Halo, jest tam kto?!

W codzienności jest tyle cudów, że zapominam o największych pragnieniach ludzkości. Nie chcę sławy. Nie chcę pieniędzy. Chcę tylko jednego. Telefonu…

Pisałam wam już kiedyś o moim telefonie. Apelowałam do reklamodawców – zróbcie coś z tym. Chcę nowy telefon. Stary jest kompletnie do bani: nie dzwoni na niego żaden przystojny brunet, tylko blerwa ze skarbówki. Nie przychodzą frapujące sms-y, tylko ponaglenia z Play. Czas z tym skończyć. Przyślijcie mi coś przyzwoitego, a wszyscy na tym skorzystamy. U mnie zacznie się wreszcie coś dziać, a o was dowie się siedmiu moich czytelników i pies z kulawą nogą. Brzmi ponętnie?

Druga rzecz, zaczęłam ostatnio zachodzić w głowę, kiedy wreszcie mój blog sięgnie szczytu. Wyguglałam sobie topowe blogi, zobaczyłam ich liczbę lajków i podzieliłam na lata w kontekście częstotliwości lajkowania mojego. Słuchajcie, nie jest źle. Wygląda na to, że za jakieś dwadzieścia lat będę w czołówce. Tym bardziej że jak tak dalej pójdzie, za dwadzieścia lat wszyscy rozkapryszeni topowi blogerzy będą leżeć na piaskach Barcelony za ciężkie pieniądze firmy X albo Y, a na swoje blogi wysyłać będą jeno komunikaty w rodzaju: ” Hej, jestem na plaży w Hiszpanii za ciężkie pieniądze firmy X. Albo Y.  Czekam na komcie.” 

Ok., ok., wiem, że to się łatwo czyta. Łatwiej niż niekończące się dywagacje na temat sensu życia. Dlatego nie czepiam się. Ja tylko proszę o aparat. Mój się wyraźnie psuje. Chociaż, muszę przyznać, ostatnio coś w nim drgnęło. Wygląda na to, że jednak jest na świecie ktoś, komu zależy na moim szczęściu. Otóż dostałam wczoraj wiadomość o kumulacji Multi Lotka. Przysłali mi z samej centrali. Chcą żebym zagrała. Napraszają się. Wciskają mi pieniądze w dłoń.

Cieszy mnie to, choć przecież już dawno wygrałam w Lotto. Nie grając nigdy, zaoszczędziłam na tym pokaźną sumę. Ale przecież każda kolejna kumulacja powoduje pęcznienie mojej wygranej. Ba! Pieniądze multiplikują się co tydzień! Nie wydając ich na kupony, robię się coraz bogatsza i coraz bliżej mi do miliona. Nie mam kalkulatora pod ręką, ale coś mi mówi, że za dwadzieścia lat będę nie tylko w ścisłej czołówce blogerów, ale także w ścisłej czołówce ludzi, którzy nie wydając w swoim życiu ani złotówki na kolekturę, dysponują potężną wygraną.

Dlatego, kochani – nie robię nic. Nie gram, nie piszę. Tylko nie mówcie mi o Dziele Mojego Życia. Nie ma głupich. Nie mogę go skończyć. Dlaczego? To proste. Jeśli skończę coś, co napędza mnie energią, to przecież natychmiast opadnę z sił, a sens przeżywania kolejnych dni zgaśnie podobnie jak świeca mojego żywota. Komu by miało na tym zależeć? Na pewno nie mnie.

Zatem trwam. Przeżywam zwykłe dni, bawiąc się nimi jak puzzlami swojego życia. Oglądam czerwcowe chmury i kruki nad stodołą. Budzę się rano i w wielkiej ekscytacji pakuję plecak na niezwykłą wyprawę – przeżycie kolejnego dnia. W codzienności jest tyle cudów, że całkiem zapominam o największych pragnieniach ludzkości. Nie chcę więc sławy. Nie chcę pieniędzy. W ogóle nic nie chcę. Chcę tylko tego jednego – telefonu. Telefonu, który nie zadzwoni do mnie w żadnej sprawie. W żadnym interesie. Nic ode mnie nie będzie wymagał. Niczym nie będzie ponaglał. Nie będzie miał pretensji. Ani roszczeń. Ani wyjaśnień. Nic.

Tylko tak, o. Zadzwoni, żeby pogadać.

13 comments

  1. ina3b

    Eh, fajnie byłoby dostać takiego zwykłego smsa (też dostaję te od Playa;D) i się nim cieszyć..:)
    Dobrze wiedzieć, że nie tylko ja oglądam chmury i że nie chcę niczego nadzwyczajnego..

  2. zig_zac

    Dlaczego liczysz tylko lajki na FB? Licz też ludzi, którzy Cię subskrybują przez RSS. Chcę zostać policzony.
    Może Ciebie czytają osobnicy, którzy nie mają w zwyczaju „lajkować na Fejsie”? Ten rodzaj mamuta jeszcze nie wyginął.

    Jestem tu nowy – dzień dobry – więc nie słyszałem jeszcze o dziele życia, ale od razu mam teorię, czemu go jeszcze nie ma (wiem, ciasto powinienem przynieść na początek, a nie teorię). Kiedy ktoś skończy dzieło życia musi je pokazać i poddać ocenie. A jeśli to na prawdę dzieło życia, to tak, jakby poddawać pod ocenę własne życie, i to komu? Przepracowanemu, niedostatecznie opłacanemu, zgryźliwemu pracownikowi jakiegoś wydawnictwa.
    Kto wie, ile „dzieł życia” leży po szufladach, bo autorzy są swoimi największymi krytykami.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s