Ojca nie ma – dziecko jest

Dzieworództwo polega na rozmnażaniu się bez udziału osobnika zapładniającego. Tak rozmnażać się mogą  warany, mszyce i… Polacy

Mówią w mediach o procesie kolejnej matki morderczyni. Tym razem kobieta zabiła (zostawiła bez opieki?) pięcioro noworodków i grozi jej za to dożywocie. Nie chcę tu się rozwodzić nad obrzydliwością zbrodni, nad zanikiem odruchów ludzkich i instynktu macierzyńskiego, nie chcę też używać wszystkich tych bardzo potrzebnych nam do humanitarnego postępowania i lepszego samopoczucia, haseł. Bo to w ogóle nie w moim stylu. W moim stylu jest jednak zwrócenie uwagi na zupełnie inną sprawę, na sprawę być może starą jak ten kraj nad Wisłą, a jednak wciąż zdumiewającą.

Zanim powiem, o co chodzi, pragnę przytoczyć nie tak dawne kruszenie kopii pod moim tekstem o gwałcie, gdzie sporo osób zauważyło, że gwałt zadają kobiety sobie same, bo przecież trudno winić mężczyznę za jego porywczość, skoro tak go natura ukształtowała. Pod tekstem swój cenny komentarz zostawił też niejaki Starszy Już (na szczęście) Pan.  Starszy Pan (pozwólcie, że tak go będę nazywać w skrócie) wyraził w nim obawę o zachowanie naszego gatunku, który jak rozumiem, bez gwałtów wyginie niczym gatunek dinozaurów. Starszy Pan żywi głębokie przekonanie, że jak tak dalej pójdzie (bez gwałtów?), dzięki feministkom pozostanie naszemu nieszczęsnemu gatunkowi jeno dzieworództwo, czyli innymi słowy: partenogeneza. Zjawisko to polega na rozmnażaniu się bez udziału osobnika zapładniającego. Wieje nudą?  Zaraz, zaraz. Starszy Pan jeszcze nie wie, ale te rzeczy już mają miejsce. Mają od dawna! I to wcale nie dzięki feministkom. Bo, choć dzieworództwo brzmi mało interesująco, działa i to bez zarzutu. Tak rozmnażać się mogą warany, mszyce i… Polacy. A raczej Polki.

Do czego zmierzam i co to ma wspólnego z artykułem o nieszczęsnych noworodkach? Otóż, jak się okazuje (nie pierwszy raz w Polsce), ofiary o których mowa, były pozbawione ojca. Miały tylko matkę. Matka je urodziła i porzuciła na pewną śmierć. Ojciec tego nie zrobił. Ojciec nie zrobił nic, bo go nie było. Ojciec nie istniał. Owszem, między wierszami newsa przemyka jakiś smutny pan-konkubent, ale przecież z pewnością nie ma on nic wspólnego z tym, że noworodki pojawiły się na świecie, po czym porzucone zmarły. Dlatego nie może być w tej sprawie oskarżony.

W moich obserwacjach powszechnego dzieworództwa w Polce posunęłam się nieco dalej i zajrzałam do kodeksu prawnego, by sprawdzić, jak się mają sprawy związane np. z nielegalnym przerywaniem ciąży w tym kraju. Otóż w zapisie art. 153 § 1 k.k. nie ma ani razu wymienionego słowa: ojciec, albo: mężczyzna. Niczym z automatu jest mowa o kobiecie, o kobiecie ciężarnej i o innych osobach podżegających do aborcji, bądź jej ułatwiających aborcję, ale ojca – mężczyzny w tym zapisie po prostu brak. Czy ojciec za coś odpowiada? Czy będzie ukarany? Jak będzie ukarany? Nic nie wiadomo.

Czemu nie ma słowa o ojcu, który, jak mnie na biologii uczono – zostawia 50 procent genów w każdym potomstwie (jeśli ktoś nie spał na matematyce to wie, że oznacza to równiuteńki współudział) i który jest – jak mnie nie tylko na biologii uczono – absolutnie niezbędny do zapłodnienia? Co więcej – jest niezbędny w stanie świadomym i nawet bardzo aktywnym. Więcej, coś mi podpowiada, że jak już się uprzemy i wyobrazimy sobie ten cały akt zapłodnienia, to prędzej zobaczymy nieświadomą/nieprzytomną/zniewoloną kobietę, niż takiego właśnie mężczyznę. Wniosek zatem wydaje się być prosty: facet jest równie odpowiedzialny za dziecko jak kobieta. To znaczy odpowiedzialny za to, czy JEGO dziecko się urodziło, czy żyje, czy nie żyje, czy jest krzywdzone, molestowane, głodne itd. Jeśli więc przykładowo dziecko nie żyje, na ławie oskarżonych powinni siedzieć oboje: matka i ojciec. Więc o co tu chodzi?!

Otóż prosta sprawa, moi drodzy. Znów wracamy do proroctw Starszego Pana i dajmy na to, wściekle ostatnio popularnej piosenki Domowych Melodii o niejakiej Grażce, co zrobiła SOBIE dziecko. Tak brawurowo opisany tu przeze mnie akt zapłodnienia w Polsce w ogóle nie występuje. Podczas tego całego ambarasu z plemnikami, komórką jajową i wszystkimi sprawami związanymi z tworzeniem się nowego człowieka, facet jest w ogóle gdzie indziej. On zajmuje się zupełnie innymi sprawami, dla mnie niepojętymi. On komponuje, politykuje, tworzy właśnie takie prawo jak wyżej… . Rzeźbi, skleja czołgi, łapie motyle, przegląda internet. No diabli wiedzą, co jeszcze robi. Jedno jest pewne – nie zapładnia. Nie zapładnia i nie ma z tym nic wspólnego. Dlatego niechciane dzieci są wynikiem dzieworództwa i tylko matka za nie odpowiada.

Nie pytajcie więc, czemu tylko kobieta ma zostać za czyn dzieciobójstwa skazana na dożywocie, czemu tylko na kobietę leje się strumień obelg, czemu tylko jej się zarzuca nieludzkość i na niej skupia się cała nienawiść społeczeństwa. I czemu w tym samym czasie o ojcu ani mru – mru.

Jak to się mówiło w moich stronach – tak to już jest. Ojca nie ma – dziecko jest.

dziecko-milosc-ojciec

44 comments

  1. Agata Kurczak Chmielewska

    tak było od zawsze, to nie wina Adama, że zjadł jabłko, to wina Ewy…
    I teraz pytanie czy Adam był taką dupą, że nie potrafił odmówić, czy po prostu z założenia to kobieta jest zawsze winna? (nie jestem feministką ;))

      • Baronowa

        Uwielbiam udowadniać facetom, że są feministami. Kobietom też. Skąd ten strach przed słowem feminizm? Chcę równości, ale nie jestem feministką… wtf?

      • Sylwia Kubryńska

        Bo feministka to babochłop, najlepiej lesbijka z owłosionymi nogami i wygoloną głową. Ktoś zbudował ten wizerunek, ktoś komu równouprawnienie nie po drodze. Ciekawe, kto.

    • Resus

      Sylwia Kubryńska – lesbijka wcale nie oznacza owłosionych nóg i wygolonej głowy, przynajmniej ja, ani moja dziewczyna tak nie wyglądamy 🙂 a feministki według mnie kojarzą się z głupotą, bo niestety więcej wśród nich jest takich, które „walczą o prawa”, ale nie umieją sensownie odpowiedzieć na zadane im pytanie ani bronić swojego zdania. Takie jest moje zdanie. A to że nie zależy mi na żadnej „równości” więcej, niż jest teraz, bo wiem, że sama sobie wyznaczam wolność dla siebie i nie muszę walczyć o żadne prawa bo najzwyczajniej je mam, a wręcz dodam, że uważam, że i tak kobiety są gorsze od mężczyzn, pod wieloma względami, i potwierdzam to, że wiele z nich potrzebuje opieki mężczyzny (nie wszystkie, tak jak ja i inne lesbijki, choć tu też można polemizować, bo każda z nas ma ojca/brata/przyjaciela, więc może jest jakiś powód, dlaczego się nimi otaczamy?), śmieszą mnie feministki, które mówią, że świat bez mężczyzn byłby lepszy. A na jakiej podstawie tak sądzą? Poza tym moim osobistym odczuciem na stereotyp (bo na pewno nie znaczenie słowa) feministki jest myśl o kobiecie, która na siłę próbuje sobie odebrać to co ma w sobie najpiękniejszego, czyli właśnie kobiecość. A teraz pytanie – a czy ja jestem feministkom, skoro ze wszystkich słów wypisanych powyżej i tak twierdzę, że to nie fair, że kobiety na tych samych stanowiskach zarabiają mniej niż mężczyźni? (przykład mojej dziewczyny) Jakoś nigdy się nad tym nie zastanawiałam, czy to już feminizm, czy po prostu moje poczucie tego, czym jest sprawiedliwość 🙂

      • Adso

        jakoś nie darzyłem lesbijek czy gejów jakąś specjalną sympatią…widzę jednak, że w przypadku niektórych lesbijek należy zweryfikować stanowisko z obojętnego na bardziej przychylne:) ….kobieta, która dostrzega w mężczyźnie człowieka zawsze będzie budzić moją sympatię:)

    • Adso

      może Adam był zakochany (czyt. był taką dupą:)) i świadomie wybrał kobietę zamiast Boga? a winny był zawsze wąż:)…

      • Resus

        No wiesz… lesbijka nie znaczy wcale, że warczę na facetów jak pies 😀 Powiem Ci, że nie trzeba nawet nazywać tego sympatią, ale da się nas lubić. Gejów też. To też ludzie. A to co robią w łóżku… ich sprawa, zresztą jak każdego z nas 🙂 Pozdrawiam Adso 😀

  2. Chris

    Uśmiałbym się… gdyby się okazało, że sprawę prowadzi kobieta prokurator.
    Nie wiem, nie spraewdzałem czy tak jest, ale zabawnie by było.

    ps
    OIDP można w tej sytuacji złożyć w prokuraturze doniesienie o współudziale mężczyzny.

    • Miriam

      Właśnie chodzi o to, że ktoś musiałby złożyć doniesienie, jakby to nie była oczywistość, że ojciec też odpowiada za los dziecka.

      • Chris

        Oczywiście, że nie jest to oczywistość, choćby dlatego, że matkę można wskazać niemal bezbłędnie, ojcostwo natomiast trzeba najpierw UDOWODNIĆ. Tym samym współudział nie do końca jest taki oczywisty.

        Choć medialnie taka forma oskarżenia na pewno jest nośna i przyniesie bglogerce sławę i chwałę.

  3. Pingback: Ojca nie ma – dziecko jest | Lady Pasztet bloguje
  4. valenta

    Pozwolę sobie pominąć aż tak skrajne przypadki, jak dzieciobójstwo, wspomnę tylko o podłożu problemu, starym jak świat. W mentalności społecznej wciąż panuje pogląd, że kobieta ponosi konsekwencje współżycia, bo nosi naoczny dowód – brzuch. Facet podciągnie spodnie i schowa „narzędzie przestępstwa” w rozporku. Łatwiej jest ganić, gdy widzi się „winę”. A przecież akt seksualny nie jest sprawą tylko jednej strony i odpowiedzialność powinno się ponosić wspólnie. Tylko po co, storo można ukamienować ladacznicę?

  5. Slawek

    Słuszna uwaga – ojca nie ma i to od początku, ale nie ma on nie tylko obowiązków, ale też praw do dziecka. Do czasu narodzin nie ma żadnych praw – wszak brzuch należy do kobiety. Pewnie stąd ani słowa o ojcu w prawie dotyczącym przerywania ciąży. Po porodzie ojciec ma obowiązki (np. dbania o dziecko, czasem alimentów)… a prawa – hm… tylko jeśli matka się na to zgodzi i go do dziecka dopuści. A potem, a potem dziecko coraz bardziej się usamodzielnia, paradoksalnie to właśnie najlepszy czas na wykorzystanie swoich praw i wychowywanie dziecka.

    • ewawa

      Tylko że to się dzieje trochę na ich życzenie – wygodniej się pozbyć obowiązków nawet kosztem praw.

      • Adso

        jakieś badania socjologiczne, coś na poparcie tych słów… czy tylko takie demagogiczno – feministyczne urojenie?

    • gwozdziem po szybie

      „bardzo trafna uwaga…..” i to wszystko co wydukales?!?!? ale czyja uwaga i jaka uwaga to juz za trudne bylo!
      Ja do Ciebie sie zwracam ===biliviainmyeyes.====== jesli chcesz aby Twoj „WPIS” hahahahahaha „WPIS” mial sens, napisz do kogo sie odnosisz! plizzzzzzzzzzzzzzzzz
      dotarlo?
      dziekuje.

  6. Pingback: Kubryńska: Ojca nie ma – dziecko jest | Codziennik Feministyczny
  7. potravelblog

    Nie wiemy jaką rolę odgrywał w tym wszystkim ojciec. Ile to razy jest tak, że nie wiedza, że mają dzieci? Feminizm ma swoje jasne i ciemne strony. Jak się feministka uprze, że sama da radę bo facet potrzebny tylko do reprodukcji, to nie przetłumaczysz , że nie ma racji. Myślę, że nie powinniśmy wydawać wyroku, przed poznaniem wszystkich dowodów.
    Ps. To nie jest usprawiedliwienie żadnej ze stron. Pozdrawiam Agnieszka

    • pak4

      Ale zależy od społecznej opinii o danej idei, czy wszystkie wypaczenia zrzuci się na nią, czy też uzna się ją za dobrą mimo wypaczeń.
      Zauważ, że od feminizmu się odżegnuje dość masowo. A od liberalizmu? Chrześcijaństwa? Uduchowienia? Tradycji? Pierwsze przykłady z brzegu. A każdy, ale to każdy ‚ma swoje jasne i ciemne strony’, bo nie ma idei (a tym bardziej ideologii), która nie potrafiłaby uzasadnić złego.

  8. RYYS

    Dziwny jest ten świat.
    W świecie zwierząt samiec ułomny, nie ma szans na zapłodnienie samicy.
    Tylko samce silne, mogą przekazać swoje geny potomstwu.
    U ludzi, niby najbardziej rozwiniętym stworzeniom, samiec ułomny fizycznie, z defektami intelektualnymi znajdzie jakąś samicę i bez problemu ją zapłodni.
    Nie ma mowy o doborze naturalnym.

  9. BNH

    Wow! Czyżby coś się zmieniło i feministki zaczęły zauważać, że jest ktoś taki jak OJCIEC? Jak tak dalej pójdzie to kto wie, może niedługo nawet zaczną sugerować, że warto spytać ojca zanim się przeprowadzi aborcję?

    • Adso

      nie liczyłbym na to i nie wyciągał zbyt pochopnych wniosków… przecież sztandarowym hasłem feministek jest: wara mężczyźnie od ciała kobiety, tylko kobieta może decydować co zrobić z płodem ( dla mnie dzieckiem, ale nie chcę wywoływać dyskusji czy płód to dziecko czy tylko zlepek komórek)

  10. pz

    Bardzo lubie czytac Pani teksty. Nigdy nie komentuje ale zagladam tu juz kilka miesiecy wiec pomyslalam, ze chociaz podziekuje za kawal dobrej lektury. Dziekuje.

  11. eqtrainer

    Świetny artykuł, niemniej zupelnie nie rozumiem, dlaczego Państwo mylą etykę i humanitaryzm z feminizmem. Za potomstwo wynikajace z aktu uprawiania seksu odpowiedzialność ponosi zarówno kobieta jak i mężczyzna i faktycznie, może należałoby przyjrzeć sie normom spolecznym oraz prawodawstwu i cos zrobić w tym kierunku.

    Powinniśmy więcej o tym pisać i uświadamiać obie strony. Kobiety nie powiinne same nosić ciężaru poczucia piętna i winy. Z drugiej strony, kobiety powinne jednak częściej uświadamiać swoich partnerów zanim dochodzi do aktu zbliżenia o ich udziale i odpowiedzialności. Najlepiej, jak programy szkolne włączą to zagadnienie stosunkowo wcześnie.

    Naprawdę, mądry i potrzebny artykuł.

    • Adso

      ja również nie rozumiem dlaczego feminizm jest utożsamiany z etyką i humanitaryzmem. Zapewniam, nie ma z tym nic wspólnego:) Widzę, że Pani jest zwolenniczką programowego uświadamiania dzieci przez programy szkolne a jakoś nie wspomina Pani o tym, że to jednak rodzice powinni uczyć swoje dzieci odpowiedzialności za to co się robi. Uświadamiać im to, że za swoje czyny należy ponosić konsekwencje. Szkoła niech się skupi raczej na tym żeby „wtłoczyć” trochę wiedzy w dziecięce główki a wychowanie dziecka niech zostawi rodzicom. A tekst Pani Sylwii jest oczywiście pięknie napisany, fajnie się czyta, ale tendencyjny do granic możliwości.

  12. Tianzi

    Druga strona medalu: ojciec może się nawet nigdy nie dowiedzieć, czy zapłodniono czy nie zapłodniono, czy poroniono, wyskrobano, czy urodzono i czy oddano do adopcji. Ojca chyba można nie podać przy porodzie, jeśli nie jest ożeniony z matką (i wtedy prawnie ojcem nie będzie), a jak się już ojca określi, to ojciec nie może solo uznać, że on oddaje do adopcji, nie chce więcej o tym słyszeć i nie będzie płacić alimentów.

    To oczywiście względem ‚dzieworództwa’, bo z krytyką tendencyjności mediów w takich sprawach i odpowiedzialnością za dziecko należącą do obojga (obecnych) rodziców się zgadzam.

  13. MC

    rozumiem i zgadzam się z tym co Pani napisała, jednak to nie tylko kobiety bywają pokrzywdzone w wojnie na granicy kobieta/mężczyzna/ich potomek. Znam przynajmniej kilku mężczyzn, którzy gotowi są poświęcić się całkowicie wychowaniu swojego potomstwa, a jednak prawo nie daje im takiej możliwości, Czasem matki nie dość, że nie nadają się do tego by wychowywać swoje potomstwo, specjalnie przed sądem rzucają przysłowiowe „kłody pod nogi”, tylko po to by nie oddać dziecka ojcu.
    Reasumując, nie tylko my mężczyźni jesteśmy winni temu jak się sprawy w naszym świecie mają, kobiety również przykładają swoje dłonie do bałaganu, który tworzymy

  14. pak4

    Od strony prawnej, problem wydaje się nieusuwalny — skoro winę trzeba udowodnić, to nawet przykłady dość ewidentne (jak by się wydawało) mogą zostać zasłonięte przez domniemanie nieświadomości.
    To, co można próbować zmienić, to kwestia podejścia mediów.

  15. Katarzyna

    Gratuluję błyskotliwego tekstu, naprawdę pięknie napisany, aż miło się czyta – chociaż akurat temat może nie nastraja. Wiele celnych uwag, z którymi się zgadzam. Jednak nachodzi mnie jedna myśl: czy nie mówi się równie często „zrobił jej dziecko i zostawił”? Ile razy słyszę ten tekst, wywracam oczami i wzdycham przejmująco. Czy naprawdę „jak już się uprzemy i wyobrazimy sobie ten cały akt zapłodnienia, to prędzej zobaczymy nieświadomą/nieprzytomną/zniewoloną kobietę, niż takiego właśnie mężczyznę”? Ostatnio rozmawiałam z przyjacielem i sam stwierdził, że od dziecka było mu to tak przedstawiane, jakby tylko mężczyźni mieli popęd seksualny, a kobietę trzeba jakoś zwieść, namówić, żeby się zgodziła, oszukać, bo sama dobrowolnie tego nie zrobi. Nie wiem, która wersja wydarzeń bardziej mnie przeraża.
    Mimo wszystko dziękuję za takich ludzi jak Autorka bloga, która najwyraźniej rozumie właściwie słowo „feminizm” i ma odwagę mówić o swoich poglądach. Pozdrawiam serdecznie!

  16. dorrek

    Szanowna Autorko:
    O ile masz rację w kwestii tego, iż media, czy też, co gorsze, prokuratura, często w tego typu sprawach ignoruje rolę konkubenta/partnera matki, to jednak odpowiada się za swoje przestępstwo, a nie za cudze.
    Dziwienie się, iż w zapisie artykułu o aborcji nie ma wspomnianego mężczyzny jest wręcz komiczne – na mężczyźnie nie można przeprowadzić aborcji. Na wszelki wypadek spieszę z tłumaczeniami – mężczyźni nie są zdolni do bycia zapłodnionymi, noszenia w sobie płodu a co dalej idzie aborcji. Odpowiadają natomiast za jej ewentualne przeprowadzenie/nakłanianie partnerki do jej przeprowadzenia/zmuszanie jej do tego. Jedyną osobą, która za to nie odpowiada, jest matka, na której to dokonano aborcji.
    W przypadku dzieciobójstwa (uściślając, w polskim prawodawstwie dzieciobójstwem jest, zgodnie z art. 149 KK: „Matka, która zabija dziecko w okresie porodu pod wpływem jego przebiegu, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.”) kobieta odpowiada dużo łagodniej od mężczyzny. W analogicznej sytuacji, gdzie zabójstwa dokonał mężczyzna odpowiada normalnie za zabójstwo.
    W przypadku doniesień medialnych ciężko jest poznać całość sytuacji – ba, dowiedzieć się czy konkubent jest ojcem dzieci. W 90% przypadków rozwodów i niemal 100% rozstań „za zgodą”, dziecko zostaje z matką, rola ojca jest więc ograniczona. Jak ma kontrolować sprawowanie codziennej opieki nad dzieckiem, skoro jak dobrze poszło, widuje je raz w tygodniu?
    Ponad to, jeśli z materiałów dowodowych wynika, iż zabiła matka – dlaczego i na jakiej podstawie mają odpowiadać inne osoby?
    Pozdrawiam,
    dorrek

  17. Tata

    Zenada nie artykul…czysty dowod na to ze kazdy argument poparty pseudo faktami dociera do ludzi.

    Czy jesli owa matka zabila dzieci poniewaz rodzice nie wlozyli wysilku w to by ja wychowac w ten czy inny sposob to oni tez ponosza wine?? Przeciez dzieci nie przychodza na swiat – ich umysl i zachowania sa ksztaltowane w dosc duzej mierze poprzez srodowisko w ktorym sie znajduja wiec jesli rodzice nie nauczyli jej milosci, bycia otwartym, itp itd…to oni tez ponosza wine? A moze rodzice ojca tez ponosza wine bo wychowali syna tak ze nie potrafil wziac odpowiedzialnosci za swoje czyny….czyny ktore sa dosc watpliwe bo nigdy (oprocz ekstremalnych sytuacji gwaltu i zmuszania) nie bylo tak ze facet bierze sobie kobiete i ja zapladnia bo taka mial dzis fantazje.

    Kobieta ponosi odpowiedzialnosc bo ona dokonala czynu. W dobie antykoncepcji, tabletek „dzien po” i innych temu podobnych mowienie ze facet jest odpowiedzialny za matki zbrodnie jest zenada.

    Jesli nie byla gotowa na bycie matka to ma opcje – tak samo jak facet, i tak przylozyl reke do tego ze dzieci sa – tak to juz bywa i moze uciekl i moze udaje teraz pokrzywdzonego…ale to nie on tego dokonal.

    Jestem przekonany ze wszystko mozna przekrecic tak ze by to mialo sens – przyklad – rozstalem sie ze swoja partnerka i mamy razem dziecko.
    Przyznaje ze nie potrafilem sie na poczatku postawic w roli ojca – ot kladlem je zawsze do snu, chodzilem do pracy tylko ja i spedzalem kilka godzin tygodniowo z dzieckiem – dom byl na jej glowie jak i dziecko.

    Ona miala swoje klopoty i czesto wyzywala dziecko od glupich i szturchala, prowokowala do placzu potem wyzywala…itp. Za kazdym razem gdy interweniowalem dostawalem odpowiedz – „Zajmujesz sie dzieckiem, nie? To sie nie wtracaj”.

    Teraz po rozstaniu mieszka z kuzynem i opowiada dziecku naszemu jak to kazdy ma swoje obowiazki i z racji tego ze ona nie pracuje to zajmuje sie domem, gotuje, sprzata i jest wszystko ok.

    Ciekawe gdy ja pracowalem to nie bylo to OK.

    Oczywiscie Ci ktorzy mieli okazje rozmawiac z ex postrzegali mnie jako demona bo straszylem ze pojde do sadu, bo mowilem to czy tamto….tylko ze ex zapomniala wspomniec o tym jak mnie straszyla ze wywiezie core do PL do rodzicow swoich a ona tutaj sama wroci.

    Kazdy ma argumenty za czy przeciw. Ja swojej ex nie winie za to co mowila czy robila poniewaz ja sam mialem w rekach narzedzia by zmienic pewne sprawy na lepsze i tego nie zrobilem wtedy i to jest moja osobista odpowiedzialnosc.

    Jesli ktos zwala wine na kogos albo boi sie powiedziec tak to moja wina coz…swiadczy to tylko o tym ze nie dojrzal do pewnych spraw

  18. Tata

    Dodam jeszcze mam kolege – za czasow podstawowki byl bity, jego mama prawie spalila dom papierosem z ktorym zasnela podczas alkoholowej libacji. Mieszkal w kamienicy w ktorej mieszkali same biedne rodziny gdzie dzieci terroryzowaly inne.
    Wiem ze za tamtych czasow mial problemy z kontrolowaniem agresji, jednak wyrosl na porzadnego czlowieka.

    Mam na mysli to ze to czy ktos jest czy kogos nie ma o niczym nie swiadczy to kazdy sam decyduje o tym kim chce byc. On (moj kolega) mogl pojsc w slady rodzicow – bardzo czesto sie tak zdarza, ba inny kolega w prawie identycznej sytuacji podazyl taka droga. On jednak postanowil cos innego i pomimo przeciwnosci losu dal rade.

    Gdyby bylo inaczej bylby jak ta matka – bije i terroryzuje bo gdzie byli rodzice zeby go wychowac…ba to ich powinni do odpowiedzialnosci pociagnac….

    …powtorze ostatecznie kazdy odpowiada za swoje czyny.

    Oczywiscie latwiej jest ojcu odejsc…ale dla kontrastu jesli ojciec chce byc przy dziecku to ma duzo trudniej. Ba matka moze zakazac widzenia z dzieckiem bo ma takie widzimisie a sprawa sadowa moze zajac nawet pol roku i tyle co ojciec moze zrobic – czekac pol roku bo jesli sie pojawi pod domem to pojdzie sprawa o nekanie albo cos podobnego i jeszcze gorzej bedzie.

  19. DK

    Szczególnie gdy powtarza się wielokrotnie, jak przy sprawach dzieci w beczce albo w lodówce. Ojciec, a właściwie dawca nagle ślepnie – nie widzi, że ciąży; nie widzi, że nagle znika Tak jest po prostu wygodniej, wiadomo dziecko sprawa kobiety. Gdy trzeba płacić alimenty, wziąć na siebie obowiązki. zajdzie w niechcianą ciążę albo oddanie po adopcji – tatuś znika niczym kamfora. Dopiero pojawia się ojciec, gdy jakiś wyjątek wystąpi o opiekę nad dzieckiem i sąd nie przyzna. To wtedy okazuje się, że ojcowie istnieją i to dyskryminowani. A ja pytam ile jest przypadków w pl, gdzie kobieta nie chce dziecka i po porodzie oddaje je ojcu, aby się nim zaopiekował ?

    • Adso

      Otóż to, dziecko to nie tylko sprawa kobiety i zapewne mało jest kobiet, które po porodzie oddają dziecko ojcu aby się nim zaopiekował. Zastanawiam się tylko nad tym ileż to razy słyszałem, czytałem wypowiedzi kobiet, feministek, które z uporem twierdzą, że dziecko w ich łonie jest tylko ich sprawą i tylko one powinny decydować o tym czy chcą urodzić to dziecko czy ciążę usunąć. Facetowi nic do tego, może sobie chcieć lub nie i tak decyzja należy do kobiety. Wtedy tatusiowi wara, morda w kubeł i żadnych praw. A w sądach w ilu przypadkach przyznaje się prawo do opieki nad dzieckiem ojcu? Nawet jeśli ojciec jest w stanie zapewnić dziecku lepsze warunki WYCHOWANIA (nie mylić tylko z warunkami materialnymi) to zwyczajowo prawo do opieki uzyskuje matka a tatuś jest jej potrzebny tylko w kwestii alimentów. Autorka, Pani Sylwia, ma oczywiście rację, w w/w przypadku ojciec powinien być również sądzony i to pewnie z kilku artykułów, nie zmienia to jednak faktu, że dla feministek mężczyzna to tylko dawca spermy i jak już swoje zrobi to niech spada.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s