Kobieta (nie)skończenie doskonała

Wieki, pokolenia niesprawiedliwości i co? Dwudziesty pierwszy wiek, feminizm, walka i co? I idziesz do kuchni z miną zaciętą, bierzesz garnek i strugasz ziemniaki

1149044_10200527491931514_933542343_n

Wracasz z pracy, on wraca z pracy, zderzacie się w drzwiach, a on pyta:

– Co na obiad?

No i oczywiście szlag cię trafia, bo jak to: co na obiad?! Kiedy, gdzie miałaś go upichcić? W biurze, na klawiaturze?! A może po drodze, w tramwaju, na światłach? Z dzieckiem na kolanach, w przedszkolu, w szkole, na wywiadówce? Z dwóch dań złożony, zupa krem, z ptysiami, zestaw surówek i rolada? Plus przystawki może? Deser piętrowy? Jezu, jesteś taka zmęczona, padasz na twarz, a on: co na obiad?! Matka go rozpieściła, przysięgam, masz ochotę zabić jego razem z mamuśką, babką i całą zgrają ciotek, które się nad nim trzęsły całe życie, które mu frykasy pod nos podstawiały, a na koniec wypuściły z wyłożonego puchem gniazda, żeby teraz bezczelnie, roszczeniowo zadawał takie pytania! Żeby wyskakiwał z czymś takim, kiedy przecież jesteś styrana, tak samo jak on, albo i może nawet bardziej! Żeby w swoim nieskończonym egoizmie zawarł cały szowinizm i patriarchat, i ani krzty empatii!

Wieki, pokolenia pieprzonej niesprawiedliwości i co? Dwudziesty pierwszy wiek, feminizm, walka i co? I co?! I idziesz do kuchni z miną zaciętą, bierzesz garnek i strugasz ziemniaki. I tylko po głowie tłucze ci się tamta chwila, którą nie wiadomo czemu tak dobrze zapamiętałaś, tamten moment, w którym ojciec powiedział, że ta kobieta, która go kręci, kobieta idealna, kobieta NIESKOŃCZENIE doskonała – wcale nie zajmuje się struganiem kartofli!

O Boże, ile w tobie żalu, ile w tobie złości, gdy masz ochotę zadzwonić do ojca i wydrzeć się do słuchawki: – To dlaczego mi kazałeś strugać kartofle?! To dlaczego wychowałeś mnie na kobietę SKOŃCZENIE niedoskonałą?!

Ale nie dzwonisz, nic nie mówisz, nie krzyczysz, masz minę zaciętą i robisz obiad. Twój bunt jest ZA MAŁY, żeby pokonał poczucie winy, poczucie obowiązku, no bo faktycznie, kurwa, co na obiad?! To twoja działka, twój kawałek życia. Twoje królestwo kartoflane, odziedziczone po matce, która też strugała kartofle, bo ON pytał: co na obiad, a jak się okazało, niestety w ogóle go to nie kręciło.

Ale gdzieś w głowie tłucze się też druga myśl. Tylko jakoś przez całe życie nie dałaś jej dojść do głosu. Przez całe życie udaje ci się ją stłumić. Choć coś niepokoi, coś drapie i uwiera. Bo tak naprawdę, co było w tym pytaniu. Szowinizm? Roszczenia? Naprawdę? Naprawdę! Ty to usłyszałaś, ty to wiesz, ty nie dasz sobie teraz wmówić, bo przecież w twojej krwi płynie ten kompleks, ta nadinterpretacja. To poczucie, że jedno, krótkie rzeczowe pytanie ma wywołać zryw i działanie. Bo: „co na obiad” oznacza, że MA BYĆ OBIAD! I to twoje DNA z matki, babki, ojca i siedmiu ciotek, to powinowactwo służalcze i przekonanie, że musisz wszystko, że to twój obowiązek, że, heloł, tu ktoś jest głodny! – to nie pozwoli ci się na przykład zatrzymać. Na przykład nie gnać do lodówki. Nie chwytać, na przykład, za garnek. Nie robić zaciętej miny. Nie strugać kartofli wcale. Nic nie robić. Tylko zapytać:

– A co proponujesz?

————————————————————————————-

Tekst jest fragmentem książki „Kobieta dość doskonała”. Książka ma wyjść 7 października.

Kobieta_okladka wstepna kopia

19 comments

  1. viola1958

    Myślałam, że Wy młode już tak nie dajecie się wkręcić . Przykro mi to czytać. Nie róbcie tego ,zadbajcie o siebie.

    • Aga

      Ale tu nie chodzi o „lubienie” czy „nielubienie”. Tylko o fakt, że MA BYĆ zrobione… Naprawdę tak trudno to wyłapać z tekstu…?

    • mirawayne

      Ja tez lubię gotować a szczególnie piec i niestety ja własnie byłam ta która miała męża który na słowo możesz chociaż raz przygotować obiad kiedy padałam ze zmęczenia po fizycznej pracy, a na odpowiedz tego to mialam ” to nie moja praca” no i na pytanie czy chodzić do pracy to jest moja praca? to mi odpowiedział ze „ja baby utrzymywać nie będę” ewentualnie i tak to się rozpadło ale za to wychowałam 2-uch synów ze gotowaniem mogą się poszczycić i dlatego ich zony mnie bardzo kochają.Kiedy Babcia się zapytała czy wnuka zona gotuje i sprząta to na to wnuk do Babci ja tez umiem gotować i sprzątać, a Babcia: ale ty jesteś mężczyzna, to wnuk na to :Babciu nie ma różnicy u nas w domu robimy wszystko razem i może dlatego Babcia do śmierci miała do mnie wielki zal ze źle wychowałam dzieci, samotna matka 3-dzieci wszystkie wykształcone z tytułami )))

  2. Alicja

    Kobietom trudno znieść krytykę. Ja nie „strugam ziemniaków”, mój mąż nie dostaje kanapek do pracy, sam wymyśla obiady i jeszcze pomaga mi je robić. Jestem tą złą, co nie dba o męża, nie prasuje mu koszul i nie czuję się zobowiązana do zajmowania się faktem, że on jest głodny. Mam mądrego męża, który wie, gdzie lodówka i jak posmarować bułkę masłem. I wiecie, według kogo jestem zła? Według kobiet! To moja mam i siostra, a czasem babcia, dziwią się, że mój mąż sam sięga do garnka z zupą, by ją sobie nałożyć, a ja, niedobra i leniwa, beztrosko sobie jem! Mężczyźni potrafią się przystosować. Większość to pantoflarze. To, co wymaga zmian, to umysły nas, kobiet!

    • mags

      Zgadzam sie w 100% To my dla siebie, kobiety kobietom to robimy. To jedna na druga gada ze leniwa, ze nie ugotowala i nie wyprasowala. Moj maz tez wie gdzie jest lodowka i raczki ma, chociaz nie powiem, musial sie tego nauczyc. Ale jak moja bratowa bratu nie ugotuje to oczywiscie ja mam najwiecej do powiedzenia (oczywiscie nie na glos;) )

      • Alicja

        Mags, a jak Twój brat bratowej nie ugotuje, to kto na niego najeżdża, że żona głodna chodzi, hę?

        Jeszcze jedno chciałam dodać. Na każdych imieninach przynajmniej raz pada stwierdzenie, że „mężczyźni są lepszymi kucharzami od kobiet, to oni częściej zostają szefami kuchni!”. Po czym wsuwają porcję sałatki przez kobietę zrobionej. Ci sami mężczyźni szaleją za ciastami swoich babć i matek. Plamiąc przy tym koszulę upraną i uprasowaną przez żonę.

        Na szczęście po tym, jak 2 razy kobieta wygrała polską edycję MasterChefa takie stwierdzenia padają rzadziej. No i Magda Gesler nie jest mężczyzną.

  3. Panna Cz.

    Już nie mogę już doczekać książki. Na pewno przeczytam!
    Miotam się między walką (agresywną: „sam se zrób!”, co skutkuje zamówieniem pizzy; albo asertywną: „co proponujesz?”, co skutkuje tym samym), a uległością (bo pizza była już trzy dni z rzędu, a przecież on wczoraj poodkurzał, to po co się rzucać; a w ogóle to przecież lepiej zarabia, więc pewnie ciężej pracuje, to mu się należy). I mnie to w ogóle nie kręci. Staję się kobietą zrzędzącą, umęczoną, matką (bezdzietną) Polką, dzielną ofiarą. A to mnie tym bardziej nie kręci.
    Dylemat nie do rozwiązania.
    „Autor, słynny nowojorski psychiatra, uczeń Freuda, twierdził, że różnicę między męskim a kobiecym punktem widzenia trafnie uwidaczniają myśli chłopca i dziewczynki siedzących na ławce w parku, patrzących na księżyc w pełni. Chłopiec myśli o wszechświecie, jego bezmiarze i tajemnicy, a dziewczynka „powinnam umyć głowę”. Wstrząsnęło to mną tak mocno, że
    odłożyłam artykuł. Zrozumiałam, że moje myśli biegną zupełnie innym
    torem niż myśli dziewczynki – księżyc nigdy nie kojarzył mi się z myciem
    włosów. (…) Chciałam wzbudzać miłość mężczyzn i patrząc na księżyc myśleć o kosmosie. Poczułam się osaczona, zdana na własne siły, tak jakby musiało istnieć wyjście z tej sytuacji bez wyjścia.”
    Alice Munro „Dziewczęta i kobiety”
    Przypominają mi się „rodzinne święta”. Ojciec i wujkowie mówiący do zabieganej matki „no usiądż już, czemu jak biegasz?”. Czemu? No, *masa przekleństw*, czemu? Żebyście mogli wcinać ten krem z dyni i te cholerne roladki, usadowieni jak królowie i święcie przeświadczeni, że one nie mają nic wspólnego z bieganiną, a kobieta tak się miota zupełnie bez celu.
    I tak, jestem przed trzydziestką.
    I tak, trochę mi głupio jak to napisałam. Nadinterpretacja? Kompleks? Niesprawiedliwość? Narzekanie?
    Może.

  4. kozica

    Dopóki nie zaczęłam przesiadywać na internecie, nie wiedziałam, że jest coś takiego w moim pokoleniu. Moja mama wychowała nas – mnie i dwóch braci w poczuciu równości. To znaczy, gdzieś tam w trakcie zdarzyło jej się wyrywać z tekstem, że „kobieta powinna”, ale litościwie to ignorowałam.
    Mój mąż raz powiedział do mnie: „Może byś tak posprzątała?”. W tym momencie stał już z mopem i ścierką. Nie, nie zmuszam go do robienia porządków, taki był układ od początku, że jeśli będę chciała, żeby było posprzątane, to sama to zrobię. Ale jeśli on uważa, że coś jest do zrobienia, to też ma ruszyć dupę.
    Szybko się nauczył, że owszem, lubię gotować, ale jeśli obydwoje pracujemy na pełny etat, to podział domowych obowiązków jest musi być sprawiedliwy (no, dobra, jest niesprawiedliwy, bo mimo wszystko on robi więcej). Nie zaciskam zębów i nie idę obierać ziemniaków. Kładę się i mówię, że jak jest głodny, to ja mu podyktuję, co ma robić, albo może poczekać, aż odpocznę.

    • Karolina

      Ja się tego nauczyłam, ale najpierw musiałam się rozwieźć. Dopiero z drugim mężem, który od początku był empatyczny, partnerski, rozmawiał ze mną o wszystkim i słuchał, cudownie słuchał nauczyłam się, że on może robić zakupy (lepiej to robi ode mnie), gotować, wstawać do dzieci i w zasadzie wszystko w naszym życiu jest kwestią naszych wspólnych ustaleń. Jak teraz słyszę np. od rodziny wyrzuty, że przecież całe przyjęcie przygotował mój mąż (cudownie gotuje), to nawet nie chce mi się reagować (ja w tym czasie sprzątnęłam dom i ogarnęłam 3 dzieci). I zastanawiam się, że nikt tak się nie przejmuje losem żadnej mamy, babci ani cioci, które wszystko musiały same, dla każdego to jest normalne. Ale jeśli mąż jest partnerem w domu to jakoś kole w oczy.
      I dobrze, niech kole, kropla drąży skałę. Moja córka i dwóch synów już wyniosą w świat inny model rodziny.

  5. mona te blog

    Niestety coś w tym jest. Z jednej strony lubimy być potrzebne, sprawiać radość obiadem czy ciastem, ale takie pytania sprawiają, że krew gotuje nam się w żyłach. Pomimo tego całego feminizmu, nadal mamy w genach jakąś służalczość. Z tym wyjątkiem, że dzisiejsza kobieta, chce ten obiad ugotować na własnych zasadach. Nie jak nasze babki i prababki, rzucać wszystko i robić obiad. Dobry tekst, dobra metafora.

    Ps Na książkę czekam z uśmiechem i ekscytacją! 💜

  6. Barbara Król

    Ja myślałem,że jestem jakaś dziwna,że nie mogę zrozumieć postępowania pewnych osób z którymi się spotkam zastanawiałam się nieraz dlaczego ludzie to robią,dlaczego tak komplikują sobie życie zamiast …postępować tak żeby nie sprawiać przykrości innym …przeciesz to takiego proste …uśmiech to towar deficytowy…liczy się KASA ,KASA,Stroje wszystko co oślepia innych ,a wnętrze to się nie liczy” TEGO POPROSTU NIE WIDAĆ ..Barbara K pozdrawiam czekam na książkę

  7. Agnieszka

    Jakbym czytala o sobie. Z bylym facetem tak bylo, ze albo sie nie podobalo co robie (syn byl maly, to gotowalam tak, zeby on zjadl) albo wlasnie zadawal takie glupie pytania. Ale sam dupy nie ruszyl i nawet, jak byl swierzy obiad to potrafil wyciagac gotowe z zamrazalki. Moja odpowiedz zawsze byla, ze ma rece i moze sam zrobic. Dlugo z nim nie wytrzymalam.

  8. Piezu

    Mojego wychowali tak, ze gdy wchodzil do domu to jego matka leciala z talerzem goracego obiadku. I to codziennie innego. Mi sie przyznala do bledu mowiac „pamietaj, jak sobie faceta wychowasz, tak bedziesz miala. Nie daj sobie wejsc na glowe”. Mialam ochote jej odciac doplyw tlenu w tamtym momencie ale przyjelam do wiadomosci.
    Gdy gotowalam spozniony 20 minut obiad byla awantura. Bo on jest glodny zly i nie lubi czekac. Skonczylo sie na tym, ze gdy bardzo chcial obiad (ja obiadow nie jem takich jak on lubi. Tyje od nich okropnie) dostawal ulotke z menu restauracji 😉 i choc mam opinie chujowej pani domu nie dam sie. Albo rowno z nim przychodzil dostawca z np. pierogami hehe 😉
    Teraz gotuje kiedy chce i sprawia mi to cholerna przyjemnosc. On tez nie boi sie do garow podejsc. Ostatnio ukrecil pierwsza zupe w swoim zyciu a ja zrobilam ogorki malosolne w tym czasie i ciasto. I bylo pysznie. Nastepnego dnia zaoferowal szaszlyki. Mozna? Mozna. Trzymajcie kciuki dziewczyny. Teraz mam z nim do omowienia pranie 😉

  9. Anonim

    moim zdaniem to obiad się gotuje dzień do tyłu, więc pytanie co na obiad jak najbardziej naturalne…a faceta trzeba sobie wychować ,żeby obrał ziemniaki do tego uszykowanego wcześniej obiadu:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s