Kobieta, największy wróg feminizmu

Koleżanka mojej matki krzyknęła z oburzeniem: Nie prasujesz mężowi koszul? – Nie. – To po co ty mu jesteś?!

—————————————————————————————-

Feminizm (łac. femina – kobieta) – ideologia i kierunek polityczny, ruch społeczny związany z równouprawnieniem kobiet. Podstawą programu feminizmu jest dążenie do emancypacji i równouprawnienia płci pod względem formalnym i faktycznym.  

Przekładając na język prosty tę skróconą definicję: feminizm to idea sprawiedliwości i równych praw bez względu na płeć. Tyle. I biorąc pod uwagę jak przez ostatnie sto lat udało się zmienić pozycję kobiet w społeczeństwie, aż tyle. Ale ja nie o tym. Ja o tym, że słyszę często oburzone głosy KOBIET, że skąd, ależ, nigdy w życiu, tfu, broń Boże, ta czy tamta feministką nie jest.

Wydawałoby się to niedorzeczne. Bo czemu kobieta nie jest feministką? Czemu kobieta nie chce dla samej siebie równouprawnienia, czemu nie dba o swoje prawa, ba! czemu przeciw własnym prawom się opowiada?

Owszem, jeśli facet twierdzi, że nie jest feministą, to jego postawę może dyktować strach przed utraceniem wywojowanych przez przodków przywilejów. Durne, żałosne, niesprawiedliwe, ale zrozumiałe. Inna rzecz, że facet prędzej czy później jest gotów ustąpić, podzielić się przywilejami. Jeśli ma z kim. Ale jak ma ustąpić, skoro sama kobieta deklaruje swoją niechęć do feminizmu?

Gdy słyszę kobiety wyrzekające się własnych praw, tłumaczę to głupotą. Głupotą wywodzącą się z nieznajomości historii czy choćby definicji feminizmu. Głupotą wynikającą z lenistwa posuniętego do tego stopnia, że nie chce się którejś nawet zajrzeć do Wikipedii. Wreszcie głupotą wywołaną lękiem przed czymś, czego nie rozumie. Bezmyślnym powtarzaniem formułek zasłyszanych w „studio paznokcia”. A to, że feministka to sfrustrowana wariatka walczącą diabli wiedzą o co. A to, że nikt jej nie chce, nikt jej nie kocha i pozostały jej tylko histeryczne wiece na Mokotowskiej. A wreszcie to, że feministka jest brzydka, tłusta, łysa i ma włosy na nogach. Jednym słowem babochłop. Która z wyfiokowanych pań chce być babochłopem?!

Istnieją jednak obserwacje dowodzące, że są kobiety, które tryskają intelektem, a jednocześnie wybierają sobie pozycję niższą, bardziej podłą niż pozycja mężczyzny. Taka kobieta z wyboru idzie w samozagładę. Być może życie jej niemiłe (trudno się dziwić), być może świat jej zbrzydł, być może tak to sobie poukładała w głowie, że jest gorsza i mniej jej się należy. Nie mam nic do tego typu wyborów, pod jednym warunkiem: niech dotyczy to tylko jej samej. Skoro tak chce, niech tak ma. Ale niech nikomu tego nie narzuca, niech od reszty kobiet się odfrandzoli.  Niech się w sejmie nie udziela i swoją samozagładą nie zaraża. Nie ma wszak nic gorszego od człowieka, który ze względu na własną przekichaną sytuację rości sobie prawo do szkodzenia innym.

I tu dochodzimy do najpoważniejszego problemu, z którym ruch feministyczny się boryka. Do najsmutniejszego wniosku dzisiejszych czasów. Do tej straszliwej prawdy, że największym wrogiem feminizmu jest właśnie sama kobieta. Bo wybór, o którym napisałam, to wcale nie jest taki w pełni świadomy wybór. To bardzo często wynik wychowania i to wychowania przez matkę, która została wychowana przez matkę, która została wychowana przez matkę, której narzucono pozycję gorszą. I tak powielany wybór staje się dogmatem, jedyną znajomą (bezpieczną?) i słuszną postawą życiową, siłą obezwładniającą, odbierającą kobietom prawo do równości.

Moja matka nigdy w życiu nie powiedziała, że jest feministką. Pewnie by jej to przez gardło mnie przeszło. Jest bardzo wierząca i – przynajmniej tak twierdzi – konserwatywna. Ale niedawno wróciła z pracy i opowiedziała pewną historię.

Jej znajoma (dużo młodsza) płakała w garść, jak bardzo jest zmęczona, bo gdy wraca z pracy musi zrobić obiad, w dodatku czeka na nią stos koszul do prasowania. Koszul, rzecz jasna, należących do męża. Matka ściągnęła brwi i spytała, czy mąż jest chory, bo skoro chory, to chyba nie ma pilnej potrzeby noszenia koszul? Nie, nie jest chory, wręcz odwrotnie. Ma wyjazd służbowy i potrzebuje szykownych ubrań. Zatem, docieka matka, czy mąż ma obie ręce? Ma. A może pracuje na dwa etaty i nie ma go w domu? Nie, pracuje tyle samo godzin, co ona. – To może macie taką zasadę, że mąż ci w odwecie prasuje sukienki?- pyta matka.

– Chyba kpisz!

– Może po prostu lubisz prasować?

– Zwariowałaś, padam na twarz?! 

– Więc czemu on sobie sam nie uprasuje tych koszul?!

– Jak to: sam?

– No sam! Chyba dorosły jest?

– Hanka! (moja mama ma na imię Hanka) Czy ty nie prasujesz mężowi koszul?

– Nie.

– To po co ty mu jesteś?!

Hanka przyszła do domu i spytała męża po co mu jest. Mąż popukał się w czoło i przytulił Hankę. Hm. A może, gdyby życie potoczyło się inaczej, byłaby mu po to, żeby prasować koszule? Może, gdyby się lata temu rzuciła w wir usługiwania, kto wie? Ale ona po prostu na tej pozycji się nie ustawiła. Wybrała feminizm, czy jak kto woli – zdrowy rozsądek. I jest dziś po to, żeby być. Być przyjaciółką, partnerką, towarzyszką życia. Dlatego ja i Siostra Młodsza, córki najbardziej konserwatywnej kobiety na świecie, jesteśmy feministkami. Bardzo nam z tym fajnie. Dzięki, mamo, że nie prasowałaś koszul!

296117_522737637789771_399713673_n

Dla mojej Mamy

34 comments

  1. Chris

    Pamiętam gdy kiedyś kolega zapytał mnie jak to się dzieje, że jego praca kosztuje X, a moja nawet 10X.
    Odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że tym, którzy proponują mi pracę za X, mówię grzeczne acz stanowcze SPIERDALAJ.

    I nie potrzebuję do tego przepisów prawa, łacińskiego określenia czy też całego ruchu społecznego.

    Z całego serca życzę feministkom, by nie potrzebowały ruchu, by powiedzieć SPIERDALAJ komu trzeba.

  2. Man

    Czy Twoja mama potrzebowała uchwał sejmowych i pikiet aby żyć w zgodzie ze sobą? Nie – i to właśnie dowodzi że cały ruch feministyczny jest zbędny.
    Zwłaszcza że wg moich obserwacji wcale nie walczy o równouprawnienie, a wręcz przeciwnie – o dyskryminację mężczyzn – uważając najwyraźniej że są gorszym gatunkiem człowieka.

  3. Danka Markiewicz

    Droga Sylwio, to wszystko prawda! To my, kobiety, patrzymy krzywym okiem na zony nieprasujące. to my wyzywamy od dziwek kobiety, które zmieniają chłopaków, a na faceta który skacze z kwiatka na kwiatek patrzymy z podziwem i uwielbieniem. nasza odwieczna kobieca rywalizacja wbija nam gola. plus wychowanie mamusi, która skakała koło synka, a córkę tego samego uczyła. Pozdrawiam.

  4. Wiola

    A ja jestem po prostu za podziałem ról z uwzględnieniem, że każdy ma większą predyspozycję do czegoś innego. Nie uważam się za feministkę i lubię prasować:)

  5. Wiola

    I widzę trochę rozstrzał pomiędzy artykułem „Dlaczego mężczyźni nie kochają zołz?” a „Kobieta – największy wróg feminizmu”.

  6. kl

    Szkoda, że w każdym prawie wpisie traktującym o feminizmie, nierównej pozycji kobiet, przemocy, da się zaobserwować ten sam mechanizm – przerzucanie odpowiedzialności za całe zło tego świata i wszystko, co się kobietom przytrafia na nie same. Ja jestem feministką i życzę bardzo dobrze innym kobietom – właśnie dlatego nie zgadzam się, żeby całe zjawisko nierówności sprowadzić do podziału na głupie panienki ze „studia paznokcia” i równe babki, które nie dadzą wcisnąć się w pozycję „tej gorszej”. Takie podejście wprowadza między kobietami niepotrzebne podziały sprawiające, że jedna grupa czuje się szlachetniej niż druga.
    A Panowie kreujący się na kolejnych szlachetnych jak jeden mąż powtarzają slogan, że feminizm jest zbędny i że opiera się tylko na nieuzasadnionej nienawiści do mężczyzn. Smutna prawda jest taka, że gdyby nie ruch feministyczny kobiety do dziś nie cieszyłyby się tak podstawowymi przywilejami jak chociażby prawo do edukacji. I nie jest tak, że mężczyźni z chęcią podzielą się nierówno rozdzielonymi dobrami. To tylko hasło, które ładnie brzmi. Mamy XXI wiek, ale w kwestii równouprawnienia jest jeszcze wiele do zrobienia.

  7. Muszkieter

    Jestem mężem i mam kochaną żonę. Nigdy nie pytałem ją o feminizm, ale na moje oko jest pół-feministką, co daje jej pewną przewagę. Lubi prasować, sama mi się kiedyś do tego przyznała, ale lubi też, gdy sobie prasuję w razie potrzeby. Kilka razy nawet zdarzyło mi się prasować jej sukienki, gdy trzeba było jej pomóc 🙂

    Przypomina mi się pewna anegdota, ponoć na faktach. Mąż zapytany o to, skąd bierze koszule odpowiedział: „z szafy”. Tak rodzi się pytanie, czy naprawdę facet jest takim niedorozwojem? Wiadomo, żona w pakiecie sama daje dużo wsparcia w sprawach, które dla mężczyzn były zawsze na drugim planie. Takie, ot, szczególiki. Niemniej to faceci powinni się teraz o te swoje kobiety bardziej postarać. Albo jeszcze lepiej. Postarać się bardziej o siebie, by dla kobiet być nie tylko wsparciem, ale przede wszystkim partnerami. Na równych prawach, o które walczą feministki.

    Podsumowując mój przydługawy wywód – to nie tylko od wciskania kobietom kitu one same sobie szkodzą. Od przeświadczenia facetów, którzy ten kit łykali, łykają i ciągle próbują wciskać swoim kobietom zależy dokładnie tyle samo szkody. Równiutko po 50%.

  8. victoriavalenta

    Nie łatwo jest mówić o prawidłowych relacjach i jeszcze ubrać w piękne słowa. Prościej z transparentami i hasłami wyjść na ulicę.
    Ukłony dla mamy, która przekazała wzorce córkom.

  9. Kosy

    Moje Drogie
    U mnie w domu niepodzielnie rządzi Ona. Już 45 lat. Bo jest w tym ekspertem. Ja sobie rządzę w pracy, w swojej pracy, bo w tym jestem ekspertem. I jest dobrze.
    Nie znam się na rządzeniu w domu, więc się nie wymądrzam. Robię, co mi każe. Co do pracy jednak, to wiem, że aby tam rządzić to nie wystarczy być kobietą. Mężczyzną zresztą też nie wystarczy. Trzeba być ekspertem. Płeć nie ma tu znaczenia. Pisząc „w pracy”, mam tu na myśli pracę normalną, tzn. taką, w której trzeba pracować, nie taką, do której „się chodzi”. Rozumiemy się?

    • A.

      Dzięki za ten komentarz. Po tylu nieudanych szfach i przełorzonych i „siedzących w pracy” współpracownikach,dał mi nadzieję, że w tym kraju komuś sie jeszcze chce pracować a nie symulować.

  10. Vyar

    Niektóre kobiety są takie, niektóre siakie, i dlatego się pod feminizm nie podpisuję, bo walczyć o prawa tępych kretynek to trochę nerwów szkoda, a te rozsądne postarają się same o siebie bardzo dobrze. Dobre słówka zamienne na „feminizm” – „zdrowy rozsądek”. Mężczyźni też są rozmaici. Ale z żadnym z nich los nas nie wiąże na wieki wieków, możemy wybierać swoją dorgę, korzystajmy z tego.

    • Anonim

      Nie. To nie są „tępe kretynki” tylko kobiety, których wartości nie pokrywają się z Twoimi. Rażą mnie takie bezmyślne teksty

      • Vyar

        I jest to moja opinia o tychże paniach, do której jak najbardziej mam prawo. Swoją drogą, zastanówmy się może najpierw, o kim dokładnie mowa.

  11. Pingback: Kobieta, największy wróg feminizmu / Sylwia Kubryńska
  12. Tianzi

    Żal mi koleżanki mamy. Ileś lat temu pewnie jeszcze była po to, aby np. zmywać, ale wynaleziono zmywarki. Jeśli kiedykolwiek wynajdą prasowarki, zupełnie straci znaczenie.

  13. Anonim

    A moja mama koszule prasowała, chciała mnie z siostrą w taki porządek rzeczy wciągnąć. Brat był zawsze w uprzywilejowanej sytuacji, nie sprzątał, nie prasował. Więcej mógł. Moja siostra nadal prasuje swojemu wiarołomnemu mężowi koszule.
    Ja byłam najmłodsza (między mną, a siostrą jest naprawdę duża różnica wieku) i jakos tak się poskładało, że na okres mojego dorastania mama wróciła do pracy (popołudniami), a tata przeszedł na wcześniejszą emeryturę i można rzec: wrócił do domu. Sam z siebie zaczął gotować obiady (mimo, że mam wyrywała mu z początku chochle); tata nie jest mistrzem kuchni 😉 Zaczął prać i maglować. Odkurzać i sprzątać (co nawet dziś mamie odbija się czkawką, bo przekłada jej rzeczy). Wyobraźcie sobie już starszego Pana, które przez całe życia pracowal ciężko fizycznie, nie uczestniczył w pracach domowych, który z dnia na dzień sam z siebie postanowił przejąć obowiązki domowe. Gy patrzyłam tak na niego, to wiedziałam, ze robi to bo bardzo kocha swoją żonę i bardzo chce ją odciążyć. Aż tyle. Dziś bardzo cenię sobie również to, że tata nigdy wobec mnie nie używał słów „bo dziewczyna…” moja mama to robiła, i z czasem coraz bardziej mnie to irytowało, choć wiem, ze chciała dobrze.
    Za to tata pozwolił mi się obciąć na krótko (bardzo zły pomysł! ale tata zawsze pozwalał mi na błędy), pojechać na woodstock (sam mnie wypychał) i nawet uczył mnie majsterkować. Z perspektywy czasu stwierdzam, że to tata wychował mnie na feministkę.

  14. Babii

    Szczęśliwi są ludzie, którzy umieją żyć prosto i łatwo, w zgodzie ze sobą. Dlaczego komplikować swoje życie kategoriami, zwłaszcza jeśli nawet nie wiesz, co one oznaczają. Jak dla mnie, feminizm jest ideologią epoki, ideologią polityczną, a nie filozofią życia. Dlaczego nazywać siebie feministką, jeśli nic się nie zmienia w twoim życiu?!

  15. Wyk

    „Graff przekonuje, że problemem w życiu matek nie jest państwo, nie są partnerzy, którzy nie zajmują się dzieckiem, i tak dalej, tylko koleżanki feministki” z książki pt. „Raport o gender w Polsce”. Czołowa feministka twierdzi coś innego niż pani..

    Pisze pani „Istnieją jednak obserwacje dowodzące, że są kobiety, które tryskają intelektem, a jednocześnie wybierają sobie pozycję niższą, bardziej podłą niż pozycja mężczyzny.(…)Nie mam nic do tego typu wyborów, pod jednym warunkiem: niech dotyczy to tylko jej samej. Skoro tak chce, niech tak ma. Ale niech nikomu tego nie narzuca, niech od reszty kobiet się odfrandzoli.” – a ja mam propozycję: niech feministki nie wypowiadają się jak obrończynie wszystkich kobiet (którymi OBECNIE nie są, a dlaczego za moment wyjaśnię), niech nie lansuja feminizmu ani gender medialnie, społecznie ani politycznie. Niech- cytując panią -, nikomu tego nie narzucają i niech się od reszty kobiet odfrandzolą.

    A feministki nie są obecnymi obrończyniami kobiet (podreślam „obecnymi” ponieważ dla mnie kwestia prasowania koszul to nie jest powód by wszczynac walke w obronie swoich praw…czy juz kobieta nie potrafi sama swoich spraw z męzem załatwić?) z tego prostego powodu, że przez samoistną walkę o równorzędny dostęp do świata mężczyźni implikują, że świat kobiet jest gorszy, banalny i głupi dlatego należy ze wszelkich sil się z niego wydostać. W rzeczy samej: feministki nie bronią kobiet, ale kobiecość wskazują jako gorszą.

  16. Sali

    Hitlerowcy propagowali feminizm jako jedną z metod depopulacji na podbitych ziemiach, jedną z metod która miała uwolnić te ziemie od elementu niepożądanego czyli Polaków. Propagowanie feminizmu miało spowodować masowy rozpad związków i dzięki temu zmniejszyć liczbę urodzeń – to było x lat temu, czasy się zmieniły bo od wielu lat widzimy, że feminizm faktycznie doprowadził do zapaści demograficznej Europę, a Ci którzy propagowali feminizm na miejsce Europejczyków sprowadzili emigrantów. Jak to mówią emigranci za kilka lat poznacie smak wyzwolenia…..

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s