Odpierdolcie się. Mam nadzieję, że zdążycie

Trafiłaś w samo sedno tym tekstem, w coś nawet więcej, w sam szpik kostny.

Ja się bardzo wcześnie zasznurowałam, bardzo szczelnie zamknęłam z tym swoim problemem, sama przed sobą udając, że się nic nie stało, że nie ma co. Miałam 19 lat. 48 kilo. I w głowie coś w rodzaju sieczki złożonej z naiwnych pytań o sens życia. W wieku lat jedenastu nauczyłam się zmieniać pieluchy na siostrze i gotować mleko z proszku. No to spoko, nie? A potem zderzyłam się z czołgiem na porodówce, dostałam wpierdol tak boleśnie, że przestałam się w ogóle odzywać. Wtedy właśnie postanowiłam, że dam radę.

Wczoraj przeczytałam Twój tekst i zrozumiałam, że dupa, że ja nigdy nie dałam rady. I że byłoby mi łatwiej, gdybym miała prawo to sobie powiedzieć. Byłoby łatwiej, gdyby cały świat nie stał mi nad głową i nie robił mi klasówki z matematyki na każdym kroku. Byłoby prościej, gdyby jakaś zasrana fundacja ofiarowała POMOC, zamiast tego popieprzonego moralizowania. Byłoby super, gdyby mi powiedziano, że spoko, że wiele rzeczy nie muszę tylko z tego powodu, że jestem kobietą.

Tak, zgadzam się z Tobą i powiem to samo, co Ty. Bo to brzydkie słowo grzęźnie mi w gardle od chwili, gdy tylko zobaczyłam ten obrzydliwy spot tej pseudo fundacji. I będzie grzęznąć jak tamten dławiący przymus spełniania czyichś oczekiwań. Będzie drapać, dopóki z siebie tego nie wyrzucę. A to słowo jest od początku do końca najdoskonalszym i w zupełności wyczerpującym komentarzem na tę obleśną, podstępną propagandę:

Odpierdolcie się od nas, kobiet!

zdazylam
Kliknij, aby przeczytać mój komentarz na „Wysokich Obcasach”