Śmierć Nabuchodonozora

nabuNabuchodonozor nie żyje. Rozjechał go anonimowy kierowca, który musiał zapierdalać po drodze wiejskiej, jumbowej, gdzie jest trzydzieści na godzinę – jakieś pieprzone 120. Ale żaden pieprzony patrol nie stoi na tej wiejskiej drodze, bo wszystkie pieprzone patrole stoją pod barem u Daniela i mają wyjebane na moje koty i dzieci idące do szkoły po wiejskiej drodze z jumb.

I to jest mój oficjalny wkurw, proszę państwa, moja oficjalna skarga na policję, która gdyby stanęła na pierwszej lepszej wiejskiej drodze w Polsce, to od maja odebrałaby na każdej jakieś 250 praw jazdy, bo tam wszyscy zapierdalają 120 na godzinę, mimo że jest 30. Ale czemu mają nie zapierdalać, skoro policja wpierdala hamburgery? Albo ewentualnie stoi na dwupasmówce, gdzie nie ma kotów ani dzieci?

Nabuchodonozor to był fajny kot. Nie żyje, chociaż w ogóle nigdy nie chorował, właził mi na plecy, kiedy spałam i tupał łapkami. Szkoda mi go strasznie, a moje dziecko płakało tak dużymi łzami, że uderzały głośno o parkiet. Panowie policjanci z mojej gminy, mam nadzieję, że w przerwie między układaniem pasjansa a drugim śniadaniem, któryś z was kiedyś wejdzie na mój blog i przypomni sobie, ile razy prosiłam was o patrol.

Smacz-kurwa-nego.

20 comments

  1. Pingback: Śmierć Nabuchodonozora | Mózgo-jazda
  2. Stalka

    Wydaje mi się, że oburzenie powinno iść w stronę pana, który zabił kota. Lubię pan blog. Ale pani złość jest skierowana w zła stronę. Od dziś zamiast policji, proszę tepic tych co prędkość maja za nic.
    Może moje doświadczenie z policja jest inne. Może oni byliby przy tym zdarzeniu gdyby w innym miejscu ktoś kogoś nie zabil. Brakuje mi w tym wywodzie jeszcze oskarżenia firm produkujacych auta, że wsadzili pod maskę tyle koni.

    Szkoda, że nie zaatakowala pani wariatow drogowych… naprawdę szkoda. I prosze dopisać firmy motoryzacyjne do policjantow leniuchow.

  3. Anonim

    Szkoda tego pieknego rudzielca! Ludzie, ktorzy nie szanuja zycia zwierzat, nie szanuja takze zycia ludzi.

  4. Halina Przybyl

    Nie jak najbardziej adresat wkurwa jest prawidlowy.Gdyby policja tam bywala wczesniej to kot by zył.Ma byc tam gdzie jest lamane prawo nie od dzis tak to o co Ci chodzi Stalka.Kubrynska ma tepic kierowcow jakies jaja sobie robisz kobieto nie dośc doskonała,

    • Stalka

      Pani Halino. To, że moje zdanie różni sie od pani można to wyrazić w mniej chamski sposób.
      Ja nie zmienię zdania. Winny jest kierowca. Smutne jest to, że w Polsce nie sa przestrzegane przepisy. W Niemczech są, dzięki temu nie ma az tylu rozjechanych kotów i co gorsza wypadkow z dziecmi.
      Jestem młodym kierowcą i to jak inni jeżdżą przyprawia mnie o strach o własne życie.

      • bookworm

        A ja sądzę, że autorka ma rację. Napisała wyraźnie (i póki co nie mam powodu wątpić w prawdziwość tej wypowiedzi), że wielokrotnie zgłaszała problem szybko jeżdżących kierowców na policję i efekt był żaden. Najwidoczniej kot to za mało. Musi zginąć dziecko. Wówczas postawią fotoradar, a rzecznik policji zakomunikuje, że to była taka spokojna okolica, nie było żadnych zgłoszeń, wydarzył się wypadek i nie nalezy szukać winnych ale trzeba skupić się na rozwiązaniu problemu i w końcu może wyślą tam ten pie.ony patrol.

  5. dagmara

    Niecałe dwa miesiące temu jakiś skurwiel potrącił mi moją najukochańszą suczkę Gaję na przejściu dla pieszych. Jechał 80-90 km/h, tam gdzie wolno 50. Mój partner z nią był, czekał parę metrów przed przejściem, by złapać ją na smycz i spokojnie z nią przejść. Był widoczny z jezdni. Stał bardzo blisko parku, gdzie dzieci się bawią, w piłkę grają. Niestety Gaja coś zobaczyła po drugiej stronie i zaczęła biec. Ten skurwiel ją widział, a i tak z całym impetem ją potrącił. Walczyliśmy o nią parę godzin, ale nie przeżyła. Ból straszny. Nie chciałabym mieć nigdy dzieci, a cały instynkt macierzyński przelałam na nią. Była dla mnie wszystkim i wolałabym to ja zginąć, zamiast niej. Ale co z tego? Dla policji i prawa, to opiekun psa jest winny. Skurwielowi musieliśmy zapłacić za zderzak. Kontaktowaliśmy się ze znajomymi policjantami (po tej sprawie uważam, że nawet wśród znajomych, w policji są sami idioci), adwokatem. Wszyscy uważają, że w sądzie sprawę przegramy. Nie ma po co walczyć. Od tej chwili przed snem codziennie się modlę, by ten skurwiel uderzył w jakiś słup jak najszybciej. Bo kwestią czasu jest, jak zabije kolejną istotę.

    • Fred

      Dość lekko Pani rzuca epitety pod adresem drugiej osoby.
      Nikt nie chciał się podjąć sprawy bo po prostu nie miał odwagi Ci to powiedzieć, ale po prostu nie masz racji i to rzeczywiście pies i opiekun psa jest winny.
      Oceniasz prędkość na oko, obrażasz drugiego człowieka, zdejmujesz odpowiedzialność z siebie po prostu…
      To po prostu nazywa się hejt…

      • dagmara

        Gdyby w identycznych warunkach dziecko zostało potrącone, to ten skurwiel (inaczej nie potrafię nazwać osoby, która zabija psa na przejściu dla pieszych i jeszcze domaga się nowego zderzaka) zostałby skazany na parę lat odsiadki, a przynajmniej dostałby wyrok w zawieszeniu. Jeżeli nie potrafi spojrzeć na pobocze, gdzie jest otwarta przestrzeń i nie ma krzaków, i nie potrafi dostosować prędkości do warunków, przy okazji wysilić trochę wyobraźni, to wolę by zginął, uderzając o jakiś słup, niż zabił kolejną niewinną istotę. Przecież wszędzie może „coś” wyskoczyć, od dziecka, kota, psa, starszej osoby, która nagle zasłabnie. Trzeba się zastanowić, a nie czuć się jak bóg na swoim rydwanie. Poza tym radzę czytać ze zrozumieniem, bo napisałam, że to mój partner był na spacerze, a nie ja. I tak, go również obwiniam, jednak zawsze wkurwiali mnie pierdolnięci królowie szosy. Jednak wcześniej tylko wkurwiali, a teraz życzę im, by sami dokonali selekcji naturalnej i oczyścili nasz świat od swoich marnych żywotów. A jeżeli chodzi o komentarz o wiosce, rodzinie i o ledwo co potrąconym psie, to facet jest sam sobie winny, ponieważ nie zachował odpowiedniej odległości. I koniec. Zero dyskusji. Również mam prawko od paru dobrych lat i nigdy nie miałam żadnej kolizji, wiele razy zdarzało się, że pies, lis czy kot przebiegł mi drogę lub chciał wyskoczyć pod koła. Na szczęście potrafię jeździć adekwatnie do warunków jazdy i wiem kiedy należy wcisnąć hamulec. Niestety niektórym idiotom tej wiedzy brakuje.

  6. Ania

    Witam Panią, bardzo ciężko pogodzić się z brakiem czworonoga jeżeli był traktowany jak członek rodziny co można zauważyć że u Pani tak było. Też ostatnio przeżyłam rozstanie z moim psem na szczęście nie przez samochód ale pustka jest ogromna nie będę wspominać o bólu mojej córki. Skończyło się tym że po tygodniu poszukiwań mamy nową Lunę – bo imię musiało zostać nawet to samo. Jednak najbardziej chciałabym podzielić się problemem prędkości w naszych miejscowościach. Tak się składa że mieszkam również w tej samej gminie co Pani. Miejscowość piękna z cudownym pałacem który niestety trafił w ręce prywatne i tak sobie niszczeje. W mojej miejscowości na głównej ulicy nazwanej Pałacowa prędkość to 40 km/h. Nie zwracałam na to za bardzo uwagi bo ja szybko nie jeżdżę. Jednak od września zaprowadzam córkę na autobus do szkoły. To co się dzieje to aż strach myśleć. Kierowcy zapierdalają na tyle na ile fury im pozwalają a że ludzie się bogacą to fury mogą coraz więcej. Najbardziej żałosne jest to że są to rodzice którzy w większości jadą że swoimi dziećmi. Mój mąż pewnego ranka nie wytrzymał i zatrzymał panią z terenówki po czym pyta jej czy wie jaka tu jest prędkość dozwolona, zaczął jej uzmysłowić że tu przystanki że dzieci do szkoły że piesi itd. Na to pani wielce oburzona że przecież ona UWAŻA a najbardziej żałosne było to że ona jechała z dzieckiem w aucie. Powiedziała że więcej tak szybko nie będzie jeździć. Oczywiście widziałam ją następnego dnia i znów frunęła -widocznie zapomniała! Na jakimś zebraniu wiejskim wspomniane było o tych prędkościach i mieszkańcy zgromadzeni na zebraniu byli mocno zaniepokojeni tymi prędkościami, zasugerowałam że można zadzwonić na policję niech przyjadą parę razy jeden dostanie mandat innemu zabiorą prawko i może to podziała. Zostałam zaatakowana że jak to policję? Przecież to będzie tak jakby jeden życzył źle drugiemu. Brak mi słów na to bo ciekawe co będzie jak sąsiad sąsiadowi potrąci a co najgorsze zabije dziecko. Wtedy będzie telewizja i komentarze sąsiadów że tu zawsze się zapierdalało ale nikt z tym nic nie zrobił. Problem w Polsce jest taki że u nas lepiej leczyc i płakać nad rozlanym mlekiem niż zapobiegać. Przeraża mnie jeszcze bardziej prośby mieszkańców o budowę nowej Pałacowej bez dziur i równą. Pytam się tylko po co? No tak zapomniałam żeby jeszcze szybciej jechać. Piszę to wszystko tu u Pani z dwóch powodów 1: że nie tylko u Pani tak jeżdżą, 2: że może przeczyta to ktoś kto ma tę moc żeby to zmienić. Życzę wszystkim kulturalnych sąsiadów rozsądnych kierowców. Bo jak później sąsiadowi spojrzeć w oczy?pozdrawiam

  7. Fred

    Kilka lat poruszam się samochodem po świecie…. no wiele różnych sytuacji się wydarzyło, o mały włos, kilka kolizji, ale wszystkich nie opiszę, bo nie ma sensu, dwa przyklady:
    – wioska w górach, siąpi deszcz, pochmurno, spokojna kolumna samochodów, ok. 50-60 km na godzinę, prawie pod koła wyskakuje mi pies… siwy dym, pisk hamulców, pies uszedł z życiem, ale za mną też siwy dym, pisk opon, do dzisiaj pamiętam twarz kierowcy, też z żoną jechał, też dwójka dzieci na pokładzie, o mały włos nie dostałe od niego w mordę, dla życia psa zaryzykowałem zdrowie swojej rodziny i zdrowie rodziny za mną, nic się nie stało, ale dość dużo szczęścia miałem, z perspektywy czasu nie wiem czy słusznie zrobiłem, inaczej, wiem, że popełniłem bład,
    – od taka droga asfaltowa, między łanami rzepaku, dojeżdzam do wioski, przede mną samochód, podobnie jak ja, ok. 80 dych, bo tyle ja miałem, to sądzę, że ten z przodu też, co dalej, na moich oczach, widzę jak sarna przemierza rzepak i wiem, że wyskoczy przed mego poprzednika, że będzie bum.. nie wiem co zrobić, migam, ale bez szans, sarna przed samochód wpada (nie mój), prawie, prawie się udało, ale jednak trafił w zad sarny, paru centymetrów zabrakło, wszystko poza terenem zabudowanym.
    A po jumbo to nie tak łatwo jechać 120 km na godzinę.
    A też na wyborczej parę tygodni temu był artykuł, że po prostu na obwodnicy łapią, bo tam najwięcej kolizji i wypadków, nasza ocena tu bardzo zawodzi.
    Niby w słusznej sprawie, ale istnieje scenariusz, że po prostu nie masz racji i te wyzwiska to hejt.

  8. Fred

    Dagmaro, odnośnie wioski..Napisałem o zaryzykowaniu życia swojej i jego rodziny. Gwałtowne hamowanie nawet gdyby nikt za mną nie jechał to może się dla mnie źle skończyć, wiesz poślizg, drzewa… a tu jeszcze z tyłu bym oberwał i grzeje mi kogo policja by uznała winnym stanu mego bagażnika.

  9. Fred

    I Dagmaro, ja jednak nie uniknąłem w życiu kolizji, więcej niż jedna, co prawda żadna z mojej winy, ale to nie jest kluczowe. Ja też popełniam błędy, wcale nie jest to prędkość, tylko miałem więcej szczęścia.
    I najpoważniejsza kolizja, bo samochód poszedł do kasacji – to nawet nie zdążyłem pomyśleć o hamulcu, a kierowca z którym miałem dosłownie „przyjemność” zderzyć zero wątów, przepraszał, przepraszał…. po prostu pod słońce nie widział i klops…
    I tych … razy, zawsze jacyś tacy normalni… żadni skurwiele, czy też skurwielice…

  10. dagmara

    Fred, ja nie mówię o przypadkach, które zawsze mogą się zdarzyć, w sumie każdemu. Chodzi mi raczej o pewien typ, który czerpie nie wiem czy satysfakcje (może czasami), ale nic sobie nie robi z potrącenia jakieś istoty czy spowodowania kolizji. Mój znajomy zginął. Wyjeżdżał z podporządkowanej, gdzie była bardzo słaba widoczność, noc, mgła, las i pola. Jakiś nastolatek dostał dopiero prawko i śmigał po prostej, ile pedał przyniesie. Uderzył w samochód znajomego, który nie miał szans go zobaczyć, bo tamten gnał ponad 140 km, gdzie było ograniczenie do 80 km. Zginął na miejscu. Małemu gnojowi nic się nie stało. Następnego dnia, po wyjściu z policji, gnój był bardzo uradowany, że mu jakoś się upiecze i do każdego cieszył tak zwanego „ryja”, co widziała siostra mojego znajomego. Nie wiem, ale jakbym to ja kogoś zabiła, psa, kota, człowieka…nawet nie ze swojej winy, to chyba nie umiałabym z tym żyć i na pewno nie cieszyłabym „ryja” następnego dnia. Nie ważne czyja jest wina, jakaś namiastka przyzwoitości powinna być w każdym człowieku, bo szanować życie i godność innych istot.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s