Arbeit macht frei?

Dzięki wynalazkom cywilizacji oszczędzasz codziennie kilka godzin. Czemu więc nie poopieprzasz się choćby przez minutę?

office-job

Bzdura! Wszystko to bzdura! Nie ma co pisać. Nie ma co pisać, zwłaszcza codziennie. Nie ma co pisania traktować jak pracy przy taśmie. Nie ma co pisania w ogóle traktować jak pracy. Łapy precz od klawiatur! Zostawcie puste kartki! Zostawcie puste dokumenty tekstowe! Dajcie odetchnąć zziajanym umysłom. Zluzujcie napięte cięciwy neurytów. I zabijcie mnie za poprzedni tekst.

Autora, który pisze bzdury należy zabić. Tak jak projektanta, który konstruuje niepojęte w obsłudze, mimo instrukcji, przedmioty. Jeśli w ogóle potrzebna jest instrukcja – zastrzelmy projektanta. Jeśli w ogóle potrzebny jest komentarz objaśniający – zastrzelcie mnie. (Tak, brak zrozumienia tekstu jest winą autora.) Ale jeśli namawiam was do codziennej wytężonej pracy, w dodatku do pracy przez pisanie – nie miejcie litości. Wyjmijcie bazookę.

W pisaniu, jak wiecie, można się zatracić. Traćcie się ile wlezie, dopóki pisanie nie stanie się pracą. Zatracić się w pracy? Normalna sprawa. Nienormalne jest nie zatracić się w pracy. Ale to właśnie jest najbardziej niepojęte. Ludzkość, która ledwo wyszła z ostatniej wojny przez bramę z napisem Arbeit macht frei, zamiast konsekwentnie zacząć się obijać – wszak bynajmniej praca jej do wolności nie doprowadziła – rzuciła się we wściekły wir tyrania.

Niemcy wojnę przegrali, ale ich złota myśl nie

Ludzie chełpią się jak bardzo są zajęci, ile mają na głowie i jak bardzo napięty jest ich grafik. Ho, ho! Gratulacje! Na pewno z tego powodu będzie im lepiej się żyło. A jak nie będzie się im lepiej żyło – przynajmniej umrą szczęśliwie. Będą wspominać na łożu śmierci, ile im się udało w życiu spraw pozałatwiać. Ile telefonów odebrać! Ile maili wysłać! Ile raportów wykonać! Ile nadgodzin wyrobić! Ile aplikacji jednocześnie każdego dnia uruchomić, żeby nic nie stracić i… nic nie zapamiętać.

Cóż za wspaniała śmierć – po wieloletniej orce od świtu do nocy. Cóż za wspaniałe życie – szczurzy pęd w korporacyjnym kołowrotku. Mam dziś do napisania pięć tekstów. Który z nich mnie uwolni? Może i Niemcy wojnę przegrali, ale ich złota myśl z obozowych bram zrobiła zawrotną wprost karierę. Ta kariera kwitnie coraz okazalej.

Nie ma takiej minuty, w której nie da się upchać więcej obowiązków

Dziś, gdy chcesz załatwić sprawę, nie musisz nigdzie jechać, nie musisz nawet lecieć do budki telefonicznej, ani odczekać w ogonku swojej kolejki na poczcie. Wystarczy że wyjmiesz z kieszeni telefon komórkowy i skorzystasz z jednego z kilku sposobów komunikacji.  Możesz zrobić przelew, wypełnić formularz, dostarczyć stos dokumentów. Dzięki cudownym wynalazkom cywilizacji oszczędzasz kilka godzin. Czemu więc nie poopieprzasz się choćby przez minutę? Czemu nie wyciągniesz się na ławce w parku i nie popatrzysz na drzewo? Czemu nie położysz się na kanapie? Bo nie ma takiej minuty, w której nie można byłoby upchać jeszcze więcej obowiązków.

Kto się opieprza, wcale się tym nie chwali

Jest takie modne powiedzonko: „jestem zarobiony”. Z dumą wypowiedziane obnaża jednak mało chwalebną skłonność do wpędzania się w stan niewolnictwa. Człowiek jest zarobiony jak mrówka w totalitarnym mrowisku. Poczucie nieustannego biegu daje mu iluzję sensu. W końcu zasuwa w pocie czoła po to, by jutro wstać i… zasuwać w pocie czoła.

Kto się opieprza, wcale się tym nie chwali. Choć, jakby nie patrzeć – ma czym. Nic nie musi. Nie spieszy się. Mówicie, że czas mu ucieka? Nic podobnego. Czas mu się dłuży. Czas się do niego dostosowuje. Ba! Czas stara się go dogonić. Ale jak tu dogonić człowieka zapatrzonego w drzewo? Jak dogonić lenia wylegującego się na kanapie? Gońcie sobie. Gońcie w piętkę. Wielkie rzeczy nie powstają w umysłach zaganianych. Wielkie rzeczy powstają w umysłach zamyślonych. A żeby się zamyślić, trzeba mieć chwilę. Choćby minutę.

PS. Zgadnijcie, czemu mając do napisania pięć tekstów – piszę jeszcze na blogu?

13 comments

  1. valenta

    Przekonałaś mnie. Właśnie skończył mi się urlop – jutro rzucam szefowi wypowiedzeniem w twarz.
    A na zagadkę nie odpowiem, bo nie napisałaś, co jest nagrodą;)

    • victoriavalenta

      A ja Ci dziękuję już teraz, za to, że znajdujesz czas na pisanie tego bloga. I to nie prawda, że teksty na nim są niezrozumiałe – niezrozumiałe są tylko komentarze pod wpisami.
      Niespodzianek, niestety nie lubię, gdyby istniała nawigacja z mapą do życia, na której byłyby zaznaczone niespodzianki jak radary, to nauczyłabym się korzystać z GPSu.

  2. Wkurzony

    Czytałem już dziesiątki podobnych tekstów. Za każdym razem zastanawiając się, dla kogo one są pisane. Bo nie znam nikogo, kto nie znalazłby czasu na refleksję, odpoczynek, drzemkę, relaks etc. Ja też go mam, choć roboty mi nie brakuje.

    Kto jest zatem adresatem tych apeli?

  3. alicja2a

    Jakoś – na razie – nie zastrzelę Cię. Za to nieco ponarzekam, bo mam dosyć wszechobecnego wzdychania typu: nie mam na nic czasu. Myślę, że dość często jest to pewna poza. Kiedyś też tak miałam, ale wiele zmieniłam i mam czas. Na pewno nie tyle ile chcę, ale tyle by np. pisać blog, nie codziennie, bo to mogłoby być nudne dla czytających. Czytanie, pisanie i redagowanie tekstów to moja praca zarobkowa, którą lubię i szanuję. Czasem wyjazdy na kilka dni. Poza pracą mam jednak czas na „prywatne” czytanie (które zresztą procentuje w pracy), czasem kino, rzadziej teatr, wystawy, codziennie rodzina i dom, czasem znajomi, no i oczywiście moje ukochane, codzienne bieganie i trochę czasu na dbanie o siebie czyli o zdrowie i urodę.
    Domowo-rodzinne obowiązki są nieźle podzielone. Jeśli nie ma „kataklizmów” (np. choroba) to na ogół całkiem nieźle sprawdza się ten podział. Prawie każdy weekend jest dla rodziny i dla mnie. Rzadko, ale zdarza mi się coś zawalić i muszę popracować w sobotę. Wtedy moja wina i… trudno, kawałek soboty urwany.
    Kiedy jestem bardzo zmęczona po prostu idę spać i nie ma tu mocnych – wyspać się każdy musi, bo inaczej będzie źle ze zdrowiem. Bywa, że muszę coś komuś odmówić, ale pewna doza asertywności to moja obrona. Nie daję się zamęczyć, bo to byłoby głupie, staram się być normalna i przytomna na co dzień. To nie jest ideał, ale takich nie ma – jest natomiast rozsądek i lubienie siebie, a nie tylko innych. Przyjęcie pozy „nie mam na nic czasu” jest, przepraszam… nierozsądne i świadczy o złej organizacji własnego życia. Warto próbować to zmienić.
    Pozdrawiam 😉

  4. erill

    Dziękuje Ci za ten wpis 🙂 Zajęło mi kilka dni przetrawienie tego co napisałaś i zmierzenie się z tym jak wygląda moje zycie. Oraz próba ogarnięcia tego, że czas to zmienić. Koniec z wyścigiem kto jest bardziej zjebany. Czas w końcu wprost mówić, że odpycznek jest potrzebny i fajny i pracować bez wytchnięnia to potrafi każdy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s