Rzucam fajki i robotę, czyli postanowienia na przyszły rok

W przyszłym roku postanawiam się opieprzać. Opieprzać się do cna, do szpiku kości, tak żeby żadna z komórek mojego ciała nie poczuła ani przez moment, że jest w kieracie

296117_522737637789771_399713673_n

Ludzie uwielbiają podsumowania, zwłaszcza pod koniec roku, jakby się zwołali, że w tym akurat czasie coś się zmienia, następuje jakiś przełom i łubudu: huczna analiza. Właściwie nie bardzo się cokolwiek zmienia, ale podsumować zawsze można, przyjrzeć się sobie i czasom z dystansu, coś postanowić – czemu nie? Może faktycznie uda się rzucić fajki, może schudnąć pięć kilo, a może lepiej zarabiać? Ciężko stwierdzić, komu się to udaje, bo u każdego kolejnego schyłku roku mamy dokładnie tę samą liczbę tak samo zaangażowanych w postanowienia chętnych.

Całkiem bezpiecznie jest postanowić o rzeczach wysoce prawdopodobnych do spełnienia. Ja na przykład, znany powszechnie wróg papierosów, wróg zajadły i nieprzejednany, do tego stopnia zacięty, że podczas pobytu w sanatorium spektakularnie wyprowadziłam się od lokatorki palaczki, kaszlących palaczy gromiłam pogardliwym wzrokiem, jadowicie sycząc, że jak ktoś kaszle i pali to jakby był kulawy i codziennie odrąbywał po kawałku nogę, jakby miał migreny i wiercił wiertarką w czaszce, różne takie okropności – no więc ja w kwestii postanowień noworocznych, mogę ewentualnie postanowić, że od pierwszego stycznia nie palę.

Pierdolę. Zero fajek. Przysięgam. I ręczę, że dotrzymam słowa. W życiu nie wezmę choćby macha. Już na samą myśl mnie trzęsie. Wzdryga. Wywołuje odruch wymiotny. Serio. Postanowione. Amen.

Albo, że nie pójdę do pracy do urzędu. Do dziś śni mi się, że pracuję w urzędzie i przysięgam, zawsze jestem w tym śnie wkurwiona do imentu, ze przecież, mój Boże, dlaczego jestem taka głupia i tam wróciłam?! Tyle mnie to nerwów kosztowało, tyle udawania, że coś potrafię, że umiem, że wiem! Że potrafię wpiąć coś do segregatora, że w szafie nie mam składu butów, kurtek i trupów pism! Że wiem, co znaczy jakiś formularz, że czytałam jakiś statut, regulamin, a nawet KPA! Że pamiętam o budżecie i sprawozdaniu międzysesyjnym, że wiem, kim jest ten człowiek, który przemawia, wiem nawet, o czym jest ta uchwała i jaki ma numer. Kurwa! To pytanie dziennikarzy, którzy spóźnieni kucają przy mnie na sesji rady miejskiej i szeptem pytają mnie, o czym są obrady? A ja właśnie od dwóch kwadransów  jestem liściem, jestem wiatrem, względnie – z bardziej aktywnych stanów – jestem na siódmym rozdziale książki, ktoś kogoś zdradza, z kimś się kłóci, lecą słoiki z porzeczkami i skąd mam do diabła wiedzieć, o czym tu mowa?

Nie ma mowy. W przyszłym roku nie idę do roboty. A już na pewno nie do urzędu. Macie to jak w banku.

Co by tu jeszcze postanowić? Postanawiam się opieprzać. Opieprzać się do cna, do szpiku kości, tak żeby żadna z komórek mojego ciała nie poczuła ani przez moment, że jest w kieracie. Zero kieratu! Zero mozołu! Lajcik. Dystansik. Nuda. Nieruchomy wzrok na drzewo. Czekanie na wyjście kreta z trawnika. Gapienie się w ogień. Głaskanie kota. Skrollowanie komórki.  Leżenie na asfalcie. Leżenie w trawie. W kocu.

Rowerek.

Las.

Nigdy nie opieprzałam się tyle, co w ciągu minionego roku. Cały 2016 był wypełniony porażającym  lenistwem. Czas przelatywał mi przez nieszczelność planu, dziury w postanowieniach i wątpliwości. W życiu nie miałam tylu wątpliwości. Każdy dzień zdawał mi się potężną zagadką, której rozwiązania nie sposób znaleźć w pośpiechu. Gramoliłam się więc niemożliwie, przewalając z kąta w kąt własne myśli, oglądając je leniwie, drapiąc z nich patynę anachronicznych kalek, przyzwyczajeń,  zasad, regułek, zależności, schematów. I co? I z całego życia jest dla mnie najbardziej owocny rok. Napisałam bardzo ważne dla mnie teksty, podjęłam najważniejsze decyzje. Dojrzałam. Wypiękniałam. Polubiłam siebie. Wymalowałam pokój. Napisałam książkę. Przepraszam, dwie.

Znalazłam miłość, przyjaźń, macierzyństwo, rodziców, sens życia i SIEBIE. O kocie nie wspomnę.

Dlatego w Nowym Roku opieprzajcie się jak ta lala. Powolutku, bez pośpiechu, z rozgniecionym na poduszce policzkiem, spróbujcie odpowiedzieć sobie na pytanie, po co chcecie wstawać. Z mocnym naciskiem na: CHCECIE. Życzę sensownych odpowiedzi.  Nie tylko w 2017 r. W całym życiu.

7 comments

  1. MichałB

    Ja z kumplem postanowiliśmy na Nowy Rok zacząć jarać. Plan zaczęliśmy wprowadzać w Główne Narodowe Święto im. Sylwestra, ale wczoraj, po przebudzeniu, stwierdziłem, że zarzucam. Łeb nie wytrzymał.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s