Jak zostać pisarzem i dlaczego to niemożliwe

Jedyne, co mi pozostaje, to obserwacja świata, w którym wokół PISARZA chodzi się na palcach, podczas gdy pisarka zapierdala na dwóch etatach i wyciera dzieciakom smarki

ho

Kadr z filmu Honorowy Obywatel

Wczoraj byłam w kinie na nominowanym do Oskara Honorowym Obywatelu, filmie o pisarzu, a raczej o jego wielkości i… małości. Nie będę pisać recenzji, bo nie umiem, ale powiem o uczuciu, które mi towarzyszyło, gdy opuściłam kino. Albo o tym, co mnie sparaliżowało dziś w wannie, gdy czytałam opowiadanie Kraków z serii Indyk beltsville Jerzego Pilcha. Albo jeszcze o tym, co mną kiedyś wstrząsnęło, gdy zetknęłam się z wynurzeniami niejakiego Fiodora Dostojewskiego. Albo choćby o tym, co mnie odrzuciło od prozy Charlesa Bukowskiego. Albo to, co mnie zdumiało, gdy oglądałam w Dużym Formacie zdjęcia polskich literatów w koszulkach z napisami: „uważaj, wszystko, co mówisz, może zostać użyte w książce”, i czytałam ich notki, w których buchało ego i wyznań, w jakich niezwykłych okolicznościach i przy ilu papierosach powstają ich utwory. Albo jeszcze to niezwykłe uczucie, które mnie przepełniło pewnej nocy o czwartej nad ranem, gdy pisząc w znoju jakąś opowieść, kilka godzin przed ogarnianiem dzieciaków i pójściem do roboty, odpaliłam Facebook i zobaczyłam tam zdjęcie znajomego poety, przedstawiające wypełnioną przytłaczającą stertą niedopałków popielniczkę, butelkę Whisky i zapisane zamaszystym pismem karty zeszytu w kratkę.

PISARZ. To właśnie określenie, słowo, stan świadomości, BYCIE, struktura postaci złożonej z zupełnie innego białka, z kosmicznego DNA, artystyczna osobowość, a przede wszystkim wyższość ponad innymi – wywołuje we mnie dziwne uczucie niedostatku, zazdrości, paraliżu strachu, że oto mogłabym niby też tak zapełnić niedopałkami popielniczkę, mogłabym patrzeć na innych z góry, mogłabym dokonać zbrodni i nie ponieść kary, mogłabym zaliczać mnóstwo młodych chłopców i nogą wypychać ich z łóżka, opisując potem szczegóły ich anatomii, mogłabym nosić ostrzegawcze koszulki i pić Whisky, ale ni cholery nie mogę z tej prostej przyczyny, że choćby nie wiem co, nigdy nie zostanę PISARZEM. Jakkolwiek bym się nie starała, muszę pracować, wychowywać dzieci, gotować obiady, sprawy seksualne, żeby nie stały się hitem w gimnazjum mojej córki, zachowywać w tajemnicy i w ogóle zachowywać się normalnie, bo w kwestii artystycznej, mogę być co najwyżej… pisarką. A sami widzicie, że określenie: pisarka nie ma się nijak do PISARZA, jest jakby jego zdrobnieniem, jakąś formą imitacji, przyziemnej aspiracji do wzniosłego ponad chmury stanu. Nie w głowie mi pouczanie innych, nie palę, nie lubię whisky, o czwartej w nocy najchętniej bym spała, a gdy muszę pracować, trafia mnie szlag. Nikogo nie zamierzam zamordować, co gorsza, brzydzę się przemocą, jestem zwykła jak Kętrzyn, prosta dziewczyna bez napisów na koszulce, NO LOGO.

Dlatego jedyne, co mi pozostaje, to obserwacja świata, w którym wokół PISARZA chodzi się na palcach, podczas gdy pisarka zapierdala na dwóch etatach i wyciera dzieciakom smarki. Świata, w którym męska forma wyprzedza treść, w kobiecym przypadku powstającą w zaciszu nocy, gdy wszyscy śpią i nikomu się nie przeszkadza. Świata, gdzie zawód PISARZ nie jest po prostu czynnością twórczą, ale niemalże bytem boskim, którego za żadne skarby świata nie doścignie żadna pisarka, bo ma po prostu za dużo na głowie.

Kiedyś mi kumpela opowiadała o swojej pracy. Jest dziennikarką, pracuje wśród facetów, bo jej działka jest „męska”. Wygląda to tak, że gdy przychodzi do pracy, koledzy stoją w grupce, palą papierosy i rozmawiają na temat własnej twórczości i o tym, jak to zajebiście spotkać się właśnie TU, a ona szuka odpowiedniej osoby do przeprowadzenia wywiadu, podchodzi do niej i wykonuje swoją pracę. Inna znajoma, matka trójki dzieci, właśnie wydała świetną książkę, chociaż wcale nie ma niani, a jej facet, wielki talent pisarski, poświęca swój czas na budowanie wizerunku ćmy barowej. Co zrobić, facet musi się zajmować sprawami wiekuistymi, w myśl poczynań Mateusza Kijowskiego, nie będzie zawracał sobie dupy dziećmi, ani alimentami, ma wyższe cele. Efekt, jak widać, jest porażający.

Wciąż pokutuje pejoratywne określenie „kobieca literatura”, tylko jakimś dziwnym trafem nagrody literackie i dziennikarskie ostatnio trafiają coraz częściej do kobiet. Trudno jednak zejść z piedestału (w filmie Honorowy Obywatel ten piedestał został pięknie obryzgany) i pogodzić się z faktem, że pisarz, to zawód jak każdy inny, polega na żmudnej pracy, niezliczonych poprawkach i doskonaleniu warsztatu, a nie ostentacyjnym wypalaniu fajek i nieskończonych dysputach o sensie prowadzącym do kompletnego bezsensu.

12 comments

  1. Alicja

    Ty już jesteś PISARKĄ (za jaką cenę to inna sprawa) – nie pisarzem. Większość kobiet na różnych ważnych i nieco innych stanowiskach nie potrafią o sobie myśleć jak o KOBIECIE – dlatego są: nauczyciele, lekarze, doktorzy, posłowie, sprzedawcy, handlowcy itd. itd – choć w tych zawodach (oprócz posłowania) większość to kobiety i funkcjonują od dawna formy żeńskie. Panie, które np. udzielają wywiadów mówią o sobie – prawie zawsze – jakby były mężczyznami – jestem nauczycielem nie nauczycielką, jestem lekarzem, a nie lekarką itd. Dlaczego to robią?

  2. Bratzacieszyciela

    Alejakto? To trafne spostrzeżenia, dosadne porównania, plastyczne metafory, zaskakujące puenty powstają w trudzie i znoju, między jednym obowiązkiem a drugim?, a nie tak mimochodem, spisane na serwetce podczas wiecznej balangi i nie śpisz pijana na pieniądzach???

  3. Avatar

    Nie rozumiem, o co i do kogo te żale. Czasami, jak czytam, to co, Pani pisze, to mam wrażenie, że większość tego, co Pani pisze, jest żalem i pretensją, a Pani czuje się skrzywdzona przez wszystkich i wszystko. Upraszczam?

  4. Maria Timofjejewna Lebjadkin

    A ja Cie rozumiem. Jestem od Ciebie starsza i jeszcze bardziej wkurzona: na siebie, ze przez lata godzilam sie uprawiac moj ukochany zawod „w zaciszu nocy”, jak piszesz. Ale najbardziej wkurzaja mnie dziewczyny, ktore dobrowolnie wchodza w ten matrix. Jestem naukowcem i po 30 latach pracy moglabym zrobic calkiem dluga liste cholernie zdolnych studentek, dziewczyn, ktore skladaly swoje szanse na oltarzu uczuc i dreptaly wokól Misia, przez 20 lat hamletyzujacego nad doktoratem.

  5. Maria Timofjejewna Lebjadkin

    Wkurzenie, frustracja niezgoda na „obowiazujacy” stan rzeczy jest dobra, jesli jest poczatkiem czegos nowego. Wtedy przestaje to byc tylko pretensja. Czytam Cie chetnie i podoba mi sie, ze Twoja niezgode lagodzi poczucie humoru, talent do pokazywania jak absurdalny ten matrix jest. Dbaj o siebie i pisz!

  6. MichałB

    Napisałbym, ze trza polubić walenie Jacka Danielsa z gwinta, ale wpis na pełnym egzystencjalnym wqurwie, także nie będzie śmichów-chichów.

    Nie pamiętam, kiedy sięgnąłem po książkę polskiej autorki z czynną świadomością, że to ONA napisała, a nie ON. Tokarczuk, potem np. Bator – bardzo skrótowo. W ubiegłym roku dołączyła Pani oraz m.in. Dziewit-Meller. Żadnych kompleksów i miłego dnia życzę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s