Czerwona sukienka

Tortura? Tortura to jest kochani nad ranem, gdy nic nie pamiętam, a po podłodze wala się moja sukienka

……………………………………………………………………………………………………….

976888_661591373875300_300040238_o
fot. Zygmunt Rytka

Moja sukienka jest winna.  Ponoszę tę winę jeszcze do wieczora. Może do nocy? Kto wie, kiedy się skończy ten dzień? Taki dzień zwykle kończy się nagłym zrzuceniem winy na podłogę. Nad ranem ściągnięte czoło bezsilnie próbuje wyłuszczyć z pamięci tę chwilę. Poranna ucieczka to zbrodnia. Ale kto jest zbrodniarzem? Czy ten kto ucieka, czy ten kto zostaje porzucony? Nie ma winnych. Wina została zdarta jak miękki materiał. To sukienka jest winna, nie ja.

Dowodem winy jest jest ona sama jak plama krwi z nieobecnego w niej ciała. Pamiętacie pusty garnitur kierownika Prochora Piotrowicza? Szatański pomysł Behemota? Moje ciało też diabli porwali. Moje ciało jest czort wie gdzie. Nie tylko dlatego, że tak przez tę noc schudłam, choć i tego nie wykluczam. Znikłam, jak to mam w zwyczaju, jak to miała w zwyczaju babka Czyżowa, jak to ma w zwyczaju każda kobieta. Nie dzwoń więc do mnie, i tak nie odbiorę. Zadzwoń do sukienki. To sukienka jest winna, nie ja.

To sukienka była pijana. Pełna winy i pełna wina, winna, zwinna, winowata. Tańczy beze mnie zhańbiona i rzuca się po podłodze w spazmach. Ten, kto odrzuca też cierpi. Cierpi podwójnie, bo wisi na nim wina jak krwawy sztandar. Czerwona sukienka. Morderca poranków. Będzie ją trzeba powiesić. Na szubienicy wieszaka, w trumnie szafy. Trzeba ją wsadzić za kraty szkockiej spódnicy. Umieścić w areszcie garderoby. Zakopać swetrem w kolorze ziemi. I nigdy więcej nie wyjmować. Wszak trupów z szafy się nie wyciąga. Nie wskrzesza się skazańców.

Myślicie, że zasłużyła na tortury? Tortura to jest kochani nad ranem, gdy nic nie pamiętam, a po podłodze wala się moja sukienka. Wkładam więc ją jak rewolucyjną flagę i wymykam się po cichu wprost pod obstrzał.

Kobieto! Możesz się wymykać bez najmniejszego szmeru, twoja sukienka i tak krzyczy. Nie ma takiej możliwości, żebym bez: „Mogę ci postawić drinka?”, „Czemu jesteś sama?”, „Dokąd to?” – przemknęła choć dwie przecznice. Nie ma szans. Jestem cholernym czerwonym wykrzyknikiem, ruchomym celem. Trzeba było się tak nie ubierać. Trzeba było nie prowokować.

– Chyba wiesz, po co się tak ubrałaś?

Moja sukienka kłóci się jak przekupka na skraju drogi. Kłóci się ze światem, kłóci się ze mną. Jestem łysą feministką z owłosionymi nogami. Spod czerwonego materiału wystają czarne kędziory wyzwolenia. Ostrzegawczy kolor mówi, że ucieknę nad ranem. Chcesz postawić mi drinka? Dobre sobie. Ja wódkę wypiję, ty kieliszek wbijesz mi w kark. Szkło wyrzutów ugrzęźnie poczuciem winy w niegojącej się ranie na plecach. Sukienka jest słabym bandażem. Sukienka za szybko się zsuwa. Sukienka jest winna. Winna, zwinna, winowata.

Za wódkę trzeba zapłacić. Za noc trzeba zapłacić. Kręci się spirala zależności. Jeśli wyjdę bez słowa, będę potworem. Jeśli zostanę – lalką. Zaznacz, co wybierasz.

Po co się tak ubrałam? Dla kogo? Dla siebie? Bzdura. Lepiej nie pić drinków po knajpach. Lepiej w domu wódkę wymieszać. Sukienki spalić. W ogródku rozstrzelać. Włosy ściąć. Plecy zasłonić. Nogi odrąbać. Wszystkie sklepy z czerwonymi sukienkami omijać. Wszystkie sukienki są winne. Winna jest wiosna. Wysokie obcasy. Uśmiech. Radość. Kobiecość.

Nic nie rozumiesz? Deseń sukienki to fizyka kwantowa. To nieskończony dowód na niepojętość. To wzór chemiczny przemiany cukrów w tłuszcze, kremówek w oponki, batoników w obfite tyłki. To huśtawki nastrojów, taniec grup wodorowych na placach zabaw hormonów. To wskaźnik BMI, diagram znikania. To poranny odwrót. To kategoryczne odrzucenie. To NIE pod pozorem TAK. TAK pod pozorem NIE. To matematyczna silnia dziewczęca do potęgi kobiecej. Rozwiązuj, rozwiązuj ten test do rana, bo rano włożę czerwoną sukienkę i wyjdę bez czekania.

– Dokąd to?

Na łąkę. Na deszcz. Na słońce. Czerwona sukienka to flaga słoneczna. Mak polny, róża ogrodowa. Roztargniona kokieteria. Kolor krwi, kształt ciała. Wiosna. Nie zastrzelę jej, nie spalę. Nie powieszę. W razie czego – obwinię. Obwinię i rozgrzeszę.

Bo ona to ja.

Miłość

Do tej pory nie wynaleziono leku na miłość. Choroba mija samorzutnie, bez żadnych logicznych przyczyn. Logiczne czynniki są przez organizm zupełnie ignorowane

………………………………………………………………………………………………………

Miłość  – jednostka chorobowa wywołana przez wirusa zakochania, charakteryzująca się skłonnościami do zachowań nieracjonalnych.  Istnieje niezbadana ilość odmian wirusa.  Najważniejsze kliniczne mutacje choroby to, m.in.:

–  Miłość od pierwszego wejrzenia – choroba niezwykle groźna. Profilaktyka – brak. Rokowania – brak.

– Miłość do grobowej deski – jednostka, jak sama nazwa wskazuje: śmiertelna.

– Miłość ślepa – wariant wywołujący ślepotę, groźna zwłaszcza dla otoczenia ludzi widzących. W rzadkich wypadkach uleczalna, niestety z nawrotami.

Zakażenie:

Istnieją różne możliwe drogi przenoszenia wirusa miłości. Zanotowano: grom z jasnego nieba, pierwsze wejrzenie, a także metodę gastryczną, mianowicie przez żołądek do serca. Najczęściej jednak choroba jest po prostu przenoszona drogą płciową.

Objawy choroby:

  1. Nadmierna częstotliwość wykonywania połączeń telefonicznych.
  2. Nadmierna częstotliwość spoglądania na telefon.
  3. Monotematyczność bliska obsesji krążenia wokół jednego zagadnienia.
  4. Potliwość i podenerwowanie.
  5. Niekontrolowane wyrzuty hormonów do krwi, w tym dopaminy, adrenaliny, paranoidyny, histeriodyny, kompletnozidioceniodyny.
  6. Chodzenie po ścianach.
  7. Zaburzenia widzenia, mowy, słuchu, koordynacji ruchów.
  8. Bezsenność.
  9. Zaburzenia łaknienia.
  10. Demencja w dziedzinie rachunkowości, skłonność do bankructwa.

Pierwsza pomoc:

W przypadku zdiagnozowania miłości należy zastosować natychmiastową kwarantannę. Co ciekawe – kwarantanna obowiązuje tylko osoby zarażone. Osoby chore powinny być od siebie odizolowane, w przeciwnym razie ich choroba pogłębia się. Obserwuje się zjawisko turbo rażenia wirusem miłości w przypadku kontaktów dwóch chorych na wspólnej przestrzeni. Chorzy okazują toksyczne zainteresowanie sobą, siadają sobie na kolanach, piją napoje z jednego naczynia, jedzą posiłki z jednego talerza, wyciskają sobie nawzajem pryszcze, ubierają się w jeden sweter, jedne spodnie i jedną spódnicę. Grzebią sobie w różnych otworach, wymieniają się płynami fizjologicznymi, z przetaczaniem krwi włącznie.

Następstwa:

Nieleczona miłość ma bardzo ciężkie następstwa. Chorzy zaczynają przejawiać wielką niechęć do osób zdrowych, spoza kręgu chorych (zwanych także zakochanymi). Niechęć jest wywołana zaburzeniami poczucia własnej wartości, niepewnością i obawami, czy aby na pewno zarażony towarzysz jest nadal chory. Lęk przed wyleczeniem towarzysza jest równie duży, jak lęk przed zarażeniem jego chorobą osób trzecich.  Zjawisko to jest określane zazdrością  i może prowadzić do wielu tragedii.

Leczenie:

Do tej pory nie wynaleziono leku na miłość. Choroba mija samorzutnie, bez żadnych logicznych przyczyn. Logiczne czynniki są zupełnie ignorowane przez organizm i tylko wzmagają syndromy.

Powikłania:

Powikłania występują zawsze, w każdym przypadku i w każdym stadium choroby. Miłość składa się właściwie z samych powikłań.

Nawroty:

Wyleczony pacjent jest dręczony nawrotami do końca życia. Obserwuje się nawroty zarówno u osób młodych jak i starszych. Groźne są nawroty zwłaszcza w wieku dojrzałym przy jednoczesnym przebywaniu z osobą dużo młodszą. Bardzo często obserwuje się wówczas nasilone objawy opisane w punkcie 10.

Statystyka:

Choroba dotyka 100 procent populacji ludzkiej. Znakomita większość zarażonych mimo diagnozy nie decyduje się na wyleczenie i tkwi w chorobie na stałym poziomie wyniszczenia. Chorobliwe bycie razem z osobą zarażoną zmniejsza statystycznie szansę na wyleczenie. Niestety, izolacja również w niczym  nie pomaga.

Skutki uboczne:

Najpopularniejszym skutkiem ubocznym choroby jest pojawienie się na świecie potomstwa. W związku z tym, że miłość jest nierozerwalnie związana ze wzrostem populacji ludzkiej, można zaryzykować stwierdzenie, że skutkiem ubocznym miłości jest życie.

995271_526957067367828_126230264_n

————————————————————————————–

Tekst opublikowany w Be Magazyn:

http://issuu.com/bemagazyn/docs/be_nr_02_2014_www

Niespodziewanie odeszła od nas Sylwia Kubryńska

fot. Tania Pacha. Nieszczęśliwie zakochana w tym samym mieście
fot. Tania Pacha.

Na początku protest. Czemu?! Za co? Ale pianino tak uspokaja, jakby śmierć głaskała do snu. Przestań się, Kubryńska, chandryczyć…

Słuchajcie, okazało się, że chyba umarłam. To znaczy przez chwilę myślałam, że tylko ja umarłam. Ale całe szczęście, jest nas więcej.

Wczoraj włączyłam internet i obejrzałam film. Film był niezwykle przejmujący. Nie mogę wam go pokazać, wzruszenie mi nie pozwala. Ale opowiem o nim. Otóż film zaczyna się tak, że ktoś gra na pianinie melodię nieco smutną, choć jeszcze nie zwiastującą tragedii. Ale co tam melodia! Najważniejsze jest to, że gram w tym filmie główną rolę.

Na pierwszym planie widać więc moje zdjęcie, w tle moje zdjęcie również, lecz nieco rozmyte, jakby coś, co ma zniknąć, brało górę w tej akcji…. Potem faktycznie zdjęcie znika i oto pierwsza scena filmu: łubudu, dwanaście moich zdjęć! Ale nie przyzwyczajajmy się. Te zdjęcia również się rozmywają, pianino wchodzi w akordy patetyczne, robi się poważnie i dumnie i… bach, znów zdjęcie! Czyje? Moje!

To nie wszystko. Naraz rozpoczyna się kawalkada fotografii. Można zobaczyć moje zdjęcia w sepii, w kolorze i black and white. Cytaty, wspomnienia, słynne frazy. Rozdzierające sceny o przemijaniu. I nagle, cóż za niespodzianka, na pierwszy plan wyskakuje główny bohater filmu, czyli… moje zdjęcie.

Wreszcie tempo maleje, muzyka cichnie i czas na puentę. Jaką? Oczywiście moje zdjęcie! Fotografia mnie. Picture of me. Ja. Moje. O mnie. Ze mną.

Srata tata, nie ma tak dobrze. Było minęło. Kolaż gaśnie, ostatni kadr jak epitafium z nagrobkową fotografią dławi moje gardło. Odeszła. Odeszła niezwykle zasłużona Facebookowiczka. Taką ją zapamiętaliśmy. Ale co? Już?! Tak niespodziewanie? Bez paniki, film można puścić od nowa. Na Facebooku pamięć trwa. I będzie trwać. I trwa mać.

Na początku protest. Czemu?! Za co? Dlaczego ktoś mnie uśmiercił? Ale pianino uspokaja, jakby śmierć głaskała do snu. Przestań się, Kubryńska, chandryczyć. Masz film. Wspomnij raz jeszcze. O. I jeszcze raz. Klawisze pianina wyciskają łzy. Taka młoda byłam. Taka pełna życia. Uśmiechnięta. O. Znów uśmiechnięta. O. Tu zamyślona. Uśmiechnięta. Zamyślona.

Koniec.

Nie ma co drzeć szat. Niebieski podniesiony kciuk dodaje otuchy. Wszak wszyscy umrzemy. Już widzę, że umarliśmy. Na wszystkich profilach znajomych od rana krążą ich animowane epitafia. Normalna sprawa. Śmierć jest częścią życia. A Facebook naszą zbiorową mogiłą.

umarla2

Moja piosnka z London Luton

Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba podnoszą z ziemi przez uszanowanie (funt razy pięć złotych nie spada z nieba)

Tęskno mi, Panie…*

Do kraju tego, gdzie pierwsze ukłony są jak odwieczne Chrystusa wyzywanie i brzęczą jak cymbał brzmiący na portalach internetowych – niepochwalonych

Tęskno mi, Panie.

Do kraju bez światło-cienia, do tych co mają tak za tak, nie za nie, gdzie prawdziwość rzeczy elektryzuje, przenika do szpiku pamięci nigdy nie zatartej, zawsze bolesnej jak katolicka wiara

Tęskno mi, Panie.

Gdzie uśmiech na dzień dobry jest jedynie snem dziecka nieświadomego jeszcze, jak szary a jednocześnie tandetnie pstry (od reklam leków na hemoroidy, zaparcia, kaszel, impotencję i złogi, na martwicę, stwardnienie serc i mózgów, głupotę i zawiść, na nietolerancję, na kościół, na pedofilię, na przemoc w rodzinie, na patriarchat, na homoseksualizm, na gender) jest ten kraj

Tęskno mi, Panie.

Do kraju, w którym mówi się w języku najtrudniejszym na świecie, bo składającym się z samych ciężkich słów na literę K

Tęskno mi, Panie.

Do kraju prób i błędów, właściwie samych błędów

Tęskno mi, Panie.

Do zastawionego stołu, do tej Matki Boskiej wszystkich wędrowców, nieproszonych, niespodziewanych gości, do pustego talerza przy wigilijnym stole, do rodzinnych najazdów, do niekończących się odwiedzin;

Do cudu niewyczerpanej lodówki mimo kryzysu, mimo zaborów, mimo wojny, mimo wystawienia środkowego palca polskim lotnikom po bitwie o Anglię, mimo komuny, mimo niskiej renty, mimo kredytu, mimo pensji poniżej średniej krajowej, która jest ułamkiem pensji najniższej krajowej w Europie;

Dokąd będzie się wracało jak na skrzydłach samolotu pełnego ogorzałych wyniszczonych i podchmielonych rodaków, którzy w milczeniu przeżuwają kolejne upokorzenie, upokorzenie jak kamień w zębach, od:

Niemców

Anglików

Francuzów

Norwegów

Holendrów

Irlandczyków

I diabli wiedzą kogo jeszcze, bo diabli wiedzą gdzie jeszcze na tym świecie zarabia się lepiej niż w tym kraju, do którego

Tęskno mi, Panie.

Do uścisków i przytuleń, do pocałunków, do płaczu i rechotu, do wzniosłych wyznań, do wiecznych zerwań i powrotów, do: „Boże, jak ona mnie wkurwia, a nadal ją kocham!”

Tęskno mi, Panie.

Do wujków, ciotek, babć, dziadków, sióstr, braci, kuzynów, koleżanek, kolegów, przyjaciół i wrogów;

Do wieczornych wypadów po sól do sąsiada;

Do jeziora kortowskiego;

Do ogniska na poligonie;

Do tych łąk zielonych ;

Do ogórków kiszonych;

Do piwa na plaży;

Do nocnych powrotów;

Do słonecznych poranków;

Do miłości;

Do domu

Tęskno mi, Panie…

—————————————————————————————–

…*Prezesie, Pośle, Senatorze, Generale, Dyrektorze, Profesorze, Sędzio, Prezydencie, Ekscelencjo (niepotrzebne skreślić).

10918020-polska-flaga-malowana-na-stary-ceglany-mur