zrobisz. Chyba że coś pominąłem i mi to wyjaśnisz, Anno? Wszyscy rozumieją, że Kubryńska nie ma umowy z Empikiem, ale dane, o które wnioskuje, są konieczne do ustalenia, czy wydawca nie leci w kulki. W jaki sposób Kubryńska ma je uzyskać, do kogo się zwrócić, by zweryfikować, czy nie jest oszukiwana?

      • Anna

        Za mało, żeby pozwać wydawcę, ale wystarczająco, żeby pozwać empik. Przecież to hipokryzja.

      • Barbara

        Kubryńska nie twierdzi, że jest oszukiwana przez Empik, tylko że Empik nie wydaje jej danych, które na podstawie jakiegoś artykułu prawnego się jej należą (przynajmniej wg niej i jej prawnika, oceni to sąd), a które pozwoliłyby zweryfikować, czy wydawca ją oszukuje. Czyli nie ma przesłanek, by pozwać wydawcę (bo nie ma dowodu, że Kubryńska jest oszukiwana), natomiast są przesłanki, by pozwać Empik (bo potencjalnie – co oceni sąd – łamie prawo, nie respektując przywołanego zapisu prawnego). Zignorowałaś wszystkie pytania i skupiłaś się na pozwie Empiku, który jest raczej rezultatem nieprzyjemnego (dla autora) pata. Wydajesz się być klakierem Empiku.

      • Anonim

        Żeby rzucać przepisami i chcieć ich egzekwowania trzeba je rozumieć… I u Kubryńskiej, i w komentarzach niestety tego zrozumienia brak.

      • Anna

        Podobną szopkę mam z klientami. Przychodzą, chcą zwrotów, a gdy mówię, że zwroty podlegają u mnie takim i siakim zasadom to zaczynają krzyczeć, że to niezgodne z prawem. Bo według prawa klient ma 2 tygodnie na zwrot. Bo wyrwali z prawa garść słów, która najbardziej odpowiada ich potrzebom i nie obchodzi ich to, że zapis ten odnosi się do zakupów internetowych. Tak samo jest tutaj – przytoczyć przepis wyrwany z kontekstu potrafi każdy. Autor ma prawo egzekwować wszelkie dane od wydawnictwa, a to od sprzedawcy. Prawnie autor nie ma jak uzyskać tych danych od sprzedawcy, bo nie wiąże ich umowa. A prawnie to umowa jest podstawą wszelkich tego typu roszczeń. Skupiłam się na pozwie empiku jak wszyscy tutaj. Ci, którzy stoją murem za Kubryńską mogą na empiku skupić całą swoją uwagę, pomijając aspekt wydawniczy, ale ci, którzy negują zachowanie Kubryńskiej muszą skupiać się na wydawnictwie, bo inaczej są „klakierami empiku”? Czy Kubryńska dostała od wydawnictwa zestawienie szczegółowe? Co, gdzie, ile? Czy poprawnie odczytała to zestawienie? Jest w tym wszystkim dużo jadu, ale zero konkretów i zdrowego rozsądku. Empik jest zły, ale to nie empik i nie inne księgarnie ustalają stawki dla autorów. Ale tego nikt nie powie. U mnie, do teraz, jej książki sprzedawały się dobrze, zawsze szły jakieś 3-5 w miesiącu co dla mojej skali jest sukcesem, ale sprzedawałam to, co dostałam za pierwszym razem. Za tym pierwszym razem, z którego autor najczęściej bywa już rozliczony. But who cares, klakierzy Kubryńskiej przecież wiedzą lepiej. 🙂
        „Kubryńska zwróciła się do wydawnictwa i ci odpisali” – czyli jednak rzeczywiście załatwia tak poważne sprawy mailowo? Dojrzałe.

  9. kaszubszczyzna

    Myślę, że autor, który inwestuje środki zdobyte w czasie nadgodzin na etacie na legalne źródła i pomoce (legalne – podkreślam legalne! – oprogramowanie i sprzęt), będzie niezmiernie wdzięczny.
    Tu się nie ma co oburzać, tu trzeba zdejmować z półek jak najszybciej.

  10. Małgorzata

    Co może zrobić autor? Może wystąpić do wydawnictwa o określenie ilości nakładu co do sztuki (te dane są i powinny być dla autora jawne) i rozliczenie się ze sprzedaży tegoż. Nakłady książek współcześnie nie są wysokie, więc nie powinno być z tym problemu. Wydawnictwo zarządza wtedy zwroty z księgarń, za sprzedane egzemplarze wystawia faktury.Nakład minus ilość zwróconych książek daje sumę, która należy się autorowi. Tyle.

    • Barbara

      Ale to nie jest żadna weryfikacja. Autor podejrzewa, że wydawnictwo go oszukuje, więc zwraca się do wydawnictwa o potwierdzenie liczby sprzedanych egzemplarzy. Zdajesz sobie sprawę, że wydawnictwo może przekazać autorowi nieprawdziwe dane?

      • Małgorzata

        Mamy rok 2018. Są faktury, księgowość, kontrole z Urzędu Skarbowego. To są legalnie działające firmy.

      • Barbara

        Sądzisz, że kontrola z urzędu skarbowego wyłapie, że kwota wypłacona Kubryńskiej jest zaniżona? 😀 W sytuacji, gdzie pośrednik oszukuje dostawcę, w księgowości i fakturach może zgadzać się absolutnie wszystko. Kontrole skarbowe zajmują się szukaniem wykroczeń i przestępstw na szkodę skarbu państwa, a czy podatek dochodowy zapłaci pośrednik, czy dostawca, interesuje ich tyle co zeszłoroczny śnieg.

  11. Małgorzata

    Tak, owszem kontrola skarbowa bez najmniejszego problemu wyłapie te nieprawidłowości. Od tego jest, i ma dowody w postaci faktur i stanów magazynowych. A czym innym, niż działaniem na szkodę państwa jest domniemane ukrywanie sprzedaży??? Swoją drogą czekam na stanowisko wydawnictwa, które powinno ukręcić ten cyrk, bo są to działania wymierzone pośrednio w nich, a bezpośrednio w ich kontrahenta. Cała ta afera oparta jest na pomówieniach, domysłach, przy całkowitym braku znajomości zasad rządzących rynkiem książki. Nie ma jakichkolwiek konkretnych działań podjętych w celu wyjaśnienia tej sytuacji. Jaki niby prawnik podjął się tej sprawy, bo dla przeciętnej osoby, nawet słabo zaznajomionej z prawem, jest jasne, kto jest stroną w tej umowie i od kogo należy oczekiwać wyjaśnień.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s