Ewolucja człowieka, czyli jak stać się fejsbukowym kotem

Człowiek przestał być istotą rozumną. To piękny egoista, który absolutnie nic nie rozumie, co się wokół niego dzieje. Służalczo dopasowuje się do najgłupszego systemu, bezrefleksyjnie zbiera lajki. Ważne jest tylko „ja” i „moje”. Reszta jest głupia i zła

kot_fb

Jadę do pracy, po drodze ruch wahadłowy, wąska droga, pełno tirów i autobus. Nagle samochód mi gaśnie. I nie chce zapalić. Przepycham parę metrów do skrzyżowania, tam znów gaśnie. Koniec. Włączam awaryjne, ciągle próbuje odpalić, bez rezultatu. Za mną coraz dłuższa kolejka tirów. Nikomu nie przyjdzie do głowy mi pomóc. A ja siedzę w tym aucie skulona, dzwonię po pomoc, klnę pod nosem i czuję jak napływają mi łzy. Nawet zjechać na luzie tyłem nie mogę, nawet trójkąta postawić, bo tuż za mną stoją, stoją i trąbią jerychońsko, a taki tir to ma dwa miliony decybeli. I jego kierowca jest przekonany, że jak naciśnie mocniej ten klakson, to problem zniknie.

Przypomniała mi się inna scena. Parę tygodni temu ranny pies na jezdni sparaliżował ruch, nikt nie wyszedł z samochodu. Dwóch mężczyzn stało na chodniku i patrzyło na zwierzę. Ani oni, ani żaden z kierowców nie dostrzegł zależności między zakorkowaną ulicą, a cierpiącym psem. Nikt nie zrobił nic. Wszyscy trąbili.

W procesie ewolucji człowieka stało się coś zdumiewającego. Z jakiegoś powodu uległa zanikowi ważna sfera w mózgu. Powszechny narcyzm, ten laserowy egoizm przesłonił umiejętność logicznego myślenia. I choć ludzie są istotami stadnymi, stworzonymi do funkcjonowania w relacjach wzajemnych, wspólnego rozwiązywania problemów, wrażliwości na drugą osobę, współpracy i pomocy, coś się jednak zmutowało. Człowiek postanowił ewoluować w stronę fejsbukowego kota. Celowo używam określenia „fejsbukowy kot”, bo kot żywy jest istotą rozumną. Człowiek przestał być istotą rozumną. To piękny egoista, który absolutnie nic nie rozumie, co się wokół niego dzieje. Służalczo dopasowuje się do najgłupszego systemu, bezrefleksyjnie zbiera lajki i na oślep miota nienawistne oceny. Ważne jest tylko „ja” i „moje”. Reszta jest głupia i zła.

Kiedy zdawałam maturę, profesor od polskiego tak sadzał uczniów, by ci najsłabsi mieli dogodne miejsca do korzystania z pomocy naukowych. Maturzyści wzajemnie sobie pomagali. Najlepsi rozwiązywali zadania i puszczali je po klasie, żeby pomóc słabszym. Dziś określa się to naganną nieuczciwością. Dla mnie był to piękny przykład współpracy i zrozumienia. Nie wszyscy muszą być orłami z polskiego. Nie wszyscy są geniuszami z matematyki. Ale wszyscy sobie w ważnych momentach życia powinni pomagać. Pieprzyć system, ten durny egzamin, który ktoś kiedyś wymyślił i przez który po prostu trzeba jakoś przebrnąć, żeby pójść na wymarzone studia.

Maciek z matematyki zawsze był noga. Przed maturą umówił się z korepetytorem na douczanie. Korepetytorem był mózg matematyczny z trzeciego roku, Kuba. Kuba przyszedł, rozłożył notatki, zaczął tłumaczyć. Po trzech godzinach zrozumiał, że żadne tłumaczenie nie ma tu sensu. Że nawet jeśli spędzą razem miesiąc, nic nie wskórają. Maciek nie pojmie trygonometrii, a życie ułoży sobie tak, żeby nigdy z tej trygonometrii nie korzystać. Zanim skomentujecie, przyznajcie się. Kto z was czerpie z zasad funkcji cosinus? Czy nieznajomość relacji tangensa względem cotangensa (czy odwrotnie?) paraliżuje wasze życie? Ja pojęcia o tym nie mam i jakoś żyję. A więc da się. Trzeba tylko przeżyć ten egzamin, który stoi na drodze do realizacji życiowych planów.

Kuba odłożył notatki. Spojrzał na Maćka i powiedział rzeczowo:

– Zrobimy to po naszemu.

Plan był prosty. Maciek potajemnie robi komórką zdjęcie zadań, które natychmiast jest wysyłane na serwer do Kuby. Kuba rozwiązuje zadania i dyktuje Maćkowi przez bluetooth.

Maciek zdał swój egzamin dojrzałości. Nie wykazał się wprawdzie wiedzą matematyczną, wykazał się czymś ważniejszym – umiejętnością współpracy. Po maturze poszedł na historię, pomaga matce w antykwariacie. Do dziś nie ma pojęcia, co to jest cosinus. Za to przyjaźni się z Kubą.

13 comments

  1. Kasia

    Doskonale napisany post i piękna historia. Nie da się nie zauważyć powszechnie panującej znieczulicy… Wydaje mi się, że ludzie którzy mówią, że kiedyś było lepiej mają na myśli właśnie stosunki międzyludzkie – kiedyś nie było takiego wyścigu szczurów, takiej zazdrości, czekania aż komuś się noga powinie… Podobno za zmniejszenie siły odczuwania i mniejszą wrażliwość na problemy i krzywdę drugiego człowieka sporą winę ponoszą wiadomości – codzienne bombardowanie informacjami, o złych zdarzeniach: morderstwach, katowaniu zwierząt, zamachach. To staje się normalne i mózg zupełnie inaczej reaguje. „Wyłączone myślenie i odczuwanie” jest również skutkiem wielu innych kwestii – również tych związanych z naszą cywilizacją – stres, pośpiech, walka o „coraz więcej i lepiej” sprawiają, że ludzie są zmęczeni – a zmęczenie nie nastraja pozytywnie… Problem jest bardzo złożony i będzie z roku na rok coraz częstszy i poważniejszy – możemy zmienić jedynie siebie i w ten sposób rozsiewać optymizm i dobro. Tylko tyle i aż tyle…

  2. Sylwia Kubryńska

    Dziękuję, Kasiu. A ja się zastanawiam, czy media społecznościowe nie są efektem tego rozkwitu narcyzmu. Tak się wpatrujemy w rzeczywistość wirtualną, że nie widzimy tej prawdziwej. A co dopiero drugiego człowieka…

  3. Kasia

    Sylwio bez wątpienia media społecznościowe napędzają zapotrzebowanie na „więcej i lepiej” – stąd już dość prosta droga do egoizmu i narcyzmu – dbamy najbardziej o samych siebie i o nasze potrzeby, a gdy prezentujemy coś swojego, według nas najlepszego i jeszcze zbieramy za to lajki (potwierdzenie) – tym bardziej utwierdzamy się w przekonaniu, że jesteśmy best. Wiele osób żyje bardziej w rzeczywistości wirtualnej niż w realu – to też jeden z problemów naszych czasów – jak widać całe mnóstwo takich postaw wypływa z faktu życia w takiej a nie innej cywilizacji – co oczywiście nie znaczy, że nie mamy wyboru, ale płynąć z prądem jest po prostu łatwiej.

  4. victoriavalenta

    Czytając o rannym psie i znieczulicy ludzkiej we wspomnianej sytuacji nasunęło mi się pytanie, ilu z obserwatorów laikuje na FB ckliwe obrazki o skrzywdzonych zwierzętach?

  5. joaxii

    Sylwia, zgadzam się do pewnego momentu. Kwestia ściągania. Jest coś takiego, jak wykształcenie ogólnokształcące. Wymaga to ogólnej wiedzy na każdy temat. W związku z tym należałoby wymagać od absolwienta liceum ogólnokształcącego jjakiejś wiedzy na każdy temat. Można tu rozważać zakres wiedzy wymaganej na maturze, ale w dalszym ciągu: ogólnokształcące to ogólnokształcące. Studia dla odmiany nie są obowiązkowe. Nie wiem, czemu każdy teraz musi mieć wyższe wykształcenie. Moim zdanie nie musi. Dobry szewc jest co najmniej równie ważny jak dobry projektant obuwia. Dobry murarz – jak dobry architekt. Tymczasem teraz zdanie egzaminu jest ważniejsze od poziomu wiedzy, jaki się posiada. A poziom wiedzy, jaki się posiada, nie powinien wpływać na zawód, jaki sie wykonuje. I nie przyjmuję do wiadomości, że inżynier nie musi znać ortografii, musi. Podobnie lekarz, prawnik, nauczyciel fizyki. A każdy polonista musi umieć matematykę. Nie musi być Einsteinem, ale podstawy – tak. I nie jest to kwestia użyteczności – to jest kwestia wiedzy ogólnej, jaką każdy człowiek posiadać powinien. Choćby dlatego, żeby udowodnić, że jest w stanie nauczyć się różnych rzeczy, nie tylko tych, które go interesują. To kwestia ogólnej sprawności intelektualnej. Serio – nie uważam, że skrajna specjalizacja jest ok.

    • SK

      Ja byłam kompletna noga z matematyki i tylko dlatego, że cudem trafiłam na moment, kiedy ten przedmiot przestał chwilowo być obowiązkowy – maturę zdałam. Potem wybrałam studia bez matematyki, podyplomowe również. Bez matury nie miałabym takiej możliwości. Teraz piszę felietony i książki, jestem rzecznikiem prasowym. Nie uważam, żeby ujmowało mojemu wykształceniu to, że z matematyki jestem głąbem.

      • Kasia

        U mnie najzabawniejsze było to, że z matmy byłam mega słaba w liceum – tak jak Ty prześlizgnęłam się w latach, gdy matura z niej nie była obowiązkowa, a potem wybrałam studia… ekonomiczne! Wybór podyktowany chyba moją ówczesną niedojrzałością, jak teraz na to patrzę… W każdym bądź razie na studiach miałam sporo liczenia, bo matma, ekonometria, mikroekonomia itp. i dałam radę, aczkolwiek na siłę i nie uważam, by mnie to aż tak rozwinęło – po studiach 2 lata, a już jakiś czas temu wszystko pozapominałam, bo matma to nigdy nie było coś, co mi szło – stracony czas. Zresztą studia też, ale ja tu nie o tym.

      • joaxii

        Też byłam kompletna noga z matmy. I z fizy. Długie godziny bólu i zgrzytania zębów nad podręcznikami, na korepetycjach, setki rozwiązanych zadań, poprawka z matmy w 3. klasie. Klęłam jak szewc. Ale maturę zdałam z matmy. Na tróję, ale zdałam. I dziś nie żałuję, wiem, co to delta, umiem rozwiązać równania, orłem nie jestem, ale radzę sobie. Z większości rzeczy nie korzystam, fakt, ale za to udowodniłam sobie, że to ja matmę, a nie ona mnie. Dobre ćwiczenie charakteru.

  6. Marcin

    Znieczulice widać na każdym rogu niestety.
    Zacznijmy od tego ze nigdy nie daje pieniędzy bezdomnym.
    Może nie 100% ale na pewno duża część tych pieniędzy idzie na alkohol.
    Jeśli prosi o jedzenie (zdarzyło mi się 2 razy) to staram się cokolwiek kupić jak mam po drodze.
    Ludzie jakby nie chcieli słyszeć takiego proszącego człowieka, albo od razu słyszą to co chcą usłyszeć czyli prośbę o pieniądze i zakładają ze pójdzie na alkohol.

    W kwestii matury, np tej z matematyki…
    Dobrze że jest, może nie wszystko z tego jest potrzebne i część można by wyciąć i podstawową była by naprawdę podstawową, np. bez trygonometrii.
    Jednak podstawy takie jak % przydają się w życiu codziennym, bo na przykład ostatnio pośrednik nieruchomości pomyliła się przy wyliczeniu 10% wartości i nie była to pomyłka mała tylko o dość spora. To akurat podstawa którą przydało by się znać.
    Żeby nie było że jestem ideałem i uważam siebie za takiego… mam dysfunkcje, robię błędy, ale staram się tego pilnować i nie tłumaczę się głupio „mam dysleksje nic nie poradzę”…. Masz dysleksje? Wpisz do worda – podkreśli błędy, nawet przeglądarka podkreśla już błędy więc jakoś nie chce mi się wierzyć żebyś nie widział/-a tych czerwonych szlaczków!
    Dysfunkcje to nie choroba nieuleczalna, to nie brak nogi… nad tym trzeba pracować i sobie radzić. W CV z setką błędów w dodatkowych umiejętnościach tez napiszesz „dysfunkcje”?!

  7. Wiola Starczewska

    Jesteś zła, że nikt ci nie pomógł pchnąć tego auta? Nie wiem, ktoś jednak lajkuje te nasze fotki, czyli nie wszyscy widzą tylko siebie i siebie.

    Odnośnie drugiej części tekstu: studiowałam w Danii i tam najważniejszy jest projekt pisany na koniec semestru w grupie. Już nie ważne o czym byłby ten projekt, ważne, żeby go zrobić razem i nauczyć się pracy w grupie.

    Chociaż z drugiej strony… Duńczycy są najbardziej egoistycznymi dupkami, więc już sama nie wiem (drugi raz nie wiem).

  8. Wombat

    Na jednej z warszawskich uczelni wybuchła ostatnio potężna awantura – jeden ze studentów w trakcie egzaminu zgłosił, że koleżanka ściąga. On ma wrzesień, na niego psioczą studenci, ale chwalą władze uczelni i „mędrcy” różnego sortu. Bo uczciwość, bo ściąganie to przestępstwo, nieuczciwość i najgorsze zło naszego systemu edukacji, pozostałość po komunie.
    Moim zdaniem chłopak jest świnia, a jak mędrcy chcą walczyć ze ściąganiem, niech zaczną od reformy systemu edukacji.

  9. kropka

    Zlikwidujmy wszystkie ograniczenia.
    Po co matura, po co egzamin magisterski, po co egzamin na prawo jazdy, po co egzaminy na rózne głupie uprawnienia, które tylko wiążą ludzką kreatywność.

    Jak ktoś chce, powinien robi to co lubi, nawet jeśli nie umie… i zrobi komuś innemu krzywdę.

  10. Katarzyna

    O ile jestem w stanie zrozumieć pierwszą cześć tekstu, to bardzo mnie dziwi jego zakończenie. Jak już to wspomniano wyżej – liceum ogólnokształcące/matura to jakiś obręb wiedzy ogólnej. Podstawowa matura z matematyki to nie fizyka kwantowa. Nie trzeba jej zdać na 100%, wystarczy tylko zdać. Wymówka „bo zawsze byłem/am noga z matematyki” jest po prostu lenistwem. Matura/klasówka/test, to jakiś etap do przebrnięcia, w który trzeba włożyć odrobinę trudu (trud się czasem młodemu człowiekowi przydaje – nauczy, że żeby dojść gdzie się chce, czasem trzeba przebrnąć przez coś mniej przyjemnego, a nie z miejsca wykonać „w tył zwrot”). Czy powinno się odebrać nauczycielom matematyki/fizyki prawo do pozostawienia „jedynkowego” ucznia w tej samej klasie, zlikwidować wszelkie sprawdziany od podstawówki? To przecież zawsze jakieś ograniczenie dla humanistów.

    Można dyskutować z programem nauczania, ale podawanie oszustwa (bo to moim zdaniem zrobił Maciek) jako przykładowego rozwiązania jest niesmaczne. Bardzo nieładny i nieuczciwy przykład pracy w grupie. Jak na Panią trafi para złodziei, gdzie jeden odciągnie uwagę, a drugi okradnie ze wszystkiego, to też będzie to taki piękny przykład współpracy?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s