Rododendron (na Dzień Dziecka)

Dziecko. Niewyczerpana rzeka potrzeb. Pasmo udręk, nierównej walki. Lata wyrzeczeń i kompromisów. Wieczna porażka

DDGDOd samego początku swego istnienia wywraca świat do góry nogami. W dniu jego pojawienia się powstaje nieopisany rejwach. Jakby faktycznie nic poza nim się nie liczyło, jakby ludzkość od zarania dziejów nigdy czegoś podobnego na oczy nie widziała. Jestem, dajmy na to, w pracy. Księgowej szwagierki bratanicy siostra urodziła dziecko. Z tego powodu piszczy pół biura. Zdjęcia rozsyłają. Na fejsbuku tysiąc lajków. Wódka na stole. Delegacja po śpioszki. Zdarzył się cud. Ósmy cud świata. Dwie ręce, dwie nogi, głowa ciut za duża. Palce sztuk dziesięć. U stóp drugie tyle. Apetyt – maks. Defekacja – maks. Absorbowanie – maks. Decybele – maks. Potencjał niszczycielski – MAKS.

Wolność i niezależność rodziców  – zero. Sobotnie imprezy – zero. Słuchanie muzyki – zero. Święty spokój – zero.

Trzy i pół kilo, pięćdziesiąt centymetrów. I jeden pewnik. Nic już nie będzie takie jak kiedyś.

Do końca życia siostra bratanicy szwagierki księgowej nie zazna spokoju. Do końca życia siostry bratanica szwagierki księgowej nie odzyska talii. Do końca życia siostra bratanicy szwagierki księgowej nie posłucha Red Hotów. Do końca życia siostra bratanicy szwagierki księgowej nie zaszaleje w Spatifie. Do końca życia siostra bratanicy szwagierki księgowej nie pryśnie pod namiot. Chyba że z dzieciakiem. Ho, ho, ho! To ci dopiero zabawa.

Dziecko kosztuje fortunę. Tonę pampersów, które zapaskudzają środowisko i ścielą planetę nigdy nie rozkładającym się polipropylenem. Stosy plastikowych smoczków, butelek, kubków, gryzaczków, grzechotek. Wózki, nosidełka, bujaczki. Chodziki, nocniki, wanienki. Łóżeczka, pozytywki, materace. Dwa tiry gadżetów. Chudy portfel i grube kłopoty. Dziecko. Nigdy nie wyczerpana rzeka potrzeb. Pasmo udręk, nierównej walki. Lata wyrzeczeń i kompromisów. Wieczna porażka. Od samego początku.

Daruję wszystkim narodziny, karmienie i połóg. Fizjologia nie jest poezją, nie jest nawet prozą. Określenie „cud narodzin” to cynizm facetów, którzy mają sadystyczne zacięcie. Zacznę od pierwszej fety wokół tej jazgotliwej istoty, która ubrana w koronkowy uniform, zaczyna swój destrukcyjny proces. Proces dobijania rodziców.

Chrzciny.  Cała chałupa siódmych wód po kisielu, na koncie pustka, w głowie wojna. Goście pieją, że fajnie. Nic nie jest fajnie. Matka ma poryty tyłek, popękane cycki. Na stole sałatka, dziecko się drze.  Słabo? To dopiero początek.

Pierwszy dzień w szkole. Tornister jak cegła, krew na kolanie. Do permanentnego stresu dobija pani od matmy. Biały kołnierzyk. Czerwony zeszyt. Czarne myśli.

Komunia. Znów ciotki i babki zza Bugu. Budżet domowy leży i płacze, rodzina plądruje lodówkę.  W nowiutkim laptopie nie ma procesora, dzieciak nakarmił nim rybki.

Rocznikowo jestem dorosły, czyli pierwszy powrót do domu w stanie półpłynnym. W codziennej diecie pojawia się wybuchowy koktajl.  Rodzic, dzieciak i sześć promili pomiędzy.

Matura. Gardło ściśnięte, nerwosol na stole. Rodzic patrzy w kalendarz, kiedy się dzieciak wyniesie. Już bliżej niż dalej, może wreszcie będzie spokój?

Studia. I owszem, ten się pakuje, wyjeżdża na studia, uf, myśli rodzic, idę na jubel. Dzieciak w świecie, w domu spokój. Dziewięć miesięcy później dzieciak wraca i mieszka do czterdziestki. Wraz z nim tobołek. Wrzeszczący.

To ja chyba sobie lepiej rododendron kupię.

——————————————————————————————

MAGAZYN BE

http://issuu.com/bemagazyn/docs/be_kids

32 comments

  1. himoto

    Rozumiem ironię, zgadzam się z oceną retorycznych chwytów na siłę uwznioślających macierzyńskie cuda na kiju. Ale: dziecko nie musi być potworkiem, palców wcale mu nie trzeba liczyć ani rzucać fotek na fejsa. Red Hotów da się słuchać wspólnie, talię odzyskać, jak komuś zależy, uprawiając sztuki walki, a na chrzciny, skoro się już je chce urządzić, nikogo nie zapraszać, albo też zaprosić nielicznych do knajpy. Do szkoły można mieć stosunek cyniczny albo obrazoburczy, albo sobie własną założyć. Wszystko jest kwestią woli.

  2. Anonim

    Bliźniaczko, z tego co sie orientuję to masz nie poryty tyłek, nie popękane cycki, bywasz imprezowo nie tylko sobotnio, można z Tobą posłuchać muzyki, a i promile czasem masz na poziomie. Tak więc nie cykaj.

  3. Niestatystyczna

    Jak ktoś nie potrafi czytać ironii, niech nie czyta Kubryńskiej? Zawsze czytam Kubryńską, uwielbiam jej teksty i wciąż mi ich mało, ale dosy tego słodzenia… Każdy może mieć własny pogląd na świat. Też kiedyś byliśmy dziećmi. Dla mnie one wcale nie są udręką, potworami… czymś więcej, czymś, kimś bardzo wyjątkowym.
    Ale zgadzam się co do tego, że cała ta otoczka, wokół narodzin, a później każdego kolejnego etapu życia dziecka jest przesadzona. Trzeba zachować umiar, nie przechylać w jedną ze stron. 🙂

  4. Toja Oszołomska

    Podobno do kwiatów należy mówić, ale ja to się nie znam. Dzieciom zakazać się odzywać – też się mało orientuję… Wiem za to, że rośliny z akademika siana do domu nie przywożą;)

    Tekst świetny i wciąż na czasie. Lubię ten subtelny sarkazm.

  5. Anonim

    Zawsze twierdziłam, że termin „radość macierzyństwa” musiał wymyślić facet. Cieszę się, że mogłam coś takiego przeczytać, bo to znaczy, że nie jestem z tym sama 🙂 Nic mnie tak nie wkurza, jak mylenie pojęć i modlenie się do dzieci, zamiast ich wychowywania. Sama mam córkę, kumplujemy się, (już dawno ustaliłyśmy, że jest dzieckiem listonosza i Krystyny z Gazowni, a ja tylko wychowuję, jak swoje) ale jednak dostrzegam całkiem spory kawał świata poza jej plecami i nie wyobrażam sobie inaczej 🙂 Pozdrawiam ciepło.

  6. Emily

    Niestety ale ta wypowiedź jest żałosna, mam wrażenie, że ten tekst ma tylko prowokować, a w żaden sposób Pani się z nim nie identyfikuje…
    „Określenie „cud narodzin” to cynizm facetów”-Doprawdy? A Panią to jednak bocian przyniósł???
    Pozdrawiam,
    Czytelniczka
    Emilia

  7. Anonim

    Niezmiennie przeraża mnie, jak mało w ludziach dystansu: do religii, do polityki, do innych ludzi, do literatury, do siebie samych ostatecznie. Wszyscy są tak poważni, moralni i bogobojni. Akuratni i obyci. Ciekawe więc, skąd te wszystkie dramaty, przemoc w rodzinie, molestowania, mordy, dzieci w beczkach i na śmietnikach i święte wojny. Bo przecież to nie My. To Oni. Ale ci Inni Oni, niż Tamci Oni. Pozdrawiam.

  8. ada

    ooo sama prawda 🙂 … jak przyjechaliśmy do domu z dzieckiem ze szpitala, pomyślałam sobie ” ale sobie k… narobiliśmy” im człowiek starszy, świadomy konsekwencji, obowiązków jakie go czeka. Zwłaszcza, że ja nie preferuję modelu wysługiwania się i podrzucania dziecka. Po prostu zaczyna się jazda, naiwnym wydaje się że do 18-tki 🙂 Pozdrawiam!

  9. Monika

    Zapomniałaś o jeszcze jednej prawdzie
    Dziecko to pasożyt od momentu zagniezdzenia się w macicy
    Jak to kiedyś powiedziałam głośno to zostałam zlinczowana
    Sama mam dwa pasożyty
    I nie potrafię udawać szczęścia bez granic
    I mimo że pasożyty jakoś wyżyły to i tak jestem określana jednym mianem ….
    Nie będę się wyrażać

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s