Pies czyli mysz, a więc twórcza niemoc

To bardzo rasowy pies. Podobno na zewnątrz nie wychodzi, trudno się dziwić, na Kaszubach wieje, potem szukaj czterech tysięcy w polu. Zresztą bym się bała, że koty go rozszarpią, albo co gorsza: nietoperze

Najpierw wstaję o szóstej dwadzieścia i niosę w sobie obietnicę, że od rana będę pisać Dzieło Mojego Życia i wyjdę z tego impasu, z tego, że jestem ciągle w dupie z terminem. Z tą myślą brnę przez śniadanie, drugie śniadanie, herbatę i kawę, kąpiel, mycie głowy, suszenie głowy i dwa rozdziały nowego ebooka. Potem nagle okazuję się, że śpię, więc bardzo mi przykro, ale nie piszę. Gdy się budzę, jest jedenasta, więc się zrywam, ogarniam jakiś dres, znów robię kawę i bawię się z kotem. Potem oboje wychodzimy na zewnątrz, bo od kiedy spadł śnieg, mój kot nie ma zaufania do klimatu i gdy chcę go wypuścić samego, patrzy na mnie wzrokiem: „pojebało cię?”.

Kiedy znów jestem przy biurku, okazuje się, że nie napaliłam w kominku, a nawet nie podrzuciłam nic. Wtedy przenoszę się z laptopem do kuchni, tam trochę cieplej, więc znów szykuję jedzenie, tym razem coś słodkiego. Potem otwieram laptop, chciałoby się powiedzieć: pracuję, ale zaraz, zaraz, muszę przecież sprawdzić, czy ktoś nie napisał, może coś na fejsbuczku się dzieje, może jest koniec świata, może leci meteoryt, może PiS się rozwiązał, może Ewa Kopacz ich przekonała, żeby oddali władzę, może na świecie zapanowały pokój i szczęście? Ale nie, kto by pomyślał, świat się kręci dalej wokół Słońca, a ludzkość dalej zapierdala po równi pochyłej, pikuje bez skrzydeł prosto w otchłań.

A więc piszemy. Piszemy, ale jak tu pisać, kiedy ma przyjechać kurier, kurier swoją drogą jedzie do mnie od czwartku, a ja od czwartku na niego czekam, a kiedy człowiek czeka, nie może się skupić, bo tyle myśli w głowie, na przykład, czy do tego nowego laptopa, co go zamówiłam, powinnam kupić etui z pianki, czy z filcu, bo z pianki tańsze i chińskie, a z filcu drogie, ładne i własnoręcznie robione, w dodatku w Polsce, bądźmy Polakami. Druga rzecz, co warto nadmienić, znów kupiłam laptopa z outletu, to już tradycja. Poprzedni, z wystawy, bez klawisza F10, służył mi, proszę sobie wyobrazić, przez ostatnie siedem lat. I chociaż zdobywał coraz więcej rys i ułamań aż do gołych kabli, bardzo sobie przypadliśmy do gustu. Ewka mówi, że ja przygarniam laptopy jak psy ze schroniska. W kwestii psa, mój ojciec ostatnio zapragnął psa rasowego z hodowli niejakich papilonów i to był, moi państwo, pies za cztery tysiące złote. Prawie jak macbook. Polecił mi go obejrzeć, taki i taki adres, taka i taka godzina, pojechałam. Zobaczyłam. I policzyłam, że na jeden centymetr kwadratowy psa (?) przypada jakieś dwieście złotych. To są, moi drodzy, koszty równe kosztowi mieszkania w przyzwoitym miejscu w środkowej Europie. Nie wiem, jak wy, ale ja bym się wahała. Pies wielkości osełki masła może wywoływać wątpliwości co do słuszności nazywania go psem. Znów myślę, że ludzkość pikuje w przepaść, wygenerować coś tak cherlawego za takie pieniądze, to jest qui pro quo wieczności. W czasach bojówek o niemodyfikowaną roślinność, której podobno dzieje się krzywda, wykwitają takie frankensztajny genetyki? I po co? Przecież tego nawet jeść się nie da.

Pytam więc z naiwnością dziecka, po co taki pies i słyszę, że dla towarzystwa. Jest to zaiste luksusowe towarzystwo, myślę patrząc z żalem na swojego zupełnie nieluksusowego kota, którego przytargałam do domu za darmochę spod Lewiatana. – I co, świerwo? – zagajam prowokacyjnie, ale on wcale tego nie bierze do siebie, rzuca mi spojrzenie tłumaczone w wolnym przekładzie jako: „Chyba ty”. Jakby nie patrzeć, jest kotem, a nie ma na świecie kota, który by nie patrzył na ciebie z góry i osobowością nie udowadniał, że jest chodzącym (a raczej: stąpającym) luksusem. W odróżnieniu od tamtej uszatej myszy, która się cała trzęsie. Podobno na zewnątrz nie wychodzi, trudno się dziwić, na Kaszubach wieje, potem szukaj czterech tysięcy w polu. Zresztą strasznie bym się bała, że koty go rozszarpią, albo co gorsza: nietoperze. 

Kiedy nie mogłam pisać, musiałam pisać. Pisałam po kryjomu, na Sesji Rady Miejskiej, na zebraniach, w gabinecie burmistrza. Pisałam na imprezach gminnych Piękna Wieś i Turniej Kół Gospodyń Wiejskich. W tramwaju i na wywiadówkach. Pisałam w trakcie zakupów i przez sen. Pisałam jak w transie, bez przerwy, zakazane wersety. Teraz, kiedy nic nie muszę robić, nic absolutnie oprócz pisania – pisać nie mogę. Gdybym tylko mogła wyrywać kartki z zeszytu i zwijać w kulki, robiłabym to. Ale mam właśnie nowego laptopa, przygarniętego z reklamacji, jak kota spod Lewiatana i oprócz klawisza F10, nie da mu się nic poważnego wyrwać.

Chciałabym pływać w ciepłym morzu, albo latać nad falami jak delfin…

Idę nakarmić kota.

chovatelska-stanice-papilon-anee-4

5 comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s