Matka Polka pokalana

Ktokolwiek stworzył ten świat, musi być w szoku widząc gatunek, który osobnikom z założenia żyjącym w celibacie wypłaca dwa miliardy rocznie, a samotnym matkom 77 złotych na dziecko

Jeszcze Polska nie zginęła, póki się rodzimy. Póki one rodzą. Wśród opryskliwych pielęgniarek i burkliwych lekarzy, upokorzone, z ogolonymi łonami, z przyklejonymi do brzuchów kardiotokografami, unieruchomione z bólu, wbijające sobie ze strachu paznokcie w dłonie, zlekceważone bohaterki wszech czasów. Przedstawicielki jedynego gatunku na świecie, dla którego własne przetrwanie stanowi dalszy plan.

Matki.

Niezgrabne, roztargnione, z mlekiem w cyckach, z rozczochraną spoconą głową, nieprzytomne z bólu, wydzierające się na pół miasta, aż się ludzie śmieją. Kwoki, mleczarnie, chodzące inkubatory. Grube bele, dupy szafy. Kłopotliwe w pracy, na urlopach macierzyńskich, na chorobowych, bezużyteczne, niewpasowane, z tym swoim inwentarzem nigdzie nie zapraszane. Z tą hałastrą męczące. Roszczeniowe „wózkowe”, bezczelnie pchające swoje wielkie niewygodne dupska w ten nasz zgrabny, fotoszopowy, ultranowoczesny świat.

One się nie ubierają w mundury, nie bawią się wojnę. Sztandarami nie machają. Ojczyzny naszej pól krwią nie roszą. Nie walczą. W powstaniach nie giną. Ich blizny nie pochodzą z przegranych powstań, ich blizny to świadectwo wygranej. Im nikt nie przyznaje orderów na uroczystościach, rocznicach wybuchu wojny, przegrania powstania, przewrotu, przeskakiwania przez płot, wyzwolenia, obalenia, podpisania i świadectw patriotyzmu. Ale to one w bólu wydawały na świat kolejne pokolenia, w schronach, w obozach, w domach, na obskurnych porodówkach, w przepełnionych szpitalach, w trudnych czasach kryzysu, stanu wojennego, internowania i mleka na kartki. To dzięki nim jesteśmy.

Tej logiki ludzkość nie potrafi pojąć. To prawda zbyt ciężka, jakby się „dwa razy dwa” tak skomplikowało, że żaden mózg na świecie tej zasady rozwiązać nie może. Ludzie latają w kosmos, obliczają dwusetne miejsce po przecinku liczby pi, a fundamentalnej oczywistości o zachowaniu gatunku nie potrafią zrozumieć. I wmawiają tym, od których zachowanie gatunku zależy, że ich rola jest DRUGORZĘDNA. Że jeszcze muszą bardzo się starać, żeby oprócz tej DRUGORZĘDNEJ roli, spełnić setki innych ról.

Więc one, Matki, wymagają od siebie cudów, że nie tylko wydadzą na świat potomstwo, nie tylko będą dbać, karmić, chronić, sprzątać, zarabiać, całe swoje życie poświęcą, ale jeszcze się odchudzą, jeszcze się wypindrzą, jeszcze się wyświęcą, jeszcze będą skakać wokół męża i całej jego rodziny, ze zszytym tyłkiem po porodzie będą smażyć kotlety, gdy przyjdzie obejrzeć wnuka. One się muszą podobać, rozstępy usuwać, wagę zrzucać, cellulit leczyć. Żeby tylko nie psuć humorów, żeby innym było miło, żeby nie przeszkadzało, że się po dziecku „rozlazły”, że karmią piersią w sklepie, że przewijają w knajpie. Muszą być grzeczne, fajne, gładkie, szczupłe, uśmiechnięte i święte.

Ktokolwiek stworzył ten świat, musi być w szoku widząc gatunek, który osobnikom z założenia żyjącym w celibacie wypłaca dwa miliardy rocznie, a samotnym matkom 77 złotych na dziecko. Ktokolwiek stworzył ten świat, umiera ze śmiechu słysząc, kogo ten gatunek prosi o pozwolenie na in vitro, żeby móc się rozmnażać. Gdyby zwierzęta, te wszystkie królowe matki w swoich ulach dowiedziały się, kto dyktuje warunki w naszym świecie – postukałyby się swoimi odnóżami w głowę. Bo w ich ulu nie ma miejsca na taki absurd.

Może zamiast religii w szkołach, powinno się po prostu puszczać filmy przyrodnicze? Może dzięki temu ludzie pojmą, kim w naturze jest Matka? Może wtedy zostawią ją w spokoju? Uszanują? Zaufają jej mądrości, jej instynktom? Może nie będą kontrolować jej sumienia? Nie będą pouczać? Zejdą z jej głowy, wyjdą z macicy? Pozwolą o sobie decydować? Nie będą stać na straży moralności, przestaną nakazywać, zabraniać, moralizować?

Może wtedy skończy się odwieczny szantaż historią o dziewicy, której anioł zwiastował ciążę. Ten paradoks matki niepokalanej, służebnicy PAŃSKIEJ, kobiety nieskończenie pokornej. Ta cwana presja wymyślona przez tych, którzy ze strachu przed wyrzuceniem z ula, odwrócili porządek świata. Może wreszcie zrozumiemy, dzięki komu przetrwaliśmy. Czy dzięki wojnom, które nas zabijają? Czy dzięki powstaniom, które przegrywamy? Czy dzięki polityce, z którą sobie nie radzimy? Czy dzięki Bogu, którego nikt nie widział?

Czy dzięki Matce.

100-najwazniejszych-zdjec-swiata.-matka-tulaczka

fot. Dorothea Lange

————————————————————————————-

Tekst jest fragmentem książki „Kobieta dość doskonała”. Książka wyjdzie drukiem 7 października 2015.

Kobieta_okladka wstepna kopia

118 comments

  1. ina3b

    Ja to widzę tak, że jak kobieta nie jest w ciąży i nie ma dziecka to jest „niepoważna” i ‚nie wypełnia swojego biologicznego zadania”. Ale jak ma wielki brzuch i ledwo chodzi to się mówi, że „jest w stanie błogosławionym” i „teraz staje się prawdziwą kobietą”. Nikt nie patrzy na jej trud, na ból i na każde dalsze poświęcenie. Bo to jest świat mężczyzn, ale to, że bez kobiet by nie istniał to już nikt się nie kwapi wychylić. Bo to taki przewrotowy pogląd… 😦

  2. Alanda

    mnie od dawna bulwersuje także i to,jak podle traktują rodzace ,cierpiące kobiety , położne i lekarki-przecież kobiety ,które współczuć powinny, bo wiedzą jak to jest rodzić Ja znam to z opowieści wielu znajomych kobiet.
    Czym to można wytłumaczyc, że kobieta kobiecie zadaje tyle upokorzenia i cierpien?

  3. Ilona

    Witam,
    uwag kilka do tego wyidealizowanego obrazu:
    1. użycie określenia świat w tym kontekście jest na wyrost. Chodzi przecież o Polskę katolicką.
    2. z tym niebraniem udziału w walkach, powstaniach itd. to nieprawda. Niezbyt pasuje do założonej tezy, ale niestety to nieprawda.
    3. wyidealizowany obraz matki/kobiety też jest nieprawdziwy. Przypadki typu matka Madzi i inne temu przeczą. A wychodzi z tego, że kobiety/matki w swojej biologicznej roli są wspaniałe i pozbawione zła, które – w domyśle – jest po stronie mężczyzn. To nieprawda: zło jest w każdej płci, bo wszyscy jesteśmy ludźmi. Z tym ufaniom instynktowi bym nie przesadzała – równie często zawodzi (szok poporodowy, zabójstwa dzieci, niedojrzałość do roli matki)
    4. współczesny świat wymaga tyle samo od mężczyzn, co od kobiet. Też mają być piękni, czyści, gładcy, zawsze gotowi i młodzi. A tekstu wynika, ze tylko kobiety/matki są na cenzurowanym i należy je „zostawić w spokoju”.
    5. warto wyjść trochę ze stereotypów na temat własnej płci i zobaczyć świat nieco szerzej. Niezależnie od tego, ile tu będzie ochów i achów w komentarzach. Ilona

    • Zuzka

      Pani Ilono,
      oczywiście wypunktowała Pani rzeczy, które są jak najbardziej prawdziwe. Niemniej jednak, tekst ten chyba został napisany specjalnie i z pełną premedytacją w ten sposób. Akurat zbliża się dzień matki, akurat wybory, wzmożone zainteresowanie polityką. Nałożyły się dwa tematy. Autorka chyba chciała w sposób (być może czasem wyolbrzymiając i mijając się z prawdą) poruszyć pewien temat, i to że pominęła lub przekoloryzowała pewne sprawy, nie umniejsza jego przesłania. Tak przynajmniej myślę 🙂

    • Anonim

      Droga Ilonko niewiem z jakiej choinki się urwalas ale nawet dzikie plemiona w swej prostocie otaczają położnicę szczególnią opieką i tam nie ma patologii. Kobieta po porodzie wymaga szczególnej uwagi a wyjątek potwierdza regułę (mama Madzi )

  4. Marcin Wojtczuk

    Poruszające. Dziękuję!

    Najmocniejszy dla mnie jest ten fragment o smażeniu kotletów tuż po cesarce. Mam nadzieję, że moja żona tak tego nie odczuwała, że pomogłem wystarczająco aby chociaż z pewnej odległości ten obraz oglądać. Lepiej zapytam…

    • katja

      Nie wiem jak Twoja zona to widzi ale powiem ci jak sa widziani polscy mezczyzni w krajach cywilizowanych.Jak ich koledzy mniej wiecej z krajow arbskich chociaz tamci podobno czesciej stawaja przy garach. Jak jaskiniowcy dla ktorych trzeba ciagle kotlety klepac. Miesozerni wydlubujacy juz z chinszczyzny tylko mieso bo do warzyw nieprzyzwyczajeni-tylko kartofle i kotlety toleruja.Pomijam gornikow i rolnikow bo dla ciezko pracujcych fizycznie moze zona faktycznie gotowac, gospodyni domowa to wtedy jest jej zawod. Ale dla wszystkich innych? Zauwazam w Polsce ze malzonkowie maja identyczne zawody- np Nauczyciel, sprzedawca itp. Maz przychodzi z pracy siada przy kompie. Zona przychodzi z pracy , gotuje , sprzata, zajmuje sie dziecmi, pierze, prasuje, dach naprawia , ogrod sprzata.To moim zdaniem skrajny debilizm kobiety spowodowany praniem mozgu w kosciele katolickim ze facet jest glowa rodziny i tym podobne bzdury.Facetem kieruje zwykle lenistwo.

  5. Jo

    a ja tam nie rozumiem. Sama jestem matka i do mnie pani wpis w ogóle nie przemawia. Zrobiła pani z bycia matka coś na kształt bycie męczennica. Jakbym była młodsza to bym wyrwala sobie jajniki w trwodze przed tym strasznym losem.

  6. Ania

    Ja również jestem mamą zaraz 3 dzieci i kompletnie nie zgadzam się z pani tekstem i argumentami w nim zawartymi. Miałam piękne porody, cudowne położne i kompetentnych lekarzy. Nigdy nie miałam poczucia, że coś muszę, jeżeli coś robiłam to dla samej siebie, żeby dobrze poczuć się we własnej skórze. A religia i wiara jedynie pomagały mi odnaleźć radość i sens życia. A jeśli chodzi o pracę to byłam raczej doceniana za lepsze zorganizowanie :-). Daleka byłabym od generalizowania i wrzucania doświadczenia różnych kobiet do jednego „gara”. Świat jest takim jakim, chcemy go widzieć i jakim go kreujemy. Współczuję jeśli Pani świat wygląda tak jak w zamieszczonym powyżej tekście. Ania

    • kaja

      Pani Aniu, zgadzam się z Panią. Tak samo to odczuwam. Mam trójkę dzieci, szóstkę w niebie. Droga do macierzyństwa nie była łatwa, ale nie czuję się meczennicą, jak to wynika z tekstu. Spotkałam różnych ludzi na swej drodze, ale najczęściej byli oni dobrzy. Mimo ciężkich porodów drogą cc wszystko dobrze wspominam, bo mam dzieci, które wynagradzają wszystko. Nie jestem idealna. Ale jeśli robię coś ze swoim ciałem to robię to dla siebie. A wiara pomaga mi we wszystkim, mam szacunek dla każdego życia, tego poczętego dopiero co tym bardziej, bo jest najbardziej delikatne i kruche. Myślę, że tekst ten dotyczy tylko pewnej części kobiet. Jeśli się ma wsparcie rodziny, męża, pokłada ufność w Bogu to wszystko wygląda ininaczej.

      • dorota

        Popieram Pani wypowiedź. Tekst powyżej to stek głupot. Jestem matką, położną i katoliczką.Pani od tego blogu musi mieć bardzo małe poczucie wartości oraz wiele nienawiści w sercu

    • Anonim

      Popieram Pani wypowiedź. Tekst powyżej to stek głupot. Jestem matką, położną i katoliczką.Pani od tego blogu musi mieć bardzo małe poczucie wartości oraz wiele nienawiści w sercu

      • Rufna

        Tekst powyżej wcale nie jest stekiem głupot. Jest bardzo prawdziwy. Fajnie jeśli panie miały przyjazny świat wokół siebie podczas ciąż, porodów itd. Ale jest wiele kobiet, które właśnie są męczennicami. Bo np. facet się wypiął i stwierdził, że on tylko kasę zarabia, a matka jest od opieki nad dzieckiem. Albo zmarł, zaginął czy cokolwiek, ale go nie ma i nie każda kobieta umie sobie w takiej sytuacji poradzić i pozbierać. Wiele jest porodówek, na których ze świecą szukać lekarza/pielęgniarki, który otuchy doda i nie będzie na nas wrzeszczał „sama nogi rozkładałaś, to teraz nie jęcz”, bo jemu się dyżur kończy. Są różne sytuacje w życiu, a tekst przedstawia pewne z nich. To, że doświadczenia pań są inne, nie znaczy, że tekst jest kłamliwy.

    • Anonim

      Pani Aniu, dziękuję za ten głos ze świata ludzi normalnych. Prosto i prawdziwie. Wszystkiego najlepszego życzę 😄

    • Wojciech

      Wreszcie odrobina optymizmu.😃
      Moja Mama :
      1.urodziła 9 dzieci
      2.wszystkie karmiła piersią
      3.nigdy nie karmiła w miejscach publicznych
      4.nie dostała becikowego ani 500+
      5.cała dziewiątka wyrosła dzięki katolickiemu wychowaniu na porządnych Polaków
      Za to Ją KOCHAMY. I dziś się Jej rewanżujemy

  7. Mama z prądem i pod prąd

    Fantastyczne. Macierzyństwo, którego nikt nie rozumie i nie chce go pojąć. Pomimo, że nie wie co to jest, to stara się je i tak już wypaczone i koslawe, wypaczyć jeszcze bardziej na modłę naszych czasów…
    Tylko to się zemści…

  8. Anonim

    Beznadziejny, bardzo stronniczy, a nawet użyję większego słowa- nieprawdziwy tekst. O macierzyństwie można pisać różnie, bo wiadomo, że matka to człowiek ze swoim charakterem, podejściem do życia, emocjami- ale to przede wszystkim radość i szczęście. O tym świadczy choćby moment urodzenia dziecka, gdy serce tak bardzo się raduje, iż zapomina się o cierpieniu i kocha to maleństwo nad życie. Kocham swoje dzieci i nigdy nie uważałam, że zbyt wiele cierpień mnie kosztowało ich przyjście na świat. Są moimi cudami, moim szczęściem, radością, sensem życia. Dla nich rano wstaję, dla nich mam zawsze uśmiech, ciepłe słowo, dla nich piekę, gotuję, organizuję wraz z mężem wycieczki. Nawet, gdy ścielę łóżko najmłodszego synka, robię to z czułością. Pewnie, że nieraz jest ciężko, że jestem czasem niewyspana- takie jest życie. Ale dzieci to największy skarb i nie dajcie się nabrać na te pseudoprzesłania w tym tekście. Więcej tu nie zajrzę, autorka niewiele wie o macierzyństwie, więc nie powinna się wypowiadać.

    • larisa

      Kazdy ma inne podejście. Dla mnie poród byl na tyle strasznym przeżyciem, ze nigdy więcej nie chce miec dzieci. Również, nie odczuwalam tej opisanej przez Panią radości i miłości do dziecka po porodzie. Czułam potworne zmęczenie, czułam sie fatalnie psychicznie i fizycznie, chciałam jedynie iść spać, a nie siedzieć jeszcze dwie godziny z dzieckiem w niewygodnej pozycji. Chciałam odpocząć, miec czas oswoic sie z nowa sytuacja, a tymczasem bach, zostqlo mi wepchnięte w ramiona dziecko i nie mogłam nic powiedziec. A kochać zaczelam je dopiero gdy bol po porodzie minal i gdy zaczelam czuć sie dobrze i funkcjonować względnie normalnie. Wczesniej nie potrafiłam określić czy kocham to dziecko, czy nie.
      Tekst moze i jest stronniczy, ale pani wypowiedz również. Pozdrawiam.

    • Olga

      Kolejny wpis czytelnika/czytelniczki (kolejnego Anonima) która tylko przyswoiła tekst o porodach i macierzyństwie. Autorka artykułu nie kwestionuje rodzenia się miłości,radości i poczucia szczęścia z powodu bycia matką. Opisuje możliwe (niestety w Polsce bardzo częste) najgorsze scenariusze po porodzie.Gdy ma się pieniądze moi drodzy, to prywatna klinika, opłacony lekarz, położna, pielęgniarka zadba o wszystko.Gdy ma się pieniądze to waga 100 kg, rozstępy, blizny po cesarce i 14 szwach (bo lekarz miał tępe nożyczki) niestraszne.A ten fragment: „Muszą być grzeczne, fajne, gładkie, szczupłe, uśmiechnięte i święte.” niestety jest całą prawdą o dzisiejszym miejscu kobiety nietylko w Polsce.Obraz „kobiety seksownej, atrakcyjnej” kreują od lat mężczyźni a my się dajemy drogie Panie.Ciekawi mnie, czy autorka tekstu jest matką, czy wiedzę zaczerpnęła z rozmów z matkami. To tyle.

    • Anonim

      Pani ma szczęście,ma pani męża…ile jest takich kobiet,co się starają,jak pani ale mąż -pijak niszczy kobietę /żonę /matkę jak psychicznie,tak i fizycznie,walido krwi,wyzywa,rozbija zarządzenie mieszkania i grozi zabiciem jej i…dzieci…Pani ma szczęście,dużo innych nie…I miedzy innymi to o nich…szacunek dla pani,co napisala text…

  9. Dorota

    Tekst utrwala stereotypy, więc niewiele jest wart. Urodziłam i wychowałam dwójkę dzieci, nigdy nie czułam się męczennicą otoczoną bezduszną obojętnością. Uwielbiam widok kobiet karmiących, ale za próbę wymiany pampersa przy stole w restauracji bym pogoniła. Czynnościom wydalania zawsze służyły miejsca ustronne i tego się trzymajmy.

    • larisa

      Nie zawsze. W starożytności i nie tylko podczas uczt ludzie jedli i srali w tym samym miejscu, na, wykonywali obie te czynności jednocześnie i to w towarzystwie. Ale zgadzam sie – nie powinno sie przy stole przebierać dziecka. Nie mniej jednak widok kobiet karmiących jest dla mnie krępujący, a sama w zyciu nie wyciągnęłabym na wierzch cycka i nie zaczelabym karmic w miejscu publicznym. Mam z tym problem nawet we własnym domu kiedy jest w nim ktokolwiek poza moim mężem.

  10. daria

    Bardzo dziękuję za ten tekst, jest wspaniały, podzielę się nim również z moją Mamą. Pozdrawiam

  11. Odys syn Laertesa

    Chciałaś mieć tyl­ko przyjemność.
    Być może wziął Cię ja­kiś bydlak.
    I stało się życie.
    „Twój wybór” mówią więc decydujesz.
    Za dwoje.
    Ono jest niewin­ne ale przeg­ry­wa w sądzie
    bo tyl­ko Ty masz głos.
    Dzieci i ry­by go nie mają.
    Za­pada wy­rok „zgod­nie z prawem”
    „Twoim prawem”
    Bo sędzia ma zaw­sze rację!

    Tam za drzwiami pracują.
    Dzień i noc…
    „le­karze” z li­cen­cją na „zabieg”.
    Ku­reta do „łyżeczkowania”,
    kleszcze i pom­pa próżniowa.
    Słyszysz bucze­nie „do­jar­ki życia”?
    Ktoś właśnie do­konu­je „pro choice”
    Bo sędzia ma zaw­sze rację!

    Nie płacz…
    „To” nie jest życie!
    „My­lisz się Ty i Twój Bóg”
    „To” tyl­ko „pro­duk­ty zapłodnienia”!
    Za kwiaty i mod­litwę pójdziesz do więzienia.
    Tak na­pisa­li w pra­wie i sędzia tak powiedział.
    Bo sędzia ma zaw­sze rację!

    Trze­ba tyl­ko pa­miętać o wszys­tkich „częściach”.
    Trze­ba tyl­ko umieć zliczyć do czterech.
    je­den – dwie ręce,
    dwa – dwie nogi,
    trzy – korpus,
    czte­ry – głowa
    Da­lej liczyć nie trzeba.
    Pieniądze liczą się same.
    Na­wet jak się po­mylisz, to ofiary już nie.
    Bo sędzia ma zaw­sze rację!

    A po­tem już tyl­ko śmiet­nik i pustka.
    Czyż nie tak kończą wszys­tkie róże?
    Czy dla­tego życie nie jest ni­mi usłane?
    Co in­ne­go niebo
    gdzie tra­fiają dusze
    dzieci i aniołów które je ratują.
    Tam wszys­tkie mat­ki pachną różami.
    Bo tyl­ko tam sędzia ma zaw­sze rację!

    Dla Ma­ry Wag­ner – Odys, styczeń 2015

    „Rodzi nie tylko matka dziecko, lecz także dziecko matkę” (Gertrud von le Fort)… z najlepszymi życzeniami wszystkim mamom

  12. Edyta Machura

    …A jeszcze nas zwodzą wizją Matki Boskiej, że to niby taki uświęcony stan. Dziwaczny pomysł Polaków, (pewnie, że nie tylko nasz, ale inni mnie nie w tym momencie nie obchodzą) żeby z chrześcijaństwa zrobić matkoboskość, odwrócić kota ogonem, a wiarę zabobonem do ludzi. Urodziła i święta, proszę, oto wzór dla Polek. Broń Boże życie seksualne, Józef to nie partner, tylko „opiekun”, opiekun jest ok.
    A cała wiara chrześcijańska, miłość bliźniego, już nieważne, lewicowe zalecenia Jezusa, by się dzielić, nam niepotrzebne. My jesteśmy krajem do bólu prawicowym, tu się wybiera kasty rządzące, malutcy na ich rzecz składać będą datki, ku chwale wiecznej. W gazetce kościelnej.

    • dorota

      Dla Pani wszystko, in vitro, aborcja. To są matki? Czy matka trzyma dzieci w lodówkach, albo wyrzuca do śmieci. Ta Pani od blogu jak większość ją popierających to cyniczki, kobiety bez większych wartości. Biedaczki nie męczcie się tak w tych porodach, bo co wy wychowacie! Strach się bać

      • larisa

        A co to za matka, której nie zezwoli sie na aborcje, po czym porzuci swoje dziecko po porodzie? Albo co to za matka, ktora adoptuje dziecko, którego nie będzie w stanie pokochać? Anyway, kwestia in vitro jest chyba jasna – to nie dzieci trzyma sie w lodówkach tylko embriony, a to różnica.

      • Anonim

        Pani Doroto,odsądza pani in vitro,aborcję…są sytuacje,kiedy nie ma innego wyjścia i wtedy sięga się po in vitro a w odwrotnym przypadku,aborcję…wypraszam sobie ,by pani ,choć bezpośrednio nazywala mnie”cyniczką,kobietą bez większych wartości”,urodziłam trójkę wspaniałych dzieci,które są już dorosłymi a mlodsza moja ma sama dwójkę dzieci…wychowalamich bardzo dobrze,mają studia za sobą,pomagają sobie nawzajem,jak trzeba,jak też i mnie(jestem wdową),jak potrzeba…Pytanie:a pani sama ma dzieci?…szanuję pani pogląd na text,ale nie musi pani obrażać innych…pozdrawia Jana,Danmark

  13. matka polka

    To z pewnością nie będzie na nią miejsca na mojej półce. Szacunku do matki gratuluję,a podejścia do życia w sposób tak cyniczny współczuję. Pozbycie się religii i zastąpienie jej filmami przyrodniczymi mogłoby tylko wzmocnić przekonanie w przyszłych matkach, że porzucanie własnych dzieci jest w porządku, bo tak zachowują się niektóre gatunki zwierząt. Niepokalana swoje ukochane dziecko trzymała na rękach gdy już nie żył, a z jej gniazda dawno odszedł. To z tego wzorca wywodzi się kult matki polki.

    • Ania

      Oj tak na mojej półce też NIE znajdzie się miejsce dla tej książki. Szkoda tylko, że kiedy ktoś nazywa się dziennikarzem uważa, że ma prawo pisać o wszystkich i wszystkim w stronniczy sposób. Warto pamiętać, że każdy kij ma dwa końce i każda kobieta ma inne doświadczenia związane z macierzyństwem, jak i religią.
      Ania

  14. Matka nie Polka ale z Polski

    O rany! Straszne! To Wy tak odczuwacie, macie, zapierdzielacie w tym Waszym macierzyństwie? To nie zazdroszczę, nie. Choć ja też matka, ale wylajtowana tak bardziej. Czego również życzę! 🙂

  15. jj

    muszę tutaj stanąć w obronie położnych pracujących z rodzącymi, jest to trudna stresujaca praca, praca umyslowa i fizyczna jednocześnie, niesprzyjajace warunki zatrudnienia, brak odpowiedniego wyposazenia, pogarda ze strony lekarzy oraz często brak szacunku od pacjentki… po latach poniewierania faktycznie może ktoś zaczyna byc opryskliwy, nieprzyjemny bo nawet najbardziej empatyczna i ciepła osoba ma swoje granice. niestety w PL sie utarło, że pielegniarki i polozne to idiotki do roboty i sluzace, pan lekarz to pan doktor i bozyszcze. nie ma co się dziwic zatem, ze wsrod młodych osob malo kto decyduje sie zostac pielegniarka czy polozna…

    • Ja

      Rodziłam dwa razy w różnych w szpitalach. W jednym była miła położna dopiero jak zobaczyła, że jestem znajomą jej szefowej. Zrobiła mi nawet herbatkę na mleczko. Za drugim razem nie dodzwoniłam się do lekarza prowadzącego. Cały poród byłam traktowana jak śmieć, po czym wystawiono mnie na korytarz. Zajęła się mną salowa-z wypłatą 800zł. Jak słyszę o biednych pielęgniarkach to krew mnie zalewa. Za te 2 tys, na które się uskarżają, pracują pielęgniarki może gdzieniegdzie na recepcjach. W szpitalach na oddziałach pensje od 3500-7000zł. Od 20 lat włóczę się po szpitalach. Pacjentami zajmuje się głównie rodzina i salowe- pielęgniarki najczęściej spotyka się na szpitalnych bazarkach. Uczciwie pracuje może 10%. Do reszty jak się człowiek odezwie, że coś trzeba, kroplówka się kończy czy tp. To jeszcze awanturę dostaje, że kawkę przerywa.

      • Ania

        W odpowiedzi na pani wulgarny opis pielęgniarek, muszę wyrazić swoje oburzenie i sprzeciw.Jestem pielęgniarka z powolania i od 7 lat pracuję na najcięższych oddziałach czytaj 5 lat intensywna terapia, 2 lata transplantacja szpiku, na których za uciążliwe warunki pracy dostaje tak zwane dodatki i zarabiam 2 tys zł na rękę. Nie mam pojęcia skąd wzięła pani kwoty 3700-7000 tys!!! Dodam, że nie pracuje w Poznaniu a nie w jakiejś
        mieścinie i mam wyższe wykształcenie.Więc skoro nie ma pani pojęcia ani o naszych zarobkach ani o warunkach w jakich pracujemy to niech się pani na ten temat nie wypowiada!!! Dodam, że w każdym zawodzie znajdzie się grupa wypalonych zawodowo osób, które są nieuprzejme czy zgryzliwe. Z własnego doświadczenia wiem, że jest ich mniej a większość pielęgniarek pracuje z sercem. Zatem niech Panini nie generalizuje i nie Krzywdzil większości. Radzilabym zagłebic temat jeśli chce się Pani wypowiadać na temat pielęgniarek.
        ANIA

      • Pielęgniarka z 30 letnim stażem

        Proszę powiedzieć gdzie pielęgniarki i położne mają tak wspaniałe zarobki, to pójdę tam do pracy. Jeśli chodzi o salowe, a takich już nie ma (są panie od konserwacji powierzchni płaskich). to nie zarabiają 800 ale najniższą krajową. Poza tym zatrudnione są przez firmy zewnętrzne, na zasadach umów śmieciowych, a to pomysł obecnego rządu. W rejestracji siedzą nie pielęgniarki i położne a rejestratorki, przeważnie sekretarki medyczne. Niech się Pani przestanie włóczyć po szpitalach, bo i po co? W szpitalach się ludzi leczy, włóczy się po mieście. A to że pacjentem zajmuje się rodzina, to nie wina pielęgniarek i położnych, tylko Ministerstwa Zdrowia i NFZ-u. Nieznajomość tematu jest u pani ogromna, w zasadzie żadna. W gruncie rzeczy to mnie zaczyna cieszyć to, że niektórzy odczuwają na własnej skórze brak opieki. Może wreszcie do czegoś lepszego to doprowadzi. Zawód pielęgniarki i położnej to ciężki zawód, w obecnej chwili wymagane jest ukończenia studiów wyższych.Jeśli nic się nie zmieni to za pięć lat na korytarzach szpitalnych nie spotka pani. ani pielęgniarki, ani położnej, bo pójdą na zasłużone emerytury.

    • basia

      Dziwnie, na zachodzie maja ta sama prace, moze zarobek ciut wiekszy . lekarze tez potrafia ponizac ale nie zachowuja sie jak bydlo

  16. Roma Kubiak

    Dawno nie czytałam tak celnego artykułu! Sama prawda, choć z jednym wyjątkiem: rodziłam dwoje dzieci w dwóch różnych szpitalach, położne były CUDOWNE! Nie dam na nie złego słowa powiedzieć!

    • Sylwia Kubryńska

      To bardzo dobra wiadomość. Wiele się zmieniło w ciągu ostatnich lat, co mnie ogromnie cieszy. Ale ja piszę o losach kobiet, które nie doświadczyły tak dobrych przeżyć. Zahaczam też o stan wojenny, komunę i wojnę. Wydaje mi się, że niektórzy komentujący dostrzegają tylko fragmencik świata – swoją „mojszość”.

      • Roma Kubiak

        Tak, racja 😀 To mój świat, ale nie ma innej oceny rzeczywistości, jak przez pryzmat samego siebie, kto twierdzi inaczej, chyba się myli… Pierwsze dziecko rodziłam w r. 1987, jeszcze za komuny, w szpitalu im.R.Czerwiakowskiego przy ul. Siemiradzkiego w Krakowie (już wtedy dostałam noworodka od razu po urodzeniu i byłam z nim w pokoju! Sama.) :), Drugie urodziłam w 1999r. w Szpitalu Żeromskiego (również w Krakowie), gdzie też miałam doskonałą opiekę i maleństwo przy sobie. Poza tym, jestem pielęgniarką, wprawdzie już bez praw do wykonywania zawodu, ale zawsze, dusza mnie boli, gdy słyszę, co się o nas mówi i pisze i zapewniam, że pielęgniarki i położne w znakomitej większości wybierają zawód z miłości, wykonują go rzetelnie i z poświęceniem, za idiotycznie małe wynagrodzenie… Owszem, zdarzają się wyjątki, ale to naprawdę wielka rzadkość.
        Z resztą artykułu zgadzam się co do joty! Jest świetny!

      • victoriavalenta

        Odebrałam ten tekst jako przybliżenie losów naszych matek, a nawet babek i z przestrogą dla nas (matek wychowujących córki), gdy zaczęłam czytać komentarze – zgłupiałam. Cieszę się, że wyjaśniłaś.
        Czy mogłaby spytać, jakiego gatunku będzie książka?
        I jeszcze jedna refleksja, komentarze, zarówno oburzające jak pochlebne, wróżą publikacji popularność, bo temat kontrowersyjny i interesujący.
        Pozdrawiam

      • Sylwia Kubryńska

        Temat matki w książce to jeden rozdział. Ten tekst to jego fragment. Książka jest o kobietach i ich rolach w społeczeństwie od dziewczynki po babcię.
        PS. Każdy tekst, który ma większy zasięg, rozbudza najbardziej zdumiewające interpretacje. Przywykłam.

      • vv

        Dziękuję za odpowiedź. Ufam, a właściwie już założyłam, że całość będzie równie bezkompromisowa i szczera, jak fragmenty. Książkę przeczytam na pewno.

      • BJGoleń

        świetny temat, świetny artykuł….
        Pani Sylwio , co pani sądzi o karmieniu noworodków i niemowląt….
        Wszyscy dorośli mogą spokojnie jeść na ulicy , na powietrzu, karmi się nawet zwierzęta…..Dlaczego widok matki karmiącej noworodka , jest czymś nieprzyzwoitym, niewłaściwym…..Widok dorosłego jedzącego hamburgera, lody, pijącego sok itd. na ulicy, jest ok….Sąd w nas taka dyskryminacja noworodka , skąd pomysł, że posiłek dziecka jest czymś nieprzyzwoitym, …..

  17. albert

    Ta matka właśnie jest dowodem na istnienie Boga. Jak wiatr, którego nie widać a wiemy że jest. Ci ludzie często robią to co robią w imię Boga i to jest obrzydliwe. Bóg nie rząda od ludzi tego o czym oni mówią… Generalnie trudno nie zgodzić się z Pani argumentacją.

  18. Karolina

    Matki Królowe w ulach, popukałaby się w głowy słysząc o antykoncepcji, o tym, ze „jeszcze nie teraz”, „nie stać mnie na dziecko” itd. A już na pewno o in vitro… Może gdyby zamiast religii w szkołach puszczać filmy przyrodnicze dzieci by zrozumiały, ze powinno się rozmnażać od pierwszej rui, przepraszam za brutalne wyrażenie. Ze Król Lew przychodzi na kilka minut żeby Królową pokryć i zostawić, aby dalej radziła sobie sama… Chyba nie tego chcemy dla dzieci? Ja dla swoich na pewno nie. Nie rozumiem tej nienawiści w artykule, wymieszania polityki, religii i biologii. Jedyne co w tym artykule jest prawdziwe to emocje. I chyba tylko emocjami i na emocjach miał zagrać, bo poza tym niewiele się w nim znajdzie treści. Kocham moja Mamę, nie ma człowieka, którego szanowałabym i podziwiała bardziej, ale nie będę jej czytać tego tekstu, bo wiem ze podobnie jak ja uzna go za manipulację.

    • Anonim

      Polska jest zbyt biednym krajem zeby sponsorować cos tak absurdalnego jak lekcje religii w szkole.
      Na refundacje leków dla emerytów nie ma a na bajanie o bozi w chmurach wydaje sie 2 miliardy??? Dowodzi to jak durnym narodem naprawdę jesteśmy!
      Nie mam nic do wolności wyznania, prosze bardzo wierzcie w co chcecie, chodźcie do kościoła czy mosku ale bieda w okol a pieniądze z budżetu wydaje sie na takie rzeczy jakbyśmy byli najbogatszym krajem świata. Rozrzutnośc w najczystszej postaci.
      Lepiej zeby zamiast lekcji religii nie było niczego. Poza tym co ma lekcja religii do wychowania seksualnego???

    • Barbara - nauczycielka przed emeryturą

      Przeczytałam ten artykuł, a w zasadzie to raczej fragment książki, a więc część jakiejś całości i nie zauważyłam tu nienawiści. Nienawiść z kolei doskonale widać w niektórych komentarzach, ruszyły matki -polki do boju… Polki niestety świadomie piszę z małej litery, bo takie też „z małej litery” są dla mnie komentujące, oburzone katoliczki. Jaka szkoda, że nie wszyscy stali w kolejce po rozum… Nikt Wam nie każe po przeczytaniu tegoż artykułu zakrzyknąć AMEN. Jeżeli Wam się taki punkt widzenia nie podoba, to po prostu nie czytajcie. A mamusiom zachwyconym swoimi pociechami i wykonującymi za nie wszystkie możliwe czynności ( bo kochają swoje potomstwo) polecam obejrzeć stary serial polski pt> „Ballada o Januszku”. Tak się najczęściej kończy taka bezrozumna miłość…

      • Ania

        A może Matki Polki nie zgadzają się z kreowaniem takiej zakłamanej i jednostronne rzeczywistości!! Pokazując, że w różnych okresach historycznych zawsze były i będą zadowolone mamy, cieszcie się z tego co mają i co udało im się osiągnąć. Takiej Rzeczywistości chcemy dla naszych córek. Jakoś nie zauważyłam, żeby jak to Pani określa oburzone katoliczki wylewaly w swych komentarzach nienawiść. Skoro pokazywanie innego wizerunku i innych doświadczeń związanych z macierzyństwem nazywa Pani brakiem rozumu… to śmiem zastanawiać się, w którym miejscu tej kolejki znajdowała się Pani? Z pewności nie w tym samym co Katolicy, których Pani obraża. Skąd u Pani połączenie zadowolonej z siebie i swojego macierzyństwa kobiety z wizerunkiem matki, która robi wszystko za swoje dzieci? Jestem mama, katoliczka i mam 2 samodzielnych synów mimo, iż mają zaledwie 5 i 3 lata. Niech Pani nie generalizuje bo nie wszystkie kobiety wpisują się w Pani obraz rzeczywistości
        Ania

  19. Monika

    Kochana Pani autorko, pisze Pani o czasach wojny, komunizmu. Moja matka urodziła się w czasie wojny, w czasach bardzo trudnych i ciężkich, w czasach zabijania. Moja babcia zginęła w powstaniu warszawskim. Moja kochana mama urodziła czworo dzieci, nie wszystkie planowała, ale urodziła i wszystkie wychowała, sama, samiuśka, bez pomocy męża rodziny, państwa. Prała w pralce wirnikowej, nosiła węgiel aby ugorować nam obiad na kuchni węglowej, pracowała. Przepracowała 53 lata. Dziś jest uśmiechniętą starszą panią, wokół niej dzieci i wnuki. Nigdy nie stawiała siebie w roli męczennicy.Kocham ją i szanuję jak nikogo w życiu.
    Ja również jestem matką, mam dwie córki, tylko dwie. Jedno dziecko zmarło mi zaraz po porodzie. Płakałam bardzo, świat mi się zawalił. Pomogli mi bliscy i wspaniała pani psycholog. Dziś jestem położną z trzydziestoletnim stażem pracy, uwielbiam swoją pracę i moje pacjentki. Uważam że świat zmierza w niewłaściwym kierunku. Kobiety same do siebie szacunku nie mają. Zażywają tabletki antykoncepcyjne, dokonują aborcji, a dzięki temu niszczą swoje zdrowie fizyczne i psychiczne oraz stają się łatwe, same o to się prosząc. To odbija się jak piłeczka pingpongowa, uderza w godność kobiecą, zabija odpowiedzialność. Mnie się udała. Mam kochającego męża i kochanka w jednym, wspaniałe dzieci, wiarę i szacunek do bliźnich. Kiedy je rodziłam nie miałam własnego mieszkania, ani nawet widoku na jego posiadanie. Jednakże nie odkładałam macierzyństwa na później. Bo różnie mogłoby to się skończyć. Oprócz urodzonego, donoszonego dziecka, straciłam jeszcze trzy ciąże.Troje dzieci nie embrionów. Płakałam zawsze strasznie, za stratą dziecka, anie embrionu!!!!
    Z moich obserwacji na oddziałach położniczych – matka, laptop, dwa, telefony, trzy walizki, dostęp do internetu, a dzieciaczek w koncie, oczki mruży od fleszu aparatu fotograficznego. Zaraz zdjęcia na fb. Wokół kobiety bałagan i brak zorganizowania, bo najważniejsze to kupić wózek za 10000 zł i kupę niepotrzebnych akcesoriów. Brak zrozumienia macierzyństwa w pełni tego słowa znaczeniu. A no i jeszcze tatuś, przybywający do dziecka i mamusi o godz. 20 lub jeszcze później, bo pracuje na ten cały dobytek. Odbiór ze szpitala też po godz 20, bo co się śpieszyć
    Smutne ale prawdziwe.
    Bardzo proszę skupmy się na tym co ważne

    • Ania

      W końcu jakiś głos rozsądku 🙂 popieram jako matka od samego momentu poczęcia Dzieci a nie Embrionow!!! pielęgniarka, fizjoterapeutka, żona i córka cudownej Mamy.

    • Anonim

      Niestety pięknie i prawdziwie Pani pisze. W dzisiejszych czasach ludzie często maja dzieci bo wypada a nie z czystej potrzeby serca 😦 smutne to. Co do samego artykułu jest ciekawy. Wzbudza kontrowersje, ale dzięki temu możemy zastanowić sie nad pewnymi kwestami np. In vitro. Ja ma naturalnie poczęte dzieci ale gdybym nie mogła?

  20. MRT_Greg

    Ten tekst jest dobry jako manifest. Ale jeśli cała książka jest utrzymana w takiej stylizacji, to współczuję autorce jednotorowego myślenia. Szkoda też że nie potrafi lub nie ma odwagi odnieść się do słów krytyki (do ANI JEDNEGO wpisu!), jakie pojawiły się w komentarzach. Czy może oczekiwała Pani tylko pozytywnych opinii?
    Tak czy siak – myśląc ogólnikowo – zgadzam się z autorką. W szczegółach na pewno się różnimy. Jeśli chce Pani aby jej książka, o nie łatwej wszak tematyce, trafiła do każdego odbiorcy, proponuję zaznaczyć, że przedstawione sytuacje to spojrzenie głównie od jednej strony „barykady” lub zaznajomić się z opiniami/odczuciami/spostrzeżeniami innych kobiet. Przypuszczam, że mogłoby to zweryfikować wiele Pani poglądów, stawiając je w nowym świetle.
    Życząc powodzenia
    Pozdrawiam, MRT

  21. Magda

    Witam,
    Absolutnie nie zgadzam sie z przedstawionym opisem. Jestem matka dwójki dzieci i uważam, za macierzyństwo to najpiękniejsza i fascynująca przygoda, jaka mogła mnie spotkać. Nigdy macierzyństwa nie traktowałam w kategoriach przymusu czy meczennictwa. Opieka nad dzieckiem to przyjemność i radość. Najgorsze co moze byc to matka, ktora ma poczucie, ze zajmuje sie dzieckiem bo musi…. Świadomie z mężem decydowaliśmy sie na dzieci. Po drodze spotykaliśmy wspaniałych ludzi- lekarzy, położne, konsultantki laktacyjne ale także pracodawcę. Z racji tego, ze jestem kobieta i matka nigdy nie czułam sie gorsza i nigdy nie czułam, aby ktos gorzej mnie z tego powodu traktował. Mam wrażenie, ze to o czym pani pisze, to raczej problem osobowości i takiego siebie postrzegania przez sama kobietę, a nie problem społeczny. No, przynajmniej ja w swoim otoczeniu nie dostrzegam takiego obrazu kobiety – matki.

  22. Tata

    Tekst porusza istotne kwestie ale czy te kotlety smaży tylko dla męża i jego rodziny?? czy sama też skosztuje? A rodzina żony/matki już nie przychodzi?? Rodzina męża jest gorsza?? Drugi temat: świata nie uleczysz ze wszystkich patologii, jak nie lubisz katoli to Twoja sprawa ale pamiętaj, że pisząc o NMP w sposób jaki przedstawiłaś z pewnością kogoś urazisz! Szanuj innych i ich przekonania, czy nie o to chodzi po części w Twoim rzekomo, samozwańczo najlepszym blogu?!?!

  23. Ewelina

    Witam.
    Widzę że ktoś Panią bardzo skrzywdził. to smutne. ale czy zamiast pisać stek żalu przeplatanego kłamstwami i oszczerstwami może warto byłoby udać się na terapię do psychologa ?
    pozdrawiam serdecznie.

  24. ania

    Ostatnio spotkałam się z wrogą postawą mężczyzn ,do matek z dziećmi, jak to ujął ,,zabierają mu powietrze NA ULICY, wychodząc z ryczącymi bachorami lub też obrzydliwie karmiących w miejscach publicznych ,,. chodzi o to , że część społeczeństwa jest kompletnie wynaturzona. i niestety takie wrogie nastawienie, zauważyłam w Polsce . w Niemczech, Szwajcarii, Włoszech itp.dzieci są traktowane jak CUD , w Polsce jak bachory. Czy to frustracja społeczeństwa? może brak godnych warunków bytowych wyzwala taką agresję ?

  25. Ewa Paulina Paulinek

    Genialny tekst, nie muszę się do końca zgadzać ze wszystkimi tezami, ale w końcu to prywatny pogląd autorki, a nie praca w „Lancecie”. Za rzadko tu zaglądam, a szkoda, bo w zalewie bylejakości i tandety Pani teksty są znakomicie skomponowane, poprawne pod względem językowym, gramatycznym, składniowym, stylistycznym, ortograficznym i każdym innym (co jest coraz rzadziej spotykane…), świeże, opiniotwórcze i po prostu przyjemne do czytania. Pozdrawiam!

  26. Mama z Edynburga

    Urodzilam dziecko w Szkocji korzystajac ze wszystkich mozliwych srodkow przeciwbolowych…. nie chce sobie nawet wyobrazac jak rodzily kobiety kiedys, jak rodza teraz na krancach swiata i jak rodza w polskich szpitalach…. slucham czasem takich historii „zaplacilismy lekarzowi zeby przyszedl ale polozna go odprawila mowiac, ze nie jest potrzebny; porod byl ciezki; dziecko bylo niedotlenione jest teraz niepelnosprawne, corka ma depresje, ziec ja zostawil” …
    serce peka…
    Kiedy rodzilam, zapytalam szkocka polozna od jak dawna znieczula sie tu kobiety przy porodzie, powiedziala ze pracuje 20 lat i nie pamieta by NIE znieczulali…
    Nikt nawet nie smial wspomniec mi zebym sie ogolila, a moja mam byla zbulwersowana, ze nie robia mi hegaru. Zamiast tego, kazali mi „zjesc duzy obiad, zebym miala sile urodzic swoje dziecko”… Nikt mnie nie dotknal bez pytania, nawet w sytuacji krytycznej lekarz zanim mnie dotknal wyjsnil i mnie i mojemu partnerowi, ze musi mnie zbadac i sprawdzic w jakiej pozycji jest dziecko….
    Porod to koszmar….i mowie to ja, ktora rodzila na morfinie… a caly ten stan blogoslawiony to pieprzenie i najwieksze klamstwo wszechczasow… jestes gruba, ciezka, szybko sie meczysz, bola cie nogi, plecy, glowa, wszystko, nie miescisz sie w ciuchy, nawet w buty, popuszczasz w majtki, kanapa pod toba skrzypi, ludzie patrza z litoscia, twoj zalosny maz podaje ci lody z bita smietana upewniajac sie przy tym, ze po ciazy zapiszesz sie na silownie…. jakbys nie miala dosc dzwigania przez 9miesiecy…. ma wspaniala coreczke i jestem z jej powodu bardzo szczesliwa ale jak slysze okreslenie stan blogoslawiony to mnie szlag trafia i jal nie lubie wulgaryzmow tak mam ochote sprostowac na ‚stan przeje…any’

    • Markolcia

      🙂 obawiam sie, ze wsrod „Matek Polek” tekst nie znajdzie zrozumienia, choc podpisuje sie pod nim jako wielka hipopotamica w 9 miesiacu;-). I prawda taka, ze nie ma szacunku na polskich porodowkach..

  27. Aleksandra Bohojło

    Drogie Krzykaczki i Szczujace autorkę tego tekstu, a może po prostu różnimy się między sobą, mamy inny światopogląd, doświadczenie i oczekiwania wobec życia? Po co te obrazy, porównania, oceny? Tekst jest napisany bardzo ciekawie i oryginalnie. I spowodował lawinę komentarzy, zwrócił uwagę i poruszył emocje. A to już bardzo dużo. Z niecierpliwoscia czekam na książkę. Pozdrawiam Autorkę

  28. Mariola

    To i ja zostawię kilka uwag, do wszystkich, a nie tylko do Autorki… Pozwolę je sobie wypunktować, ale w przypadkowej kolejności.
    1. Moje dwa porody były całkiem znośne, choć opieka medyczna pozostawiała wiele do życzenia.
    2. W związku z faktem bycia matką nie uważam się za męczennicę, a wręcz przeciwnie.
    3. Sama nigdy nie karmiłam w miejscu publicznym, ale nie razi mnie, kiedy robią to inne kobiety, podobnie z przewijaniem. Ot, życie…
    4. Na wszystkich etapach edukacji na religię chodziłam do salki katechetycznej przy kościele i uważam, że tam jest jej miejsce. Nadmienię, że ostatnie świadectwo odebrałam w IV klasie szkoły średniej.
    5. Jak wygląda obecnie większość lekcji religii prowadzonych przez „osobników z założenia żyjących w celibacie”, to wiedzą chyba wszyscy, więc faktycznie pomysł z filmami przyrodniczymi uważam za trafne rozwiązanie.
    6. Nie sądzę, żeby „osobnicy z założenia żyjący w celibacie” byli powołani do tego, aby dyktować warunki na tym świecie, sterować naszą płodnością i zaglądać w nasze sumienia, bowiem od rozliczania się ze swoich uczynków mamy tzw. sąd ostateczny, na którym za nas nie staną.
    7. W komentowanym fragmencie nie widzę nienawiści ani cynizmu – raczej realne spojrzenie na rzeczywistość.
    8. Tekst jest po prostu genialny i prawdziwy, a przytaczanie przypadku matki Madzi w komentarzach uważam za nadużycie, ponieważ, to tylko jeden z wyjątków, który potwierdza regułę.

    PS. Podobnie jak Autorka tego tekstu nie jestem ani zakompleksiona, ani cyniczna. Książkę oczywiście bardzo chętnie przeczytam.

  29. Kinga

    Kobieto, która napisałaś ten artykuł! Współczuję Ci takich spostrzeżeń. Tekst w pełni oddaje Twoją biedę duchową i emocjonalną. Powinnaś się nad tym swoim nieszczęściem zastanowić. Ten tekst jest obrzydliwy, nieprawdziwy i żałuję, że go przeczytałam!

  30. krumele

    W komentarzach niektórych Pań tylko ja, ja, ja… Tak jakby kazdy tekst miał być o Was samych. A przecież czasami mozna sie w tekście samemu odnaleźć a czasami z nim nie zgadzać, ale dlaczego zawsze brać tak to do siebie… nie rozumiem. Ponadto niektóre kobiety mające 2-3 dzieci chyba zapominają że same maja/miały Mamy.. moze warto przestać wpatrywać sie tylko w siebie, a pomysleć o wdzięczności dla swoich rodzicielek.

  31. SAMOTNA MATKA

    Drogie Panie i Panowie….wszyscy macie rację !!!!
    Tyle jest punktów widzenia,ile osób i przeżyć…więc miliony !!! Widzę,że autorka ma tzw. „lekkie pióro” w pozytywnym znaczeniu….w wielu punktach się z nią zgadzam,chociaż nie we wszystkich.Jestem Katoliczką nie tylko z nazwy ,ale z przekonania i tekst o NMP bardzo mnie zabolał.Nie zawsze tak było,ale NMP ZAWSZE była ze mną,pomagała,wspierała i Ona jedna dała mi odczuć,że kocha mnie bezwarunkowo…gdyby nie JEJ opieka,nie było by mnie już wśród żywych.Urodziłam trzy córki i każdy poród był inny…i położne też różne…pierwsza urodziła się na porodówce przy słuzbistce ,bez jakichkolwiek emocji z jej strony…ot,zrobiła swoje..poprawnie.Drugą urodziłam na tej samej porodówce w stanie wojennym…praktycznie sama,bo Pani połozna spieszyła się na mszę za św.pamięci męża,a mojej córce się nie spieszyło więc…zostawiła mnie…gdyby nie salowa,spadła by z łóżka na ziemię….ale urodziła się w „czepku”,więc żyje.Pierwszą kochałam od początku miłością bezwarunkową…całą sobą i myślałam,że drugą też tak będę kochać…cudowne uczucie miłości macierzyńskiej nie przyszło…ani za tydzień,miesiąc…ani za rok.Dzisiaj mając więcej wiadomości i doświadczenia przypuszczam,że był to szok poporodowy…nikt mi nie pomógł.Mój mąż pił coraz więcej…moja mama była typem „dyktatora” i traktowała mnie jak darmową służącą…po trzech miesiącach macierzyńskiego wróciłam do pracy…ciężkiej,fizycznej pracy na szklarniach.Po pracy w pole,a wieczorem trzeba było przygotować wszystko na następny dzień i odrobić zaległości trwającego jeszcze dnia.Nauczyłam się szyć,bo przecież chciałam,żeby moje dziewczynki ładnie wyglądały..no i ja też chciałam się jakoś ubrać,ale nie było w sklepach nic…więc przeszywałam nocami ze starych…na „nowe”. Nie było mi ciężko ,bo robiłam to z miłości do moich córek,ale i z przekory do całego świata.Przyszło jednak nieuniknione w takich warunkach załamanie…ciągłe awantury pijaka,poniżanie,ciężka praca ,zero odpoczynku /nigdy nie byłam na wczasach/….zero wsparcia od najbliższych doprowadziły do myśli samobójczych.Kładłam się spać prosząc kogoś /w Boga właściwie już nie wierzyłam/ ..żeby się rano nie obudzić.Po kolejnej awanturze płacząc nie łzami/już ich nie miałam/ ale całą sobą popatrzyłam na obrazek mojej córki z I Komunii…Jezusa Miłosiernego i wykrzyczałam na całe gardło:”Cóż z tego,że jesteś namalowany,jak ja Cię nie czuję..nie mogę wypłakać się na Twoich kolanach…nie przytulisz mnie,nie pocieszysz,nie pomożesz !!! Gdybyś istniał…nie pozwolił byś na to !!!”.. Po chwili poczułam uścisk ręki na lewym ramieniu..obejrzałam się…chociaż wiedziałam,że jestem w pokoju sama…ten uscisk czułam przez trzy dni,a dwa tygodnie pózniej przyszło w odwiedziny dwóch zakonników,twierdząc,ze kiedyś zaprosiłam ich na kawę i teraz z tego zaproszenia korzystają.Kiedy ich zobaczyłam,czułam się tak,jakbym zobaczyła diabła !!! Ale to była odpowiedz na mój pełen goryczy i bólu krzyk…zrozumiałam to kilka miesięcy później.Odwiedzali mnie regularnie przez rok…rozmawialiśmy na rózne tematy…wrócili mi wiarę w Boga i w siebie.Potem wyjechali i kontakt się rozluźnił,a potem całkiem zanikł.To była jedyna pomoc ze strony Kościoła,ale wiem,że żadne pieniądze nie przywróciły by mi GODNOŚCI…tak jak zrobili to Ci dwaj zakonnicy.Stałam się silnym człowiekiem,podjęłam szereg ważnych zyciowych decyzji,których bez tej „interwencji” nie była bym w stanie podjąć.Samotnie wychowałam moje córki …nie całkiem,miałam rodziców,którzy w specyficzny sposób pokazywali mi nadal jaka jestem głupia i nic nie umiem.Ale ja juz byłam innym człowiekiem….nie pozwalam się zaszufladkować jako „Matka Polka”….chociaż nadal miałam masę obowiązków,pracy i problemów.Trzecią córkę urodziłam w wieku 43 lat w szpitalu/którego zawsze się bałam/ im.Gabriela Narutowicza w Krakowie…wczesniej byłam tam na podtrzymaniu ciąży po trzech krwotokach.rodziłam przy studentach…chyba było ich 12…połoznej i lekarce.Nie miałam „swojego” lekarza,bo nie było mnie na to stać.Wolałam za te pieniądze kupić coś dziecku.I tu dziękuję im za wspaniałą atmosferę,pełna oczekiwania i radości….rodzilam bez znieczulenia,chociaż taka propozycję otrzymałam /koszt 1000 zł./…nawet gdyby było za darmo,nie skorzystała bym.Pierwszy raz trzymałam dziecko tuz po porodzie,jeszcze nie umyte…nagusieńkie…nie potrafię opisać uczucia szczęścia,jakiego wtedy doznałam…oni wszyscy cieszyli się razem ze mna…byli moja rodzina i nie przesadzam !!!! dwa tygodnie po czwartych urodzinach córki zmarł mój partner,a jej ojciec…w Wigilię Bożego Narodzenia był pogrzeb.I znów zostałam sama ….Samotna Matka Polka,na którą wypioł się GOPS…ZUS przyznał 325 zł. renty i tyle.Pracowałam jak szalona,aby zarobić na utrzymanie dwóch córek/starsza wyszła już za mąż/…siebie..opiekując się chorymi rodzicami…ale nikt nie mówił,że będzie łatwo !!!Skąd miałam siłę na to wszystko ???..Myślę,nie…wiem,że Jezus był ze mną przez cały ten czas..i nawet kiedy ja przestawałam wierzyć w Niego…On nie przestawał wierzyć we mnie !!! MATKA POLKA to cos więcej,niz wychowująca dzieci kura domowa,czy zapracowana,umęczona kobieta burczaca z niezadowoleniem…Matka Polka to postawa,sposób patrzenia na życie,sposób radzenia sobie z przeciwnościami losu…to umiejętność pokazania dzieciom wartości,których nikt inny im nie przekaże.To ból porodu..ale i radość patrzenia na rozwój dziecka,możliwość kształtowania jego charakteru…ciężka praca,ale i duma z dokonań naszych dzieci.Nie da się zaszufladkować tego pojęcia…Matka Polka.Inną sprawą jest to,że obecnie wymawiane jest z pogardą….Tak..Matka Polka,to w dużej mierze poświęcenie,ale wybór zawsze należy do nas.

    • Monika

      Słowa uznania. Chylę przed Panią czoło. Niech Pani córki, swoimi postawami iwynagrodzą Pani te ciężkie doświadczenia, niech Pani życie będzie już zawsze radosne. Niech Bóg ma w opiece Panią i Pani rodzinę!

    • xjustyna2

      Bardzo poruszyła mnie pani historia, a w niej siła determinacja i wiara.W zasadzie wszystko.To niesamowite.Życze pani wszystkiego najlepszego, bo jest pani wspaniałym i dobrym człowiekiem i taka podobna ze swoimi przeżyciami do mojej ukochanej mamy:)

    • Markolcia

      Piekna opowiesc..i bardzo wywazone slowa..czasem swoja historia dajemy innym sile..o ile tylko potrafimy powstrzymac sie od ostrych ocen..Pani potrafi..zazdroszcze i gratuluje postawy..

  32. SAMOTNA MATKA

    Dziękuję Pani Moniko za ciepłe słowa….nadal nie jest mi łatwo,moja najmłodsza córka ma dopiero 14 lat…ale chciałam pokazać moją historią życia/w dużym skrócie/,że nawet jedna osoba ma różne doświadczenia….to my wybieramy „barwy” i od nas zależy jaki kolor będzie miało nasze macierzyństwo…nasza rodzina….nasze życie.Faktem jest,że dzisiejszy świat jak by zapomniał podstawowego słowa „SZACUNEK”…jeśli masz szacunek do siebie…do życia…potrafisz szanować innych..ich decyzje..religię…pracę..punkt widzenia,nawet jeśli się z nim nie zgadzasz.Każde doświadczenie powinno nas czegoś nauczyć…wzbogacić nasze życie o kolejny „kolor”…moje doświadczenia pozwoliły mi odkryć w sobie talenty,o których pewnie nigdy bym się nie dowiedziała gdybym miała dobrobyt.Ucieczką od złych doswiadczeń stało się dla mnie pisanie wierszy.Wylewałam tam swoja duszę,której przed nikim nie mogłam/lub bałam się/otworzyć.Namalowałam kilka obrazów/szumnie to nazywając/…na wystawę raczej się nie nadaja,ale dla mnie sa piękne…bo moje.Dziękuję wszystkim,których spotkałam w swoim życiu,i którzy mieli wpływ/pośredni/ na moje decyzje…nawet mojemu mężowi i mamie…nie była bym dzisiaj tym,kim jestem,,,nie odkryła bym siebie…nie postrzegała bym wiary tak,jak teraz…Dzisiaj wiem,że nie zamieniła bym żadnej minuty mojego życia,bo każda z nich uczyniła moje życie bogatszym…pełniejszym….mądrzejszym.
    Moje starsze córki mają swoje rodziny,a ja mam dobrych zięciów i cudowne wnuki.Staram się być przy nich zawsze,kiedy mnie potrzebują…szanuję ich decyzje i kocham ich takimi,jacy są.Niech Panią Bóg ma w swojej opiece.

  33. Anonim

    Bardzo mi się podobało,poda pani do wiadomości na fb,jak książka będzie w sprzedaży?Bardzo chętnie bym kupiła…😊 pozdrowienia,Jana z Danii

  34. Ela

    Dziękuję!!! Wreszcie ktoś się odważył, by przestać wszystko w róż ubierać, a kupa fiołkami przestała pachnieć! Prawda jest taka, że miliony kobiet rodzi dzieci, a zawsze wszystko inne jest ważne…. Bo bycie matką jest takie naturalne, ale nikt nie chce przyznać jaki to trud. Są owszem rodziny jak moja, że mąż pomaga ile się da, ale i tak cycem w nocy dzieci nie nakarmi, jak jest w pracy to ja za nimi latam i do wc wchodzi za mną jedno, a drugie płacze, bo chce w tym czasie na ręce… Mamo jeść, mamo pić, mamo to, mamo tamto… a tata siedzi obok. Mimo wszystko kobieta to człowiek i zmęczenie potrafi doprowadzić do rozpaczy…. a i tak wszyscy każą wbić uśmiech na twarz zawsze i wszędzie i „kurom domowym” odmawia się prawa głosu.

  35. Anonim

    Ja sobie tak ostatnio dużo myślę własnie o sytuacji matek/kobiet w tym popieprzonym świecie/kraju i coraz częściej zastanawiam się nad ogólnokobiecym zrywem, protestem, może w końcu ktoś by nas usłyszał! Niby mamy XXi wiek a ciągle wiele sytuacji to czyste średniowiecze, choć nie, wówczas nie było aż takiej presji na kobietach, miały wychowywać dzieci i tyle-teraz jesteśmy robotami do WSZYSTKICH zadań specjalnych, nawet matka, żona , kochana to już za mało!

  36. dorota

    mam pytanie czy ma pani dzieci? tak jestem mamą i nawet przez jeden moment nie poczułam nic z tego o czym Pani pisze. Naprawdę da sie wyjść z domu z dzieckiem bez resztek kupy we włosach i spokojnie je nakarmić czy przewinąć poza domem. Obraz społeczeństwa i tego jak postrzega dzisiejsze matki wg Pani wydaje mi się strasznie przerysowany… to tylko tyle. Jako mama i kobieta przede wszystkim teraz juz wiem posiadanie życia przy i poza dzieckiem, interesowanie się kultura, polityką i czym tam jeszcze na prawdę nie jest trudne jest po prostu naturalne ..

  37. Szamanka

    Przykre to co tu piszą „kobiety” ma Pani tutaj czystą odpowiedź na zadawane w tekście pytania ( dlaczego kobieta dla drugiej kobiety potrafi być tak okrutna) odpowiedź na to pytanie jest w tych wszystkich komentarzach – bo takie są właśnie głupie baby za mordę i do garów takie właśnie są tak o nas myślą wspaniali mężczyżni a tych co tak nie myślą jest tak mało że się nie liczą.Pani zatrzymała na chwilę czas pięknie zebrała wszystko do kupy i wywaliła na wierzch to całe bagno jakim jest a może nie ma człowieczeństwo. Odezwały się matki Polki a tekst wcale nie dotyczy wspaniałych Polek tylko wszystkich matek na całym globie matki Ziemi której a propos też nikt nie szanuje. Ten tekst jest jeszcze bardzo, ale to bardzo delikatnie napisany, gdyby tak szerzej rozwinąć temat to nie wiem, czy wspaniałe koleżanki dałyby radę dotrwać do końca. Może jednak od czasu do czasu warto o tym pisać, mówić, przypominać, że ten świat wokół nas nie jest całkiem normalny (mordowane, gwałcone kobiety i dzieci na porządku dziennym w każdej chwili na świecie dochodzi do okrutnej przemocy na bezbronnych kobietach i dzieciach, kto stanie w ich obronie może jednak głosy tych tu zniesmaczonych idiotek żyjących tylko we własnym szczelnie zamkniętym świecie mają coś do powiedzenia.Przykro mi proszę Pani, mam nadzeję, że nie czyta Pani tych absurdalnych komenarzy – z miłą chęcią przeczytam książkę, bo to tak jakbym po części sama ją napisała przeczytałam fragment tej nowej książki ze zrozumieniem.
    I wcale ani to wcale nie ponoszą mnie emocje.Pozdrawiam Panią Serdecznie.

  38. Elzbieta Kardynal

    I gdyby tylko świat zatrzymał sie na 5 minut i spojrzał czule w strone tej jedynej, a zmieszanej z błotem; tej najczulszej, a atakowanej i krytykowanej z każdej strony; tej najpiękniejszej, a sponiewieranej życiem i ludzka podłością kobiecie, dzieki której w ogole jesteśmy na tym ziemskim padole moze wszystkim nam żyłoby sie lepiej, spokojniej i sprawiedliwiej. Matka Polka- jaki to niesamowity oksymoron! Gratuluje tak celnego ujęcia tematu.

  39. Anka

    genialnie napisane!!!!!! Biłabym brawo na stojąco,gdyby nie fakt taki,ze matką jestem i padłam dziś na … po uslugiwaniu mojej małej społeczności… Po książkę z autografem ustawiam się pierwsza w kolejce!!!!!

  40. annamaria

    Nirktore katoliczki maja juz tak sprany mozg ze nie rozumieja o co chodzi, znowu inne juz chyba dluzej pisza bez polskich trzcionek i tez nie kumaja.

  41. annamaria

    Samotnamatka ” to typowy przyklad polskiej glupoty katolickiej, Narobic dzieci z alkoholikiem i robic z siebie meczennice.

  42. Mick

    Ale przecież jeśli nie chcecie, to nie musicie ani wychodzić za mąż, ani mieć dzieci, ani chodzić do Kościoła. Więc o co ten ból dupy? Boli was, że są takie kobiety, mają 4 dzieci, gotują mężom i chodzą do Kościoła i są k**a wciąż uśmiechnięte, a wam się tak nie udało i ujadacie. Zamiast obrażać innych polecam zastanowić się co spieprzyłyście w swoim życiu. To wymaga niestety pokory.

  43. truteń

    Piękny i wiele mówiący tekst ,nie dla wszystkich zrozumiały stąd te głosy krytyki.Kwintesencja treści do ilości tekstu.
    Świetny dla potrafiących czytać ze zrozumieniem,czytajcie też pomiędzy wierszami i koparcie.

  44. jacek...

    Mojej MAMY już nie ma …pozostała w moim sercu na zawsze…to o NIEJ i wielu innych bezimiennych, cichych, BOHATERKACH…łzy…

  45. Pingback: Przetrwaliśmy dzięki Matkom. — ta.to & tamto

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s