Wróg publiczny matka, czyli pampersgate od dupy strony

Wciąż zastanawiam się, jak wyglądała ta scena w restauracji i pytam Agnieszkę Kublik: czemu pani nie powiedziała nic tej kobiecie, która przewijała dziecko? I chyba wiem, czemu…

pieluszka-odparzenie-pupa-550Jeszcze niedawno pisałam, że kraj nasz został podzielony na czterdzieści milionów państewek, które toczą między sobą wojnę z powodu Halloween. Nie wiedziałam, że ta wojna to żadna wojna, że najgorsze przed nami, że przed nami batalia, Apokalipsa na skalę światową z powodu o wiele poważniejszego, mianowicie z powodu… pieluchy.

Wojnę wywołał artykuł Agnieszki Kublik, która podczas kolacji z zagranicznymi znajomymi we włoskiej knajpie, zobaczyła pampersa. Pampers podobno był z niespodzianką, co zdecydowanie podniosło ważność komunikatu. Po artykule zawrzało, a właściwie wyklarowało się, komu ostatecznie można z czystym sumieniem dowalić. Po wstępnych nieśmiałych kopniakach w temacie publicznego karmienia piersią (bo przecież w dzisiejszych czasach cycki są absolutnym tabu) i psioczeniu na hałaśliwe, bo niewychowane bachory w miejscach publicznych, padł wreszcie żelazny argument do ostatecznej pogardy i wyklęcia tej rozpasanej i nieznośnej grupy społecznej – opisanej już wcześniej przez profesora Mikołejko w artykule „Wózkowe, najgorszy gatunek matki” – a więc matki z małymi dziećmi.

Chciałoby się rzec, czyście oszaleli, jednak nie wypada. Nie wypada pukać w czoło pod adresem eleganckiego towarzystwa z polskich „włoskich” knajp, w których odwrotnie niż we włoskich  knajpach, dzieci są niemile widziane. Odwrotnie niż we włoskich, hiszpańskich, angielskich i niemieckich. Te wymieniłam, bo tam byłam. I tam widziałam całe chmary dzieciaków, które nikomu nie przeszkadzały. I widziałam też przewijaki w toaletach i dostosowane dla dzieci foteliki i specjalne menu dla maluchów. Ale to nie było w naszej eleganckiej Polsce, w której poglądy o niestosowności macierzyństwa pączkują jak bazie na wiosnę.

Pampers w knajpie spędza dziś sen z powiek redaktorów czołowych mediów, setkom blogerów i tysiącom komentatorów, którzy nie przebierają w słowach nienawiści, oburzenia i zacietrzewienia. Nie, nie psie gówna na placach zabaw, nie chamstwo i bluzgi dorosłych przy dzieciach, i nie brak warunków dla matki z dzieckiem w miejscach publicznych. Teraz wrogiem jest sama matka z dzieckiem. Która powinna siedzieć w domu, albo łazić na obsrany przez psy plac zabaw. Na pewno nie po restauracjach. Restauracja to eleganckie miejsce bez przewijaków, ze schodami bez podjazdu, z eleganckim towarzystwem z Ameryki i mdlejącą na widok pampersa dziennikarką.

Chciałabym jednak zauważyć, że choć bywam w knajpach od dziecka, w życiu nie spotkałam się z parującym pampersem nad talerzem, żaden z moich znajomych się z tym nie spotkał i konia z rzędem, kto z was, czytelnicy, to przeżył. Coś mi mówi, że nie jest to wcale powszechne zjawisko społeczne wymagające interwencyjnych artykułów, żaden palący problem do opisania w gazetach, żadna plaga. Tylko pojedynczy incydent. W odróżnieniu od: braku warunków dla matek z dziećmi, psich gówien na placach zabaw i publicznego bluzgania przy dzieciach, które to pojedynczymi incydentami nie są. Wiele razy zwracałam uwagę dorosłym i młodzieży, aby ze względu na małe dziecko w pobliżu nie darli gęby ogłaszając całemu światu, że: „Kurwa, ja pierdolę, wyjebane mam jak chuj”.

Nikt mnie nigdy nie poparł.

Wracając do pampersa. Bo wciąż nie pojmuję, czemu służy ta wojna. Wciąż zastanawiam się, jak wyglądała naprawdę ta scena we włoskiej restauracji i pytam panią Agnieszkę Kublik: czemu pani nie powiedziała nic tej kobiecie ? Czemu pani nie zwróciła uwagi, że zaraz pani zemdleje? Zwymiotuje? Opisze to w Gazecie Wyborczej i wywoła wojnę przeciwko matkom (bo choć ojciec też był obecny, pani – feministka – go oszczędziła)? Może dlatego, że jako matka doskonale pani wie, że kobieta, mając na głowie dwójkę maluchów, zero warunków do przewijania, zero stopni na zewnątrz i atopowe zapalenie skóry z odparzeniami w perspektywie, które leczy się kilka tygodni – ma w takiej chwili panią i pani eleganckie towarzystwo z Ameryki głęboko w dupie. Kładzie dzieciaka gdzie może i przewija.

71 comments

  1. victoriavalenta

    Bo co w ogóle robią gówniarze w restauracji? Takie miejsca są dla dorosłych Polaków jak alkohol! Napatrzy się takie bobo i później dziw, że naród pije;)
    Problemem nie są matki z dziećmi, ani zniesmaczeni goście restauracyjni, problemem są przepisy spychające na margines macierzyństwo.

    • Sylwia Kubryńska

      Dla mnie problemem jest to, że pod artykułem A. Kublik pojawia się kilkaset komentarzy ziejących nienawiścią pod adresem matek i dzieci. Coś jest bardzo daleko od OK, skoro pojedynczy incydent z pampersem wywołuje taki hejt. Opisana sytuacja nie jest tak bulwersująca, każdy z nas prawdopodobnie przynajmniej raz coś takiego w życiu zobaczył (i pewnie nieraz w pobliżu kuchni). Ale ta reakcja, to oburzenie świadczy o jakichś kompleksach, o odklejeniu od rzeczywistości. Dokładnie taki sam przykład z oburzeniem na widok kobiety karmiącej piersią. Co się z nami dzieje? Tak aspirujemy do tej Ameryki? Czy po prostu tak się w nas gotuje frustracja, że musimy ją wyładować na kimkolwiek – najlepiej na najsłabszych?

      • victoriavalenta

        Hejt najmniej obchodzi opisany incydent. Jest okazja do żółci, więc korzystają. A dlaczego to robią? Może nikt im nie powiedział, że ich wypowiedzi świadczą o nich i sami się nimi kwalifikują? Tylko poziom wypadałoby jakoś nazwać.

      • Aram

        Ma Pani rację, ale to nie problem „jakichś tam” komentarzy, ale czytelników określonej gazety, która nie od dziś ma właśnie tego typu profil ideologiczno-obyczajowy i tzw. „target” czytelników 😉

  2. Menschczyzna

    Sylwio,

    wbrew pozorom w tej pampersgate nie ma żadnego hejtu i rzezi niewiniątek, lecz tylko kretyno-matko-idiotko-egoistka i zwykłe obrzydzenie.
    Nie zmieni tego żaden eufemizm ani martyrologiczna ideologia.

    Pampersowa „niespodzianka” to w końcu zwykłe GÓWNO. A gówno nawet w pieluszcze śmierdzi i odbiera apetyt.
    Zawsze i wszystkim – oprócz bakterii kałowych.

    • Sylwia Kubryńska

      Ani ja nie dorabiam ideologii ani nie stosuję eufemizmów. O to gówno trwa od tygodnia wojna z nagonką na matki z dziećmi. Poczytaj w sieci. A ja uważam, że to incydent sporadyczny niewart tej całej wojny. Zobacz ile użyłeś negatywnych określeń pod adresem kobiety, której nawet nie dano się wypowiedzieć w tej całej aferze.I za co? Jakiej dokonała zbrodni? Przewinęła dziecko na kanapie, bo nie miała gdzie.

      • Atuor

        A sprawdziła czy w damskiej toalecie tej wykwintnej restauracji nie ma aby miejsca na to ? Zawsze jest spory blat z różnymi akcesoriami, na którym można przewinąć nawet zalanego tatusia.
        No chyba że to nie jest ta amerykańska restauracja, tylko polska byle knajpa przy drodze.

      • Essi

        Matka (niestety), musi być przewidująca i wiedzieć, że dziecko może zrobić „niespodziankę” w nieodpowiednim miejscu. Też miałam dziecko, z którym bywaliśmy w różnych miejscach, z dzieckiem miałam zestaw awaryjny: kocyk, mokre chusteczki i całą resztę do higienicznego przewinięcia malucha. Nie zdarzyło nam się w restauracji przewijać dzieciaka, ale gdyby była taka konieczność, to zrobiłabym to nawet na podłodze w łazience. Ale nie na sali restauracyjnej, nie rozumiem jak w ogóle mogło to komuś przyjść do głowy. Już nawet nie chodzi o to, że to gastronomia i sanepidy, ale są takie miejsca, w których nie robi się pewnych rzeczy. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś karmił czy przewijał dzieciaka w kościele na mszy, w restauracji, przychodził z niemowlakiem do teatru (to z życia, przedstawienie dla dzieci i dwa ryczące niemowlaki na widowni). Są ludzie, którzy nie uznają niemowlęcych immunitetów na wszystko w miejscach publicznych i ja również do nich należę. Matka i dziecko to nie święte krowy, ale człowiek, jak każdy. Niech tak też się zachowują.

  3. Sylwia Kubryńska

    I jeszcze dwie sprawy. Niespodzianka to eufemizm. Do tej pory nie wiadomo co tam faktycznie było. A druga rzecz: czemu matka idiotka egoistka? Przecież tam był też ojciec.

    • Menschczyzna

      Sylwio,

      potępiam czyn, miejsce i okoliczności jego popełnienia. Osoba matki jest w tym wypadku drugoplanowa, choć bobasek mógł trafić lepiej.
      To dlatego, że nieprzestrzeganie przepisów prawa zwyczajowego oraz stanowionego może napytać sporo kłopotów.

      W tym konkretnym przypadku na pierwszy rzut oka dostrzegam:
      1. niedopełnienie obowiązków rodzicielskich,
      5. rażące naruszenie norm współżycia społecznego,
      2. zanieczyszczanie miejsca publicznego,
      3. złamanie przepisów sanitarno-higienicznych obowiązujących zakłady żywienia zbiorowego,
      4. podstawę do wystąpienia przez restaurację z roszczeniem o naprawienie poniesionych strat wizerunkowych i wyrządzonych szkód.

      Dodatkowo osoba opiekuna (w tym wypadku matka) poszła na łatwiznę, albowiem istnieją sprawdzone sposoby awaryjnego przewijania wykluczające epatowanie otoczenia zawartością pieluszki.
      W kwestii braku możliwości wypowiedzi sprawczyni zamieszania: ta osoba wypowiedziała się czynem mówiąc w ten sposób o wiele za dużo, To wystarczy.
      Co do przedmiotu „niespodzianki” – istnieją zaledwie dwie fizjologicznie ograniczone możliwości. Jednakże na wskutek cudownej chłonności pampersów widok płynnej postaci zawartości zdecydowanie wykluczam.
      🙂

      • Sylwia Kubryńska

        1. Przewinięcie dziecka to raczej dopełnienie obowiązków. Forma to druga rzecz.
        5. Czy było rażące, czy przesadzone przez redaktor Agnieszkę – nie wiemy.
        2. Z tego co wyczytałam, nic tam nie zostało zanieczyszczone
        3. Nikt nie przewijał dziecka „na kuchni”
        4. Restauracja sama sobie zafundowała stratę wizerunkową przez brak przewijaka.

        Brak możliwości wypowiedzi opisanej strony jest naruszeniem rzetelności dziennikarskiej. Nie wiemy, czemu tak naprawdę to zrobiła. Może jej dziecko jest uczulone, cierpi na cięzką chorobę skóry i nie może być nawet przez chwilę narażone na kontakt z nieczystościami? Nie wiesz tego. A ja wiem, że są takie przypadki. Wiem z autopsji.I jeśli tak było, to kobieta miała do wyboru: kilka tygodni leczenia poparzonych miejsc dziecka albo nafumaną Kublik.

        A jeśli chodzi o przedmiot niespodzianki. Dlaczego coś wykluczasz? Bo komentujący to sobie dopowiedzieli? Bo w komentarzach padło tysiąc razy słowo „kupa” i „gówno”? Nigdzie w artykule nie ma słowa o kupie. Obawiam się, że przyjmując tak rzeczowy prawniczy język powinieneś trzymać się faktów. Tymczasem wykluczasz coś na wyrost:)

      • Anonim

        Chcę poznać te” sprawdzone sposoby awaryjnego przewijania wykluczające epatowanie otoczenia zawartością pieluszki”.

    • Porcelanowa

      Zawsze jest spory blat? No to juz dorabianie ideologii. Warszawskie knajpki znam na pamiec, nie jeden wieczor czy noc w nich spedzilam. Odkad mam dziecko zostaje garstka z przewijakami, bo lazienki sa ledwo na jedna osobe. Zawsze lepiej restauratorowi postawic stolik, ktory zarabia niz kibel. Nie cierpie takiego oklamywania rzeczywistosci. I serio jak na zewn zimno, a w restauracji nie ma jak przewinac to sie robi problem. Ja pewnie zrobilabym to w samochodzie, ale nie kazdy zawsze ma.

  4. Aram

    Jestem pozytywnie zaskoczony Pani komentarzem, a nawet za niego dziękuję, bo chyba brakowało do tej pory tego typu podejścia w tej, już chyba ogólnonarodowej „debacie”, pozdrawiam 🙂

  5. bratzacieszyciela

    ‚Widziałem najtęższe umysły mego pokolenia opętane komentowaniem artykułu A. Klubik…’

  6. Chris

    Moje zdanie w tej materii jest proste i nieskomplikowane.
    To jest po prostu kwestia kultury…osobistej.

    Albo się wie, gdzie i jak można przewinąć dziecko bez uszczerbku dla otoczenia, albo się tego nie wie.
    Nie jest to więc felieton skierowany przeciw matkom w ogóle, ale przeciw tym, którym gówno z pieluchy zalało mózg.

  7. Żaroffe

    „Incydent sporadyczny niewart tej całej wojny” – dokładnie tak Pani Sylwio. Rozpętała się ogólnopolska dyskusja o problemie, którego nie ma. Ta „debata” tutaj też nie ma sensu. Przecież nagłaśniaczom pampersa nie o to chodziło, o czym się tu i tam dyskutuje, napadając Bogu ducha winną kobietę. A to, o czym rzeczywiście powinniśmy rozmawiać („jak tu żyć panie premierze”), jest zamiatane pod dywan – za przyzwoleniem większości Polaków (niestety).
    Jakiś nieistotny pojedynczy incydent i tyle szumu. Z chwilę ktoś powtórzy numer „Ladypunkowca” Panasewicza, wyjmie swoją fujarkę i obsika publikę (tym razem w teatrze). Ktoś inny pójdzie w ślady Palikota i wpadnie do TVN-u, z gadżetami jeszcze bardziej bulwersującymi od męskiego przyrodzenia czy świńskiego ryja. I co z tego wyniknie? Kolejne debaty, dyskusje itd., itp. Nic więcej. Żadnych korzyści, żadnej nauki, żadnych wniosków. Zulu – Gula znowu rechoce ze śmiechu bo: „Polska to bardzo dziwna kraj”. Kiedyś byłem dumny ze swojego dziennikarskiego zawodu, dziś wstydzę się do niego przyznawać, więcej czytając chociażby „GW”, czy oglądając „martwego żurnalistę” w megalomańskim programie „Tomasz Lis na żywo” czuję się upokarzany, a „koleżanki i koledzy po fachu” chcą zrobić ze mnie idiotę.

  8. Ania

    Całkowicie się z Panią zgadzam… ja też się z taką sytuacją nie spotkałam i ta cała „afera” to musi być gruba przesada. Każdy kiedyś dzieckiem był więc nie powinniśmy na to patrzeć jakoś krzywo…

  9. Sylwia Kubryńska

    Nie generalizujmy, nie zamierzam szkalować Gazety Wyborczej, bo sama dla niej piszę i uważam, że jest tam dużo ważnych i potrzebnych artykułów. Jednakże nie zmienia to faktu, że wywód o pampersie nie jest ani ważny ani potrzebny.

  10. Żaroffe

    Posługiwanie się faktami nie ma nic wspólnego ze szkalowaniem. „GW” to medium „włazidupa”. Byle być przy władzy (tzn. wspierać ją). Celem number one tego publikatora jest uprawianie polityki (ubabranej w błocie), a nie szerzenie wartości humanistycznych, twórczości literackiej itp.. Owszem ukazuje się tam sporo „ważnych i potrzebnych artykułów” tyle tylko, że nie one są powodem wydawania tej gazety i nie o nich toczą się medialne debaty. „GW” jest konkretnym politycznym narzędziem, wykorzystywanym w brudnej grze, w walce o władzę i … kasę rzecz jasna. Tu nie ma alternatywy. Trzeba się sprzedać (władzy oczywiście), żeby przeżyć.

  11. Żaroffe

    Nie jestem hejterem. O jakim nienawistnym krytykowaniu (hejtowaniu) Pani pisze? Krytyczne komentarze pod adresem Adama Michnika czy „GW” w ogóle – są na porządku dziennym (właśnie z powodów, o których wspomniałem). Krytyka (nie krytykanctwo) to dziennikarskie ABC. Przepraszam, ale z takiej „polemiki” rezygnuję. „Prawdziwa cnota krytyk się nie boi”.

  12. victoriavalenta

    Nie wiem, czy uda mi się spuentować tekst (w zasadzie komentarze), przytaczając część komentarza Autorki: [Co się z nami dzieje? Tak aspirujemy do tej Ameryki? Czy po prostu tak się w nas gotuje frustracja, że musimy ją wyładować na kimkolwiek – najlepiej na najsłabszych?], mimo to spróbuję.
    Nie z „nami”. To się dzieje z tymi, którzy kultywują/celebrują zasadzie „dobrze, czy źle, ważne, żeby nie przekręcali nazwiska”.
    Nigdy z tymi, którzy w białej koszuli przytaczają na estradzie (oprócz własnych) słowa wieszczy. Nie z tymi, co zanim się wypowiedzą, poznają istotę poruszanego problemu.
    Sylwia, to się nie dzieje z Tobą (nie umniejszaj sobie i nie uogólniaj). To się dzieje obok i właśnie na ten „bok” nie można się zgadzać. „Rżnij piórem w bruk ulicy” – robisz to wspaniale.

  13. Ola

    Amen! Znając życie po prostu pani Agnieszka znalazła chwytliwy temat i przeczuwała taką fajną aferkę..A poważne problemy, o których Pani pisze są dalej zamiatane pod dywan, bo przecież brak miejsc dla matek z dziećmi czy podjazdów nie jest tak „malowniczy”i przemawiający do wyobraźni jak śmierdzący pampers podczas jedzenia obiadu z zagranicznymi gośćmi…

  14. Andrzejj

    Zastanawiam się czy matka która przewijała dziecko ma nastane we łbie jak w tej pieluszce??? Mam bliźniaki mają teraz 2 lata. Byłem w setkach restauracji z nimi i nigdy czegoś takiego nie zrobiłem. Przecież to moje dziecko nasrało, dlaczego inni maj na to patrzeć. Problem myślę leży gdzie indziej…. brak wychowania z domu.

  15. Tedi

    Często chodzę z dzieckiem po restauracjach i kawiarniach, ale nigdy mi się nie zdarzyło przebierać go przy talerzu. Nigdy też takiej sytuacji nie widziałam. Tak samo z karmieniem piersią. Widziałam mnóstwo kobiet karmiących publicznie, ale żadna nie miała wywalonego cycka na wierzch. Według mnie to taka afera dla afery i tyle.

  16. Sofija

    Bua ha ha. To ja muszę wtrącić swoje trzy grosze. Otóż, popieram z całego serca Pani komentarz, co więcej, jestem tegoż samego zdania.
    Ale na otarcie łez mdlejącej we włoskiej knajpie Pani Kublik i na pociechę mamom przyznam, że oto w te minione wakacje, kiedy moje dziecię miało 3 miesiące mąż zafundował mi pseudo relaks czyli krótkie wakacje. I wyobrazić sobie proszę, że co prawda nie stołowaliśmy się we włoskich knajpach, ale w mniej snobistycznej, za to przepełnionej naleśnikarni. I kiedy w trakcie posiłku mój syn będąc na rękach tatusia zrobił taką kupę, że wypływała mu bokiem i spływała radośnie po ręce tatusia to nie szukałam nawet przewijaka (w ciągle okupowanym przez minimum 10-cio osobową kolejkę kiblu) tylko położyłam dziecko na stoliku i przewinęłam w suchą pieluchę i ubranko. Było dookoła zapewne z dwudziestu ludzi (w bardzo bliskiej odległości) i nikt się nie odezwał ani nie zgorszył. Powiedziałam krótko do wszystkich przepraszam, towarzycho się odwróciło do swoich stolików i wyobraźcie sobie, że zajadali dalej naleśniki i jakoś nikt się nie porzygał ani nie zemdlał, ani nikomu nawet nie zrobiło się słabo poza moim mężem, który miał oto bliskie spotkanie trzeciego stopnia z kupą własnego dziecka.

    Uwaga do uroczego Pana Andrzeja, który twierdzi, że matka miała nasrane we łbie. Nie nie miała, dziecko miało nasrane w pieluszkę i mając wizję odparzeń, kolejki do kibla, przewijaka brudnego po setkach ludzi, którzy kładą na nim wszystko poza dziećmi wolała przebrać dziecko na już.

    • forca

      Może nikt się nie zgorszył i nie zbulwersował bo powiedziałaś „przepraszam”
      ? Wiadomo, że dziecko to dziecko – nigdy nie wiadomo kiedy zrobi kupę (tak mówiąc wprost), ale chodzi tu chyba również o to jak zachowa się rodzic. Mi osobiście byłoby trochę niedobrze gdyby na moich oczach ktoś przewijał na stole utytłane w kupce dziecko. Myślę jednak, że gdyby rodzic powiedział głupie być może „przepraszam” i zachował się rozsądnie (a nie w stylu „mam dziecko więc mogę”) byłoby mi łatwiej taką sytuację przełknąć i nie robiłabym problemu.

      • Sofija

        Możliwe. Ja nie ukrywam, że nie przewijałam dziecka z jakąś wielką satysfakcją czy premedytacją na stole. Ale że nie miałam wyjścia a goście obok przy stolikach nie umierali ze zniesmaczenia i byli wyrozumiali to zrobiłam co musiałam. Ale nie pozwoliłabym sobie żeby to było na porządku dziennym.
        A tak btw – ciekawe zy rzeczona mama (i tata) wiedzą, że to o nich chodzi i chcieliby się wypowiedzieć 🙂

  17. malkav

    No a po co wam te dzieci? Ślepy pęd by tworzyć więcej życia a nikt się nie zastanawia po co? Nie lepiej umrzeć z godnością?

  18. Miśka

    Kurde, przecież to sama natura, gó…no weszło to gó..no wyjśc musi. A że niestety w naszych wspaniałych polskich restauracjach, tudzież innych publicznych miejscach niestety rzadko spotyka się miejsca, w których można dziecko przewinąć, to niestety….. Życie…. A swoją drogą patrząc na czystość w toaletach w takich miejscach to ja też bym tak zrobiła, bo wolę to niż zarażenie dziecka czy siebie jakimś syfem.

  19. PolkaMatka

    Brawo Brawo! Zabrałabym Ciebie do włoskiej restauracji i postawiła obiad za ten świetny tekst, ale jestem Matką i muszę chodzić lewą stroną w tym tolerancyjnym kraju!

  20. forca

    A może skoro nie było przewijaka w restauracji oznaczało to, że knajpa nie jest miejscem dla małych dzieci? naprawdę w KAŻDYM miejscu musi być zamontowany przewijak?
    Może to jest trudne do zrozumienia, ale nie każdy lubi dzieci i nie każdy ma ochotę spędzać swój czas wolny w ich towarzystwie, Na innym portalu ktoś zaproponował aby oznaczać miejsca (restauracje, kawiarnie itd.) przyjazne dzieciom i ich rodzicom (wyposażone w kąciki dla dzieci, przewijaki w toaletach itp.) oraz takie, do których wstęp mają np. tylko osoby powyżej 12 r.ż, Uważam, że to świetny pomysł, który raz na zawsze zamknąłby temat. Osoby nie lubiące krzyku, umorusanych buziek, lepkich rączek miałyby spokój w knajpie w towarzystwie „dorosłych”, a rodziny z dziećmi i osoby którym dzieciaki nie przeszkadzają nie musiałyby uważać na każdy gest.

    • emilq

      Ja jestem za tym, żeby oznaczać odwrotnie: na każdej jadłodajni, knajpie, restauracji, kawiarni, w której nie ma przewijaka, powinien być napis: nie lubimy dzieci. I wtedy mama, czy tata, babcia, wujek, siostra czy brat, które mają małe dzieci nie wchodziłyby do takiego przybytku.
      🙂

  21. kasia

    Przede wszystkim tekst prof. Mikołejko pod tytułem „Wózkowe, najgorszy gatunek matki” mówi, jak sam tytuł wskazuje, o GATUNKU matek a nie o nich wszystkich dlatego tylko, że są matkami. Znam matki normalne, kochające swoje dzieci a także szanujące ludzi dookoła. Znam też matki, które życia i świata nie widzą poza swoimi dzieciakami i też szanują innych ludzi. Wózkowe to te matki, które przy bezgranicznej miłości do swojego cuda totalnie ignorują społeczeństwo dookoła i takie matki irytują i nie ma się co dziwić.
    Po drugie – może pani dziennikarka nie powiedziała nic bo miała pietra? Może ludzie się niektórych matek po prostu boją bo usłyszą „Nie twoja sprawa” albo „nie będzie mi tu mówić jak mam wychowywać swoje dziecko!”. Może ludzie boją się zwracać matkom uwagę bo te wózkowe z gatunku nie dają sobie nic powiedzieć?
    Mam nadzieję, że kiedy przyjdzie mi być matką nie urodzę rozumu wraz z łożyskiem.

  22. M.

    No i bardzo dobrze mama zrobila, ma prawo isc do restauracji, gdzie miala to dziecko przewinac, jak przewijaka nie bylo??
    Moze na podlodze w wc, albo dziecko mialo lezec z kupa?? Ta Polska… nigdy w Danii problemu z przewijaniem nie mialam… raz w szkole na zakonczeniu mialam swoja coreczke ze soba i w klasie zmienialam pampersa, bo w wc nie bylo przewijaka i nic sie nie stalo. Nie rozumiem problemu. W szkole normalnie nie ma niemowlat hehe, ale restauracja i brak miejsca na to???

  23. Marta Traczyk

    To jest chore. 1 pielucha i tyle zamieszania… Dajcie już spokój bo aż się ulewa. Mam dzieci i jak bym nie miała wyjścia zapewne zrobiła bym tak samo. I nie mam zamiaru po wejściu do jakiejkolwiek restauracji biegać po toaletach i sprawdzać czy w razie czego przewinę czy nie. Na co dzień spotykają nas gorsze widoki i jest ok. Dajmy wreszcie spokój. Pozdrawiam

  24. Blisko Dziecka

    Mnie samej osobiście oraz mojemu dziecku (nieświadomemu zupełnie) zwrócono uwagę podczas „publicznego zmieniania pieluchy” – bez wkładki wprawdzie. Starsza Pani (kobiety są gorsze od mężczyzn) była bardzo zbulwersowana – ze stoickim spokojem odrzekłam – zapomniała Pani, jak to jest mieć dziecko? Nie dałam jej do ręki pampersa (choć mogłam), zostawiłam ją z jej natrętnymi myślami…

  25. liza1511

    To nie chodzi o to bo tutaj nawołuje Pani do czepiania się ludzi z psami. Ja po swoim psie kupy zawsze sprzątam i wkurzają mnie niesprzątnięte gówna bo mój pies ję obwąchuje i musze go targać. Ale co do przewijani dzieciaka w restauracji to JEST przegięcie bo akurat byłam swiadkiem czegoś takiego w czeskiej knajpie. Sorry ale kupa cudzego dziecka nigdy nie będzie pachnieć fiołkami. Idę do knajpy po to żeby miło spędzić czas i za to płacę. Jeśli dziecko nawaliło można iść do toalety można poprosić kelnerkę żeby wskazała miejsce gdzie mogę przewinąć małego. A gdybym ja tak podeszła do Pani stolika i obok Pani sobie pierdnęła bo przecież to naturalne to ciekawe czy by Pani mi nnie zwróciła uwagi? 🙂 Kultury. Sama pracuję z ludźmi i największy problem zawsze jest z mamusiami zapatrzonymi w swoje jakże idealne pociechy. Bo dzieci w hotelu na wigilię płaczą z głodu mimo że do wyboru jest z 20 dań ale nie ma ZUPKI POMIDOROWEJ, ani SCHABOWEGO Z FRYTKAMI a szanowne gardła nic innego nie jedzą….i trzeba hotel obsmarować mimo że 20 osób tyra cale święta (i sylwestra bez ani dnia wolnego) żeby zadowolić jaśnie hałaśliwą gromadę rozwrzeszczanych bachorów wraz z jeszcze gorszymi rodzicami….

    • Młoda Mama

      Bardzo bulwersują mnie tego typu komentarze… Wiadomo – żadne dziecko nie jest idealne, ale nie przesadzajmy.
      Dyskryminacja matek z dziećmi jest wielka, aż przeraża.
      Nie zrozumie ten, kto nie ma dzieci. Proste. !
      A jeśli chodzi o „szanowne gardła”, które są (krótko mówiąc) bardzo wybredne – wiele zależy od wychowania 🙂
      Osobiście mam troje małego rodzeństwa (w wieku 5, 6 i 9 lat) i żadne z nich nie jest jakoś niesamowicie wybredne ! U mojej mamy działa zasada „nie zjesz obiadu, to będziesz głodny do kolacji”. I otwarcie mówię, że działa. I mam zamiar tą samą zasadę stosować u swojego maluszka.
      Hmm co do ślepo zapatrzonych matek w swoje pociech – chyba lepiej by były w nie zapatrzone, niż miały by je na śmietniku zostawić !!!
      Jeszcze jedna kwestia do poruszenia – czy dziecko to przypadkiem też nie jest człowiek ? Ja, Ty i każdy z nas był kiedyś takim zasmarkanym i obsranym (za przeproszeniem) gówniarzem, który nie wiedział, że w miejscu publicznym nie można robić kupy ! Dla mnie to jest po prostu nie do zrozumienia, jak niektórzy szybko zapominają, że też byli dziećmi….
      A do tego jeszcze nie patrzy się na pozytywne aspekty macierzyństwa, ale i dzieciństwa. Później za to jest komu narzekać, że na starość zostaje się samemu…
      Bycie rodzicem też jest pewnego rodzaju poświęceniem się dla innych.
      Załóżmy – jedno z takich obrażanych przez Ciebie dzieci zostaje opiekunem społecznym. Ty na starość zostajesz sam/-a, jesteś niedołężny/-a, nawet pod prysznic sam/-a nie pójdziesz.. I wtedy jest Ci potrzebny opiekun. Nie masz rodziny, więc jest to opiekun społeczny, który podmywa Twoje zasrane dupsko, bo sam/-a nie jesteś w stanie. On/-a też ma swoje uczucia, może i obrzydzenie. Ale jednak Ci pomaga… Nie musi, bo mogłeś/-aś zostać sam/-a i śmierdzieć i leżeć czy siedzieć całe dnie w tym gównie (dzieci mogą, dlaczego Ty nie ?), ale z jakiegoś powodu jednak to robi…
      Zatem myślę, że czas najwyższy docenić młodsze pokolenie, bo może teraz są to rozwydrzone bachory, ale to okres przejściowy. Natomiast później… Kto wie, co będzie potem ?

      Naprawdę warto pomyśleć… To nic nie kosztuje.. i przede wszystkim – nie boli.. 😉

      Więc ludzie, proszę, pomyślcie zanim coś napiszecie, bo nie jedną matkę taki komentarz może urazić….

      • Aspagio

        A matka, jedna z drugą, mogłaby pomysleć co robi, zanim urazi innych.

  26. Urwisowe Love

    A może ta kobieta-matka zrobiła to specjalnie, bo gdy poszła spytać o przewijak jakiś pracownik owej restauracji naskoczył na nią z pretensjami,że tam jadają „bezpampersowi”. W

  27. Joanna

    Niestety, ale Polskie „Damy”, nigdy nie robią szumu w okół spraw, które powinny być nagłaśniane. Myślę, że wcale ten pampers nie zrobił na niej obrzydliwego wrażenia, a zapalił lampeczkę nad umysłem, na nowy burzliwy temat. Jeśli raz, jakieś wydarzenie wzbudzi w człowieku ogromne nie smaczne przeżycie, to trudno jest je przedstawić na tyle dokładnie, jak się w danej sytuacji poczuliśmy, by nie wróciło samopoczucie i ponowne zniesmaczenia. Pewne Panie, miewają obrzydzenie na sam widok pampersa, nie ważne czy jest z grubszą wkładką. Nie znam owej dziennikarki, aczkolwiek jestem przekonana, że nie posiada dzieci, bo żadna matka, nie ważne jakiej klasy i pokroju, nie wywołała by wojny medialnej tak precyzując. Oczywiście również nie jestem za obnoszeniem się wszem i wobec z przewijanym dzieckiem, tudzież zużytym pampersem, bo z doświadczenia wiem, że można to zrobić w sposób nie przeszkadzający, ale uważam że Szanowna Pani Redaktor, mogła by inaczej zinterpretować artykuł, by nie wywoływać takiej nagonki na matki.

    • victoriavalenta

      [Nie znam owej dziennikarki, aczkolwiek jestem przekonana, że nie posiada dzieci, bo żadna matka, nie ważne jakiej klasy i pokroju, nie wywołała by wojny medialnej tak precyzując.] Pani Agnieszka Kublik jest matką. Na łamach GW można przeczytać jej felieton i wyjaśnienia.
      W całej sprawie już nie chodzi o gównianego pampersa w restauracji, który wywołał oburzenie społeczne, ale o niedopełnienie etyki dziennikarskiej. Pani Kublik nie przedstawiła zdania „bohaterki” zamieszania (matki przewijającej dziecko w restauracji). Zachowała się stronniczo. Wywołała przy tym ogromną dyskusję społeczną. Dziecinnym pampersem otworzyła puszkę Pandory.
      Kto na tym zyska? Matki?

    • bagienny

      Wydalanie jest jak najbardziej naturalne, utrzymanie w czystości dziecka też (choć to zajęło gatunkowi ludzkiemu wieki). Ale to o czym piszesz to oksytocyna i stąd zachwyty nad kupkami niemowlęcia. Matki, które odchowały dzieci, nie patrzą na zużytą pieluchą z sentymentem, jeżeli tak to cierpią na koprofilię.

  28. Joanna

    Dodam, że największym problemem z dziećmi i matkami, to są nie te nadopiekuńcze matki, na które się tak głośno krzyczy w mediach i obsmarowuje, a te Damy, które rozsiądą się z towarzystwem, spijając kawkę, przekazując sobie to nowe ploteczki, puszczą swoje starsze niż „obsrane niemowlę” dzieci samopas. Nie przeszkadza im, że dzieci ganiają się po śród kelnerek noszących gorące napoje, dania, zupy, które prócz obsługi tłumu klientów, muszą jeszcze zaopiekować się cudzym dzieckiem, uważać by nie poparzyć, gasić serwetki podpalone przy pomocy świeczki, sprawdzać cukierniczki na wolnych stoliczkach, czy nie zostały pomieszane z solą 🙂 Nadopiekuńcze stają się wtedy, gdy stanie się krzywda, rozbawionemu i nie świadomemu zagrożenia dziecku, w sposób jak że znany, obsmarowując obsługę, restaurację, bo to tylko dziecko, a gdzie wtedy była mamusia?! 🙂

  29. Kasia K.

    a ja do tej całej sytuacji mam jedną myśl przewodnią: skoro Pani Redaktor Kublik omal nie zwymiotowała widząc pampersa i WYOBRAŻAJĄC SOBIE co w nim jest – to ja postuluję aby sama przestała w miejscach publicznych odwiedzać toaletę bo przecież np ja widząc, że ona tam idzie a następnie z niej wychodzi wyobrażam sobie co ona tam robiła, a nawet nie daj boże ZROBIŁA! i jest to wg mnie czysty akt chamstwa i całkowitego nieobycia psujący mi apetyt! narzuca się jeszcze inne pytanie: gdzie ta matka miała położyć dzieciaka do przewijania w wc (który jest u nas zazwyczaj po prostu kiblem), jeśli np to dziecko nie potrafi jeszcze samo stać – a już potrafi srać (taki bystrzak!)? na misce toaletowej? na podłodze? a może przytrzymać w powietrzu przy pomocy taty i drugiego dziecka… chociaż wszyscy razem mogliby się do tego kibla po prostu nie zmieścić, a przecież nie można zostawić drugiego dziecka samopas. przecież nikt tych dzieci nie przewija ostentacyjnie machając kupą innym przed nosem. zazwyczaj robi się to bardzo dyskretnie, szybko, będąc samemu lekko zmieszanym ale co można zrobić? kazdy kiedyś robił w majtki. należy się cieszyć, ze był to pampers ja tam w domu z dzieckiem zamknąć się nie dam! może gdyby ta Pani odwiedzała restauracje od dziecka nabrałaby więcej tolerancji… czytałam też odpowiedz Pani z Ameryki, która akurat towarzyszyła Pani Redaktor i okazało się, że jej np nie chodziło o to, że było jej niedobrze z powodu pampersa tylko o to, ze ta matka przewijając je publicznie – „naruszyła godność dziecka” … ło, matko… i babko…

  30. mama 2 malych dzieci chodzaca z nimi do restauracji

    nie rozumiem dlaczego ludzie nie lubia matek z dziecmi w knajpie,mieszkam za granica i zdarzylo mi sie w wozku w restauracji przewijac dziecko bo przewijak sie zepsul o czym zostalam poinforowana i przeproszona przez obsluge restaurcajin nikt z tego nie robil problemu i nie sadze by matka przewijajaca dzieco w miejscu publicznym robila to obscenicznie tak by wszyscy to widzieli,Raczej uwinela sie z tym w mniej niz minutke a potem pampersa wyrzucila,Nawet jesli zostal tam na chwile to co.Zatrul tym komus zycie nie.Prosze nie szukajcie problemow tam gdzie ich nie ma ,Bo ludzie maja naprawde duze problemy .Czyli od dzis nie mozna karmic dzieci w miejscach publicznych , nie mozna z nimi chodzic do restauracji,wiec moze wogole zabronmy ludziom miec dzieci skoro

  31. bagienny

    Po pierwsze za granicą, w restauracjach bywają chmary dzieci – tylko różnica tam a u tu, polega na tym, że żaden dzieciak nie drze mi się nad głową, lepiej w ogóle się nie drą.
    Karmienie piersią? Moment, siedzę w strefie dla palących a jakaś durna matka bierze się za karmienie piersią? Nie mam nic przewijaniu dziecku w restauracji, ale nie na sali!
    Mam prośbę, przestańcie szczuć ludzi, którzy niechętnie patrzą na dzieci w knajpach. Zacznijcie wychowywać młode matki, które same nie potrafią się zachować. Jeżeli tak bardzo chwalicie sytuacje na zachodzie, proszę sprawdźcie jak się tam ludzie (dziećmi zajmują się również mężczyźni) zachowują, którzy opiekują się maluchami.

  32. emilq

    Witam,
    jestem katol, moher, wierny słuchacz radia Maryja i przez przypadek, tak żeby trochę podrażnić intelekt, zacząłem czytać Pani bloga. Większość wpisów oczywiście mnie irytuje, bądż to z powodu przekłamań, bądż jakiegoś niezrozumiałego dla mnie, a obecnego w nich zacietrzewienia. Jednak pod tezami tego tekstu podpisuję się rękami, nogami, nosem, czołem i czym tam jeszcze mogę się podpisać. Bo nieistotne, czy kobieta przwijała dziecko w sposób dyskretny, niedyskretny, czy śmierdziało, czy nie. Istotna jest – jak Pani pisze – incydentalność tego zdarzenia. Mało tego: prawdziwym problemem nie jest niemowlęca kupa, a miejsce (miejsca) dla rodziców z dziećmi i edukacja społeczna, że dziecko nie jest złem (w tym również integralana część takiego dziecka, czyli jego kupa w pielusze:-).

    Miałem kiedyś takie zdarzenie: Park, ja z dwójką dzieci. Jedno się przewróciło. Spodnie rozdarte. Krew. Dziecko płacze. Drugie, mniejsze, również zaczyna płakać bo mu się siku chce. W dodatku jest głodne. Przemywam ranę na kolanie starszego. Jedno płacze i drugie płacze. Każę młodszemu wysikać się tam gdzie stoi. Jestem już spocony, choć to była późna jesień. I kiedy ocieram pot z czoła, kiedy młodsze dziecko sika, starsze prestaje płakać, alejką przechodzi ładna pani z ładnym panem. I ta ładna pani, patrząc na nas, mówi do tego ładnego pana coś w ten deseń: „jak dziecko ma być wychowane jeśli rodzić jest chamem. Obrzydliwość. Szkoda że na środku alejki nie sika”.

    Może to była Pani Kublik z jakimś swoim amerykańskim przyjacielem 🙂

    serdecznie pozdrawiam
    totalnie nie podzielający pozostałych poglądów
    taki jeden katol 🙂

    • Aspagio

      Kilkadziesiąt lat temu, zdarzył się pewien drobny incydent – młody męzczyzna nie został dwukrotnie przyjęty do akademii sztuk pięknych.

      Jak to się dalej potoczyło… wszyscy dobrze wiemy. Bo wszystko zaczyna się od drobnych, niegodnych uwagi, incydentów

  33. Arkadiusz

    O ile do publicznego karmienia piersią nie mam absolutnie nic – przecież można zasłonić się chustą, co wiele pań czyni – to przewijanie… No cóż. W każdej knajpce jest toaleta. A jeśli nie ma, to można zawsze znaleźć jakieś miejsce… Zdecydowanie uważam, że powinno się zwrócić tej pani uwagę, ja to tak można przy ludziach.

  34. Daria

    A ja myślę, że nie jest świadom tematu ten, kto się w takiej sytuacji nie znalazł. O ile piersią facet dziecka nie nakarmi – ok, o tyle rodzic, który nigdy nie miał problemu z przebraniem swojego małego dziecka będąc w miejscu publicznym – nie zrozumie sprawy. Podniesie się zaraz głos (panów zwłaszcza) – ja dziecko mam i wiem. Mieć to jeszcze nie wszystko.

  35. sylwia

    A może należałoby wprowadzić oświadczenia od wszystkich ziejacych nienawiścią do matek z niemowlakami, że nigdy w życiu nie wyciągną ręki po emeryturę na którą będą pracować te przewijane bachory?

  36. tadeusz

    a potem zapach gnojówy unosil sie do konca wieczoru – skoro zimno i nie mozna wietrzyc bo dziecko sie przeziebi – siedzenie sobie w oparach smrodu dzieciecego gowna ktore potarfi cuchnac gorzej niz konskie lajno…. swietnie – tego nie wie nikt kto nie mial dziecka i tego nie czul

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s