Charlie Hebdo, czyli rzecz o nieskończoności głupoty

Celem zdaje się być tu wywołanie wkurwu i sprawdzenie, kto i jak długo ten wkurw wytrzyma. Tylko po co?

copertina-charlie-hebdo-5
Jesteś już Charlie Hebdo?

Kto jeszcze nie jest Charlie Hebdo? Już wszyscy są? Super. To nasza kolejna europejska pop-wojna. Wojenka na Facebooku. Co jakiś czas wybucha w naszych komputerach jakaś, a my bohatersko klikamy lajki i wstawiamy emoty. Jesteśmy już prawdziwymi weteranami. Tym razem to jednak bardzo ważna sprawa. Nie, nie chodzi o śmierć dwunastu osób. Śmierć się gdzieś pogubiła. Wiadomo, tu zginęło tyle osób, w Afryce jeszcze więcej. Nikt nie będzie przecież tego liczył, bo nie o śmierć tu chodzi.  To walka o „wolność słowa”.

Na czym ta wolność słowa polega? Z czym identyfikuje się cała Europa? Na przykład z rysunkami przedstawiającymi orgię trójcy świętej (kopulujący Jezus ma jeszcze ślady po ukrzyżowaniu), zaślinionego rabina całującego się z nazistą na tle bramy Arbeit Macht Frei, czy wreszcie obnażonego Proroka Mahometa w pozycji modlitwy – z wypiętym tyłkiem i wiszącymi genitaliami. Celem zdaje się być tu wywołanie wkurwu i sprawdzenie, kto i jak długo ten wkurw wytrzyma. Tylko po co?

Kiedy miałam pięć lat, jakiś dzieciak w piaskownicy obraził moją mamę. Nie wiem czemu to zrobił, prawdopodobnie z głupoty. Albert Einstein powiedział: tylko dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat oraz ludzka głupota, choć nie jestem pewien co do tej pierwszej. Wracając do piaskownicy – niewiele myśląc, złapałam za cegłę i próbowałam wymierzyć swoją sprawiedliwość. Całe szczęście, jakaś kobieta mnie obezwładniła. Brodatych terrorystów jednak nikt nie obezwładnia. Brodaci szaleńcy dalej mają cegłę w ręku. I dalej obraża się ich matkę – w ich przypadku Mahometa.

Nie wiem jaki jest pomysł krajów europejskich na zalew brutalnego islamu. Na razie widzę tylko totalną bezradność, karykatury Mahometa, bezrefleksyjne poparcie dla pisma o poziomie polskiego „NIE”, zagrywki z piaskownicy i komcie na Facebooku. Terroryści są dalej na wolności. Nie śmieją się z rysunków. Mają lepsze powody do śmiechu.

Einstein powiedział: tylko dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat oraz ludzka głupota. Czy wszechświat jest skończony, nie wiem. Ale świat wkrótce może być. Dzięki nieskończonej głupocie.

Wróg publiczny matka, czyli pampersgate od dupy strony

Wciąż zastanawiam się, jak wyglądała ta scena w restauracji i pytam Agnieszkę Kublik: czemu pani nie powiedziała nic tej kobiecie, która przewijała dziecko? I chyba wiem, czemu…

pieluszka-odparzenie-pupa-550Jeszcze niedawno pisałam, że kraj nasz został podzielony na czterdzieści milionów państewek, które toczą między sobą wojnę z powodu Halloween. Nie wiedziałam, że ta wojna to żadna wojna, że najgorsze przed nami, że przed nami batalia, Apokalipsa na skalę światową z powodu o wiele poważniejszego, mianowicie z powodu… pieluchy.

Wojnę wywołał artykuł Agnieszki Kublik, która podczas kolacji z zagranicznymi znajomymi we włoskiej knajpie, zobaczyła pampersa. Pampers podobno był z niespodzianką, co zdecydowanie podniosło ważność komunikatu. Po artykule zawrzało, a właściwie wyklarowało się, komu ostatecznie można z czystym sumieniem dowalić. Po wstępnych nieśmiałych kopniakach w temacie publicznego karmienia piersią (bo przecież w dzisiejszych czasach cycki są absolutnym tabu) i psioczeniu na hałaśliwe, bo niewychowane bachory w miejscach publicznych, padł wreszcie żelazny argument do ostatecznej pogardy i wyklęcia tej rozpasanej i nieznośnej grupy społecznej – opisanej już wcześniej przez profesora Mikołejko w artykule „Wózkowe, najgorszy gatunek matki” – a więc matki z małymi dziećmi.

Chciałoby się rzec, czyście oszaleli, jednak nie wypada. Nie wypada pukać w czoło pod adresem eleganckiego towarzystwa z polskich „włoskich” knajp, w których odwrotnie niż we włoskich  knajpach, dzieci są niemile widziane. Odwrotnie niż we włoskich, hiszpańskich, angielskich i niemieckich. Te wymieniłam, bo tam byłam. I tam widziałam całe chmary dzieciaków, które nikomu nie przeszkadzały. I widziałam też przewijaki w toaletach i dostosowane dla dzieci foteliki i specjalne menu dla maluchów. Ale to nie było w naszej eleganckiej Polsce, w której poglądy o niestosowności macierzyństwa pączkują jak bazie na wiosnę.

Pampers w knajpie spędza dziś sen z powiek redaktorów czołowych mediów, setkom blogerów i tysiącom komentatorów, którzy nie przebierają w słowach nienawiści, oburzenia i zacietrzewienia. Nie, nie psie gówna na placach zabaw, nie chamstwo i bluzgi dorosłych przy dzieciach, i nie brak warunków dla matki z dzieckiem w miejscach publicznych. Teraz wrogiem jest sama matka z dzieckiem. Która powinna siedzieć w domu, albo łazić na obsrany przez psy plac zabaw. Na pewno nie po restauracjach. Restauracja to eleganckie miejsce bez przewijaków, ze schodami bez podjazdu, z eleganckim towarzystwem z Ameryki i mdlejącą na widok pampersa dziennikarką.

Chciałabym jednak zauważyć, że choć bywam w knajpach od dziecka, w życiu nie spotkałam się z parującym pampersem nad talerzem, żaden z moich znajomych się z tym nie spotkał i konia z rzędem, kto z was, czytelnicy, to przeżył. Coś mi mówi, że nie jest to wcale powszechne zjawisko społeczne wymagające interwencyjnych artykułów, żaden palący problem do opisania w gazetach, żadna plaga. Tylko pojedynczy incydent. W odróżnieniu od: braku warunków dla matek z dziećmi, psich gówien na placach zabaw i publicznego bluzgania przy dzieciach, które to pojedynczymi incydentami nie są. Wiele razy zwracałam uwagę dorosłym i młodzieży, aby ze względu na małe dziecko w pobliżu nie darli gęby ogłaszając całemu światu, że: „Kurwa, ja pierdolę, wyjebane mam jak chuj”.

Nikt mnie nigdy nie poparł.

Wracając do pampersa. Bo wciąż nie pojmuję, czemu służy ta wojna. Wciąż zastanawiam się, jak wyglądała naprawdę ta scena we włoskiej restauracji i pytam panią Agnieszkę Kublik: czemu pani nie powiedziała nic tej kobiecie ? Czemu pani nie zwróciła uwagi, że zaraz pani zemdleje? Zwymiotuje? Opisze to w Gazecie Wyborczej i wywoła wojnę przeciwko matkom (bo choć ojciec też był obecny, pani – feministka – go oszczędziła)? Może dlatego, że jako matka doskonale pani wie, że kobieta, mając na głowie dwójkę maluchów, zero warunków do przewijania, zero stopni na zewnątrz i atopowe zapalenie skóry z odparzeniami w perspektywie, które leczy się kilka tygodni – ma w takiej chwili panią i pani eleganckie towarzystwo z Ameryki głęboko w dupie. Kładzie dzieciaka gdzie może i przewija.