Nowy wspaniały świat

Zakładając, że zdobędziemy wehikuł poruszający się z prędkością światła, będziemy lecieć tam tysiąc czterysta lat. Mówicie, że nie dożyjemy spotkania z nową planetą? Bzdura, wręcz przeciwnie

Kepler-186f_Tierra_Earth_NASA2

Parę tygodni temu gruchnęła cudowna dla całej ludzkości wiadomość. Nie musimy już o nic się martwić. Niczego naprawiać, sprzątać. Nie musimy spłacać żadnych długów, ani rekonstruować tego, co zniszczyliśmy. Ale po kolei.

Wszyscy jesteśmy obecnie w sytuacji tragicznej. Mieszkamy na zaśmieconej planecie, żywimy się trującym jedzeniem, wytłukliśmy mnóstwo gatunków, dzięki czemu zaburzyliśmy naturalny porządek przyrody i wkrótce zabraknie nam wody. Każdy z nas jest zadłużony. Ja też. Wy też. Nie wierzycie? Zajrzyjcie do„Pulsu Biznesu”. Kupcie sobie jakąkolwiek gazetę, albo po prostu otwórzcie Facebook. Przeczytacie, że geje do gazu, że Putin, wojna, kryzys i koniec świata. Zaleją nas Chińczycy albo Arabowie. Dowiecie się, że Włosi pożyczyli kasę od Francuzów, ci od Amerykanów, a oni od Chińczyków i nie ma co szukać tych pieniędzy w Europie, bo cała kasa Europy jest w Grecji.

Czyli jej nie ma.

Świat miał niedawno 40 bilionów dolarów długu. To liczba o wartości: 1 000 000000000 = 1012. Dla porównania: miliard to 1 000 000000 = 109 (tysiąc milionów). Przeliczając na liczbę ludności – każdy z nas ma sześć tysięcy baksów w plecy. Aby zrozumieć dramatyzm sytuacji, która dotyczy konkretnego Kowalskiego, należy dorzucić jeszcze sunącego w górę szwajcarskiego franka. Ktoś może wykręcać się frazesem, że pieniądze to nie wszystko. Oczywiście, że nie wszystko. Dlatego w każdej gazecie możecie sobie przeczytać o zamachach, terrorze i Państwie Islamskim. O molestowaniu, gwałtach, zagładzie. O rzezi wielorybów na Wyspach Owczych i wyciętych lasach tropikalnych. O czym chcecie.

W każdej dziedzinie jest źle.

I lepiej nie będzie, bo każdy z nas jest dotknięty wirusem narcyzmu. Gwiżdżemy na niedolę bliźniego, gwiżdżemy na wieloryby i lasy tropikalne; jedyne co potrafimy, to oceniać innych i zbierać lajki. Ludzkość wkręciła się we własny kołowrotek i zjada swój ogon. Całą planetę zamieniliśmy w pieniądz, a ten zamienił nas w dłużników. Ziemia jest dla nas za mała, stała się pułapką, którą sami sobie urządziliśmy. Ale spoko. Nie musimy się tym przejmować. Przecież od paru tygodni wiemy, że jest gdzieś we Wszechświecie miejsce, dokąd możemy stąd uciec. I tu wracam do pierwszego akapitu. Do najwspanialszej wiadomości na tym padole. Do nowego wspaniałego świata.

Nazywa się on Kepler-452b. Naukowcy z NASA, którzy analizują dane z kosmicznego teleskopu Kepler, donieśli w lipcowy czwartek o odkryciu planety, która jest łudząco podobna do Ziemi. Obiega bardzo podobną do naszego Słońca gwiazdę w ciągu 385 dni. Z pewnością jest na niej woda, więc pewnie również jakaś fajna plaża i bardzo dużo lasów tropikalnych. Z pewnością nie ma tam Putina, kryzysu, ani Facebooka. Wszystko przed nami. Jedziemy!

A raczej lecimy. Zakładając, że zdobędziemy wehikuł poruszający się z prędkością światła, będziemy lecieć tam zaledwie tysiąc czterysta lat. Mówicie, że nie dożyjemy spotkania z naszą nową ojczyzną? Bzdura. Wręcz przeciwnie. Wystarczy przypomnieć sobie teorię względności Einsteina i już wiadomo, że czas jest wartością względną. Obiekt poruszający się z prędkością większą od prędkości światła cofa się w czasie! Dlatego, gdy wylądujemy na Keplerze, JESZCZE nas tam nie będzie. Urodzimy się w przyszłym tysiącleciu, w raju. W innej rzeczywistości, na nowej, dziewiczej, nietkniętej ręką człowieka planecie.

I tam będziemy mogli spokojnie od początku wszystko spierdolić.

—————————————————————————————-

Tekst opublikowany w Magazyn BE.

http://www.bemagazyn.pl/#home