Miasto bez kobiet

Pamiętajcie dziewczyny. Nie kupujcie facetom sukienek z frędzlami. Nie będą nosić. Jak facetowi się nie podoba, to nie założy. Tacy są faceci

00070mWchodzę do sklepu odzieżowego w małym kaszubskim miasteczku. Wchodzę do butiku, rozglądam się, przy wieszakach jakaś młoda dziewczyna zachwyca się sukienką z frędzlami.

– Ja tak lubię te frędzle, tak mi się to podoba, tylko mojemu się nie podoba.

– A.

– Nie podoba mu się, mówi: nie mogę na to patrzeć! – wyjaśnia ekspedientce dziewczyna i dalej kwili. A może lepiej go przyprowadzi, może go przekona? Sprzedawczyni skwapliwie popiera pomysł, dziewczyna się zbiera do wyjścia, ale jakby z góry wiedziała, że to nic nie da, jeszcze wraca dotknąć kiecki.

– Tak mi się podoba, tak bym chciała…

– No ale co zrobić – melancholijnie wzdycha sprzedawczyni.

– No właśnie. Już mu nieraz mówiłam, ale on jest uparty.

– No mój też nie lubi tych frędzli. Też chciałam wziąć, ale nie mogę.

– Tacy są faceci.

Pamiętajcie dziewczyny. Tacy są faceci. Faceci nie lubią frędzli. Może same frędzle lubią – jak widać na poglądowym zdjęciu – ale sukienek z frędzlami już nie. Nie kupujcie  więc sukienek z frędzlami, nie będą nosić! Jak facetowi się nie podoba, to nie założy. Nie może nawet patrzeć! Mąż ekspedientki też nie może. Całe szczęście, że nie wzięła, bo przecież już chciała wziąć.

Czy co? Czy to może ona ma zakładać tę kieckę? Skądże! Bo jak ona by miała ją zakładać, to wszystko byłoby super, bo jej się podoba i to bardzo. Nie byłoby problemu. A przecież jest i to duży.

Zapamiętuję tę lekcję, w życiu mężczyźnie nie kupię kiecki z frędzlami. Dobrze jest czasem wyjść do ludzi, czegoś się nauczyć. Idę więc dalej po zakupy, tym razem na obiad, sklep z wędliną prosto ze wsi. Staję w kolejce, kolejka poważna, w kolejce same kobiety. Patrzę na asortyment i widzę kiełbasę kaszubską za piętnaście złotych. Cena wydaje mi się niska, zaczepiam więc klientkę i pytam, czy kiełbasa jest dobra.

– Dobra ta kaszubska?

– Mężowi smakuje!

W pierwszym momencie jestem oszołomiona, bo tyle informacji na raz po jednym pytaniu nikt się nie spodziewa! Człowiek pyta, czy kiełbasa dobra, a tu łup, że ona ma męża, łup! – że mąż lubi kiełbasę, łup! – siedzi z kiełbasą na kanapie i zajada ze smakiem. Łup! Łup! Łup! Zaraz, zaraz, ale ja nie pytałam o męża żadnego, nic mnie żaden mąż nie obchodzi, ja nawet nie chcę wiedzieć, nie chcę go widzieć z tą kiełbasą (i piwem?) na kanapie, nie chcę wizualizować sobie, czy ma brzuch, do którego tę kiełbasę wciska, czy mu smakuje, czy się oblizuje, czy nie ma gazów, czy żonę po następne pęta wysyła.

Ale już wiem, a czego się człowiek dowiedział, tego się już nie oddowie. Jest facet, jest kiełbasa, żony rzecz jasna, nie ma. Nie ma ani jej, ani żadnych innych kobiet, bo przecież gdyby były, to by czuły smak, to by nosiły, co lubią, to by oddychały własnym powietrzem. Jakby były, to by żyły swoim życiem, nie składały by się z dopasowań, przypodobań, usłużności i stania w kolejkach po mięso dla mężów. Jak by były, to by mogły kupić facetowi kiełbasę, ale na pytanie, czy dobra – odpowiedziałyby własną opinią. Bo przecież by wiedziały, czy dobra. Tamta nie wie.

Nie mówicie mi, że jest wegetarianką, bo nie jest! Nie jest, bo kupiła całą torbę mięsiwa, nie wierzę, że ten brzuchaty facet sam tak daje czadu.  Musiałby być wagonem mężów, a przecież ona mówi o jednym.

– Mężowi smakuje!

Mężowi smakuje i to jest proszę państwa ten ton, którym się człowiek powołuje na największe autorytety. I ona łup, z grubej rury tym mężem mi odpala. No pewnie, że dobra, mężowi smakuje! A skoro mężowi smakuje, to musi smakować i jej, choć ona tego nie wie, ona wiedzieć tego nie może, a nawet gdyby wiedziała, to nie będzie się tak tu ze sobą wyrywać, bo kogo interesuje, że ona coś tam, skoro jej nie ma…?

12 comments

  1. Anonim

    Podoba mi się twój styl, ale ….. Odpowiedziałabym ci tak samo, po prostu nie jem kiełbasy. Gdybym po nią stała to dla męża, o tym nie pomyślałaś? Nie , nie jestem vegeterian wole szyneczkę 🤓

  2. anonimka

    No tak, a od wczoraj na Pudelku (cytującym Panią), pani Beata Kozidrak mówi, jak to dzięki nowemu mężczyźnie jest uśmiechnięta, naładowana energią i jak chętnie ugotuje mu kolację. Bo dla samej siebie to już nie, sama jeść nie musi. Także kiełbasa, sukienka z frędzlami i uśmiech tylko dla mężczyzny. Dla samej siebie – nigdy.

  3. Tochybaomnie

    No coś w tym jest, niestety. Może przez to, że zostałyśmy wychowane w patriarchalnym systemie, może przez schematy, które nam przez lata wpajano. My kobiety jesteśmy zdolne do poświęceń, w końcu dajemy życie nie zważając na cierpienie porodu i dewastacje ciała po ciąży. Godzimy się na to, świadomie lub nie i na inne poświęcenia także.

    Dzięki za Twój tekst, dał mi do myślenia. Postanawiam się poprawić i więcej nie grzeszyć. Amen.

  4. roksa

    Fajny dający do myślenia tekst, chociaż moim zdaniem zdjęcie do artykułu jest zbyt wyraziste i za bardzo zostaje w głowie;)

  5. Masonka Kolaborantka

    Przeczytanie tego artykułu było dla mnie źródłem przewrotnej uciechy, z którą nawet kęs ulubionej (Partnera oczywiście, nie mojej!) kiełby równać by się nie mógł. Rozczuliła mnie wręcz perspektywa Autorki, chyba dlatego tak od mojej różna. Bo ja, w swoim cynizmie służącym mi nieraz za wykrywacz kłamstw, stwierdziłabym po prostu, że ta kiełbasa niedobra jest – a kobieta z premedytacją kupuje mężowi taką właśnie. Mało, że niedobra – okropna tak, że nawet skłamać z kamienną twarzą jakoś tak trudno. Cóż to musi być za mistyczny wyrób masarski, że na jego wspomnienie kłamstwo staje (kiełbasą) w gardle! Jak bardzo marną musiała być nieszczęsna kaszubska, że uruchomiła cały arsenał czarujących rzeczywistość stereotypów i heurystyk!
    Bo przecież każdy MĄDRY człowiek wie, że:
    – o tym na jakie ustępstwa idą inni, żeby zaoszczędzić pytać nie wypada;
    – sugestia, że Pani z pełną świadomością kupuje mężowi niedobrą kiełbasę jest niekulturalna;
    – przeciętnego faceta kubki smakowe otumanione są piwskiem, siwuchą i papierochami więc i zeżre co popadnie;
    – zapytany, czy smakuje każdy ceniący sobie spokój facet powie, że: „Pyszne, Kochanie!”;
    – a tak w ogóle to gust jest jak d*pa i nie należy wtykać nosa w cudzy;
    A człowiekowi głupiemu można zareklamować całkiem bezkarnie kiełbasę ch**ową nie tylko w kształcie i owy Naiwniak sam sobie jest winien jak nic nie rozumie i nic nie wie.
    Ja w tej sytuacji z radością kupiłabym kawałek tej kaszubskiej. W końcu jak często ma się okazję spróbować NAPRAWDĘ niedobrej kiełbasy…?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s