Wiara Śmierć Potępienie

Skombinowałam szałową kieckę do trumny, a potem wyobrażałam sobie własny pogrzeb, na którym bawię się setnie widząc ten lament, nieutulony żal po mnie

Całe moje dzieciństwo było dla mnie jednym śmiertelnym zagrożeniem. Jak sięgnę pamięcią, wciąż pakowałam się w jakieś porażające rozrywki, z których cudem wychodziłam cało. Wędrowałam więc po stromych dachach starych kamienic, wisiałam na parapetach okien najwyższych pięter, jeździłam na rowerze slalomem między autobusami i zapadałam na straszliwe choroby. Wstrzykiwano mi penicylinę, na którą byłam uczulona, gonili mnie zboczeńcy, atakowały mnie psy ze szczękościskiem i rozjuszone prośne lochy.

Udało mi się przeżyć. Ale od początku swojego istnienia czułam tę śmierć na plecach. O śmierci się słyszało, śmierć się oglądało. Ciągle ktoś umierał i ciągle się o tym mówiło. Poza tym bez przerwy robiliśmy z Whisky jakieś pogrzeby chomikom. Pies zmarł mi na rękach. Pisałam o śmierci wiersze. Opowiadania. Eseje. Śmierć prowadziła mnie za rękę  hartując jednocześnie przed samą sobą. Była jak szczepionka, jak ta penicylina, z tą jednak różnicą, że nie wywoływała uczuleń. Obecna w rozmowach, obecna w literaturze, w telewizji, w jedynej wówczas emitowanej tematyce Drugiej Wojny Światowej, dawała pewne poczucie bezpieczeństwa. Bo co podczas moich wędrówek po dachach, podczas podpalania domu, podczas gorączek krwotocznych, co takiego mogło się stać? Otóż w najgorszym przypadku mogła nastąpić śmierć. A my się z koleżanką dobrze znamy. My się nawet lubimy. My sobie razem łazimy po parapetach i rozbrajamy stare niewypały.

Druga rzecz, wiara. Kiedy bowiem już śmierć oswoiłam, natychmiast nasunęło mi się pytanie: co dalej? Co po śmierci? Oczywiście wykluczone, że nic. Na pewno COŚ. I na pewno coś zabawnego. Na pewno będę po śmierci świadoma,  w pełni przytomna i, co najważniejsze, niezniszczalna. Dlatego będę mogła bezkarnie robić sobie siupy i nic mi już nie zagrozi. Wykombinowałam w myślach szałową kieckę do trumny, a potem wyobrażałam sobie własny pogrzeb, na którym bawię się setnie obserwując ten lament i czuję jak rozpiera mnie satysfakcja, gdy rodzice rwą włosy z głowy z nigdy nie utulonego żalu, bo mi na coś tam wczoraj nie pozwolili, bo mi nie kupili czerwonych bucików, bo mi nie dali na lody, albo zrobili jakąś absurdalną aferę z powodu dwói z matematyki.

Tak się beztrosko pławiłam w tych wizjach pośmiertnych, tak się z moją przyjaciółką śmiercią nabijałam z życia dopóty, dopóki nie wtryniła się w to wszystko moja babcia. Babcia rozgoniła nasz duet, po czym zaciągnęła mnie na roraty i sprzedała kilka ważnych prawd o wiecznym zbawieniu. Bo śmierć śmiercią, ale potem kończą się żarty, zaczyna się jatka, mamy do czynienia z jazdą ekstremalną, nie ma zmiłuj, jedni na lewo, inni na prawo, jedni do raju, inni do kotła, i do kotła właśnie najprawdopodobniej ja!

Chyba że postaram się o zbawienie.

A zbawienie, kochani, można sobie załatwić tylko w jeden sposób. NIE GRZESZYĆ. Nie grzeszyć! A ja grzeszyłam na okrągło i w kółko miałam to poczucie bycia w czarnej dupie. Znacie ten majak niepokojący, lęk, że w każdej chwili może zapukać do was skarbówka? I z tytułu rozliczenia rocznego, zażądać faktury za materiały budowlane z 2001 roku? Niby gdzieś ją wpięliście, niby składaliście, ale to remont, to przeprowadzka, grom wie co, już segregator nie wiadomo który, już go właściwie nie kojarzycie, a na wiecznie odkładane porządki nigdy nie ma czasu. Skarbówka czekać nie będzie, śmierć też czekać nie będzie, nikt tu nie jest od tupania nogą w podłogę, nikt tu nie wygrał czasu na loterii, to macie tę fakturę czy nie?!

Najgorsze były wakacje. Latem bowiem rodzice oddawali mnie na bite dwa miesiące do babci i choć był to słodki czas rozpieszczania, to jednak mara wylądowania w kotle stawała się wówczas wyraźniejsza, wręcz namacalna, wręcz nieunikniona! Pamiętam jak trafiłam kiedyś z wyrostkiem robaczkowym do szpitala, a tam leżał siedmioletni pacjent, który wcześniej bawił się na budowie w ten sposób, że wędrował po krawędzi kotła z gotującą się smołą. I poślizgnęła mu się noga. I wpadł do środka. Nie chcecie wiedzieć, co było dalej. Ja wiedziałam. Widziałam, co się dzieje z człowiekiem, który wpada do kotła. I ten obraz stał mi przed oczami po rozmowie z babcią. I z tym obrazem, w mroku katolickiej wiary – dorastałam.

Było jednak światełko w tym mroku. Usłyszałam kiedyś (najpewniej od babci), że można z tego wybrnąć, że jest jakiś system ubezpieczeń, coś takiego jak pierwsze piątki miesiąca. W każdy pierwszy piątek idziesz do spowiedzi, potem do komunii. Tych piątków trzeba zaliczyć chyba dziewięć. Nie wiem, czemu dziewięć. To pewnie jakiś symbol ciąży zbawiennej, efekt niepokalanego poczęcia. Pomyślałam: biorę. Wchodzę w to. Nie mam wyjścia.  Nie zamierzam się kiedyś obudzić z ręką w szambie, w czarnej dupie diabła. Nie znasz dnia ani godziny. Ja, mimo przyjaźni ze śmiercią, też nie znam. Załóżmy więc, że w danej chwili spadam z parapetu. A wcześniej nie zdążyłam się wyspowiadać. No i dupa. Czarna dupa diabła.

Każde wakacje rozpoczynałam od rzucania się w projekt ZBAWIENIE. Projekt realizowałam mniej więcej w dwudziestu procentach. Wakacje trwały bowiem tylko dwa miesiące. Potem wracałam do domu i projekt upadał. Po kilku latach prób zrozumiałam, że wrodzony brak systematyczności może wykluczyć mnie z niebiańskiego towarzystwa i wtarabanić do kotła. Spytałam mojego eksperta – babcię – czy te święte piątki można zsumować i zaliczyć na poczet mojego zbawienia? Zaprzeczyła.  A na poczet negocjacji? Jak spadnę z parapetu i zginę, przyjdzie anioł śmierci i będzie mnie chciał potępić, a ja wyjmę pięć kartek, na każdej kartce po dwa piątki, nawet ponad normę. I co?!

– Nic.

To ja, pomyślałam, to ja to pierniczę. Co ja jestem w jakimś lojalnościowym programie? Co to, system zdrapek? Czemu akurat musi to być trzeci pierwszy piątek miesiąca po drugim pierwszym piątku miesiąca? Czemu ma być ich aż dziewięć? Czemu ma to trwać nieprzerwanie? A jeśli, załóżmy, nie mówię tu o sobie, ale jeśli ktoś nie nagrzeszył przez jeden z tych następujących po sobie miesięcy? A jeśli wyjechał?  Zachorował? Nie miał czasu? No i znów jak z tą skarbówką. Diabeł tupie nogą o ziemię, ramionami wzrusza, nic go nie obchodzą moje tłumaczenia. Nie ma faktury, nie ma rozmowy. Pięć rozpoczętych formularzy go nie interesuje.

Nie było wyjścia. Zrobiłam to, co uznałam za jedyne słuszne posunięcie w tej sprawie. Zaprzyjaźniłam się i z nim. Zresztą można się było tego spodziewać. Taką mam metodę. Zawsze zaprzyjaźniam się z wrogiem. Z każdym potencjalnym zagrożeniem. Z sekretarką męża. Z dziewczyną kochanka. Z komisją rekrutacyjną. Z członkami jury. Z największym moberem w firmie. Z szefową i kadrową. Ze śmiercią. Z potępieniem.

Zaprzyjaźniam się, zabieram na wódkę i załatwiam, że nie trafię kotła. I powiem wam coś. Nie trafię do kotła. Piekielnie w to wierzę. A wiara czyni cuda.

7348__wiara-jpg

10 comments

  1. Magdalena Bardowska

    no nie wiem, nie wiem…. niemiecki duch Major Siegeried Von Konigswald z „W Dniu Urodzin Wandy June” Kurt’a Vonnegut’a powiedział, „że warto było przenieść się do nieba, żeby zobaczyć, że Jezus Chrystus w Niebiesiech jest normalnym facetem, grającym w cymbergaja. A do tego ma niezłe poczucie humoru. Stale chodzi w takiej niebiesko – złotej bluzie z napisem na plecach. Wiecie co jest tam napisane? KLUB SPORTOWY PONCJUSZA PIŁATA. Większość ludzie nie łapie dowcipu; myślą, że naprawdę istnieje klub sportowy Poncjusza Piłata!” ….
    tylko skąd w niebie niemiecki major? … skoro i on nie trafił do kotła? ….
    hm…. wchodzę w to! Ja chcę Sylwio z Tobą zbierać na tą wódkę! 😀

  2. Baronowa

    Jak to mówił Chistopher Hitchens: nie chcę trafić do nieba, bo to jakaś pieprzona Korea Północna, gdzie dzień i noc trzeba wielbić swego Pana. Czy jakoś tak to szło 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s