BE HETERO or BE HERO?

Były lider Ku-Klux-Klanu znalazł w swoim ciasnym umyśle przestrzeń do bycia przez moment sobą. Przestał udawać. Zrobił sobie własny osobisty comming-out. A każdy comming-out wymaga odwagi

Nie wiem, czy już pisałam, że mam problem ze wzrokiem? Że dostaję maila z redakcji Magazynu Be i odczytuję go zupełnie na opak? Kiedyś na temat „BE TASTY” napisałam pełen buty tekst „BE NASTY”, bo tak mi się literki poprzestawiały. Dziś dla odmiany hasło „BE HERO” przeistoczyły się w dość kontrowersyjny apel: „BE HETERO”.

Pełna rozbawienia i – rzecz jasna – uznania dla odwagi i przekory ekipy redakcyjnej – zabrałam się za tekst, w którym powywracam do góry nogami obecny porządek, jaki stanowią schludni i przyczesani gładko chłopcy o wykrochmalonej uprzejmości oraz zadziorne, niegrzeczne i ogolone na zero dziewuchy z tatuażami na łydkach.

Już widziałam swoje frazy, które ryją polityczną poprawność, które burzą cykl spektakularnych comming outów, które wreszcie wywołują trzecią wojnę światową i mnie, liberalną feministkę, spędzają w szeregi zacietrzewionych prawicowców, co skutkuje tym, że pozostaje mi jeno pisać już do pisma „Fronda”.

Ale, ale. Nie straciłam wzroku ostatecznie i po kilku przetarciach oczu, po zmrużeniu powiek, wreszcie po założeniu okularów sprawy się wyklarowały i cały mój pomysł z homofoniczną prowokacją legł w gruzach.

I znów: ale, ale. Bo czemu pomysł miał legnąć w gruzach? Czemu miałabym porzucić moje „Be hetero”, do którego się już przywiązałam? Czy „Be hetero” nie jest apelem heroicznym? Heroicznie rozpaczliwym? Dającym do heroicznego myślenia? Heroicznie przewrotnym, nawołującym do czegoś ukrycia, a jednocześnie coś obnażającym? To może z innej beczki. Czy „hetero” to nie jest strój Supermena, maska Batmana? Czy to tylko anagram? A może coś więcej? Może wyprasowana na sztywno normalność skrywa w nas bohaterów? Może wszyscy jesteśmy bohaterami, tylko o tym nie wiemy? Może każdy z nas kiedyś zdobędzie się na comming out? A raczej – może z każdego z nas kiedyś wyjdzie po cichu zupełnie ktoś inny, a my – co bardzo prawdopodobne – nigdy się nawet o tym nie dowiemy? Wszak prawdziwy bohater nie ma pojęcia, że jest bohaterem.

Niedawno świat obiegła wieść o byłym szefie Ku-Klux_Klanu, który zasłynął z prześladowań Żydów i czarnoskórych. Wcielony rasista nie zdziwił jednak świata swoimi radykalnymi poglądami i haniebnymi czynami. W osłupienie wprawił ludzkość tym, że miał kompletną słabość do… czarnoskórych transwestytów. Gdy dzwonił po męską czarnoskórą prostytutkę, miał podobno zupełnie inne zamiary, mianowicie nienawiść i przemoc. Szybko się jednak nienawiść przekuła w miłość, w dodatku miłość cielesną, miłość namiętną i niepohamowaną.  „Normalność” Fraziera Glenna Millera kazała mu się tłumaczyć w procesie z tego „wybryku”. A przecież ten wybryk to jedyny moment, w którym rasista pokazał prawdziwą – ludzką – twarz. To ta chwila, w której Glenn Miller zrzuca maskę „Be hetero”. A raczej wyrzuca ze słowa dwie literki i staje się zwykłym, ludzkim „Hero” dla własnej zacietrzewionej i twardej jak beton mentalności.

frazier_glenn_miller

Frazier Glenn Miller

Owszem, przyznaję, przykład jaki przytoczyłam może szokować. Bo jaki z Glenna Millera bohater? A taki, moi drodzy, że w tak ciasnym umyśle znalazł wreszcie przestrzeń do bycia przez moment sobą. Przestał udawać. Zrobił sobie własny osobisty comming-out. A każdy comming-out wymaga odwagi.

A teraz poważnie. Prawdziwy bohater nie ma pojęcia, że jest bohaterem. W imię wyższej sprawy odrzuca przyjęte normy, procedury, zrzuca maski. Jest zwykły, ludzki, naturalny. I choć naraża się na krytykę, kłopoty, złamanie dotychczas przyjętych zasad, a czasem nawet na poważne sankcje, wybiera prosty odruch. Żeby pomóc, ratować, zmienić coś, choćby w sobie. Czasem zmienia tylko jakąś małą cząstkę siebie, jak Glenn Miller. A czasem ratuje życie, jak Paweł z mojej wsi.

Paweł wyszedł na autobus trochę za późno, spieszył się do szkoły. Co chwila podbiegał kolejny fragment drogi, żeby zdążyć. Gdy był już blisko przystanku, zobaczył nadjeżdżający autobus. Już, już miał odetchnąć, już miał wskoczyć do pojazdu, gdy przyszła mu do głowy niepokojąca myśl. Jego siostra z matką zostały w domu. Jeszcze spały gdy wychodził. Ale coś mu się wydaje, że spały jakoś dziwnie mocno. Przecież matka zawsze się budziła, gdy Paweł wychodził do szkoły. Czemu do nich nie zajrzał? Spieszył się, zaspał, tak mu się dobrze spało na górze, przy otwartym oknie. Hm… Może coś im się stało? Wyjął komórkę, zadzwonił. Nikt nie odebrał. Jeszcze raz. Autobus za chwilę odjedzie. Znów cisza. Paweł niewiele myśląc wyskakuje z autobusu i biegiem wraca do domu. Spóźni się do szkoły. Za spóźnienie mogą mu obniżyć ocenę na półrocze…

Matka i siostra chłopaka straciły przytomność. Spały w pokoju sąsiadującym z piecykiem gazowym. Zatruły się czadem. Gdyby Paweł nie wrócił, nie przeżyłyby kolejnych godzin emisji tlenku węgla.

Ta historia jest prawdziwa. I prawdziwy jest bohater, który na pytanie nauczycielki, dlaczego się spóźnił – powiedział, że zaspał. To prawda. Zaspał.  Ale w międzyczasie wyniósł z domu matkę i siostrę, zadzwonił po pogotowie i straż pożarną, uratował dwa życia. Bardzo się dziwił, gdy mu dziękowano. Bo niby za co? A co niby innego miał w tej sytuacji zrobić? Przecież to zwykły ludzki odruch.

Moja babcia też nie ma pojęcia, że jest bohaterką. Urodziła pięcioro dzieci w bardzo trudnych warunkach, zaraz po wojnie. Pracowała i opiekowała się dziećmi bez niczyjej pomocy. Cała rodzina mieszkała wtedy w jednym pokoju – nie było łatwo. Dwa pokolenia później jej wnuczka dorosła i też urodziła dziecko. Mimo pomocy z każdej strony (mamy, sióstr, braci, babci) chodziła zgięta wpół, jęcząca, załamana. Babcia pochyliła się nad wnuczką i spytała z troską w głosie:

– Co ci jest, moje dziecko?

Na to dziewczyna podniosła głowę, spojrzała na babcię, jakby ta się z choinki urwała i odparła :

– Jak to co?! Jakby babcia urodziła, to by babcia wiedziała!

I wtedy babcia, zamiast się obruszyć, zamiast popukać palcem w czoło, pokiwała z wielkim współczuciem głową i powiedziała:

– Masz rację, Anetko. Masz rację.

Moja babcia jest bohaterką nie tylko dlatego, że podołała trudom tamtych czasów i samotnego wychowania piątki dzieci. Jest bohaterką, bo zupełnie naturalnie, bez zastanawiania się nad przeszłością, po ludzku znalazła współczucie dla kogoś, kto miał pięć razy łatwiej niż ona.

———————————————————————–

Tekst opublikowany w Magazyn Be

2 comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s