Chłopiec, który nie może być chłopcem

On się niczego nie boi, za nikim nie tęskni, nie ma żadnych skrupułów. Wykarmiony krwawym mięsem i stopami żelaza, wychowany na pięcioletnim Małym Powstańcu, młody twardziel idzie w bój na gołe klaty i nie pozostawia jeńców

Wszyscy chcą mieć chłopca. Jeszcze go nie ma na świecie, jeszcze żaden ultrasonograf nie może stwierdzić jego atrybutów, a już pojawia się w marzeniach, w życzeniach, w planach, w błękitnym kolorze śpioszków, w aplikacji naszytej na czapeczce, we wzorku tapety, w pierwszej, zadrukowanej samochodzikami grzechotce. Jakby kreska na teście ciążowym miała płeć, byłaby chłopcem. Córeczko, tak bardzo chciałabym, żebyś była chłopcem, śpiewała kiedyś Kayah i miała sporo racji. Większość ludzi od pokoleń w reprodukcji ludzkości dopatruje się jedengo, jedynego sensu. Chłopca.

Tymczasem, proszę bardzo, rodzi się chłopiec. I ani przez moment tym chłopcem być nie może. Dlaczego? Bo od razu musi być mężczyzną.

To się zaczyna już od pierwszych chwil istnienia, od pierwszego oddechu, od pierwszego krzyku. Pierwszym jego zadaniem, jakże trudnym, jest porządnie ważyć. Jak na faceta przystało. Kawał chłopa, tak się by chciało o tym upragnionym „chłopcu” powiedzieć. Celowo piszę w cudzysłowie, bo chłopiec urodzony z miejsca chłopcem przestaje być. No więc waga. Coś, na co rzecz jasna dziecko nie ma wpływu, a już jest jakimś oczekiwaniem. Drugie, potężne zadanie naszego młodego mężczyzny – i tak samo oddalone od zakresu jego sprawczości: to skala APGAR. Mój Boże, jak wysoko musi się ten kawał chłopa uplasować! A spróbowałby nie. Od razu sąsiadki, od razu koleżanka z łóżka obok, od razu ciotka Teresa. Od razu porównywanie, a ile miał Kubuś, a ile Zosia. No i nie mówcie ojcu! Ojciec młodego, jednodniowego mężczyzny będzie niezadowolony. I słusznie. Spodziewał się w końcu prawdziwego samca alfa, a nie jakiejś baby. Prawda?

No więc mamy już pierwszy, jakże karkołomny level za sobą, a to dopiero początek. Kolejne są jeszcze gorsze. I porównywalnie niemożliwe. A jednak. Chłopiec rośnie i dowiaduje się, że jak się na swoich miękkich jeszcze, bo niemowlęcych nogach wywróci, a po upadku odczuwa rozrywający ból w kolanie, to, kto by się spodziewał innej odpowiedzi, to NIE WOLNO MU PŁAKAĆ. Chłopaki nie płaczą. Chłopaki zaciskają zęby i są Bruce’ami Willisami. W Szklanej Pułapce wymagań.

Bądź mężczyzną. Oto jest zadanie. Masz dwa lata, nie miej lęku. Masz pięć lat, nie czuj smutku. Jesteś facetem, czy nie, do cholery?!

Ostatnio słyszałam pewną opinię, która należała do dorosłej kobiety, matki dwóch synów, przedstawiającej się jako wykształcona i niezależna, że FACECI NIE MAJĄ EMOCJI. Emocje mają tylko kobiety. Zatem jej dwóch synów należy do gatunku cyborgów, których mózgi stanowią tranzystory, ścieżki krzemowe, kabelki i druty. Żadnych tam emocji nie ma, żadnego żalu, smutku, żadnych łez. Oni się niczego nie boją, za nikim nie tęsknią, nie mają żadnych skrupułów. Wykarmieni krwawym mięsem i stopami żelaza, wychowani na pięcioletnim Małym Powstańcu, młodzi twardziele idą w bój na gołe klaty i nie pozostawiają jeńców.

Nikt od nich się nie spodziewa żadnych uczuć, bo przecież uczucia zostały już dawno, oj jak dawno, wyrzezane do szczętu, a tych uczuć brak jest jakimś dziwnym powodem do dumy. Tylko tak się nieszczęśliwie składa, że to jednak nie są żadne maszyny, to nie są cyborgi, ale istoty ludzkie. A człowiek, niezależnie od tego, czego się od niego wymaga, wciąż, ku rozpaczy ciotki Teresy i sztywnego od wieloletniego odgrywania roli prawdziwego faceta, ojca – swojego człowieczeństwa się nie pozbędzie. Jego mózg nie stanowią tranzystory, w jego mózgu wciąż pojawiają się emocje, upychane przez lata, ukrywane po kątach umysłu, w końcu wykipią. Takie są zasady fizyki, że tak po męsku się wyrażę. Wykipią. Ze smutku i strachu zamienione w gniew, dobiją do statystyk o przemocy domowej. Wpasują się w efekty bójek kibiców. Wyprowadzą na ulicę w marszach wystraszonych nieistniejącym uchodźcą, członków ONR. Rozbiją szybę baru z kebabem. Poprowadzą kopniak wycelowany w karoserię przypadkowego samochodu. Włożą do ręki karabin i zastrzelą dzieci na obozie w Norwegii. Wreszcie: wywołają wojnę.

Mężczyźni nie mają emocji, mówi z dumą mama dwóch chłopców i nawet im trochę zazdrości. Ja im nie zazdroszczę. Jestem kobietą. Ja mam przynajmniej feminizm, cały wielki ruch kobiet, które stoją po mojej stronie. A kto ich obroni? Kto ich przytuli, gdy zaleją się łzami na boisku? Kto pozwoli być sobą? Dziesięciolatkiem, który po prostu ma dopiero dziesięć lat? I musi udawać, że ma dwadzieścia?

Mam szczęście, że jestem kobietą. Nie muszę wstydzić się uczuć. Chłopcy są z ich powodu zawstydzani, wyśmiewani, obrażani. Mnie można nazwać babą, bo nią jestem. Dla nich to słowo jest klęską. Oni wciąż muszą kogoś przekonywać, że babami nie są. Tylko kogo przekonywać? Mamę? Tatę? Ciotkę Teresę? Nie. Cały świat.

Idą więc w ten świat, przerażeni, mali powstańcy. Chłopcy, którym nigdy nie pozwolono być chłopcami. Dzieci, którym nigdy nie pozwolono być dziećmi. Może właśnie dlatego na zawsze nimi pozostaną?


opublikowano w Magazyn Be, nr 8/ Be BOY? http://www.bemagazyn.pl/#home

 

One comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s