Tajemnica handlowa Empiku

Informacja, ile sprzedało się książek jest ściśle strzeżona. Zastanawia was, dlaczego? Mnie tak. Dlatego zrobiłam nieoficjalny wywiad. I dowiedziałam się, jak sprzedają się moje książki…

Samum_Okladka_final

To jedyna moja książka, nad którą mam pełną kontrolę. Na razie jedyna…

Dziś mało literacko, choć jednak o literaturze. A raczej o tym, jak to jest być autorem w Polsce i dlaczego to taki hard core.

Zacznę może od początku, czyli od tamtej pierwszej książki, Last Minute – którą właśnie wydaję jako Samum. Otóż pierwsza moja książka wyszła osiem lat temu, a na pieniądze ze sprzedaży tejże czekałam ponad pięć lat. Po pięciu latach i wyroku sądowym dalej czekałam – bez grosza na koncie. Dopiero po interwencji dosyć radykalnej (wysłałam kopię wyroku Sądu do żony wydawcy), otrzymałam symboliczną, jak się domyślam, nie mającą wiele wspólnego z prawdziwą sprzedażą, której pełnego zestawienia nigdy na oczy nie ujrzałam – kwotę.

Drugi wydawca był początkowo miły. Nawet nie ukrywał, że książka (Kobieta dość doskonała) sprzedaje się dobrze. Ale gdy doszły kolejne tytuły, kiedy zaczęłam wnikać, jak to jest, że dostaję zestawienia sprzedaży, w których np. Furia mać!, książka wypromowana, nominowana do nagrody Gryfia, obecna we wszystkich 260 empikach w całym kraju – sprzedała się w liczbie… 44 sztuki przez pół roku? – wtedy rozmowy przybrały zupełnie inny charakter, aż całkiem ustały.

Grunt, że odpowiedź (niezbyt miła) zawierała cenną informację. Że mogę sobie przeprowadzić audyt, jak mi się coś tu nie podoba. I że nie jestem dla nich kluczowa. Nie jestem kluczowa, mimo że we wszystkich empikach moje książki są w ciągłej sprzedaży od lat, a tyle razy słyszałam (od nich samych!), że półka w empiku to jakaś potwornie oblegana miejscówka i gdy się książka słabo sprzedaje, nie ma na nią miejsca.

To co moje książki tam robią od lat? Co tam robi tytuł, który sprzedaje się w liczbie 44 sztuk przez pół roku? Jakim cudem ją wciąż trzymają na tej cennej półce, jeśli – łatwo obliczyć – w jednym sklepie przez pół roku poszło średnio 0,1 książki?

A sprzedaż internetowa? Inne księgarnie? Matras, Azymut? Serio?!!

No to, jak mi odpisał prezes wydawnictwa – mogę sobie ich skontrolować. Proszę bardzo. Wiecie ile kosztuje taki audyt? Osiem tysięcy złotych. Rzecz jasna, nie mam tych ośmiu tysięcy, bo wydawca pieczołowicie dba o to, żeby nie miała. Po pierwsze dlatego, że dostaję dwa złote od książki, po drugie dlatego, że z czterdziestu sprzedanych w półroczu książek to jednak kwota dziesięć razy za mała, aby się wyrywać.

Owszem, można się zadłużyć, pożyczyć od wujka z Ameryki i zrobić jednak tę kontrolę. Ale jeśli kontrola nic nowego nie wykaże? Bo to, że nic nowego nie wykaże, jest wysoce prawdopodobną rzeczą. Dlaczego? Dlatego, że niezwykle łatwo jest ukryć sprzedaż w księgowości firmy. Już tłumaczę, o co chodzi. Badając aukcje na Allegro moich tytułów natknęłam się na wielce podejrzaną sprawę. Otóż w jednej z aukcji ktoś przedstawia moją książkę pod szyldem jakiegoś nieznanego nikomu wydawnictwa. Pochodzi ono z Poznania (prawdziwe też pochodzi z Poznania, czyżby zbieg okoliczności?), ale nazywa się zupełnie inaczej. Teraz objaśnię rzecz na własnym przykładzie. Mam wydawnictwo BaBa, prawda? W tym wydawnictwie mam księgowość i wykazuję tu sprzedaż. Ale nic mnie nie kosztuje założyć drugie wydawnictwo XY, przez które przepuszczę sprzedaż książki i nie powiem o tym autorowi. Nikt, poza urzędem skarbowym i pośrednikiem w sprzedaży się o tym nie dowie. Fajnie, co?

Co może więc zrobić autor? Są dwie możliwości. Można siedzieć cicho, łykać łzy po każdym półroczu, gdy przychodzi zestawienie sprzedaży, a znajomym mówić, że jestem pisarzem, tylko pożycz stówę na opłaty, bo mi wyłączyli prąd. Drugie rozwiązanie jest takie. Autor może przeczytać Ustawę o Prawach Autorskich. A w tej ustawie, ku wielkiemu zdumieniu autora stoją rzeczy niezwykle ciekawe. Mianowicie okazuje się, że Państwo Polskie daje autorowi prawo wglądu do WSZYSTKICH dokumentów związanych ze sprzedażą jego dzieł. Także tych z empików.

„Jeżeli wynagrodzenie twórcy zależy od wysokości wpływów z korzystania z utworu, twórca ma prawo do otrzymania informacji i wglądu w niezbędnym zakresie do dokumentacji mającej istotne znaczenie dla określenia wysokości tego wynagrodzenia.” (Art. 47. Ustawy o Prawie Autorskim i Prawach Pośrednich)

Powołując się na Ustawę, jak by nie patrzeć, dokument dosyć ważny, wysłałam grzeczną prośbę do firmy Empik sp. z o.o., aby przysłał mi zestawienie sprzedaży wszystkich moich książek. I co? Dostaję odpowiedź niezbyt miłą, że dane o które proszę, to TAJEMNICA HANDLOWA. Tak jest, kochani. W Polsce możecie dowiedzieć się o sprzedaży każdego produktu. Piwa, szalików, parasoli ogrodowych. Tylko nie książek. Nie zastanawia was, dlaczego?

Mnie to zastanowiło, dlatego zrobiłam nieoficjalny wywiad. Wreszcie się przydało moje dziennikarskie wykształcenie. No i dowiedziałam się, jak się sprzedają moje książki. A potem poszłam ze sprawą do prawnika, który słysząc po kolei, jak się mają rzeczy, odłożył wszystko na bok i powiedział: biorę tę sprawę. A trzeba wiedzieć, że nie należy on do tych prawników, co z nudów się przewalają po piecu. No i wziął. I napisał pismo raz jeszcze do firmy Empik sp. z o.o.

Czekaliśmy na odpowiedź. Jak się możecie domyślać, długo czekaliśmy. Tak długo, że można by ją wykuć w kamieniu. Jednak wiem, że dziś takie dane, jak sprzedaż jakiegoś tytułu, załatwia się jednym kliknięciem myszy. Nie ma szans. Coś tam przeszkadza księgowym udzielić prostej odpowiedzi, mimo że udzielenia prostej odpowiedzi wymaga prawo w Polsce. A utrudnianie udzielenia takiej właśnie odpowiedzi wiąże się z odpowiedzialnością karną, a ściśle:

„Kto uniemożliwia lub utrudnia wykonywanie prawa do kontroli korzystania z utworu (…), albo odmawia udzielenia informacji przewidzianych w ART.47 – wynagrodzenie twórcy zależne od wysokości wpływów z korzystania z utworu – podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności, albo pozbawienia wolności do roku.” (Art. 119 Ustawy o Prawie Autorskim i Prawach Pokrewnych)

Mnie osobiście przestało zależeć na wolności jakichś tam korporacji, z pewnych powodów zaczęło mi zależeć – co może w naszej kulturze zdumiewać – na własnym interesie, tym bardziej, że kiedy dostawałam tamte zestawienia w wysokości wspomnianych już czterdziestu czterech sztuk Furii Mać! – leżałam w szpitalu na depresję, chciałam się zabić i nie za bardzo miałam kasę na leki.

No więc, powiem Państwu, ja to pierdolę. Jestem w nastroju nieprzysiadalnym. Nie przysiadam się do osób, którym nie ufam. A mojemu wydawcy przestałam ufać już dawno. Empikowi też. Postanowiłam więc zawiadomić prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. I już mi nie zależy na odpowiedzi Empiku, czy wydawcy. Nie zależy mi na żadnej korespondencji z tymi instytucjami. Niech się tą korespondencją zajmie sąd właściwy tej instancji. Niech rozkoduje tę TAJEMNICĘ HANDLOWĄ systemu wydawniczego w Polsce. A ja tu sobie spokojnie napiszę o tym kryminał.

83 comments

  1. Gmailco

    1. Myślę, że kluczowym jest, iż Ty jako autorka, nie jesteś stroną umowy między wydawcą a Empikiem. Ba, nawet wydawca może nie być stroną takiej umowy, jeśli Empik bierze książki od pośrednika.
    IMHO najprościej byłoby wezwać wydawcę do okazania faktur, ile Twoich książek sprzedał. To właśnie wydawca dysponuje najpewniejszym źródłem.

    2. Założenie drugiego wydawnictwa nie ma znaczenia dla sprzedaży, bo Twój wydawca musi przecież temu lewemu wydawcy książkę sprzedać, więc patrz pkt 1.

    • SK

      1, Kluczowe jest to, jakie jest w Polsce prawo. O tym piszę w tekście.
      2. Kto ma firmę, a ściśle wydawnictwo, wie jakie są możliwości.

      • Michał Krawiec

        Możesz opisać te możliwości, bo na razie rzucasz dość luźne uwagi w stylu ‚kto ma wiedzieć, ten wie’.

      • Gmailco

        1. Prawo, z pewnymi wyjątkami, nie daje Ci możliwości zaglądania w księgi innej firmy, jeśli nie wiąże Cię z tą firmą umowa, która na takie zaglądanie pozwala.
        2. Kto zna prawo i umie je stosować w swoich umowach, ten nie musi się żalić w internecie, jak jest dymany przez wydawców.

  2. Karina

    Od dawna, znając te realia, wydaję swoje książki w małych nakładach i sprzedaję internetowo, sama zanosząc na pocztę. Opłaca się mieć w tym celu własną funpage, i pokazywać nowości. Empik to kolos na glinianych nogach korzystający jeszcze z przeszłości monopolisty i dobrych lokalizacji swoich księgarni. Warunki stawiane wydawcom mieli drakońskie, odłożenie w czasie płatności równało się …. nigdy. Przy nakładzie rzędu 300-500 książek, w ciągu roku zwraca się koszt druku a czasem i nakładu, i wszystko ma się pod kontrolą. Do wydania książki nie potrzebne jest wydawnictwo, tylko przede wszystkim numer ISBN. Drugi nakład jest już tańszy. Wierze, że ma Pani wielu wielbicieli, którzy przez stronę funpage będą propagować Pani nowe i te starsze książki. A dobra książka sama się obroni..

  3. Lester Moore

    Jest taki autor (wprawdzie z zupełnie innych sfer literatury), który sam wydaje swoje książki i sam sprzedaje je (wyłącznie) przez Internet. Nie będę podawał danych osobowych, powiem tylko, że ostatnio wydał książkę o samochodach, jeżdżących na Kubie (Kuba, jak wiadomo, to skansen amerykańskiej motoryzacji z lat ’50). Nie mam pojęcia, jak oszacować jego zysk z tej działalności, ale podejrzewam, że chodzi o dziesiątki tysięcy. Po opłaceniu składu, drukarni, przesyłek pocztowych i podatków. Może to jest jakaś metoda?

  4. Małgorzata

    Dlatego właśnie sama wydaję i sprzedaję swoje książki. Nie jest to łatwe, ale przynajmniej wiem, że nikt nie korzysta z mojej pracy w tak bezczelny i obrzydliwy sposób. I dlatego znam wielu pisarzy, którzy współpracowali z wydawnictwami i w końcu zaczeli wydawać sami i nie znam ani jednego, który zrobił odwrotnie.
    Trzymam kciuki za wygraną w tym boju. Mam nadzieję, że nie będzie ta walka trwała latami.

  5. Łukasz Przechodzeń

    Wydawanie książek na własną rękę w takim przypadku wydaje się bardzo ciekawy pomysłem, godnym rozważenia. Tak jak napisała wyżej Kasia – na blogu Michała Szafrańskiego można znaleźć kopalnię wiedzy o takim modelu wydawania książek.

    Powodzenia w dochodzeniu swoich praw!

  6. Agata Krężel

    Trzymam kciuki i będę obserwować. Bardzo lubię Pani styl pisania, do tej pory kupiłam i przyczytałam (chyba) wszystko, mając przy tym nadzieję, że w jakiś sposób dokładam się do dochodu, a tu… bardzo to przykre.

  7. Michał Szafrański

    Hej Sylwia,

    Kilka osób już wspomniało, więc ja Cię tylko zaproszę do tego żebyś zapoznała się z tą serią wpisów:

    https://jakoszczedzacpieniadze.pl/self-publishing-finansowy-ninja-case-study-czesc-1

    A na końcu są linki do kolejnych wpisów w temacie samodzielnej sprzedaży i promocji książek. To co prawda non-fiction, ale znam już kilku autorów, którzy tę wiedzę wykorzystywali przy wydawaniu fikcji.

    Powodzenia w walce.

    Pozdrawiam
    Michał

  8. Anita

    Nie, no nie… aż trudno uwierzyć! Trzymaj się. Ja mam jedną Twoją książkę (kupiłam w księgarni internetowej). To jest bezczelne i chamskie! Życzę Ci powodzenia, siły i wytrwałości.

  9. Marzena

    Nie jestem autorem ale czytelniczką i popieram rodzimych pisarzy. Historia przedstawiona jest wręcz wstrętna i podła. Zastanawiam się czy Autorom nie opłacałoby założyć własnego wspólnego wydawnictwa? Lub zamawiac wspólne usługi w drukarni?

    • Kuba

      Świetne wydawnictwo: Altenberg działające trochę podobnie do self-publishingu, założone przez Radka Kotarskiego jest bardzo dobrą alternatywą, no na pewno jak też się ma zasięg w społecznościówkach. Na razie nie mam na tyle kasy żeby się rzucić na książki wydane przez nich, ale prędzej czy później będę je wykupywał bo wszystkie mnie interesują, i chcę ich wspierać. Te książki są:
      1. tak ładnie wydane w bardzo dobrej jakości (autor ma pełną kontrolę nad tym i nie musi cebulić, iść po taniości),
      2. wspierają Pajacyka, 1 sprzedana książka = 1 posiłek,
      3. Autorzy dostają wynagrodzenie wprawdzie trochę mniejsze niż przy self-publishingu, ale znacznie większe niż przy tym beznadziejnym „tradycyjnym” modelu wydawniczym
      4. Altenberg organizuje dla autorów sesje zdjęciowe, grafika, recenzentów, no całe mnóstwo profesjonalizmu.
      Można znaleźć filmy np. rozmowa Karola Paciorka („Imponderabilia”) z Radkiem Kotarskim w którym jest dużo powiedziane. Na Stronie wydawnictwa Altenberg są też oczywiście informacje o tym jak działają które nie są tylko chwytem marketingowym.

      • anatologorek

        Też mialem o Altenbergu napisać, bo koncepcja mi się bardzo podoba, nie jestem tylko pewien czy wydają wszystkie gatunki książek

      • Gmailco

        Wydają to, co ma szansę się sprzedać w przedsprzedaży.
        W tym przypadku bowiem to czytelnik sponsoruje wydanie książki.

  10. Witold W. Medykowski

    Problem nie tylko w Empiku ale i wydawnictwie. Wydawnictwo wie ile drukuje a dystrybutor powienien wiedziec ile ma na stanie a ile w ksiegarnaich i ile sprzedanych. Szwindle sa mozliwie, jesli wydawca drukuje na lewo i podaja zanizone ilosci egzemplarzy. dalej sprawa prosta. Chyba ze to ebooki i wtedy trudniej sie zorientowac. Nie kazdy moze przeskoczyc problem dystrybucji i sprzedazy. W przeciwnym razie autor musi byc i wydawca i dystrybutorem, ksiegowym i kims jeszcze. Trudno wtedy tworzyc.
    Pytanie czy oszukuja tylko Ciebie czy tez Urzad Skarbowy.

    • Gmailco

      Empik nie ma umowy z autorem więc nie musi się autorowi tłumaczyć.
      To Wydawca powinien dostarczyć autorowi kwity ile drukował, ile wydał do dystrybucji, ile sprzedał.

      • PanPolak

        Cytowany przepis prawa mówi chyba co innego.
        Utwór, a takim jest książka, to nie worek ziemniaków, że można sobie z nim robić co się chce.

      • Leszej

        Nie wprowadzaj w błąd. Prawo wymaga 9d empiku podania autorowi sprzedaży. Ma to umożliwić kontrolę nad wydawcą. I jest o tym w artykule

      • Gmailco

        Ten przepis dotyczy STRON UMOWY. Więc To Ty wprowadzasz czytelników w błąd, twierdząc inaczej.

  11. Marcin Kozłowski

    Zastanawia mnie historia z pierwszego akapitu – otrzymała Pani całą należność, która była w wyroku? Jeżeli jest wyrok, nikt go nie skarży, staje się prawomocny, to skoro dłużnik nie płaci, idziemy do komornika. Dłużnik raczej nie był bez grosza, komornik ściągnąłby należność, a dodatkowo powstałyby kolejne koszty, które dłużnik musiałby zapłacić. Tak na przyszłość 🙂

    Co do całości, skandaliczne zachowanie empiku. Trzymam kciuki i proszę napisać, w jaki sposób zakończy się sprawa.

  12. anatologorek

    Sam fakt, że autor dostaje (powinien dostawać, jeśli by mu płacono) 2 zł od egzemplarza jest już skandaliczny. Żyjemy w świecie absurdu.
    Trzymam kciuki i również polecam blog Michała Szafrańskiego, gdzie jego proces wydawania książki był dość dokładnie opisany. Warto również posłuchać jego podcastów na ten temat.
    Trzymam kciuki…

  13. Daniel

    Aż mi się niedobrze zrobiło. …głównie dlatego ze jeszcze dziś byłem w empiku i kupilem książkę Michała Szafranskiego…współczuję sytuacji i krew mnie zalewa na takie traktowanie drugiego człowieka…trzymam kciuki i wspieram „w Czesiu” !ps. Nigdy więcej nie kupię w empiku!

  14. Piotr Dudzik (@piodud)

    Znam podobny przypadek nie licząc już wspomnianego Z.Łomnika. Sąsiednia branża, mianowicie muzyka – MC Silk. Przez wydawnictwo puścił pierwszą płytę, kolejne wydał sam. I kasa się zgadza. Mając grono wiernych czytelników można spróbować przedsprzedaży w formie crowdfoundingu i szanse na pozytywny finał są ogromne.

  15. Lorem

    Za przeproszeniem, kolejna g…burza… Ma Pani umowę z wydawnictwem, niech Pani ją wyegzekwuje, albo przeprowadzi audyt lub idzie do sądu, jeśli jest Pani pewna siebie. Rzucanie pomówieniami w internecie to żadne rozwiązanie, a brak zrozumienia relacji swojej, wydawcy i dystrybutora (Empik, czy inni), trąci ignorancją. To, że Pani książki są dostępne tu lub tam, doprawdy nie ma żadnego znaczenia: umowę zawarła Pani z wydawcą i to tam trzeba szukać źródeł problemu. A insynuacje o tym, że „kto ma firmę, wie jakie są możliwości” włożyć trzeba między zfrustrowane bajania. Kto ma firmę i prowadzi uczciwą księgowość „ten nie ma możliwości” a jak Pani ma dowody, że jest inaczej, to jest to sprawa dla prokuratora. Zacząłbym jednak od audytora, choć faktycznie ten może niewiele więcej wnieść. Dlaczego? Bo mimo, że i książki są w Empikach i innych, a i być może się tam sprzedają, to już niekoniecznie znaczy, że wydawca dostał swoje pieniądze i może Pani zapłacić – ale to już temat na inną historię (zresztą można o tym w wielu miejscach poczytać). Życzę sukcesów!

    • Małgorzata

      Jak to łatwo tak sobie anonimowo klepać w internecie. Nie trzeba potem oczami świecić, że się nie umie czytać ze zrozumieniem. Autorka napisała, ignorancie, że audyt kosztuje 8 tysięcy. Skąd ma wziąć ta kasę, gdy nie miała na przeżycie? Jak ktoś już niżej napisał by walczyć o swoje prawa trzeba najpierw mieć pieniądze. A autorka nie ma – bo za swoją pracę nie otrzymała wynagrodzenia. Czego tu nie rozumiesz człowieku?

      • Leszej

        Nie jeden pisze komentarz po przeczytaniu tytułu nie znizajac się do przeczytania całego wpisu

      • Gmailco

        Te przepisy prawa stosuje się do STRON UMOWY.
        Podmiot, który stroną umowy nie jest, nie jest objęty ich stosowaniem.

  16. A.

    Wiem, że to niewiele, ale Twoja „Kobieta dość doskonała” zmieniła moje życie. Trzymam kciuki i czekam na wieści z frontu.

  17. Tomek

    Witaj cieszę się że już jesteś świadoma że ten kto nie ma kasy nie ma sposobów na dochodzenia swoich spraw ta paradoksalna klęska jest jednak twoim sukcesem. Nie dojdziesz swoich pieniędzy bo utkniesz w sądach a żaden prokurator a tym bardziej policjant nie ruszy w twojej sprawie palcem bo to według nich sprawa cywilna. Chcącym krzywda się nie dzieje. Poszłaś robić interesy z szemranym wydawnictwem to i masz skutki.ps jak robić dystrybucję poza tymi wydawnictwami to wiele osób o tym poważnie myśli

  18. Ed774

    A może spróbuj w ten sposób. Rozejrzyj się za kimś znajomym lub znajomym znajomego co pracuje w empiku. Pracownicy mają wgląd w stan magazynowy w poszczególnych empikach to może mają i w historię sprzedaży? A jak nie masz znajomego to dogadają się z jakimś pracownikiem np daj mu stówę i sprawdzi co mu zależy? a stówka droga nie chodzi przynajmniej ja nie spotkałem. Powodzenia

  19. Anonim

    Doczytałem do połowy, bo książek nie piszę. ale jedna rzecz mnie ciekawi. Kobieto, i Ty ufałaś jakiemuś empikowi, czy innnym … w jakieś zestawienie sprzedaży ? ;/
    Już lepiej załóż stronę, jak Pan Cejrowski np, i z zarobku zapłać za jakąś kampanię internetową, przynajmniej efekt bedzie widac albo nie 🙂

  20. Michał

    Jakby przeczytać wszystkie komentarze zawierające jakąś formę słowa „kluczowy”, to okaże się, że mają one wspólny mianownik… Twoim problemem jest to, że żyjesz, tworzysz, wydajesz w Polsce!!!

    Proponuję poszukać jakiegoś zagranicznego wydawcy – współpraca będzie zdecydowanie bardziej cywilizowana, a przy sprzyjających wiatrach może ktoś zainwestuje w tłumaczenie książki.

    Inną opcją jest uniezależnienie się od wydawców i pozyskanie finansowanie na wydanie książki we własnym zakresie np. przez serwisy crowd fundingowe.

    Prokuraturą bym sobie głowy nie zawracał. Ta instytucja działa jakby chciała, a nie mogła. Nawet jeśli sprawa skończy się w sądzie i wygrasz, to i tak nie otrzymasz żadnych pieniędzy. Każdy wydawca to Sp. z o.o. i w razie tarapatów zakończy działalność. Wywalczysz najwyżej jakąś maleńką cząstkę z kapitału zakładowego (5000 zł), a wydawca zaraz otworzy nową firmą pod taką samą nazwą i będzie działał dalej…

  21. dariuszdawidowski

    Ktoś, kto nie jest twórcą i nie zderzył się z rzeczywistością wydawniczą, czy trybem działania instytucji – nie zrozumie tego tekstu. Komentarze „nieznamsiealewydajemisietowypowiemsie” też są naszą rzeczywistością… cóż…Trzymam kciuki za sprawę i czekam na dalszy ciąg.

  22. Pingback: Gdzie wydać książkę? - Fabryka dygresji
  23. Illiteracki analfabeta

    Sylwuś nie poddawaj się kochana. Zamordyzm trzeba stosować. Nie znam się na tym całkowicie. Ale ktoś kto te książki drukuje wie ile ich wydrukował i ile i komu je sprzedał więc może od początku trzeba po nitce do kłębka. Nie może ktoś mówić Ci ile czegoś od czego zależy twoja wypłata było sprzedane.

  24. Krn

    A może udałoby się w jakiś sposób dotrzeć do osób, które kupiły Pani książkę w tym okresie w tej sieci, i maja nadal paragon lub rachunek na e-mail? Gdyby znalazło się więcej, niż twierdził Pani wydawca, czyli chociaż te 45 osób, byc może byłby to przydatny dowód w sprawie? Tak tylko luźno się zastanawiam, specem nie jestem

    • Witold W. Medykowski

      Tak naprawde to niekonieczne Empik jest winie. sprawa lezy w tym kto wydaje i drukuje i ile. Czy jesst nad tym kontrola czy nie. Empik moze zataic, ale sprzedaje tyle ile mu dostarczy magazyn czy wydawnictwo. Jesli drukuja wiecej to oszukuja przede wszystkim US.
      Autorzy zarabiaja grosze. Nawet w selfpublishingu trudno zarobic, chyba ze sie mam naprawde male koszty i duzo sprzedaja. Michal Szafranski raczej nalezy do wyjatkow, tak jak i Remigiusz Mroz. wiekszosc autorow przebija sie z trudem i sprzedaje malo. Chyba ze maja naprawde dobra reklame, recenzje i dystrybucje.
      Ksiazki naukowe to juz katastrofa, chyba ze chodzi o jakas sensacje czy skandal. Mam wrazenie, ze wiekszosc pisze i wydaje dla potomnosci, a sam fakt wydania ksiazki juz jesst sukcesem. A moze sie myle…?

  25. Wstyd Empik! Wstyd

    Jestem zdruzgotana tym raportem. Gdybym wiedziała jak empik ludzi traktuje to dawno zaprzestałabym kupowania tam czegokolwiek. Śpieszę naprawić ten problem i bojkot zaczynam antychmiast. Jak wyda Pani książki na własną rękę to proszę się podzielić linkiem. Kupimy bezpośrednio. Kryminał, szajka i zwykłe przestępstwo. Mam nadzieję, że sąd zasądzi oddanie wszelkich kosztów plus dodatkową kwotę za stres, uszczerbek na zdrowiu, zatajanie informacji. Kazędmu należy się zapłata za jego prace. Wstyd k… Empik! Wstyd!

    • Whatever

      C’mon. Przecież to wydawnictwo stoi za wypłaceniem pieniędzy autorom. A z tego co jest napisane – tworzy przekręty finansowe i fałszywe firmy. Śmieszne, komentować coś, bojkotować, nie znając podstaw rynku.

      • Anonim

        Whatever. Uważaj, bo to już są pomówienia. Masz dowody? Kubryńska wyżygała bombla, a reszta się podnieciła jak na norweskim horrorze

      • Whatever

        Nie znam wydawnictwa. Piszę to, o czym wspominała sama autorka. Dziwne troszkę – pisać o tym, że samemu widzi się nieprawidłowości w wydawnictwie, ale jednak bojkotować empik. Ja wiem, silna marka to i wybić się na niej łatwiej.

  26. kamil

    z punktu widzenia osoby która pracuje w książkach.
    1.empik kupuje prawdopodobnie przez dystrybutora. czesc wydawnictw ma podpisane umowy na wypacznosc, wiec nie idz do empiku tylko do dystrybutorow.
    2. dystrybutor kupuje ksiazki z polrocznym terminem platnosci.
    a jest jeszcze cos takiego jak prawo zwrotu. czyli bierzemy 1000 ksiazek, ale 3000 mozemy oddac w ciagu roku.

    więc jak widzisz ocenienie tego ile ksiazek sie sprzedalo moze byc trudne, aczkolwiek w skali 4 lat i jednego nakładu powinno być banalne…

  27. MarcinZ

    O widzę, że niewygodne komentarze, które podważają Pani światopogląd nie są publikowane. Gratuluję poziomu i życzę dalszego klepania się po pleckach.

  28. Radek

    Mozna zalozyc wlasne wydawnictwo. Ja tak zrobilem – wtedy ma sie pelny wglad. Empiku nie polecam. Pozdrawiam! Enset.pl

  29. Whatever

    Pani Sylwio. Pierwsze co to sprawę powinna Pani rozwiązać z wydawnictwem. To ono przekazuje Pani książki do sieci sprzedaży i to ono dostaje informację zwrotną o tym, ile czego się sprzedało. Empik nie ma tu nic do rzeczy. Nie wiem skąd informacja o 44 sprzedanych książkach, skoro u mnie minimum jedna Pani książka schodzi każdego dnia, a „Furia mać” swego czasu była bestsellerem. Proszę wyjaśniać sprawy z wydawnictwem. Bo jak sama Pani twierdzi – to ono kręci chociażby w kwestii finansowej.

    Drodzy komentując, proszę przestać szkalować salony – pracuję w jednym z nich i staramy się jak możemy, żeby wszystko było wyeksponowane. Wertujemy tony książek, żeby jak najlepiej doradzić klientom i przyznam, że jak chodzę po księgarniach to nigdzie nie spotkałam takiej obsługi. Nawet gdy sama pracowałam w księgarniach prywatnych znajomość rynku zarówno pracowników jak i szefów była zerowa.

    Bądźmy życzliwi. Jadem się nie najemy, a zniszczyć Państwa chyba też nie chcemy.

  30. zdegustowany

    Powinna Pani raczej zaatakować to drugie wydawnictwo, na przykład pytaniem, czy mają umowę z autorką na wydawanie tej książki. Odpowiedź byłaby interesująca. Ale może prawnik to ogarnie.

  31. Darek

    Przeraziłaś mnie, Sylwio. Twój artykuł jest bardzo cenny.
    I powiem Ci coś. Teraz, Furia mać!, może być już tylko lepiej. 🙂
    Powodzenia i pozdrawiam!

  32. Bolek

    Poszuka Pani ludzi, którzy kupili te książki w Ępiku w tamtym okresie i niech wyjedzie, że było tego więcej niż 44. I z tym do sądu.

  33. zuza

    Cytat ze Świetlików – szacun. Ja tez jestem w nastroju nieprzysiadalnym, ale jeśli uda Ci się sprawić, że to sąd zarządzi audyt, za który nie będziesz musiała zapłacić, daj znać, to byłby precedens, o którym marzy mnóstwo pisarzy. Videografy i inny ciule nie płaca ludziom kasy. Z resztą nie tylko oni.

  34. Kasia Godefroy

    Trzymam kciuki. Matko, jak o wszystko trzeba walczyć, ile nerwów stracić aby wyjść na swoje. Powodzenia Pani Sylwio. I dużo zdrowia.

  35. nienack

    Moment, moment. To PO CO istnieją organizacje zarządzania zbiorowego typu ZAiKS, itp (w Polsce jest ich z dwanaście, albo więcej)? Dzielnie ścigają fryzjerów za odtwarzanie radia, harcerzy za piosenki przy ognisku, artystów ulicznych za recytacje na rynku – to i tu się zapewne mogą wykazać 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s